10-04-2012, 09:17 PM
Mamy Poniedziałek Wielkanocny 9.4.2012. Ci, którzy nie chodzą po śmierguście, wyruszają w kopczyki. Ja i Tomtur wybieramy drugą możliwość. Pogoda nas wzywa do zaniechania wywalania brzucha na tapczanie i rozruszania starych kości. Cel na dzisiejszy dzień - Wielki Połom.
Wielki Połom - jedna z gór Beskidu Morawsko-Śląskiego o wysokości powyżej tysiąca metrów (1067 m). Usytuowany jest na pograniczu Republiki Czeskiej i Słowacji, w pobliżu znanego Przesmyku Jabłonkowskiego. Samotny wierzchołek jest zalesiony i dlatego nie jest zbyt często odwiedzany przez turystów. Jednak zimą prowadzi w pobliżu ulubiona trasa biegówkowa (informacja dla Mallaidha i Mieciura) i niedaleko jest też nartostrada "Severka" (to dla innych deskowych).
Punktem wypadowym są Mosty koło Jabłonkowa. Tam pozostawiamy autko i jeszcze między chałupami nabieramy wysokości. Jest nam to potrzebne, pogoda słoneczna, niebo wymiecione, ale temparatura ujemna a pod bucikami świeży śnieg (tego starego tam wyżej będzie też dostatek).
[attachment=44744]
Trzeba nam dojść pierw do chaty Skałka. Trasa wiedzie świerkowym lasem, co oznacza, że nudnawo i bez widoków. Tylko na jednej polanie otwiera nam się okienko w stronę Stożka i Girowej. Dalej widać i dalsze kopczyki Beskidu Śląskiego z Baranem w tle.
[attachment=44751]
Z Mostów na Skałkę to jest 4 km (w RC są szlaki w km, nie w godz) i dla takich starych wików, jak my, to nie żaden wysiłek. Chata czeka na nas w słońcu wykąpana. Lepszej pogody nie można było sobie zarezerwować.
[attachment=44745][attachment=44746]
Jak powiedział Tomtur, ciężko się wydaje energię nabytą przez święta, kiedy na trasie w krótkim odstępie są aż trzy schroniska. Skałka nas wessała do swojego wnętrza. My się też dużo nie bronili. Mieliśmy w planie kosztować znaną zupkę.
[attachment=44752]
Na moje specjalne życzenie była jeszcze doprawiona serkiem ołomunieckim (tym śmierdzącym), żeby nam z buzi czosnkiem nie śmierdziało. Po takiej zupie można i góry przenosić. My jednak mieliśmy mniejsze plany. Dalej droga się wypłaszcza, taka ta typiczna ?ścieżka Tomtura?. Kto nie wie o co chodzi, to przypominam, że ten forumowicz lubi chodzić po górach, ale nie lubi chodzić pod górkę. Jeden kilometr i kolejne schronisko - Severka (ulubione Mirkowe). Tutaj się nie zatrzymujemy, ponieważ kto by mógł tak często zasiadać do stołu i kosztować miejscowe wypieki. Zwłaszcza, że po kilometrze mamy następną - Kamienną Chatę. Robimy parę zdjęć. Szkoda tylko, że jeszcze o tej porze trzymie się lekka mgiełka, która nam uniemożliwia dalekie widoki, zwłaszcza na słowackie góry. Musimy się zadowolić widokiem na dolinę Olzy z Gródkiem, Bystrzycą i Czantorią.
[attachment=44747]
Trochę spacerku lasem po zaśnieżonym asfalcie i znów widok na schronisko - Kamienna Chata pod W. Połomem.
[attachment=44748]
Jestem zwłaszcza ciekawy na nową wieżę widokową i jej ofertę widokową. Na chacie nie chcemy się zbytnio zatrzymywać, najpierw trzeba nam odwiedzić wierzchołek W. Połomu, który jest jeszcze o 2,5 - 3 km dalej. Jak to wszystko przebiegało, można zobaczyć tu:
http://www.youtube.com/watch?v=AMFvYjaFG...ature=plcp
U gościciela powinne zapisanie do księgi i wspólne foto, jako dowód pobytu.
[attachment=44753]
Czekał nas powrót. Tych 9 km trzeba było przejść w odwrotnym kierunku. Na szczęście mamy po drodze sporo przystanków zaopatrzeniowych i nie zginiemy z głodu albo braku wody. Kiedy doszliśmy do Kamiennej, słońce doszło do zenitu i trzeba było chwycić parę jego promieni.
[attachment=44755]
Nawet pierwsza dzisiejsza kawka w takim środowisku musi smakować wyśmienicie i gdyby była z trocin. Wiadomo, porcja małej czarnej przed schroniskiem to dla mnie powinność..
[attachment=44756]
Szkoda tylko, że widoki z tego miejsca zasłaniały nam drzewa. Nie było nam za ciężko znów odwiedzić wieżyczkę z widokiem. Tym razem widoki na słowackie kopczyki otwarły się na oścież. Od Babiej, przez jakieś tam Taterki, Faterki aż po Klaka. Wszyscy wiedzą jaka wtedy euforia panuje wśrod prawowiernych górołazów. Z aparatów aż się kurzy z tego pstrykania. Mam do wieży jedno zastrzeżenie. Mogła być o parę metrów wyższa. Widoki psują pobliskie drzewa. Jaka to jednak była ciężka praca, to oglądanie odwiedzonych i nie odwiedzonych kopczyków, poznaliśmy na swych brzuchach. Oczy i duszę nakarmiliśmy. Teraz żołądki domagały się swoich praw. Od spożycia czosnkowej upłynęło sporo czasu i trzeba było myśleć nad dalszym dopełnieniem energii. Potrawę miałem już wybraną uprzednio. Gulasz jeleniowo-wołowy na chacie Skałka. Z myślą na takie cudo niemal biegiem przebyliśmy trasę z Kamiennej na Skałkę. Przed chatą jeszcze jeden pstryk na Małą Fatrę
[attachment=44754]
i już możemy odebrać nagrodę.
[attachment=44749]
Nawet z papryczki został tylko odenek. Pycha. Po takim rozdaniu nagród ciężko było zrobić ten ostatni krok - zejść nieciekawym lasem do Mostów. Ostatnim wzdechem za wyprawą było jeszcze zdjęcie Rozsutca z nad Mostów.
[attachment=44750]
Zdjęcie niezbyt ładne, ale mam dowód, że i z takiego miejsca widać znaną górę.
Do następnego razu.
Wielki Połom - jedna z gór Beskidu Morawsko-Śląskiego o wysokości powyżej tysiąca metrów (1067 m). Usytuowany jest na pograniczu Republiki Czeskiej i Słowacji, w pobliżu znanego Przesmyku Jabłonkowskiego. Samotny wierzchołek jest zalesiony i dlatego nie jest zbyt często odwiedzany przez turystów. Jednak zimą prowadzi w pobliżu ulubiona trasa biegówkowa (informacja dla Mallaidha i Mieciura) i niedaleko jest też nartostrada "Severka" (to dla innych deskowych).
Punktem wypadowym są Mosty koło Jabłonkowa. Tam pozostawiamy autko i jeszcze między chałupami nabieramy wysokości. Jest nam to potrzebne, pogoda słoneczna, niebo wymiecione, ale temparatura ujemna a pod bucikami świeży śnieg (tego starego tam wyżej będzie też dostatek).
[attachment=44744]
Trzeba nam dojść pierw do chaty Skałka. Trasa wiedzie świerkowym lasem, co oznacza, że nudnawo i bez widoków. Tylko na jednej polanie otwiera nam się okienko w stronę Stożka i Girowej. Dalej widać i dalsze kopczyki Beskidu Śląskiego z Baranem w tle.
[attachment=44751]
Z Mostów na Skałkę to jest 4 km (w RC są szlaki w km, nie w godz) i dla takich starych wików, jak my, to nie żaden wysiłek. Chata czeka na nas w słońcu wykąpana. Lepszej pogody nie można było sobie zarezerwować.
[attachment=44745][attachment=44746]
Jak powiedział Tomtur, ciężko się wydaje energię nabytą przez święta, kiedy na trasie w krótkim odstępie są aż trzy schroniska. Skałka nas wessała do swojego wnętrza. My się też dużo nie bronili. Mieliśmy w planie kosztować znaną zupkę.
[attachment=44752]
Na moje specjalne życzenie była jeszcze doprawiona serkiem ołomunieckim (tym śmierdzącym), żeby nam z buzi czosnkiem nie śmierdziało. Po takiej zupie można i góry przenosić. My jednak mieliśmy mniejsze plany. Dalej droga się wypłaszcza, taka ta typiczna ?ścieżka Tomtura?. Kto nie wie o co chodzi, to przypominam, że ten forumowicz lubi chodzić po górach, ale nie lubi chodzić pod górkę. Jeden kilometr i kolejne schronisko - Severka (ulubione Mirkowe). Tutaj się nie zatrzymujemy, ponieważ kto by mógł tak często zasiadać do stołu i kosztować miejscowe wypieki. Zwłaszcza, że po kilometrze mamy następną - Kamienną Chatę. Robimy parę zdjęć. Szkoda tylko, że jeszcze o tej porze trzymie się lekka mgiełka, która nam uniemożliwia dalekie widoki, zwłaszcza na słowackie góry. Musimy się zadowolić widokiem na dolinę Olzy z Gródkiem, Bystrzycą i Czantorią.
[attachment=44747]
Trochę spacerku lasem po zaśnieżonym asfalcie i znów widok na schronisko - Kamienna Chata pod W. Połomem.
[attachment=44748]
Jestem zwłaszcza ciekawy na nową wieżę widokową i jej ofertę widokową. Na chacie nie chcemy się zbytnio zatrzymywać, najpierw trzeba nam odwiedzić wierzchołek W. Połomu, który jest jeszcze o 2,5 - 3 km dalej. Jak to wszystko przebiegało, można zobaczyć tu:
http://www.youtube.com/watch?v=AMFvYjaFG...ature=plcp
U gościciela powinne zapisanie do księgi i wspólne foto, jako dowód pobytu.
[attachment=44753]
Czekał nas powrót. Tych 9 km trzeba było przejść w odwrotnym kierunku. Na szczęście mamy po drodze sporo przystanków zaopatrzeniowych i nie zginiemy z głodu albo braku wody. Kiedy doszliśmy do Kamiennej, słońce doszło do zenitu i trzeba było chwycić parę jego promieni.
[attachment=44755]
Nawet pierwsza dzisiejsza kawka w takim środowisku musi smakować wyśmienicie i gdyby była z trocin. Wiadomo, porcja małej czarnej przed schroniskiem to dla mnie powinność..
[attachment=44756]
Szkoda tylko, że widoki z tego miejsca zasłaniały nam drzewa. Nie było nam za ciężko znów odwiedzić wieżyczkę z widokiem. Tym razem widoki na słowackie kopczyki otwarły się na oścież. Od Babiej, przez jakieś tam Taterki, Faterki aż po Klaka. Wszyscy wiedzą jaka wtedy euforia panuje wśrod prawowiernych górołazów. Z aparatów aż się kurzy z tego pstrykania. Mam do wieży jedno zastrzeżenie. Mogła być o parę metrów wyższa. Widoki psują pobliskie drzewa. Jaka to jednak była ciężka praca, to oglądanie odwiedzonych i nie odwiedzonych kopczyków, poznaliśmy na swych brzuchach. Oczy i duszę nakarmiliśmy. Teraz żołądki domagały się swoich praw. Od spożycia czosnkowej upłynęło sporo czasu i trzeba było myśleć nad dalszym dopełnieniem energii. Potrawę miałem już wybraną uprzednio. Gulasz jeleniowo-wołowy na chacie Skałka. Z myślą na takie cudo niemal biegiem przebyliśmy trasę z Kamiennej na Skałkę. Przed chatą jeszcze jeden pstryk na Małą Fatrę
[attachment=44754]
i już możemy odebrać nagrodę.
[attachment=44749]
Nawet z papryczki został tylko odenek. Pycha. Po takim rozdaniu nagród ciężko było zrobić ten ostatni krok - zejść nieciekawym lasem do Mostów. Ostatnim wzdechem za wyprawą było jeszcze zdjęcie Rozsutca z nad Mostów.
[attachment=44750]
Zdjęcie niezbyt ładne, ale mam dowód, że i z takiego miejsca widać znaną górę.
Do następnego razu.



Raczej profanuję inny napój na kopczykach - taka mała czarna. 
oczywiście dyspozycyjny