09-01-2012, 01:24 PM
Tym razem nie odpuściliśmy, nigdy więcej Sylwka w mieście...
31 w sobotę ze spakowanym plecakiem i gitarą pognałam niezbyt chętnie do pracy. Co za palant wymyślił by sklepy były otwarte do 18 w Sylwka, ale cóż. Nawet w miarę szybko zleciało te 8 godz. Koleżanki ze stoiska puściły mnie jeszcze wcześnie bym zdążyła na wcześniejszy autobus do Szczawnicy. Podczas gdy Krzysiek był już dawno w schronisku ja o 1810 odjeżdżałam z Krakowa. Tradycyjnie po minięciu granic Krakowa złocisty płyn zagościł w moim gardełku. Droga minęła dość szybko, żadnych korków - przyjechał nawet wcześniej. W Szczawnicy gwarno, głośno i dudni muzyka na stoku. Z Krzyśkiem umówiłam się w miejscu, gdzie żółty szlak idąc z góry wychodzi na asfalt. Zdziwiony był, że tak szybko jestem. Z rozchodzącym się ciepełkiem w środku przyniesioną pigwówką ruszyliśmy żwawo do góry. Po ok 40 min dotarliśmy do schroniska, a raczej Bacówki pod Bereśnikiem. Tam już nieco gwarno - podobno najlepsza impreza była dzień wcześniej, ale cóż. Szybkie przebranie [attachment=43240] i coś trzeba wrzucić na ruszt bo człek głodny. Impreza jak impreza śpiewy, granie, tańce, hulanki swawole... [attachment=43241] [attachment=43242]
no i przyszedł czas się zbierać na zewnątrz powitać Nowy Rok:
[attachment=43243] [attachment=43244] [attachment=43245] [attachment=43246] [attachment=43247],
kilka zdjęć ze strony: http://www.bereśnik.pl :[attachment=43248] [attachment=43249] [attachment=43250]
i gdy sala się wyludniła zostawiając ostatnich na placu boju by równo z zegarkiem zagrać 0400 nad ranem
[attachment=43251]
Po kilku przespanych godzinach mój mąż wrócił z powitania poranka: [attachment=43252] [attachment=43253] [attachment=43254] [attachment=43255]
Po dość długim oczekiwaniu na śniadanie, w końcu wszyscy zagłębili widelce w talerzu i zajęli się jajecznicą. O dłuższej wycieczce nie było mowy, ale spacerek jak najbardziej. Spacerkiem na Dzwonkówkę i powrót z szukaniem na dziko miejsc na panoramkę. Co prawda widoki troszkę się popsuły, ale nie było źle: [attachment=43256] [attachment=43257] [attachment=43258] [attachment=43259] [attachment=43260] [attachment=43261]
wieczorkiem granie, śpiewy, itp
A rano następnego dnia, cóż trzeba byłoby się powoli zebrać. Przynajmniej pogoda nas ładna żegnała i piękne widoki. Tam można cały dzień siedzieć w środku i gapić się na Tatry i chmury co ze sobą wyprawiają.
moja zabawa z jednym zdjęciem: [attachment=43262]
i na koniec: [attachment=43263]
31 w sobotę ze spakowanym plecakiem i gitarą pognałam niezbyt chętnie do pracy. Co za palant wymyślił by sklepy były otwarte do 18 w Sylwka, ale cóż. Nawet w miarę szybko zleciało te 8 godz. Koleżanki ze stoiska puściły mnie jeszcze wcześnie bym zdążyła na wcześniejszy autobus do Szczawnicy. Podczas gdy Krzysiek był już dawno w schronisku ja o 1810 odjeżdżałam z Krakowa. Tradycyjnie po minięciu granic Krakowa złocisty płyn zagościł w moim gardełku. Droga minęła dość szybko, żadnych korków - przyjechał nawet wcześniej. W Szczawnicy gwarno, głośno i dudni muzyka na stoku. Z Krzyśkiem umówiłam się w miejscu, gdzie żółty szlak idąc z góry wychodzi na asfalt. Zdziwiony był, że tak szybko jestem. Z rozchodzącym się ciepełkiem w środku przyniesioną pigwówką ruszyliśmy żwawo do góry. Po ok 40 min dotarliśmy do schroniska, a raczej Bacówki pod Bereśnikiem. Tam już nieco gwarno - podobno najlepsza impreza była dzień wcześniej, ale cóż. Szybkie przebranie [attachment=43240] i coś trzeba wrzucić na ruszt bo człek głodny. Impreza jak impreza śpiewy, granie, tańce, hulanki swawole... [attachment=43241] [attachment=43242]
no i przyszedł czas się zbierać na zewnątrz powitać Nowy Rok:
[attachment=43243] [attachment=43244] [attachment=43245] [attachment=43246] [attachment=43247],
kilka zdjęć ze strony: http://www.bereśnik.pl :[attachment=43248] [attachment=43249] [attachment=43250]
i gdy sala się wyludniła zostawiając ostatnich na placu boju by równo z zegarkiem zagrać 0400 nad ranem
[attachment=43251]Po kilku przespanych godzinach mój mąż wrócił z powitania poranka: [attachment=43252] [attachment=43253] [attachment=43254] [attachment=43255]
Po dość długim oczekiwaniu na śniadanie, w końcu wszyscy zagłębili widelce w talerzu i zajęli się jajecznicą. O dłuższej wycieczce nie było mowy, ale spacerek jak najbardziej. Spacerkiem na Dzwonkówkę i powrót z szukaniem na dziko miejsc na panoramkę. Co prawda widoki troszkę się popsuły, ale nie było źle: [attachment=43256] [attachment=43257] [attachment=43258] [attachment=43259] [attachment=43260] [attachment=43261]
wieczorkiem granie, śpiewy, itp
A rano następnego dnia, cóż trzeba byłoby się powoli zebrać. Przynajmniej pogoda nas ładna żegnała i piękne widoki. Tam można cały dzień siedzieć w środku i gapić się na Tatry i chmury co ze sobą wyprawiają.
moja zabawa z jednym zdjęciem: [attachment=43262]
i na koniec: [attachment=43263]




