28-12-2011, 12:45 AM
Hej
Za oknami zima (właściwie późna jesień
), ale od dłuższego czasu mobilizuję się do napisania relacji z sierpniowego wypadu w Tatry Wysokie. Wcześniej sporo chodziłem po Tatrach, ale był to pierwszy pobyt po kilkuletniej nieobecności.
I dzień: 13.08.2011 r. (sobota)
https://picasaweb.google.com/10209199862...tryDzienI#
Początek wycieczki na dworcu w Zakopanem około 8:30, z prawie 2-godzinnym opóźnieniem spowodowanym brakiem wagonu
. Po 11-godzinnej podróży na korytarzu nocnego TLK z Warszawy (całkiem wygodnej dzięki karimacie i kawałkowi wolnej podłogi na korytarzu
Tatry przywitały mnie ładną pogodą. Wychodzę z dworca i na rozgrzewkę ruszam szybkim krokiem do Kuźnic. Po 9:00 kupuję bilety do TPN i wchodzę do Doliny Jaworzynki. Idę łagodnym podejściem w górę doliny, mijając po drodze licznych turystów. Po przejściu wgłąb doliny szlak wznosi się ostrym podejściem na Przełęcz między Kopami. Pokonuję je zdecydowanie i ok. 10:30 melduję się na przełęczy. Tam krótki odpoczynek na drugie śnadanie i zdjęcia (jedno z moich ulubionych miejsc widokowych), a następnie ruszam do Murowańca. Na Hali Gąsiennicowej piękne widoki, ale jak przystało na początek długiego weekendu, mnóstwo ludzi. W tłocznym schronisku nie zatrzymuje się zbyt długo i wyruszam żółtym szalkiem w kierunku Pańszczycy i Krzyżnego. Tutaj spotykam już niewielu turystów. Szlak jest bardzo ciekawy i urozmaicony (polecam
. Na początku idę wzdłuż granicy górnego regla, a następnie wchodzę w kosówki rosnące na stokach Żółtej Turni. Po ok. 45 min. docieram do Doliny Pańszczycy, która nawet w szczycie sezonu okazuje się spokojnym miejscem. Dalej podchodzę spokojnym krokiem w kierunku Krzyżnego. Nie spotykam już kosówek, a sceneria jest bardzo surowa i wysokogórska. W międzyczasie pogoda zaczęła się trochę psuć i spadł deszcz, ale tak słaby, że zanim wyciągnąłem z plecaka pelerynę, już przestał. Na Krzyżne wdrapuję się około 14:30. Zdążyło się już wypogodzić i odsłoniła się Dolina 5 Stawów, a za nią Miedziane i szczyty Tatr Słowackich. Znaczna część panoramy pozostawała jeszcze w chmurach. Na przełęczy zatrzymuję się na dłuższą chwilę na kolejne zdjęcia, herbatę i 4 już tego dnia kanapkę z pasztetem
. Spotykam Asię i Kubę z Krakowa, z którymi dalej schodzimy razem w kierunku Piątki. Pogoda jest znowu ładna, idziemy powoli, podziwiając widoki doliny. Po 2 godzinach zejścia docieramy nad Wielki Staw, skręcamy na niebieski szlak i przed 5 meldujemy się w schronisku. Bez problemu dostajemy glebę. Jak łatwo było przewidzieć, powoli zapełniały się już korytarze i lepsze miejsca w jadalni. Wieczór mija nam na rozmowach i podziwianiu D5SP w promieniach zachodzacego słońca. Oczywiście próbuję też pięciostawiańskiej szarlotki. Do wieczora "glebowicze" zajęli wszystkie możliwe miejsca na korytarzach i w jadalni, a nawet na murku przed schroniskiem. Po 21 wspólnie z innymi turystami przemeblowujemy jadalnię, odsuwamy ławki i stoły i wrzucamy plecaki nad okna, żeby zrobić miejsce dla wszystkich chętnych. Każdemu udaje się jakoś znaleźć swój skrawek podłogi, ale wychodząc z niego trudno było nie stratować wspólokatorów
Wkrótce w jadalni gasną światła i zasypiam na moim skrawku podłogi dosłownie wtulony między nowo poznanych znajomych i innych turystów.
II dzień: 14.08.2011 r. (niedziela)
Fotorelacja z dnia II i III:
https://picasaweb.google.com/10209199862...ienIIIIII#
Parę minut po 5:00 cała jadalnia Piątki zaczęła budzić się do życia. Za oknem piękne, wschodzące słońce. Znowu wspólne przemeblowanie jadalni, kolejka do łazienki, pakowanie plecaka, szybkie śniadanie na murku i wymarsz niebieskim szlakiem przez Świstówkę do Moka. Przed schroniskiem żegnam się z Asią i Kubą. Tego dnia mam w planie dojście na Rysy. Na pierwszym podejsciu nad Piątką doganiam Andrzeja, który też wybiera się na Rysy, dlatego w dalszą drogę idziemy już razem. Wkrótce odsłaniają nam się piękne widoki m. in. na Wielką Jaworzynę, Gerlach, Rysy i Mięguszowieckie. Podziwiamy Tatry oświetlone w porannym słońcu. Następnie szlak zbiega ostro w dół do szosy, którą idziemy w prawo może 100 m i dochodzimy do Moka. Tam rozdzielamy się na chwilę, Andrzej idzie prosto do Czarnego Stawu, a ja zatrzymuję się na chwilę przerwy i przy okazji pytam w schronisku o wolne miejsce. Nie liczę na nie w środku długiego weekendu, ale zaraz po otwarciu recepcji pani sprzedaje mi jedną z ostatnich prycz w Starym Schronisku. Po dopełnieniu formlaności wyruszam czerwonym szlakiem i szybko podchodzę pod Czarny Staw. Mimo dość wczesnej godziny jest już tłoczno. Nad Czarnym Stawem rozmawiam chwilę z bardzo sympatycznymi dziewczynami, robimy sobie wzajemnie zdjęcia, a później spotykam się znowu z Andrzejem. Razem wyruszamy w kierunku najwyższego szczytu Polski. Po lekkim obejściu stawu zaczynamy ostre podejście pod Bulę pod Rysami. Na tym odcinku szlak nie sprawia żadnych trudności technicznych, ale jest pewnym wyzwaniem kondycyjnym, zwłaszcza dla turysty z ciężkim plecakiem
Udaje się nam jednak sprawnie sforsować pierwsze podejście i możemy podziwiać widok Czarnego Stawu i Morskiego Oka z Buli pod Rysami. Po krótkim odpoczynku idziemy dalej w górę, ścieżką wijącą się wśród kamieni. Pogoda jest nadal bez zarzutu, co daje nam nadzieję na panoramę ze szczytu. Wkrótce ustawiamy się w ciągle wydłużąjącym się ogonku przed pierwszym łańcuchem. Ostatnia godzina mija nam na mozolnej wspinaczce i czekaniu w kolejkach przed kolejnymi łańcuchami. Dzięki tym wymuszonym postojom mogliśmy podziwiać piękno dzikiego, skalistego otoczenia. Wreszcie udaje nam się wejść na grań, pokonujemy jeszcze kilka łańcuchów i po nieco ponad 3 godzinach wspinaczki zdobywamy Rysy. Na obu wierzchołkach bardzo wielu Polaków i Słowaków. Najpierw ustawiamy się w kolejce do tablicy i pozujemy do pamiątkowych zdjęć. Potem robimy zdjęcia na wszystkie możliwe strony, odwiedzamy słowacki wierzchołek, znajdujemy spokojniejszą miejscówkę przy zejściu na słowacki szlak i zatrzymujemy się na postój. Jest tak pięknie, że spędzamy na Rysach godzinę i ruszamy w drogę powrotną. Przy zejściu tworzą się dużo dłuższe zatory, mijanki trwają niekiedy bardzo długo, dlatego zejście tylko po łańcuchach zajmuje nam 1,5 godz. Nie narzekamy, bo dzięki temu możemy obcować dłużej ze szczytami. Po sforsowaniu ostatniego łańcucha, zatrzymujemy się na chwilę na Buli, oglądamy Mięguszowieckie, Czarny Staw i Moko w popołudniowym już słońcu. Następnie schodzimy na dół już bez zakłóceń i o 5 jesteśmy z powrotem przy wyjątkowo zatłoczonym Morskim Oku. Tutaj żegnam się z Andrzejem, który wraca przez Świstówkę do D5SP. Ja zostawiam plecak w swojej sali w Starym Schronisku i spotykam bardzo sympatyczną współlokatorkę, Agatę. Wkrótce zbiegam do pobliskiej Włosiennicy, aby zdążyć na 6 mszę, którą w tamtejszym pawilonie handlowym odprawiają dominikanie. Po mszy wracam do schroniska około 7, mjając coraz mniej już licznych, schodzących turystów. Na miejscu poznaję innych turystów z mojej sali. Potem jeszcze czas na "obiadokolację" (tradycyjny już gorący kubek i chleb z pasztetem
, krótką kontemplację zachodu słońca nad opustaszałym o tej porze Mokiem i kilka zdjęć. Muszę jednak wrócić do schroniska, aby zająć miejsce w kolejce do prysznica. Kolejka jest już całkiem długa, ale udaje mi się dostać po 45 minutach pod prysznic, pod którym jest nawet ciepła woda
Wreszcie o 21:30 padam na swoją górną pryczę i zasypiam kamiennym snem.
III dzień: 15.08.2011 r. (poniedziałek).
Niestety trzeba powoli wracać w stronę cywilizacji, ale zostaje jeszcze prawie 10 godzin w Tatrach
. Początek dnia jak zawsze w górach: pobudka o 5:30, szybkie pakowanie, śniadanie i wymarsz. Razem ze mną wstaje większość moich współlokatorów. Wschodzące słońce oświetla już Mięguszowieckie i Mnicha. Na początku drogi idę samotnie szybkim tempem tzw. "ceprostradą" w kierunku Dolinki Za Mnichem. Co pewien czas zatrzymuję się na podziwianie widoków i robienie zdjęć. Po około 45 minutach wspinam się na próg Dolinki Za Mnichem. Po krótkim przystanku wchodzę dalej trawersem na Szpiglasową Przełęcz. Ze szlaku mam imponujący widok na Mnicha, Mięguszowieckie i inne szczyty z otoczenia Moka, które teraz widzę z zupełnie innej perspektywy niż zwykle. O 8:30 docieram na Szpiglasową, gdzie robię dłuższy postój. Po pewnym czasie dochodzi do mnie Agata, sąsiadka ze schroniska, która też idzie w stronę Gąsienicowej. Dalej postanawiamy iść razem przez Zawrat. Wcześniej jednak zostawiamy plecaki na przełęczy i "na lekko" zdobywamy pobliski Szpiglasowy Wierch, robiąc zdjęcia na słowacką stronę. Po chwili wracamy po plecaki i schodzimy zółtym szlakiem do Doliny 5 Stawów. Idziemy dość wolno, podziwiajac widoki na Dolinę i Orlą Perć, a przed nami wyrasta łagodny od tej strony Kozi Wierch. W górnej części doliny spotykamy już kosodrzewinę i kwiaty. Przy rozwidleniu szlaków zatrzymujemy się na krótko. Następnie idziemy niebieskim szlakiem na Zawrat. Podejście od południa nie jest zbyt męczące i nie wymaga właściwie przygotowania technicznego. Po drodze rozglądamy się na Orlą Perć i otoczenie Doliny. Na Zawrat dochodzimy przed 12 i zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Jest tu dość dużo turystów. Na niebie zaczynaja się pojawiać pierwsze chmury, ale nie są zbyt groźne. Na Zawracie podziwiamy panoramę, robimy zdjęcia i jemy drugie śniadanie. Następnie schodzimy niebieskim szlakiem na północ. Zejście z ciężkimi plecakami nie jest zbyt komfortowe, ale bez problemu dajemy radę. Po drodze ustawiają się kolejki w obie strony, co przedłuża nasz czas obcowania z alpejską przyrodą
. Na łańcuchach mijamy dziewczyny poznane przeze mnie dzień wcześniej w drodze na Rysy
Po godzinie mozolnego zejścia wzdłuż łańcuchów zaczyna się ścieżka. Ruszamy nią szybszym krokiem, ale nie zapominamy o otaczających nas krajobrazach i zatrzymujemy się na zdjęcia. Nad Czarnym Stawem tłum, więc z trudem znajdujemy miejsce na odpoczynek. Następnie ruszamy do Murowańca, gdzie żegnam się z Agatą. Schronisko jest tak zatłoczone, że po kupieniu wrzątku opuszczam je jak najszybciej. Czas nagli, więc udaję się już w stronę Zakopanego. Na szlaku z Murowańca znowu spotykam Andrzeja. Na Przełęczy między Kopami czas na ostatnie podczas tej wycieczki spojrzenie z bliska na Orlą Perć i Kościelec. W międzyczasie szybko nadciągają chmury burzowe, dlatego zamiast przez Boczań decydujemy się zbiec przez mniej eksponowaną Jaworzynkę. Wśród kosówek dopada nas ulewa, która jednak przechodzi po kilkunastu minutach. Peleryny zdążyły nam wyschnąć jeszcze przed Kuźnicami. W Kuźnicach Andrzej wsiada do busa, a ja schodzę pieszo do centrum Zakopanego i na dworzec, gdzie tym razem zajmuję jedno z ostatnich wolnych miejsc w przedziale TLK do Gdyni
PS1. Na zakończenie serdecznie pozdrawiam wszystkie Osoby poznane na szlaku!
PS2. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was tą relacją
(będę wdzięczny za uwagi).
Za oknami zima (właściwie późna jesień
), ale od dłuższego czasu mobilizuję się do napisania relacji z sierpniowego wypadu w Tatry Wysokie. Wcześniej sporo chodziłem po Tatrach, ale był to pierwszy pobyt po kilkuletniej nieobecności.I dzień: 13.08.2011 r. (sobota)
https://picasaweb.google.com/10209199862...tryDzienI#
Początek wycieczki na dworcu w Zakopanem około 8:30, z prawie 2-godzinnym opóźnieniem spowodowanym brakiem wagonu
. Po 11-godzinnej podróży na korytarzu nocnego TLK z Warszawy (całkiem wygodnej dzięki karimacie i kawałkowi wolnej podłogi na korytarzu
Tatry przywitały mnie ładną pogodą. Wychodzę z dworca i na rozgrzewkę ruszam szybkim krokiem do Kuźnic. Po 9:00 kupuję bilety do TPN i wchodzę do Doliny Jaworzynki. Idę łagodnym podejściem w górę doliny, mijając po drodze licznych turystów. Po przejściu wgłąb doliny szlak wznosi się ostrym podejściem na Przełęcz między Kopami. Pokonuję je zdecydowanie i ok. 10:30 melduję się na przełęczy. Tam krótki odpoczynek na drugie śnadanie i zdjęcia (jedno z moich ulubionych miejsc widokowych), a następnie ruszam do Murowańca. Na Hali Gąsiennicowej piękne widoki, ale jak przystało na początek długiego weekendu, mnóstwo ludzi. W tłocznym schronisku nie zatrzymuje się zbyt długo i wyruszam żółtym szalkiem w kierunku Pańszczycy i Krzyżnego. Tutaj spotykam już niewielu turystów. Szlak jest bardzo ciekawy i urozmaicony (polecam
. Na początku idę wzdłuż granicy górnego regla, a następnie wchodzę w kosówki rosnące na stokach Żółtej Turni. Po ok. 45 min. docieram do Doliny Pańszczycy, która nawet w szczycie sezonu okazuje się spokojnym miejscem. Dalej podchodzę spokojnym krokiem w kierunku Krzyżnego. Nie spotykam już kosówek, a sceneria jest bardzo surowa i wysokogórska. W międzyczasie pogoda zaczęła się trochę psuć i spadł deszcz, ale tak słaby, że zanim wyciągnąłem z plecaka pelerynę, już przestał. Na Krzyżne wdrapuję się około 14:30. Zdążyło się już wypogodzić i odsłoniła się Dolina 5 Stawów, a za nią Miedziane i szczyty Tatr Słowackich. Znaczna część panoramy pozostawała jeszcze w chmurach. Na przełęczy zatrzymuję się na dłuższą chwilę na kolejne zdjęcia, herbatę i 4 już tego dnia kanapkę z pasztetem
. Spotykam Asię i Kubę z Krakowa, z którymi dalej schodzimy razem w kierunku Piątki. Pogoda jest znowu ładna, idziemy powoli, podziwiając widoki doliny. Po 2 godzinach zejścia docieramy nad Wielki Staw, skręcamy na niebieski szlak i przed 5 meldujemy się w schronisku. Bez problemu dostajemy glebę. Jak łatwo było przewidzieć, powoli zapełniały się już korytarze i lepsze miejsca w jadalni. Wieczór mija nam na rozmowach i podziwianiu D5SP w promieniach zachodzacego słońca. Oczywiście próbuję też pięciostawiańskiej szarlotki. Do wieczora "glebowicze" zajęli wszystkie możliwe miejsca na korytarzach i w jadalni, a nawet na murku przed schroniskiem. Po 21 wspólnie z innymi turystami przemeblowujemy jadalnię, odsuwamy ławki i stoły i wrzucamy plecaki nad okna, żeby zrobić miejsce dla wszystkich chętnych. Każdemu udaje się jakoś znaleźć swój skrawek podłogi, ale wychodząc z niego trudno było nie stratować wspólokatorów
Wkrótce w jadalni gasną światła i zasypiam na moim skrawku podłogi dosłownie wtulony między nowo poznanych znajomych i innych turystów.II dzień: 14.08.2011 r. (niedziela)
Fotorelacja z dnia II i III:
https://picasaweb.google.com/10209199862...ienIIIIII#
Parę minut po 5:00 cała jadalnia Piątki zaczęła budzić się do życia. Za oknem piękne, wschodzące słońce. Znowu wspólne przemeblowanie jadalni, kolejka do łazienki, pakowanie plecaka, szybkie śniadanie na murku i wymarsz niebieskim szlakiem przez Świstówkę do Moka. Przed schroniskiem żegnam się z Asią i Kubą. Tego dnia mam w planie dojście na Rysy. Na pierwszym podejsciu nad Piątką doganiam Andrzeja, który też wybiera się na Rysy, dlatego w dalszą drogę idziemy już razem. Wkrótce odsłaniają nam się piękne widoki m. in. na Wielką Jaworzynę, Gerlach, Rysy i Mięguszowieckie. Podziwiamy Tatry oświetlone w porannym słońcu. Następnie szlak zbiega ostro w dół do szosy, którą idziemy w prawo może 100 m i dochodzimy do Moka. Tam rozdzielamy się na chwilę, Andrzej idzie prosto do Czarnego Stawu, a ja zatrzymuję się na chwilę przerwy i przy okazji pytam w schronisku o wolne miejsce. Nie liczę na nie w środku długiego weekendu, ale zaraz po otwarciu recepcji pani sprzedaje mi jedną z ostatnich prycz w Starym Schronisku. Po dopełnieniu formlaności wyruszam czerwonym szlakiem i szybko podchodzę pod Czarny Staw. Mimo dość wczesnej godziny jest już tłoczno. Nad Czarnym Stawem rozmawiam chwilę z bardzo sympatycznymi dziewczynami, robimy sobie wzajemnie zdjęcia, a później spotykam się znowu z Andrzejem. Razem wyruszamy w kierunku najwyższego szczytu Polski. Po lekkim obejściu stawu zaczynamy ostre podejście pod Bulę pod Rysami. Na tym odcinku szlak nie sprawia żadnych trudności technicznych, ale jest pewnym wyzwaniem kondycyjnym, zwłaszcza dla turysty z ciężkim plecakiem
Udaje się nam jednak sprawnie sforsować pierwsze podejście i możemy podziwiać widok Czarnego Stawu i Morskiego Oka z Buli pod Rysami. Po krótkim odpoczynku idziemy dalej w górę, ścieżką wijącą się wśród kamieni. Pogoda jest nadal bez zarzutu, co daje nam nadzieję na panoramę ze szczytu. Wkrótce ustawiamy się w ciągle wydłużąjącym się ogonku przed pierwszym łańcuchem. Ostatnia godzina mija nam na mozolnej wspinaczce i czekaniu w kolejkach przed kolejnymi łańcuchami. Dzięki tym wymuszonym postojom mogliśmy podziwiać piękno dzikiego, skalistego otoczenia. Wreszcie udaje nam się wejść na grań, pokonujemy jeszcze kilka łańcuchów i po nieco ponad 3 godzinach wspinaczki zdobywamy Rysy. Na obu wierzchołkach bardzo wielu Polaków i Słowaków. Najpierw ustawiamy się w kolejce do tablicy i pozujemy do pamiątkowych zdjęć. Potem robimy zdjęcia na wszystkie możliwe strony, odwiedzamy słowacki wierzchołek, znajdujemy spokojniejszą miejscówkę przy zejściu na słowacki szlak i zatrzymujemy się na postój. Jest tak pięknie, że spędzamy na Rysach godzinę i ruszamy w drogę powrotną. Przy zejściu tworzą się dużo dłuższe zatory, mijanki trwają niekiedy bardzo długo, dlatego zejście tylko po łańcuchach zajmuje nam 1,5 godz. Nie narzekamy, bo dzięki temu możemy obcować dłużej ze szczytami. Po sforsowaniu ostatniego łańcucha, zatrzymujemy się na chwilę na Buli, oglądamy Mięguszowieckie, Czarny Staw i Moko w popołudniowym już słońcu. Następnie schodzimy na dół już bez zakłóceń i o 5 jesteśmy z powrotem przy wyjątkowo zatłoczonym Morskim Oku. Tutaj żegnam się z Andrzejem, który wraca przez Świstówkę do D5SP. Ja zostawiam plecak w swojej sali w Starym Schronisku i spotykam bardzo sympatyczną współlokatorkę, Agatę. Wkrótce zbiegam do pobliskiej Włosiennicy, aby zdążyć na 6 mszę, którą w tamtejszym pawilonie handlowym odprawiają dominikanie. Po mszy wracam do schroniska około 7, mjając coraz mniej już licznych, schodzących turystów. Na miejscu poznaję innych turystów z mojej sali. Potem jeszcze czas na "obiadokolację" (tradycyjny już gorący kubek i chleb z pasztetem
, krótką kontemplację zachodu słońca nad opustaszałym o tej porze Mokiem i kilka zdjęć. Muszę jednak wrócić do schroniska, aby zająć miejsce w kolejce do prysznica. Kolejka jest już całkiem długa, ale udaje mi się dostać po 45 minutach pod prysznic, pod którym jest nawet ciepła woda
Wreszcie o 21:30 padam na swoją górną pryczę i zasypiam kamiennym snem.III dzień: 15.08.2011 r. (poniedziałek).
Niestety trzeba powoli wracać w stronę cywilizacji, ale zostaje jeszcze prawie 10 godzin w Tatrach
. Początek dnia jak zawsze w górach: pobudka o 5:30, szybkie pakowanie, śniadanie i wymarsz. Razem ze mną wstaje większość moich współlokatorów. Wschodzące słońce oświetla już Mięguszowieckie i Mnicha. Na początku drogi idę samotnie szybkim tempem tzw. "ceprostradą" w kierunku Dolinki Za Mnichem. Co pewien czas zatrzymuję się na podziwianie widoków i robienie zdjęć. Po około 45 minutach wspinam się na próg Dolinki Za Mnichem. Po krótkim przystanku wchodzę dalej trawersem na Szpiglasową Przełęcz. Ze szlaku mam imponujący widok na Mnicha, Mięguszowieckie i inne szczyty z otoczenia Moka, które teraz widzę z zupełnie innej perspektywy niż zwykle. O 8:30 docieram na Szpiglasową, gdzie robię dłuższy postój. Po pewnym czasie dochodzi do mnie Agata, sąsiadka ze schroniska, która też idzie w stronę Gąsienicowej. Dalej postanawiamy iść razem przez Zawrat. Wcześniej jednak zostawiamy plecaki na przełęczy i "na lekko" zdobywamy pobliski Szpiglasowy Wierch, robiąc zdjęcia na słowacką stronę. Po chwili wracamy po plecaki i schodzimy zółtym szlakiem do Doliny 5 Stawów. Idziemy dość wolno, podziwiajac widoki na Dolinę i Orlą Perć, a przed nami wyrasta łagodny od tej strony Kozi Wierch. W górnej części doliny spotykamy już kosodrzewinę i kwiaty. Przy rozwidleniu szlaków zatrzymujemy się na krótko. Następnie idziemy niebieskim szlakiem na Zawrat. Podejście od południa nie jest zbyt męczące i nie wymaga właściwie przygotowania technicznego. Po drodze rozglądamy się na Orlą Perć i otoczenie Doliny. Na Zawrat dochodzimy przed 12 i zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Jest tu dość dużo turystów. Na niebie zaczynaja się pojawiać pierwsze chmury, ale nie są zbyt groźne. Na Zawracie podziwiamy panoramę, robimy zdjęcia i jemy drugie śniadanie. Następnie schodzimy niebieskim szlakiem na północ. Zejście z ciężkimi plecakami nie jest zbyt komfortowe, ale bez problemu dajemy radę. Po drodze ustawiają się kolejki w obie strony, co przedłuża nasz czas obcowania z alpejską przyrodą
. Na łańcuchach mijamy dziewczyny poznane przeze mnie dzień wcześniej w drodze na Rysy
Po godzinie mozolnego zejścia wzdłuż łańcuchów zaczyna się ścieżka. Ruszamy nią szybszym krokiem, ale nie zapominamy o otaczających nas krajobrazach i zatrzymujemy się na zdjęcia. Nad Czarnym Stawem tłum, więc z trudem znajdujemy miejsce na odpoczynek. Następnie ruszamy do Murowańca, gdzie żegnam się z Agatą. Schronisko jest tak zatłoczone, że po kupieniu wrzątku opuszczam je jak najszybciej. Czas nagli, więc udaję się już w stronę Zakopanego. Na szlaku z Murowańca znowu spotykam Andrzeja. Na Przełęczy między Kopami czas na ostatnie podczas tej wycieczki spojrzenie z bliska na Orlą Perć i Kościelec. W międzyczasie szybko nadciągają chmury burzowe, dlatego zamiast przez Boczań decydujemy się zbiec przez mniej eksponowaną Jaworzynkę. Wśród kosówek dopada nas ulewa, która jednak przechodzi po kilkunastu minutach. Peleryny zdążyły nam wyschnąć jeszcze przed Kuźnicami. W Kuźnicach Andrzej wsiada do busa, a ja schodzę pieszo do centrum Zakopanego i na dworzec, gdzie tym razem zajmuję jedno z ostatnich wolnych miejsc w przedziale TLK do Gdyni
PS1. Na zakończenie serdecznie pozdrawiam wszystkie Osoby poznane na szlaku!
PS2. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was tą relacją
(będę wdzięczny za uwagi).

Można Ci tylko pogratulować wycieczki. Zdjęcia też mi się podobały. Żeby Twoja aktywność jak najdłużej u nas wytrzymała. Gdybyś się prędzej zalogował, to byś i jakiego żywego forumowicza w Taterach znalazł. 


.... w kapliczkę by wjechali. 