22-11-2011, 12:22 PM
Po raz kolejny już kilka dni przed wyjazdem cieszyłam się jak dziecko z nowej zabawki, że znów stanę pośród Gór - tego majestatu, w ciszy, z dala od codziennego zabiegania, hałasu i zanieczyszczonego powietrza. 4 dni w moich kochanych górach 
Nie tak wczesnym rankiem jak było zakładane na początku, udałam się na dworzec w celu pobytu mojej osoby w busie do Bielska po godz 0800. Wiadomo, że z Bielska w okolice Rycerki częstego transportu nie ma, ale okazało się, że moi przybrani wujkowie - dwaj starsi Panowie również jadą w czwartek - 10 i zaczekają na mnie w Bielsku. (większa część ekipy miała pojawić się w piątek)
No to jazda. Oczywiście sierotka wysiadła nie na tym przystanku co trzeba
i musiała podreptać szybkim krokiem na dworzec - ale co tam - poczekali.
Kierunek Rycerka Górna Ciapków - ostatni dom po lewej stronie - dom leśniczego - tam mieliśmy umówiony parking. Jadąc, jedynie górą prześwitywało słoneczko, dołem robiło się coraz zimniej. Po drodze Panowie jesio zakupili sobie po złocistym napoju przed wyruszeniem. By trafić na miejsce trochę błądziliśmy, ponieważ osoba która umawiała parking mówiła, że jest to dom za dużym składem drewna, tylko, że jak dojechaliśmy tego składu już nie było
, ale koniec z końcem trafiliśmy. Przepakowania, (zrobiło się zimno jak cholercia) po kanapeczce i złotym napoju ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę schroniska Na Przegibku.
Idąc nie szybkim krokiem, bo Panowie za szybko nie chodzą posuwaliśmy się do przodu.
I znów jestem pośród Was, Wy - które stoicie od dawien dawna - Góry. Pomimo tego, że jesteście niezmienne za każdym razem będąc tu dostrzegam coś innego, jakby kolejne piękno, którego wcześniej nie widziałam. Jestem tylko ja i Wy. Idąc robi się coraz cieplej, na zakręcie odsłania się mały widoczek i dosięgają mnie pierwsze promienie słońca do których wystawiam mordkę - pięknie. Czy słyszycie to.................cisza.
Tego mi było najbardziej potrzeba. Moje kopczykowe przestrzenie - aż się chce skakać z radości, że się tu znów jest. "Górskie szczęście".
Po jakimś czasie w końcu docieramy do celu. W schronisku jak na razie pusto. Zżucenie gratów w pokojach i na smaczny obiadek. Na zewnątrz powoli robi się szarówka. Zupka do obiadu na stole, obiad się robi. A ja w schronisku - czy czegoś mi więcej potrzeba?
Pojedyncze osoby zaczęły przychodzić, lecz to i tak mała garstka w porównaniu do tego co było nazajutrz. Po obiadku Panowie stwierdzili, że idą się położyć - czy spali, raczej nie. A co ja robię .....hmm Panowie w innym pokoju, nie ma do kogo się odezwać, więc co mi zostaje - mój najwierniejszy kompan - Gitara (to z nią razem wylewam często moje smutki, ona mnie słucha - i wiecie, że pomaga
Śpiewniki na stole, złocisty trunek obok i jedziemy. Za chwilę dosiada się dziewczyna, która jest sama w schronisku - usłyszała pierwsze dźwięki i prędko skoczyła na górę, a wiadomo gitara zbliża
Panowie powychodzili z pokoju, później przyszła grupka chłopaków do schroniska - i dwóch się skusiło na nasze towarzystwo. Siedząc tak razem, rozmawiając, słuchając, poznając się - kto skąd i jak mile spędziliśmy wieczór z dźwiękami muzyki. Panowie po jakimś czasie udali się na spoczynek i zostaliśmy w czwórkę. Oglądaliśmy księżyc przed schroniskiem - uwielbiam (gwiazd niestety zabrakło). Później wjechało winko grzane i tak siedząc i śpiewając poszliśmy spać późno 
schroniskowe kwiotki: [attachment=42205]
i nasza czwórka wieczorna: [attachment=42206]
cdn...

Nie tak wczesnym rankiem jak było zakładane na początku, udałam się na dworzec w celu pobytu mojej osoby w busie do Bielska po godz 0800. Wiadomo, że z Bielska w okolice Rycerki częstego transportu nie ma, ale okazało się, że moi przybrani wujkowie - dwaj starsi Panowie również jadą w czwartek - 10 i zaczekają na mnie w Bielsku. (większa część ekipy miała pojawić się w piątek)
No to jazda. Oczywiście sierotka wysiadła nie na tym przystanku co trzeba
i musiała podreptać szybkim krokiem na dworzec - ale co tam - poczekali. Kierunek Rycerka Górna Ciapków - ostatni dom po lewej stronie - dom leśniczego - tam mieliśmy umówiony parking. Jadąc, jedynie górą prześwitywało słoneczko, dołem robiło się coraz zimniej. Po drodze Panowie jesio zakupili sobie po złocistym napoju przed wyruszeniem. By trafić na miejsce trochę błądziliśmy, ponieważ osoba która umawiała parking mówiła, że jest to dom za dużym składem drewna, tylko, że jak dojechaliśmy tego składu już nie było
, ale koniec z końcem trafiliśmy. Przepakowania, (zrobiło się zimno jak cholercia) po kanapeczce i złotym napoju ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę schroniska Na Przegibku.Idąc nie szybkim krokiem, bo Panowie za szybko nie chodzą posuwaliśmy się do przodu.
I znów jestem pośród Was, Wy - które stoicie od dawien dawna - Góry. Pomimo tego, że jesteście niezmienne za każdym razem będąc tu dostrzegam coś innego, jakby kolejne piękno, którego wcześniej nie widziałam. Jestem tylko ja i Wy. Idąc robi się coraz cieplej, na zakręcie odsłania się mały widoczek i dosięgają mnie pierwsze promienie słońca do których wystawiam mordkę - pięknie. Czy słyszycie to.................cisza.
Tego mi było najbardziej potrzeba. Moje kopczykowe przestrzenie - aż się chce skakać z radości, że się tu znów jest. "Górskie szczęście".
Po jakimś czasie w końcu docieramy do celu. W schronisku jak na razie pusto. Zżucenie gratów w pokojach i na smaczny obiadek. Na zewnątrz powoli robi się szarówka. Zupka do obiadu na stole, obiad się robi. A ja w schronisku - czy czegoś mi więcej potrzeba?
Pojedyncze osoby zaczęły przychodzić, lecz to i tak mała garstka w porównaniu do tego co było nazajutrz. Po obiadku Panowie stwierdzili, że idą się położyć - czy spali, raczej nie. A co ja robię .....hmm Panowie w innym pokoju, nie ma do kogo się odezwać, więc co mi zostaje - mój najwierniejszy kompan - Gitara (to z nią razem wylewam często moje smutki, ona mnie słucha - i wiecie, że pomaga

Śpiewniki na stole, złocisty trunek obok i jedziemy. Za chwilę dosiada się dziewczyna, która jest sama w schronisku - usłyszała pierwsze dźwięki i prędko skoczyła na górę, a wiadomo gitara zbliża
Panowie powychodzili z pokoju, później przyszła grupka chłopaków do schroniska - i dwóch się skusiło na nasze towarzystwo. Siedząc tak razem, rozmawiając, słuchając, poznając się - kto skąd i jak mile spędziliśmy wieczór z dźwiękami muzyki. Panowie po jakimś czasie udali się na spoczynek i zostaliśmy w czwórkę. Oglądaliśmy księżyc przed schroniskiem - uwielbiam (gwiazd niestety zabrakło). Później wjechało winko grzane i tak siedząc i śpiewając poszliśmy spać późno 
schroniskowe kwiotki: [attachment=42205]
i nasza czwórka wieczorna: [attachment=42206]
cdn...
[
, ale po przebiegnięciu się i poszukaniu trafiliśmy na zielony. Trafiliśmy również na kolejną część ekipy która dojechała i właśnie zbierali się na szlak. Powitania, uściski - a Wy skąd
- do zobaczenia za rok na 11.11.2012


). Cieszę się, że niedługo tego doświadczę, bo ta forma turystyki jest mi zupełnie obca