31-10-2011, 06:44 PM
Witajcie !
Wieki już nie pisałem żadnej relacji więc trzeba to naprawić.
Po ponad 2 - miesięcznej przerwie spowodowanej życiowymi zmianami u gosia3ka i Mallaidha udało nam się wybrać w góry starym sądeckim składem
Wszystko odbyło się po staremu - był gosia3ek, był Mallaidh, był Poldolot i byłem ja czyli mieciur. Wybór padł na Beskid Niski.
Z samego rana wyjeżdżamy z Nowego Sącza. Przed nami krótka podróż. Naszym punktem startowym jest Zdynia a konkretnie przysiółek Łęg zagubiony gdzieś pośród beskidzkich pasm. Bez większym problemów docieramy na miejsce i parkujemy na skraju drogi obok jakiegoś gospodarstwa rolnego. W tym momencie miejscowy rolnik wyprowadza swoje stado dorodnych jałówek i buhajów na łąkę. Po czym idzie w naszym kierunku. Myślimy - pewnie chce nas przegonić ze swojego pola. Jakie było nasze zdziwienie (a moje to chyba największe) jak pierwszymi słowami wypowiedzianymi przez owego gospodarza były: "który to rocznik ? i ile ma przejechane ?" tak tak, dobrze myślicie chodziło o Poldolota. Okazało się, że jest szczęśliwym posiadaczem identycznego egzemplarza tylko rok starszego i z mniejszym przebiegiem. Po krótkiej pogawędce na temat a jak się jeździ, kiedy wymieniać rozrząd i jakie to są fantastyczne i wygodne samochody nadeszła pora się pożegnać i w końcu wyruszyć na szlak...
Pierwszym naszym celem jest Rotunda - góra o wysokości 771 m.n.p.m. na szczycie której jest położony cmentarz wojskowy nr 51 z I Wojny Światowej. Jest ich w B. Niskim bardzo dużo - ponieważ w czasie wojny toczyły się tutaj ciężkie walki. Na cmentarzu jest pochowanych 54 żołnierzy głównie Austriaków i Rosjan ale także Czechów. Znane są tylko nazwiska i przynależności pułkowe 30 z nich. Najbardziej w zadumę wprawiła mnie mogiła w której pochowano 9 żołnierzy rosyjskich - nieznanych. Z racji, że miejsce to jest trudno dostępne i rzadko odwiedzane a do tego zbliża się dzień Wszystkich Świętych zapalamy znicz w intencji tutaj pochowanych i ruszamy dalej w drogę...
Następnym naszym celem jest Studencka Baza Namiotowa Pod Rotundą. Dojście do niej zajmuje nam 20 minut. Tutaj robimy przerwę na II śniadanie i idziemy w kierunku Przełęczy Regietowskiej. Czeka nas ponad 4 km marszu w górę doliny. Kiedyś znajdowała się tutaj wieś o nazwie Regietów Wyżny. Została ona wysiedlona w 1947 r. podczas akcji Wisła. Obecnie jest tutaj tylko cmentarz i kaplica. Po godzinie drogi docieramy na Przełęcz. Postanawiamy zrobić sobie dłużą przerwę na umownie nazwijmy to obiad. Ja z Maćkiem udajemy się na poszukiwanie wody a gosia3ek rozkłada obóz i odgania wilki. Po spożyciu bardzo zdrowych zupek z torebki ruszamy radośnie w dalszą drogę. Teraz czeka nas podejście na najwyższą górę dzisiejszego dnia - Jaworzynę Konieczniańską 881 m. n.p.m. Po ciężkich walkach z błotem, liśćmi i podejściem zdobywamy szczyt. Nawet są jakieś widoki. Kilka zdjęć i musimy ruszać dalej bo dzień jest wyraźnie krótszy. Idziemy jakiś czas granicą, oczywiście nie spotkaliśmy żywego człowieka. Po czym odbijamy poza szlakowo w lokalną drogę. Jak się potem okazało przeszliśmy przez 3 bramy i szkółkę leśną do której wstęp był zakazany ale od drugiej strony. I tak po 8 godzinach na szlaku dochodzimy do auta. Tutaj jeszcze krótka rozmowa z "chodzącym podręcznikiem historii" czyli ojcem owego rolnika. I ruszamy w drogę powrotną
Wyjazd bardzo udany. Beskid Niski po raz kolejny nas nie zawiódł - jak zwykle było odludnie, spokojnie, historycznie i z przygodami
Zdjęcia zamieszczą tradycyjnie pozostali uczestnicy wycieczki.
Wieki już nie pisałem żadnej relacji więc trzeba to naprawić.
Po ponad 2 - miesięcznej przerwie spowodowanej życiowymi zmianami u gosia3ka i Mallaidha udało nam się wybrać w góry starym sądeckim składem

Wszystko odbyło się po staremu - był gosia3ek, był Mallaidh, był Poldolot i byłem ja czyli mieciur. Wybór padł na Beskid Niski.
Z samego rana wyjeżdżamy z Nowego Sącza. Przed nami krótka podróż. Naszym punktem startowym jest Zdynia a konkretnie przysiółek Łęg zagubiony gdzieś pośród beskidzkich pasm. Bez większym problemów docieramy na miejsce i parkujemy na skraju drogi obok jakiegoś gospodarstwa rolnego. W tym momencie miejscowy rolnik wyprowadza swoje stado dorodnych jałówek i buhajów na łąkę. Po czym idzie w naszym kierunku. Myślimy - pewnie chce nas przegonić ze swojego pola. Jakie było nasze zdziwienie (a moje to chyba największe) jak pierwszymi słowami wypowiedzianymi przez owego gospodarza były: "który to rocznik ? i ile ma przejechane ?" tak tak, dobrze myślicie chodziło o Poldolota. Okazało się, że jest szczęśliwym posiadaczem identycznego egzemplarza tylko rok starszego i z mniejszym przebiegiem. Po krótkiej pogawędce na temat a jak się jeździ, kiedy wymieniać rozrząd i jakie to są fantastyczne i wygodne samochody nadeszła pora się pożegnać i w końcu wyruszyć na szlak...
Pierwszym naszym celem jest Rotunda - góra o wysokości 771 m.n.p.m. na szczycie której jest położony cmentarz wojskowy nr 51 z I Wojny Światowej. Jest ich w B. Niskim bardzo dużo - ponieważ w czasie wojny toczyły się tutaj ciężkie walki. Na cmentarzu jest pochowanych 54 żołnierzy głównie Austriaków i Rosjan ale także Czechów. Znane są tylko nazwiska i przynależności pułkowe 30 z nich. Najbardziej w zadumę wprawiła mnie mogiła w której pochowano 9 żołnierzy rosyjskich - nieznanych. Z racji, że miejsce to jest trudno dostępne i rzadko odwiedzane a do tego zbliża się dzień Wszystkich Świętych zapalamy znicz w intencji tutaj pochowanych i ruszamy dalej w drogę...
Następnym naszym celem jest Studencka Baza Namiotowa Pod Rotundą. Dojście do niej zajmuje nam 20 minut. Tutaj robimy przerwę na II śniadanie i idziemy w kierunku Przełęczy Regietowskiej. Czeka nas ponad 4 km marszu w górę doliny. Kiedyś znajdowała się tutaj wieś o nazwie Regietów Wyżny. Została ona wysiedlona w 1947 r. podczas akcji Wisła. Obecnie jest tutaj tylko cmentarz i kaplica. Po godzinie drogi docieramy na Przełęcz. Postanawiamy zrobić sobie dłużą przerwę na umownie nazwijmy to obiad. Ja z Maćkiem udajemy się na poszukiwanie wody a gosia3ek rozkłada obóz i odgania wilki. Po spożyciu bardzo zdrowych zupek z torebki ruszamy radośnie w dalszą drogę. Teraz czeka nas podejście na najwyższą górę dzisiejszego dnia - Jaworzynę Konieczniańską 881 m. n.p.m. Po ciężkich walkach z błotem, liśćmi i podejściem zdobywamy szczyt. Nawet są jakieś widoki. Kilka zdjęć i musimy ruszać dalej bo dzień jest wyraźnie krótszy. Idziemy jakiś czas granicą, oczywiście nie spotkaliśmy żywego człowieka. Po czym odbijamy poza szlakowo w lokalną drogę. Jak się potem okazało przeszliśmy przez 3 bramy i szkółkę leśną do której wstęp był zakazany ale od drugiej strony. I tak po 8 godzinach na szlaku dochodzimy do auta. Tutaj jeszcze krótka rozmowa z "chodzącym podręcznikiem historii" czyli ojcem owego rolnika. I ruszamy w drogę powrotną

Wyjazd bardzo udany. Beskid Niski po raz kolejny nas nie zawiódł - jak zwykle było odludnie, spokojnie, historycznie i z przygodami

Zdjęcia zamieszczą tradycyjnie pozostali uczestnicy wycieczki.

wstęp jest dorodny
Gosię w takiej roli jeszcze nie widziałem. Chyba wszystkie wilki uciekły na Ukrainę. 


Nie wierzę! Mieciur napisał relację
Wkońcu!