19-09-2011, 09:22 PM
Brzmi niemożliwie..a jednak..z pomocą Poldolota a przede wszystkim nowego pojazdu Krzyśka, który nie otrzymał jeszcze nazwy- ale w tym pozwolę wykazać się innym, okazało się to możliwe. Podróż tajemniczym pojazdem dostarcza wrażeń niezapomnianych..postaram się więc nimi choć w części podzielić. Drogą asfaltową, którą dotarliśmy do Szczawnika pojazd szedł jak czołg. Dojechaliśmy więc sprawnie do szlaku na Wiercholmę. Szlabanu nie ma, po prawej stronie bije chyba tylko mi w oczy okrągły biały znak z czerwoną obwódką, na którym napisano nie dotyczy A.L.P...Krzysiek jednak za kierownicą pewny siebie..myślę..o mieciurze po prostu zapomnieli wspomnieć
Zatem wkraczamy na szlak i rozpoczynamy podróż pod górę. Oj tak..pod górę i jak się okazało to nie tylko bo i w górę- miejscami owy pojazd wzbija się w powietrze lepiej niż Poldolot- i właśnie tego najbardziej się obawiałam spoglądając w dół po lewej stronie, gdzie z wolna płynął strumyk. Nie muszę chyba dodawać, że nie raz nas w nim widziałam
Na szlaku mijaliśmy schodzących już ze szczytu turystów, którzy z zaciekawieniem i podziwem na nas spoglądali, a co niektórzy nawet robili zdjęcia i filmowali..Jakby nie było..pod górę, w górę i szybko dotarliśmy do schroniska- Bacówki nad Wierchomlą. Otrzepaliśmy się tylko z drobnych brązowych cząstek, które w trakcie jazdy pospadały na nas jak przelotny deszczyk i powędrowalismy zameldować się w schronisku. Przyszedł czas na delektowanie się widokami..[attachment=40719] Delektowanie to nie obyło się bez (jak na moją głowę wysokoprocentowego) złocistego napoju gazowanego. Trzeba było je zakończyć po tym jak w trakcie sprawdzianu z geografii miałam wątpliwości co do konstrukcji i mechaniki naszego układu słonecznego
Naszedł jednak nowy dzień- czas kontynuować podróż- cel Ornak. Po zjeździe na utwardzoną drogę pomimo nieocenionych zalet nowego pojazdu zmieniliśmy go na Poldolota i nim dotarliśmy do wejścia do doliny Chochołowskiej-do Siwej Polany. Na parkingu z niechęcią zapłaciliśmy haracz w wysokości 20zł
i ruszyliśmy w drogę. W Dolinie jak się okazało spory tłok- część z niego poruszająca się wolno, ale ścierająca własne buty, a część wykorzystująca w tym celu koła traktoru ciągnącego kolejkę. Krok za krokiem i dotarliśmy drogą asfaltową do żółtego szlaku na Iwaniacką Przełęcz. Początkowo łagodnie wznosząca się droga przez las, gdzie zastaliśmy trochę błota pomieszanego z resztkami ze ścinki drzew, potem przejaśnienie w Dolinie Iwaniackiej i..moim oczom ukazało się pnące się w górę podejście. Początkowo dużo sił więc noga za nogą dzielnie do góry. Im wyżej jednak tym sił mniej a podejście niezmiennie tak samo strome. Ostatnie metry w zwolnionym tempie, ale w końcu dotarliśmy do Przełęczy. Tu podobno przez 10 minut się nie odzywałam i było mi obojętne czym jestem oblepiona i co po mnie chodzi
-co muszę przyznać szczególnie w tym drugim przypadku jest rzadkością. Jednak po kilku większych łykach Burna stopniowo ustąpiło uczucie obojętności w stosunku do wszelkich owadów, pająków, gadów i płazów czyli wszystkiego co się rusza na ziemi lub w powietrzu i niekoniecznie jest ładne i miłe a czasem może ugryźć, następnie powróciło poczucie estetyki i na koniec zregenerowały się siły. Po zaobserwowaniu u mnie tych objawów życia poszliśmy więc dalej zielonym szlakiem na Ornak. Trochę lasu w chłodzie, a potem już przez kosodrzewinę w grzejącym i momentami doskwierającym słoneczku. Dalej pod górę, ale już jakby łagodniej niż na Iwaniacką. Oko cieszył zbliżający się i jedyny widoczny szczyt od strony podejścia- Suchego Wierchu Ornaczańskiego. Myślę sobie pierwszy etap będzie pokonany.., ale Krzysiek tłumacząc się koniecznością szczerości powtarzał, że to dopiero przedszczyt Ornaku. W związku z tym poajwiła się tu groźba kąpieli mieciura w strumyku w Dolinie Chochołowskiej. Niestety schodzący jakby na prośbę Krzyśka powtarzali, że jeszcze długa droga przed nami. Jak się okazało może i daleko, ale dalej było już przyjemnie tym bardziej, że pojawiły się oczekiwane widoki.[attachment=40761] [attachment=40762] [attachment=40763].
Spokojnie przemierzyliśmy więc Ornak, Zadni Ornak i dotarliśmy do Zadniej Przełęczy skąd zeszliśmy czarnym szlakiem prowadzącym przez Dolinę Starorobociańską do Doliny Chochołowskiej. Po drodze podziwialiśmy widoki między innymi na Czerwone Wierchy, Błyszcz, Bystrą oraz Starorobociański, Kończysty i Trzydniowiański Wierch. [attachment=40764] Zejście Doliną Starorobociańską początkowo z uwagi na nachylenie i drobne kamienie przesuwające się pod nogami wymagające uwagi, ale generalnie względnie szybko dające się pokonać. W Chochołowskiej Krzysiek wykupił się z wrzucenia do strumyka i tak dotarliśmy do czekającego na nas na Siwej Polanie Poldolota.
Zatem wkraczamy na szlak i rozpoczynamy podróż pod górę. Oj tak..pod górę i jak się okazało to nie tylko bo i w górę- miejscami owy pojazd wzbija się w powietrze lepiej niż Poldolot- i właśnie tego najbardziej się obawiałam spoglądając w dół po lewej stronie, gdzie z wolna płynął strumyk. Nie muszę chyba dodawać, że nie raz nas w nim widziałam
Na szlaku mijaliśmy schodzących już ze szczytu turystów, którzy z zaciekawieniem i podziwem na nas spoglądali, a co niektórzy nawet robili zdjęcia i filmowali..Jakby nie było..pod górę, w górę i szybko dotarliśmy do schroniska- Bacówki nad Wierchomlą. Otrzepaliśmy się tylko z drobnych brązowych cząstek, które w trakcie jazdy pospadały na nas jak przelotny deszczyk i powędrowalismy zameldować się w schronisku. Przyszedł czas na delektowanie się widokami..[attachment=40719] Delektowanie to nie obyło się bez (jak na moją głowę wysokoprocentowego) złocistego napoju gazowanego. Trzeba było je zakończyć po tym jak w trakcie sprawdzianu z geografii miałam wątpliwości co do konstrukcji i mechaniki naszego układu słonecznego
Naszedł jednak nowy dzień- czas kontynuować podróż- cel Ornak. Po zjeździe na utwardzoną drogę pomimo nieocenionych zalet nowego pojazdu zmieniliśmy go na Poldolota i nim dotarliśmy do wejścia do doliny Chochołowskiej-do Siwej Polany. Na parkingu z niechęcią zapłaciliśmy haracz w wysokości 20zł
i ruszyliśmy w drogę. W Dolinie jak się okazało spory tłok- część z niego poruszająca się wolno, ale ścierająca własne buty, a część wykorzystująca w tym celu koła traktoru ciągnącego kolejkę. Krok za krokiem i dotarliśmy drogą asfaltową do żółtego szlaku na Iwaniacką Przełęcz. Początkowo łagodnie wznosząca się droga przez las, gdzie zastaliśmy trochę błota pomieszanego z resztkami ze ścinki drzew, potem przejaśnienie w Dolinie Iwaniackiej i..moim oczom ukazało się pnące się w górę podejście. Początkowo dużo sił więc noga za nogą dzielnie do góry. Im wyżej jednak tym sił mniej a podejście niezmiennie tak samo strome. Ostatnie metry w zwolnionym tempie, ale w końcu dotarliśmy do Przełęczy. Tu podobno przez 10 minut się nie odzywałam i było mi obojętne czym jestem oblepiona i co po mnie chodzi
-co muszę przyznać szczególnie w tym drugim przypadku jest rzadkością. Jednak po kilku większych łykach Burna stopniowo ustąpiło uczucie obojętności w stosunku do wszelkich owadów, pająków, gadów i płazów czyli wszystkiego co się rusza na ziemi lub w powietrzu i niekoniecznie jest ładne i miłe a czasem może ugryźć, następnie powróciło poczucie estetyki i na koniec zregenerowały się siły. Po zaobserwowaniu u mnie tych objawów życia poszliśmy więc dalej zielonym szlakiem na Ornak. Trochę lasu w chłodzie, a potem już przez kosodrzewinę w grzejącym i momentami doskwierającym słoneczku. Dalej pod górę, ale już jakby łagodniej niż na Iwaniacką. Oko cieszył zbliżający się i jedyny widoczny szczyt od strony podejścia- Suchego Wierchu Ornaczańskiego. Myślę sobie pierwszy etap będzie pokonany.., ale Krzysiek tłumacząc się koniecznością szczerości powtarzał, że to dopiero przedszczyt Ornaku. W związku z tym poajwiła się tu groźba kąpieli mieciura w strumyku w Dolinie Chochołowskiej. Niestety schodzący jakby na prośbę Krzyśka powtarzali, że jeszcze długa droga przed nami. Jak się okazało może i daleko, ale dalej było już przyjemnie tym bardziej, że pojawiły się oczekiwane widoki.[attachment=40761] [attachment=40762] [attachment=40763].Spokojnie przemierzyliśmy więc Ornak, Zadni Ornak i dotarliśmy do Zadniej Przełęczy skąd zeszliśmy czarnym szlakiem prowadzącym przez Dolinę Starorobociańską do Doliny Chochołowskiej. Po drodze podziwialiśmy widoki między innymi na Czerwone Wierchy, Błyszcz, Bystrą oraz Starorobociański, Kończysty i Trzydniowiański Wierch. [attachment=40764] Zejście Doliną Starorobociańską początkowo z uwagi na nachylenie i drobne kamienie przesuwające się pod nogami wymagające uwagi, ale generalnie względnie szybko dające się pokonać. W Chochołowskiej Krzysiek wykupił się z wrzucenia do strumyka i tak dotarliśmy do czekającego na nas na Siwej Polanie Poldolota.
tia, Mieciur już wie ile jest punktów za znak zakazu
A gdyby liścik przyszedł wcale bym się nie zdziwiła..nawet z opóźnieniem bo ja z dużym prawdopodobieństwem wróże nam karierę na youtubie. Pocieszają mnie tylko Krzyśka zapewnienia, że sam samochód jest już przepustką na wjazd na ten teren więc może nie będzie tak źle...
Bardzo podobała mi się również ta część:
No to ja mu któregoś tam dnia w tygodniu, że rozglądam się za samochodem ''terenowym'', że mam ciągotki żeby czymś takim sobie pojeździć - no to prosze, zaraz Mieciur wyciąga z garażu Ładę Niva 