19-09-2011, 07:26 AM
Witam o poranku.
Plany były wysokie, ambitne, szczytne. Nic nie wyszło. Winny jest. Leniwy się okazał. Zemścimy się, Ty Szujo !!!
Pisząc w skrócie miał być Kieżmarski. Wyszedł Kościelec. I to Mały. Osobnik , który miał nas poprowadzić ( leniwi jesteśmy i nie chciałoby nam się drogi szukać ) odmówił współpracy. Pamiętaj Szujo - zemścimy się !!!
Co było robić - we dwójkę ruszamy na Tatry Polskie. Atakowane równocześnie przez 5 % Narodu Polskiego. Kolejka do kolejki wyglądała na taką z 15 sierpnia. Więc podjeliśmy straszną decyzję - idziemy nogami !!! Własnymi przez Boczań i coś tam na Karczmisko. Miło było. I nawet w miarę szybko nam to poszło. Pogoda cudna, wiaterek dopiero się rozkręcał. A halnym straszono. Swobodnym krokiem docieramy do Schroniska Murowaniec. Pełnego. Naród jest chętny do chodzenia. Znajdujemy miejsce przy stole, dzwonimy do Biskupa ( jak się okazało nauczał na Białorusi ). Robimy naradę. Gdzie, po co i w jakim stylu. Wychodzi na Kościelec. Co prawda ja byłem tam 10 razy ( w tym raz całą grań taternicką ), GAC - ownik Ali był ze 6 razy ale nic to. Nic bliższego w okolicy nie ma
W równym rytmie młodych stóp ( nie naszych ) ruszamy na brzeg Czarnego Stawu. Gąsienicowego dla jasności tematu. Zasiadamy na Kamieniu Urodzinowym. Podziwiamy z niego bałwany jeziorowe tworzące się na Czarnym. Wiaterek się wzmaga. Poza oglądaniem tafli wody ogladamy też okoliczne pagórki. Od Żółtej do Kozich. Patrzymy też na cel dnia. Ładny jest. Ładne też są kolory roślin. Zwierzów nie widzieliśmy. Koniec leżakowania i ruszamy na szlak. Paskudnymi schodami, zboczem Małego Kościelca w stronę grzbietu ( szczytu ? ) Małego. Potem miał być Karb, Kościelec, Karb, zejście nad Zielony Staw Gąsienicowy pod Skrajną Turnią i droga do Murowańca. Ale nie było. Leń, kac, wnerwienie na Szuję ( zemścimy się !!! ), ogólna niechęć do chodzenia pod górę - zmiana planów. Wracamy. Nad Czarny. Nic to - Tatry nie zające, nie uciekną. No chyba, że ekolodzy je zamkną. Podziwiając okoliczności przyrody schodzimy w kierunku schroniska. Mijamy je górą ( po drodze były zwłoki niewieście ) i schodami udajemy się na Rówień Królowa. A tam już milusio wiało. Chyba nawet widziałem lecącego niedźwiedzia. Pokonując wiatr i starość docieramy do Przełęczy między Kopami. I tu zaczyna się mój osobisty dramat. Zaczyna się we mnie walka. Czuję się rozdarty wewnętrznie i wstrząśnięty. Iść czy nie iść ? pokonać demona i czy odłożyć to na przyszłość ? Dam radę nerwowo czy też nie ? Po około 3 sekundach powyższej walki decyduję się - idziemy Jaworzynką. Ostatni raz szedłem nią 5 czerwca tamtego roku - wyjechałem z niej karetką TOPR - u. Tym razem przedarłem się w całości
. Choć trochę dziwnie czułem się idać tymi schodami gdzie zaliczyłem upadek. Kolejny ( po Goryczkowej Czubie ) demon ujarzmiony
. Przechodzimy płaską część dolinki i wracamy do Kuźnic. Godzina 14 a kolejka do kolejki taka sama jak rano. My elegancko siadamy przy stoliku, pożywiamy się i nogami własnymi ruszamy na parking obok skoczni. Miło było.
P.s. Szujo - drżyj.
Plany były wysokie, ambitne, szczytne. Nic nie wyszło. Winny jest. Leniwy się okazał. Zemścimy się, Ty Szujo !!!
Pisząc w skrócie miał być Kieżmarski. Wyszedł Kościelec. I to Mały. Osobnik , który miał nas poprowadzić ( leniwi jesteśmy i nie chciałoby nam się drogi szukać ) odmówił współpracy. Pamiętaj Szujo - zemścimy się !!!
Co było robić - we dwójkę ruszamy na Tatry Polskie. Atakowane równocześnie przez 5 % Narodu Polskiego. Kolejka do kolejki wyglądała na taką z 15 sierpnia. Więc podjeliśmy straszną decyzję - idziemy nogami !!! Własnymi przez Boczań i coś tam na Karczmisko. Miło było. I nawet w miarę szybko nam to poszło. Pogoda cudna, wiaterek dopiero się rozkręcał. A halnym straszono. Swobodnym krokiem docieramy do Schroniska Murowaniec. Pełnego. Naród jest chętny do chodzenia. Znajdujemy miejsce przy stole, dzwonimy do Biskupa ( jak się okazało nauczał na Białorusi ). Robimy naradę. Gdzie, po co i w jakim stylu. Wychodzi na Kościelec. Co prawda ja byłem tam 10 razy ( w tym raz całą grań taternicką ), GAC - ownik Ali był ze 6 razy ale nic to. Nic bliższego w okolicy nie ma
W równym rytmie młodych stóp ( nie naszych ) ruszamy na brzeg Czarnego Stawu. Gąsienicowego dla jasności tematu. Zasiadamy na Kamieniu Urodzinowym. Podziwiamy z niego bałwany jeziorowe tworzące się na Czarnym. Wiaterek się wzmaga. Poza oglądaniem tafli wody ogladamy też okoliczne pagórki. Od Żółtej do Kozich. Patrzymy też na cel dnia. Ładny jest. Ładne też są kolory roślin. Zwierzów nie widzieliśmy. Koniec leżakowania i ruszamy na szlak. Paskudnymi schodami, zboczem Małego Kościelca w stronę grzbietu ( szczytu ? ) Małego. Potem miał być Karb, Kościelec, Karb, zejście nad Zielony Staw Gąsienicowy pod Skrajną Turnią i droga do Murowańca. Ale nie było. Leń, kac, wnerwienie na Szuję ( zemścimy się !!! ), ogólna niechęć do chodzenia pod górę - zmiana planów. Wracamy. Nad Czarny. Nic to - Tatry nie zające, nie uciekną. No chyba, że ekolodzy je zamkną. Podziwiając okoliczności przyrody schodzimy w kierunku schroniska. Mijamy je górą ( po drodze były zwłoki niewieście ) i schodami udajemy się na Rówień Królowa. A tam już milusio wiało. Chyba nawet widziałem lecącego niedźwiedzia. Pokonując wiatr i starość docieramy do Przełęczy między Kopami. I tu zaczyna się mój osobisty dramat. Zaczyna się we mnie walka. Czuję się rozdarty wewnętrznie i wstrząśnięty. Iść czy nie iść ? pokonać demona i czy odłożyć to na przyszłość ? Dam radę nerwowo czy też nie ? Po około 3 sekundach powyższej walki decyduję się - idziemy Jaworzynką. Ostatni raz szedłem nią 5 czerwca tamtego roku - wyjechałem z niej karetką TOPR - u. Tym razem przedarłem się w całości
. Choć trochę dziwnie czułem się idać tymi schodami gdzie zaliczyłem upadek. Kolejny ( po Goryczkowej Czubie ) demon ujarzmiony
. Przechodzimy płaską część dolinki i wracamy do Kuźnic. Godzina 14 a kolejka do kolejki taka sama jak rano. My elegancko siadamy przy stoliku, pożywiamy się i nogami własnymi ruszamy na parking obok skoczni. Miło było. P.s. Szujo - drżyj.



