
i wszystkim co w Krakowie sa moge skopiowac (tylko bym prosila wtedy o plytki)

:) Ale świetna pogoda dzisiaj a ja na uczelnie musze jechac:/Najbardziej nie podoba mi się ten tłok przy zdobywaniu Everestu, to psuje wszystko i stwarza bardzo duże zagrozenie, nie będe pisał o szczegółach by nie psuc innym zabawy... ale jest tam tego naprawdę...
Najbardziej nie podoba mi się ten tłok przy zdobywaniu Everestu, to psuje wszystko i stwarza bardzo duże zagrozenie, nie będe pisał o szczegółach by nie psuc innym zabawy... ale jest tam tego naprawdę...
Tak się kiedyś zastanawiałem czy wszyscy Ci himalaiści to tak naprawdę ludzie ogarnieci maniakalną miłością do gór czy też posród nich jest wielu takich dla których przyroda piekno nie odgrywa roli a liczy sie tylko pęd chęć zdobycia szczytu i wiecej nic .Naszła mnie taka refleksja, gdy kiedyś obejrzałem film dokumentalny o tonach śmieci ,butli zalegających w miejscach istniejących obozów.Dla mnie tacy ludzie to nie himalaiści tylko egocentryczne pozbawione uczuć puste maski.
No i dochodzi jeszcze taki czynnik, mianowicie na tej wysokości to jest walka o przetrwanie, nie ma czasu na podziwianie przyrody, zupełnie inne myslenie, jedynie tych kilka minut triumfu na szczycie i refleksja po powrocie.
Duze grono tych ludzi nie miało wcześniej z górami nic do czynienia, blade pojęcie o asekuracji (nie mówie tu o filmie ale wogóle), płaca kasę dla firm, profesjonalistów, a sherpowie "wnoszą ich na szczyt", tak ponoc było z pewną panią od nas...
W tym filmie mało pokazali prawdziwych ludzi gór, ich psychikę a szkoda to oni najwięcej wkładają pracy (wnoszenie sprzętu, poręczowanie)
Wielka szkoda, że mineły już te romantyczne czasy pionierskie a za to panuje wszechobecna komercjalizacja (wszystko dobre na czym da sie dobrze zarobić)
"Wnoszenie na szczyt" to zbyt duże uproszczenie. Tam trzeba wejść samemu. Nikt w tym nie pomoże. Szerpowie tylko wniosą sprzęt do baz i zaporęczują. A drogę trzeba zrobić samemu. Ekspedycje niekomercyjne też korzystają z usług Szerpów. Szerpów wynajmowało się i 50 lat temu.
Martyna weszła tam sama. Nikt jej tam nie wciągnął. Jej książka ponoć bardzo rozjaśnia ten temat.
W samym filmie z resztą to wyraźnie widać. Jak ktoś deje radę to wchodzi. Szerpowie wnoszą sprzęt i poręczują a przewodnik określa drogę i podejmuje decyzję.
W wyprawach niekomercyjnych jest podobnie. Szerpowie też wnoszą sprzęt i poręczują ale robią to też i sami uczestnicy wyprawy. A o wszystkim decyduje kierownik.
Czy wyprawa jest komercyjna czy nie komercyjna to i tak trzeba wejść na te 8848
Martyna weszła tam sama. Nikt jej tam nie wciągnął. Jej książka ponoć bardzo rozjaśnia ten temat.
Nie wiem, nie byłem i nie znam, dlatego napisałem ponoć i nie napisałem kto, w innym gronie (nie gorskim temacie) pewnie broniłbym tego wejścia... zresztą są jeszcze inne dziedziny sportu gdzie zetknąłem się w.w. i jakos tak wyrobiłem sobie jakis wizerunek, ale nie mi jest oceniać... koniec tematu.
Zgadzam się w 100%
Uważam że "styl" takiego wejscia też jest ważny, w filmie największe wrażenie zrobili na mnie MAX CHAYA z Libanu i MOGENS JENSEN z Danii i jego samodzielna decyzja o odwrocie.
No i nie musiałeś pisać kto.
Nie ważne jaka Martyna jest i jakie się ma o niej zdanie. Ważne, że weszła. I musiała to zrobić sama ponieważ nie ma innej możliwości.
Dlatego uważam, że opinie ujmujące jej coś z tego wejścia należy sprostować.
Dlatego na Twoje "ponoć" napisałem moje zdanie na ten temat. Z resztą nie tylko moje.
Na podstawie tego spokojnie mogę stwierdzić, że opinia panująca w polskim internecie o wniesieniu jej przez Szerpów jest całkiem nie na miejscu, wynikająca chyba z zazdrości ludzkiej. Podczas gdy inne ekipy zagraniczne miały po kilunastu bądź kilkudziesięciu Szerpów, zespół Martyny Wojciechowskiej miał ich dwójkę... W dodatku często robili problemy (to akurat jest chyba powszechne) które trzeba było rozwiązywać dodatkowym "kieszonkowym".
Wejście na szczyt dokonała Martyna (i inni członkowie zespołu) całkowicie sama. Pokonywała osobiście lodospady, szczeliny, zdobywała kolejne obozy, w celu aklimatyzacji dokonała osobiście wielu wejść i zejść. Wreszcie pokonała odcinek wspinaczki w strefie śmierci. Weszła tam i zeszła. Dodając do tego fakt że na 3 lata (albo 2, już nie pamiętam dokładnie) po wypadku jeździła na wózku inwalidzkim, to ja akurat uważam to za bardzo duże osiągnięcie.
Oczywiście nie było to typowo sportowe zdobycie szczytu, a zdecydowanie bardziej turystyczne. Jednak ona zrobiła to sama i z pewnością w dużo trudniejszych warunkach niż wiele osób z dotychczasowych zdobywców najwyższej góry świata.