04-08-2011, 08:50 PM
Doczekałem się wyjazdu w Tatry. Całe dwa tygodnie w górach! Oczekiwania, choćby z tego powodu, były niemałe.
Dzień przyjazdu ok.Taterki już z daleka cieszyły nasze oczy. [attachment=39619]Smokowiec słoneczny, z chmurkami na niebie. Na miejscu rekonesans -rozkłady jazdy, sklepy itp.[attachment=39620]
Pierwszy dzień w Tatrach, mimo iż miał być dniem na przetarcie, skończył się na Sławkowskim. Przed szczytem[attachment=39621] [attachment=39655][attachment=39622]i (jak się okazało wkrótce) po szczycie [attachment=39623][attachment=39624]pogoda niezła, ale jak na złość, w najważniejszym momencie, czyli na szczycie[attachment=39625], widoczność zero.Trudno...
Po mocnym przetarciu, kolejny dzień był już rzeczywiście lajtowy i stanęło na Szczyrbskim Plesie. Pogoda jako taka, choć widoczność dość mocno ograniczona.[attachment=39626]
Kolejny dzień to może Koprowy, a może Osterwa. W schronisku przy Popradzkim Plesie stanęło na Osterwie z opcją jak się daleko da Magistralą. Zaczęło się nieźle. [attachment=39627]Potem było już gorzej,[attachment=39628] a potem już źle. [attachment=39629]Burza na przełęczy z dużym wiatrem i ulewą spowodował nasz bardzo szybki powrót nad Popradzkie Pleso.[attachment=39630] Przemoczeni do suchej nitki schnęliśmy wracając na stację kolejki. A wracaliśmy już znowu w słońcu.[attachment=39631] A niech to...
Następny dzień na nabranie sił spędziliśmy w basenach termalnych. Zupełna laba.
Nazajutrz przyszła kolej na Koprowy. Pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, zachmurzenie dość duże ale nie padało, więc do dzieła. Im wyżej, tym gorzej. Na przełęczy to już naprawdę nieźle gwizdało ze śniegowymi dodatkami.[attachment=39632] Na wierchu niestety mleko. [attachment=39633][attachment=39634]Powrót jako tako.[attachment=39635]
Kolejnego dnia, jako że poprzedniego dnia dostaliśmy trochę w kość, mieliśmy się obijać. Ale po przebudzeniu niespodziewanie okazało się, że za oknem bezchmurne niebo! [attachment=39638]Szybka decyzja - w góry. Wybór padł na Polski Grzebień [attachment=39639][attachment=39640]z odbiciem na Małą Wysoką [attachment=39643] [attachment=39642] i powrót przez Rohatkę.[attachment=39646][attachment=39645] Mimo iż w ciągu dnia pojawiały się chmurki i obłoczki, to taki dzień jak ten był wprost wymarzony do górołażenia.[attachment=39648][attachment=39656]
W niedzielę zaplanowaliśmy wypad do Zakopanego i na Wiktorówki. Jako że na Wiktorówkach [attachment=39652]i Rusinowej [attachment=39653]byliśmy dość późno, okazało się, że miejsca te świeciły pustkami. Wszyscy byli chyba w tym czasie na Krupówkach. A na Rusinowej koniecznie oscypki i żentyca. [attachment=39654]Pycha. cdn
Dzień przyjazdu ok.Taterki już z daleka cieszyły nasze oczy. [attachment=39619]Smokowiec słoneczny, z chmurkami na niebie. Na miejscu rekonesans -rozkłady jazdy, sklepy itp.[attachment=39620]
Pierwszy dzień w Tatrach, mimo iż miał być dniem na przetarcie, skończył się na Sławkowskim. Przed szczytem[attachment=39621] [attachment=39655][attachment=39622]i (jak się okazało wkrótce) po szczycie [attachment=39623][attachment=39624]pogoda niezła, ale jak na złość, w najważniejszym momencie, czyli na szczycie[attachment=39625], widoczność zero.Trudno...
Po mocnym przetarciu, kolejny dzień był już rzeczywiście lajtowy i stanęło na Szczyrbskim Plesie. Pogoda jako taka, choć widoczność dość mocno ograniczona.[attachment=39626]
Kolejny dzień to może Koprowy, a może Osterwa. W schronisku przy Popradzkim Plesie stanęło na Osterwie z opcją jak się daleko da Magistralą. Zaczęło się nieźle. [attachment=39627]Potem było już gorzej,[attachment=39628] a potem już źle. [attachment=39629]Burza na przełęczy z dużym wiatrem i ulewą spowodował nasz bardzo szybki powrót nad Popradzkie Pleso.[attachment=39630] Przemoczeni do suchej nitki schnęliśmy wracając na stację kolejki. A wracaliśmy już znowu w słońcu.[attachment=39631] A niech to...
Następny dzień na nabranie sił spędziliśmy w basenach termalnych. Zupełna laba.
Nazajutrz przyszła kolej na Koprowy. Pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie, zachmurzenie dość duże ale nie padało, więc do dzieła. Im wyżej, tym gorzej. Na przełęczy to już naprawdę nieźle gwizdało ze śniegowymi dodatkami.[attachment=39632] Na wierchu niestety mleko. [attachment=39633][attachment=39634]Powrót jako tako.[attachment=39635]
Kolejnego dnia, jako że poprzedniego dnia dostaliśmy trochę w kość, mieliśmy się obijać. Ale po przebudzeniu niespodziewanie okazało się, że za oknem bezchmurne niebo! [attachment=39638]Szybka decyzja - w góry. Wybór padł na Polski Grzebień [attachment=39639][attachment=39640]z odbiciem na Małą Wysoką [attachment=39643] [attachment=39642] i powrót przez Rohatkę.[attachment=39646][attachment=39645] Mimo iż w ciągu dnia pojawiały się chmurki i obłoczki, to taki dzień jak ten był wprost wymarzony do górołażenia.[attachment=39648][attachment=39656]
W niedzielę zaplanowaliśmy wypad do Zakopanego i na Wiktorówki. Jako że na Wiktorówkach [attachment=39652]i Rusinowej [attachment=39653]byliśmy dość późno, okazało się, że miejsca te świeciły pustkami. Wszyscy byli chyba w tym czasie na Krupówkach. A na Rusinowej koniecznie oscypki i żentyca. [attachment=39654]Pycha. cdn

;)
. A te kozice po drodze na Jagnięcy to faktycznie, nawet z drogi nie chcą schodzić, hodowlane chyba jakieś takie
To się mówi z minima wycisnąć maksymum. Tak ma wyglądać wycieczka w Tatery. Żadnego wylegiwania, tylko codzienne odwiedziny kopczyków bez względu na pogodę. Trochę mi Was żal, ponieważ zasłużyliście na ciut lepszą pogodę. Ciekawe, że wierzchołki zawsze ukryły się przed Wami. 

