14-07-2011, 06:55 AM
Dzik wieczór.
Środa - dzień wolny od pracy a busy się narzucają. Nachalnie. 5 złotych polskich kurs Żywiec - Korbielów Granica. Po przeliczeniu mego majątku obrotowego dochodzę do wniosku, że mnie stać na taki wyjazd. 8.55 ruszamy z kopyta. Tak przy okazji nie ruszamy z dworca PKS tylko z przystanku obok Poczty na dworcu PKP. To taka darmowa informacja turystyczna dla przyjezdnych. Jedziemy sztuki dwie. Dzień wcześniej z kolegą lekko zachlalismy ryje to teraz trzeba się usportowić. W planach Pilsko szlakiem niebieskim granicznym. Czyli w las. A piękny to las. Było tak cudnie i ponuro, że widziałem tam pierwszych Piastów jeżdżących na turach. W górę malo narodu podążało - w sumie może z 5 sztuk. W dół więcej. Nawet plecaki nosili. Witaliśmy ich słowami Ave i Priwiet. Co do pogody to wredna była. Tak z 30 stopni, chmur tak plus minus ze 6. Na całym widocznym niebie. I jeszcze jak na złość las się skończył. Mimo tego byliśmy dzielni. W czasie 2 godzin i 20 minut zdobywamy ( bezkrwawo ) słowacki szczyt. Taka jasność wkoło świeciła, że Tatrów nie było. Nie było widać. Za to okoliczne typki jak na wyciągnięcie ręki. I jeszcze Fatra szczerzyła kły. Zalegamy w kosodrzewinie ( były pewne kłopty z cieniem ) i wypoczywamy. Turystyka leżakująca to jest to. Czas jednak goni i staczamy się czarnym na Miziową. Pusto tam. Nawet narciarzy nie było. A ludzi może z 7. Tu czas na kolejny odpoczynek. Siadamy, pozbawiamy się obuwia i sielanki nadszedł czas. Korbielów mamy zamiar osiągnąć zielonym. Tak więc ruszamy z kopyt. Szatańskich. Tuż obok schroniska spotykamy masową grupę turystów plecakowych Oddawali się taplaniu w kałuży. A my tak radośnie i swobodnie idziemy w dół, że coś się nam tego tamtego pomyliło. Ale nic to - dotarliśmy w końcu do cywilizacji. Po drodze były np lwy. Dwa. Taka dzika ta miejscowa przyroda. Busem do Żywca i dzień można było uznać za udany.
Ave,
P.s. Powyższy tytuł nie ma nic wspólnego z wydarzeniami wczorajszego dnia. Ale mi się ta piosenka podoba.
Środa - dzień wolny od pracy a busy się narzucają. Nachalnie. 5 złotych polskich kurs Żywiec - Korbielów Granica. Po przeliczeniu mego majątku obrotowego dochodzę do wniosku, że mnie stać na taki wyjazd. 8.55 ruszamy z kopyta. Tak przy okazji nie ruszamy z dworca PKS tylko z przystanku obok Poczty na dworcu PKP. To taka darmowa informacja turystyczna dla przyjezdnych. Jedziemy sztuki dwie. Dzień wcześniej z kolegą lekko zachlalismy ryje to teraz trzeba się usportowić. W planach Pilsko szlakiem niebieskim granicznym. Czyli w las. A piękny to las. Było tak cudnie i ponuro, że widziałem tam pierwszych Piastów jeżdżących na turach. W górę malo narodu podążało - w sumie może z 5 sztuk. W dół więcej. Nawet plecaki nosili. Witaliśmy ich słowami Ave i Priwiet. Co do pogody to wredna była. Tak z 30 stopni, chmur tak plus minus ze 6. Na całym widocznym niebie. I jeszcze jak na złość las się skończył. Mimo tego byliśmy dzielni. W czasie 2 godzin i 20 minut zdobywamy ( bezkrwawo ) słowacki szczyt. Taka jasność wkoło świeciła, że Tatrów nie było. Nie było widać. Za to okoliczne typki jak na wyciągnięcie ręki. I jeszcze Fatra szczerzyła kły. Zalegamy w kosodrzewinie ( były pewne kłopty z cieniem ) i wypoczywamy. Turystyka leżakująca to jest to. Czas jednak goni i staczamy się czarnym na Miziową. Pusto tam. Nawet narciarzy nie było. A ludzi może z 7. Tu czas na kolejny odpoczynek. Siadamy, pozbawiamy się obuwia i sielanki nadszedł czas. Korbielów mamy zamiar osiągnąć zielonym. Tak więc ruszamy z kopyt. Szatańskich. Tuż obok schroniska spotykamy masową grupę turystów plecakowych Oddawali się taplaniu w kałuży. A my tak radośnie i swobodnie idziemy w dół, że coś się nam tego tamtego pomyliło. Ale nic to - dotarliśmy w końcu do cywilizacji. Po drodze były np lwy. Dwa. Taka dzika ta miejscowa przyroda. Busem do Żywca i dzień można było uznać za udany.
Ave,
P.s. Powyższy tytuł nie ma nic wspólnego z wydarzeniami wczorajszego dnia. Ale mi się ta piosenka podoba.



Myślałem, że będzie jaka relacja morska. Byłem ciekaw jak odganiasz fanynki na słonecznej plaży, pokonujesz fale słonego jeziora stylem dowolnym albo chociaż zbierasz muszelki. A tu górska wyrypa "normalweg" na Pilsko.

Tego dnia byłem piwny