Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Wózkowanie pod Tatrami
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Wyjazd nie był typowo górski tak więc cudów nie należy się spodziewać. Raczej lekkie spacery dla "kapeluchów" giggle
Ale organizacyjnie to już sprawa zdecydowanie trudniejsza, bo na wszystko trzeba było patrzeć przez pryzmat dzieci, głównie niespełna trzymiesięcznego Stasia (bo Zuza już zaprawiona w bojach).

Dnia pierwszego o 12 w południe wylądowaliśmy w pokoju na Kasprusiach. Dobre miejsce, blisko do kolejki na Gubałówkę, gdzie też podążyliśmy po ogarnięciu się i przepakowaniu. Wózek zmieścił się do wagonika, bo ludzi o dziwo nie było zbyt wielu. Na górze również bez tłoku blink i jakoś tak nieswojo się zrobiło Big Grin

Zdjęcia http://www.zuziawdrodze-albumy.cba.pl/gubalowka2011.php



Dzień drugi to wypad z Łysej Polany do Doliny Białej Wody. Droga fajna, wózek szedł jak burza. Syn w zasadzie całą drogę przespał, jak widać kołysanie mu służy Smile Dolina ładna, początkowo lasem ale z kilkoma nie złymi miejsca widokowymi. I oczywiście Polana Białej Wody, rozległa z miejscem na odpoczynek i Tatrami w tle (choć nie co w tym dniu przesłoniętymi chmurami, ale było kilka momentów ok). Posiedzieliśmy w tym miejscu trochę, może nawet za długo bo zamiast iść dalej póki było w miarę ładnie doczekaliśmy się burzy i odwrót nastąpił w strugach deszczu. Dosłownie. Ale wózeczek ze swymi zabezpieczeniami nie przemókł a Staś jak spał tak spał Smile
W każdym razie i tak zadowolony jestem bo to pierwsza wizyta w tej dolinie i choć nie całej to jakieś rozeznanie już jest. I faktycznie, dolina wręcz pusta bo jedynie z pięć osób minęliśmy po drodze.

Zdjecia http://www.zuziawdrodze-albumy.cba.pl/bialawoda2011.php



Dzień trzeci i ostatni to spacer Doliną Strążyską. Trochę tu trzepało, więcej kamieni ale w zasadzie wózkowało się bez większego problemu. Ludzi za to już więcej (sobota), szczególnie na Polanie Strążyskie gdzie umiarkowany tłumek rozsiadł się przy stołach.
Do wodospadu podeszliśmy już tylko w dwójkę, z Zuzią. Wrażenie na niej zrobił spore, nie ma co.

Zdjęcia http://www.zuziawdrodze-albumy.cba.pl/strazyska2011.php



Co się działo popołudniami lepiej nie pisać. Każdy kto zabierze dziecko w miejsce ze straganami pełnymi zabawek (w Zakopcu tandetnych jak nigdzie indziej) ten wie, że lepiej kieszenie zasyć Rolleyes
Ale było też kilka pożytecznych spraw: pospacerowaliśmy po różnych zakamarkach miasta, zajrzeliśmy też krzywego domu- stoi taki do góry nogami i chodzi się w nim po suficie. W dodatku jest przechylony co w środku sprawia dziwne wrażenie. Dosłownie jak by się było po flaszce.I spotkaliśmy się również forumowiczami : Maćkiem i jego synem, Gandzią i Dr.Etkerem.

Wyjazd lajtowy, bez parcia. Pogoda, choć daleka od ideału, to i tak się udała bo dopiero wieczorem w sobotę zaczęło porządnie padać.

Zdjęcia z Zakopca (w tym i Krzywego Domu) http://www.zuziawdrodze-albumy.cba.pl/zakopane2011.php
Widać, że Stasiu zadowolony z wycieczek, ale czy on będzie coś z tego pamiętał? giggle

A chleb ze smalcem i kiszonym ogórkiem na Polanie Strążyskiej jedliście? Big Grin My tego samego dnia, ale późnym popołudniem też tam bawiliśmy i ucztowaliśmy po staropolsku.

maciek napisał(a):
ale czy on będzie coś z tego pamiętał? giggle

Tak po prawdzie to on tam nie jest po to by pamiętał, tylko by jego rodzice się z domu wyrwać mogli giggle

W sumie nic nie kupowaliśmy na Strążyskiej. Szkoda, że tych o ogórach nie wiedziałem kwasny

Piotrek, trzeba przyznać, że masz dobre rozpoznanie co do dreptania po kopczykach w Twojej sytuacji. Jesteś dobrym przykładem dla dalszych następców. Widać, że obok raków, czekanów i innych bebechów, wózek zaczyna być podstawowym ekwipunkiem górołaza.
A to, że mój imiennik nic nie pamięta, to nie jest aż taka całkowita prawda. Wystarczy, kiedy to całe trzęsienie i powietrze odbierał innymi zakończeniami nerwowymi. Za parę lat, kiedy mu o tym powiesz, to będzie chciał na własnych nogach jeszcze raz przejść. ok

Stasiu napisał(a):
Piotrek, trzeba przyznać, że masz dobre rozpoznanie co do dreptania po kopczykach w Twojej sytuacji. Jesteś dobrym przykładem dla dalszych następców. Widać, że obok raków, czekanów i innych bebechów, wózek zaczyna być podstawowym ekwipunkiem górołaza.


Ano trzeba sobie jakoś radzić gdy się jest trochę ograniczonym. Szaleć człowiek nie poszaleje po górkach ale kontakt wzrokowy zawsze działa kojąco.

Stasiu napisał(a):
A to, że mój imiennik nic nie pamięta, to nie jest aż taka całkowita prawda. Wystarczy, kiedy to całe trzęsienie i powietrze odbierał innymi zakończeniami nerwowymi. Za parę lat, kiedy mu o tym powiesz, to będzie chciał na własnych nogach jeszcze raz przejść. ok

Mam taką nadzieje, że kiedyś sam będzie chciał.
Ale co to wyrośnie to nie wiadomo Rolleyes

Przekierowanie