Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: W cieniu wielkich ścian i chmur
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.



Budzę się w nocy gdzieś około drugiej godziny. W pokoju schroniska jest jeszcze ciemno. Do moich uszu dochodzi tylko spokojny i miarowy oddech głęboko śpiącego Tomka. I znów w myślach słyszę tę piosenkę. Od kilku dni towarzyszy mi ona w myślach, czasami nucę ją pod nosem. Nie mogę ponownie zasnąć, nie daje mi ona spokoju. Jej melodia wpadła mi w ucho i natrętnie zakłóca teraz spokój snu. Przed trzecią godziną jakoś udaje mi się zasnąć po to, by po godzinie płytkiego snu już wstać.

Około piątej wychodzimy ze schroniska. Spotykamy się z Gandzią i Etkerem, którzy już na nas czekają w pełnej gotowości. Tak wczesna pora wyjścia podyktowana jest nieciekawymi prognozami na popołudniową porę dnia. Jak na razie czyste, błękitne niebo wydaje się nie zwiastować szybkiej zmiany warunków. Jeszcze rzut oka na Kościelec i Świnicę, które widać między świerkami i wchodzimy w gęsty las pięknie podświetlony porannymi promieniami słońca. Dalej przez Dubrawiska i przez ramię Żółtej Turni, skąd jeszcze spoglądamy za siebie, by pożegnać się z Halą Gąsienicową i schodzimy do Czerwonego Stawu, gdzie robimy pierwszy postój.
[attachment=38538][attachment=38539]*[attachment=38540]

Jesteśmy już w Dolinie Pańszczycy. Zjadamy śniadanie, uzupełniamy zapasy wody (zupełnie zapomniałem kupić wczoraj coś do picia w schronisku).
[attachment=38541]

Po krótkim odpoczynku Etker z Tomkiem prą do przodu, narzucając dość szybkie tempo, Ania w pewnej odległości za nimi rusza ich śladem, a ja spokojnie jeszcze siedzę sam nad stawem. Robię kilka zdjęć. W końcu jednak zbieram się do dalszej wędrówki.
[attachment=38542]*[attachment=38543][attachment=38544]

Szlak przewija się nad Czerwonym Stawem i skręca w wyższe piętro coraz bardziej dzikiej, skalistej doliny. Słońce jeszcze nie oświetla całej Pańszczycy tak, że większa jej część pogrążona jest jeszcze w cieniu masywu Koszystej. Ten kontrast oświetlenia sprawia, że górski krajobraz jest przez to bardziej surowy i nieprzystępny, zwłaszcza jego nieoświetlona część. I znowu w głowie gra mi ta piosenka. Tarez nieskrępowanie nucę ją sobie, chwilami śpiewam:
" W cieniu wielkich ścian
już nie widać nic
łatwo tutaj jest
całe szczęście skryć
uwięzione wnet
zblednie i straci smak"

[attachment=38545]*[attachment=38546][attachment=38547][attachment=38548]

Przez ten mój muzyczny problem na dobre rozstaję się z moimi towarzyszami i aż do Krzyżnego idę sam. Do tego jeszcze diabelnie ciężki plecak i, nie ma się co oszukiwać - brak kondycji, które nie pozwalają mi nadrobić straty w marszu. Wędruję sam. Gdy podchodzę pod przełęcz, w oślepiajacych promieniach słońca widzę na niej dwie ludzkie sylwetki i trzecią zbliżającą się do celu. Wkrótce i ja ciężko, w pocie czoła stawiam kroki na Krzyżnem.
[attachment=38549]*[attachment=38550]

Nieziemskie widoki po raz kolejny zachwycają mnie. To jedno z moich ulubionych miejsc w Tatrach. Łapczywie pochłaniam zmysłami ten pejzaż, ciesząc się górami, szumiącą w dole Siklawą, słońcem, kłębiastymi chmurami i porywistym wiatrem. Pogoda zmienia się szybko. Zanosi się na zapowiadany deszcz, ale może jeszcze uda nam się zwiedzić okolice przełęczy.
*[attachment=38551][attachment=38552][attachment=38553]

Prosimy nadchodzącęgo od Pięciu Stawów chłopaka o zrobienie nam pamiątkowego zdjęcia i ruszamy dalej.
[attachment=38554]

***


Zdjęcia oznakowane gwiazdką są autorstwa dr. Etkera. Dzięki. Smile
"Wystarczy tylko zebrać siły
wywrócić znaki przejścia nie ma
wydostać się z kryjówki
zobaczyć znowu poplątany ale ludzki świat"


Początkowo grań jest szeroka, trawiasta, ale wkrótce robi się skalista, dość wąska i eksponowana. Po północnej stronie odsłania się dzika, szeroka i kamienista dolina. Osiągamy pierwszy szczyt i błądząc wśród skał schodzimy na siodło przełęczy.
*[attachment=38568]*[attachment=38569]*[attachment=38570]*[attachment=38571][attachment=38573]*[attachment=38574][attachment=38572]

W dole, na lewo widać wyraźną ścieżkę omijającą kolejny szczyt, na który szybko wspinamy się. Jego wierzchołek jest dość rozległy i bogato uformowany: samotna skała przypominająca lwicę, obok charakterystyczne okno skalne i dalej wysunięta platmorma, podcięta tak, że nie pozwala na dalszą wędrówkę granią. Żeby dotrzeć do wspomnianej wcześniej ścieżki musimy cofnąć się i zejść na północne zbocze. Niestety, nadciagające ze wszystkich stron chmury nie wróżą dobrych warunków. Wracamy na Krzyżne.
*[attachment=38575]*[attachment=38576][attachment=38577][attachment=38578][attachment=38579][attachment=38580]*[attachment=38581]*[attachment=38582]

Gdy rozpoczynamy zejście, z nieba pada już deszcz, który po chwili zamienia się w grad. W obawie przed burzą szybko schodzimy szlakiem. Nad Doliną Rybiego Potoku i dalej w Słowackich Tatrach, a także na Kozim Wierchu i za nami - na Wołoszynie, leje niemiłosiernie. Tylko w Dolinie Pieciu Stawów świeci słońce.
*[attachment=38583]*[attachment=38584]*[attachment=38585]

Kiedy opuszczamy żleb, w miejscu, w którym szlak przechodzi w długi trawers, zatrzymujemy się. Robimy odpoczynek i suszymy się w parzących promieniach słońca. Gdzieś za granią Opalonego unoszą się białe chmury przypominające dym, za nimi pewnie mocno leje. Jesteśmy już dość nisko. By wrócić na przełęcz i dokończyć naszą wędrówkę jest zbyt późno. Zresztą po jakimś czasie znów pogrążamy się w cieniu kolejnych deszczowych chmur. Idziemy dalej, w stronę progu doliny, po drodze mijając śnieżną pieczarę - pozostałość po zimie.
[attachment=38586][attachment=38587][attachment=38588]*[attachment=38589]

Robimy dłuższy postój u zbiegu szlaków. Ania nawet rozkłada się na trawie i wygrzewa w słońcu. Tę sielankę przerywają kolejne krople deszczu. Śpieszymy się w stronę schroniska, wokół którego gromadzi się sporo turystów. Cudem udaje nam się znaleźć w środku miejsce przy stole. Gdy jemy obiad, za oknem leje rzęsisty deszcz.

Jakiś czas później schodzimy do Roztoki na nocleg. Po drodze jeszcze zatrzymuję się i po raz ostatni spoglądam na otoczenie Buczynowej Dolinki i zbocza niegościnnego Wołoszyna...
"Tu zakopał swój
najcenniejszy skarb
czuwa przy nim by
nikt go nie mógł skraść
broni przejścia jak
łańcuchowy zły pies"


...i tak sobie myślę: ja tam jeszcze kiedyś wrócę.
[attachment=38590][attachment=38591]

***





W relacji wykorzystałem fragmenty tekstu piosenki "Ludzie z kryjówek" z najnowszej płyty zespołu Zakopower zatytułowanej "Boso".
Muzyka - Mateusz Pospieszalski, słowa - Bartłomiej Kudasik i Sebastian Karpiel Bułecka. -> http://www.youtube.com/watch?v=bp4WWQkAH...re=related

Z podziękowaniem za natchnienie. Smile

Zdjęcia oznakowane gwiazdką są autorstwa dr. Etkera. Dzięki. Smile
Wyprzedziłeś mnie o tydzień Wink Wybieram się w podobne rejony na najbliższy weekend. Szkoda tylko, że pogoda przegoniła Was ze szlaku. Ale taki to dyskretny urok gór. Gratuluję wycieczki Smile
Ten dyskretny urok gór sprawił, że kolejnego dnia musieliśmy zupełnie zmienić nasze plany. Sad Ale w sumie też było fajnie. Smile

Co do wyprzedzenia, to różnica czasu między naszymi wycieczkami będzie wynosić dwa tygodnie, bo opisana wędrówka odbyła się w ubiegły czwartek. Big Grin

Może jednak następnym razem uda nam się zgrać w górskiej czasoprzestrzeni i spotkać gdzieś w Tatrach? Smile

Sokół

No tak, fajnie na tym Woloszynie. Szkoda tylko, że nie udało sie zrealizować wszystkiego.
Mnie tylko pozostaje czekać, że kiedyś będzie mi dane w tych miejscach napotkać tych ludzi, przedreptać wspólnie kawałek szlaku i wieczorem w schronisku pogawędzić. Taaak, Raztoka jest idealna ne wieczorne rozmowy z DrE. giggle Też mi się raz poszczęściło. Smile
Co do zgrywania się w górskiej czasoprzestrzeni to jestem jak najbardziej na tak Big Grin Z resztą bardzo wiele szlaków w Tatry wiedzie przez Kraków (gdzie czasoprzestrzeń też się potrafi zagiąć) Wink
Że też ja w ten sam weekend nie miałem na dole tak ładnej pogody ja Wy w pierwszym dniu kwasny

Widokowe mieliście wycieczki Panie Macieju, bardzo ładne ok

Stasiu napisał(a):
Taaak, Raztoka jest idealna ne wieczorne rozmowy z DrE. giggle Też mi się raz poszczęściło. Smile

Doktor wspominał Waszą wspólną wyprawę. Smile

marcin_p napisał(a):
Co do zgrywania się w górskiej czasoprzestrzeni to jestem jak najbardziej na tak Big Grin Z resztą bardzo wiele szlaków w Tatry wiedzie przez Kraków (gdzie czasoprzestrzeń też się potrafi zagiąć) Wink

Za każdym razem, gdy wracam z Tatr do domu, na kilka godzin zatrzymuję się w Krakowie, gdzie doświadczam tego zjawiska zagięcia czasoprzestrzeni. Smile Z reguły dzieje się to w okolicach Rynku (tydzień temu również na Wawelu). Kto wie, może kiedyś uda nam się razem zagiąć? Smile

Bardzo sympatyczne. I chwała Ci Macieju za wychowanie syna.

P.s. Ostatnio jeden kolega wlazł na Krzyżne idąc przez Rusinową. Czyli na Orlą przez Gęsią Wink
Piękne zdjęcia Maćku Smile Czasami warto się poświęcić i trochę zmoknąć dla dobra fotografii. Jest potem co oglądać i oczywiście wspominać Wink

A odnośnie Zakopowera - do mnie też się ,,przyczepiła'' ich muzyka i gdy ponownie odwiedzę Tatry, na pewno da o sobie znać Wink

magda.s.77

Jak zwykle pierwszorzędnie napisana relacja.
Cudowne i czarowne miejsce, a (nie)sprzyjająca pogoda tylko dodała zdjęciom klimatu. Zazdroszczę okrutnie. Patrzę i podziwiam, choć z nieukrywaną nutką żalu, że nam się nie udało.

Ps: ładnie to tak nieletnich sprowadzać na "złą" drogę? Wink
Pozwolę sobie powtórzyć za Magdą - Maćku pierwszorzędna relacja Smile
Zresztą nie pierwszy raz u Ciebie, widać od razu że pisanie o wspomnieniach z Tatr jest u Ciebie czymś mocno przemyślanym, mającym głębszy sens.

Patrząc na Twoje zdjęcia i znając z opisu dokąd doszliście mogę powiedzieć, że i tak dalej to było niż u mnie (o czym doskonale wiesz) Smile
Niemniej widoczek choć ograniczony pozostał i w mojej pamięci, który mocno ostatnimi dniami przywiałeś mi przed oczy Smile
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=34849

Poza tym chyba nie sposób nie myśleć o Wołoszynie w kontekście historii Orlej Perci. Kolejne ciekawe miejsce odwiedziłeś Smile

No i Tomka już Ci się chyba udało wciągnąć w ten górski świat Smile

Gratulacje!
Faktycznie, udało nam się zobaczyć coś nowego w Tatrach. Szkoda tylko, że nie doszliśmy do kolejnego - trzeciego szczytu, skąd podobno widoki są najciekawsze. Ale jak pisałem wcześniej, mam zamiar tam jeszcze wrócić i dokończyć dzieła.Smile

Co do Tomka, to rzeczywiście chłopak na dobre poczuł góry. Widzę, że podoba mu się to. Jak przypomnę sobie go jeszcze sprzed dwóch lat, to po takim całodziennym górołażeniu trochę narzekał na zmęczenie (i nie dziwię mu się), a teraz tryskał energią i zadowoleniem. Zresztą zauważam, że zaczyna orientować się w topografii Tatr, miewa nawet jakieś tam swoje pomysły, często sięga do mapy. Cieszy mnie to. Smile Ale rzecz bardzo ważna, to ta, że jest zorganizowany. Nie ma problemu z bardzo wczesnym wstawaniem, jest odporny na niewygody górskiego życia, wykazuje inicjatywę.

Muszę tylko pomyśleć o normalnym plecaku dla niego. Mam już trochę dość dźwiagnia wszystkiego na swoich plecach. Wink

P.s. dla Magdy. "Proszę Pani,to nie ja, to on!" Big Grin Wink
Jak syn idzie w górskie zamiłowania ojca to tylko możesz być dumny ok

Cytat:
Muszę tylko pomyśleć o normalnym plecaku dla niego. Mam już trochę dość dźwiagnia wszystkiego na swoich plecach.


Albo po prostu wymieńcie się plecakami giggleTobie ulży, on kondycji nabije Smile

Stron: 1 2
Przekierowanie