30.5.2011, dzień czwarty
Co do pogody najładniejszy dzień bibowy. Nikt się jednak nie kwapi do pozdrowienia słońca, kiedy wychodzi z poza kopczyków. Poranna toaleta w naszej łazience nas pokrzepia. Śniadanie przed utulnią nam się jakoś wydłuża.
[
attachment=38361]
W tych chwilach mnie dopada smutek. Dzisiaj się wszystko kończy i mnie się niechce do domu. Czym dłużej na kopczykach, tym mniej mi się chce powracać do technokratycznej społeczności. W danej chwili jestem nastrojony tak samo jak w zeszłym roku przed schroniskiem po Boriszowem w WF. Pełne wyluzowanie, taka jakaś nirwana kopczykowska. Jednak nie mogę długo być w tym stadium i trzba powrócić myślami na Ziemię. Czeka nas jeszcze przejście kawałka głównym grzbietem i potem zejście do cywilizacji. Pakujemy menele (jesteśmy ostatni i cicho zazdroszczę tym, co poszli w stronę Chopoka) i wyruszamy w dalszą drogę. Wyjście na grzbiet znowu uwalnia w nas bestię fotografowania. Mamy jednak ku temu powody. Dalekie widoki i prawie zero chmur. Widzimy wszystkie główne pasma Słowacji. Z niezrzeszonej rzeszy zdjęć wybieram do pokazania jedno:
[
attachment=38362]
Na głównym planie jest Salatin i w tle Mała Fatra. Ten kopczyk mnie ten ostatni dzień najwięcej dopadał. Wciąż mnie jakoś magicznie przyciągał. Postanowiłem, że jeszcze w tym roku go odwiedzę. Z jego wierzchołu może grań NT wyglądać jakoby w innej dymenzji. Pedro go z tej strony porównywał do Bobrowca. Na pierwszy rzut w tym dniu wychodzi nam Durkowa (1749 m), mniej wyraźny kopczyk z wyraźnym widokiem na zeszłego dnia dwa razy odwiedzony Chabaniec.
[
attachment=38363]
Z niej też widać cały przebieg graniówy do naszego przejścia. Tylko w tyle wyłaniający się masyw Chochuli/Praszywej i Kozch Grzbietów jest dla nas nie do osiągnięcia. To jest ten smutny haracz za sobotnią pogodę.
[
attachment=38364]
Przed podejściem na Chochulę później opuścimy nasz grzbiet. Zbytnio się nie zatrzymujemy. Tak, jak stopniowo przechodzimy przez kopczyki jak Zamotska Hola (1612 m), Latiborska Hola (1643 m), tak się nam stopniowo przybliża Siodło pod Skalką, gdzie opuścimy główną grań, i proporcjonalnie do niego się nam oddala Chabaniec i akurat przejdzione kopczyki.
[
attachment=38365] - to, co mamy za sobą
[
attachment=38366] - to, co nam jeszcze brakuje
Przbieg niniejszej trasy bym nazwał Tomturowy Chodnik. Jest to już druga nazwa, przed tym był Tomturowy Przystanek, po popularnym przez wielu forumowiczu. Jest ogólnie znane, że Tomtur lubi chodzić po górach, ale nie lubi podchodzić do góry, schodzić w dół i nosić ciężki wór. I prawie trasa od Durkowej aż po Siodło pod Skałką spełniała jego wymogi. Dużo lajtu, minimum podchodzenia i minimum schodzenia. Nie dziwię się, że Tomtur potem pruł tak szybko, że nawet Pedro (znany ze swojej prędkości Admina) miał co robić, żeby mu nadążał. Ostatni odcinek przed zejściem do Lużnej to rozłożysta górska łąka.
[
attachment=38368]
Chochula i Donowaly (D) są tym razem dla nas niedostępne. Dochodzimy do rozstaju dróg, gdzie nam trzeba opuścić głowny grzbiet. Jest nam trochę smutno go opuszczać. Przecież towarzyszył nam niecałe 4 dni. W dole już widać nasz ostatni cel - L. Lużna.
[
attachment=38369]
Trzeba nam było zejść na krótkim odcinku około 700 m. Wydaje się, że to pestka, ale tutaj się sprawdza jeszcze stare porzekadło: ?I mistrz cieśla się utnie?. Na łące tracimy szlak i niechamy się unieść wydeptanym chodnikiem. Była to normalna direttissima. W dół schodzimy niemal pionowo. Do góry by było trzeba chyba włączyć przedni napęd.
[
attachment=38371]
Był to dla nas taki podarunek na odchodne od NT. Jakoś sobie poradziliśmy z tą krowią (kozią) scieżką. W dolnej części nawet znaleźliśmy właściwy szlak i już bez niespodzianek wtaczamy się do Lużnej. Ostatnie spojrzenie na "nasze" kopczyki
[
attachment=38373]
i czas powrócić do cywilizacji. Mamy trochę czasu do odjazdu autobusu i dlatego, jak przystało na bibowiczów, trzeba podsumować kończącą się wyprawę.
[
attachment=38375]
Dokładnie o 12:50 autobus odwozi nas z tego górskiego zakątka do Rużomberka. Tam definitywnie na dworcu nasza ekipa się rozdziela, co jest sygnałem do skutecznego zakończenia biby.
[
attachment=38377]
Zakończenie: Z mojego punktu widzenia, bardzo udana wycieczka, aczkolwiek nie udało się uskutecznić plan na 100%. To jest też powodem do ponownego odwiedzenia tego miejsca. Niebawem chyba będzie trzeba dokończyć graniówę i jeszcze raz przejść odcinek, który przechodziliśmy we mgle. No i odwiedzenie Sztefanika z kosztowaniem trójki produktów nie można sobie odpuścić. Najlepiej będzie, kiedy w przyszłości powtórzymy tą wyprawę z trochę innym planem naprz. odwiedzenie jaskini martwych nietoperzy, która jest niedaleko Sztefanika. No i trzeba przejść NT w jej wschodniej części.
Na koniec mogę wszystkim kopczykowcom polecić ten zakątek przyrody. Zwłaszcza tym co lubią samotność na trasie i są już przesyceni tymi Wysokimi.
K O N I E C
