Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: (ponoć) Czerwone Wierchy, 29.05.11
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Miały być dwa dni, wyszedł jeden. Miało być z M., wyszło bez... Zatem idę sam.

Ranek, z G. i K. wysiadamy z samochodu koło Kuźnic. Pada, z jednej strony dobrze-nie przyszedł miły pan i nie wyciągał ręki za parkowanie. Z drugiej-pada! Ale wedle wróżb Instytutu Magii i Guseł Wszelakich do 11 ma przestać i trochę się przetrzeć. Zobaczymy. G. i K. idą w stronę Murowańca, ja ruszam przez Kalatówki do schroniska i dalej na Czerwone. Droga do Kalatówek jaka jest, każdy widzi. Albo (tak jak ja) średnio co widzi.
[attachment=38086]
Chmury i chmury. Raz na chwilę wyszło Słońce, zanim wyciągnąłem aparat już do nie było. No trudno-do obiecywanej 11 powinienem być wyżej. Póki co mleko.
[attachment=38087]

Schronisko. Termos i herbata. Śniadanie. Jakaś dziewczyna dopala papierosa. Chyba nie jest w nastroju na choćby chwilę rozmowy. Gasi i idzie w stronę Kuźnic. Chwilę po tym ze schroniska wychodzi grupka turystów płci obojga i w wieku tak zwanym różnym (z medianą ok. 30 wiosen). Chwila rozmowy, wymiana pozdrowień i życzeń udanej wycieczki. Ruszają przez Przełęcz pod Kopą na Kasprowy. Dopijam herbatę. Nie ma się co spieszyć. Leniwie pakuję plecak i nieśpiesznie ruszam tą samą trasą.

W tym miejscu, w ramach odpowiedniego stopniowania tempa narracji powinienem wstawić opisy w stylu "na wysokości (...) zaczął odsłaniać się (...)", "po dojściu do (...) pięknie ukazało się (...)", i tym podobne. Niestety. Mleko i chmura, chmura i mleko. Pejzaż niesamowity!-pasjonujący jak koszenie trawy na pustyni. Panorama zapierająca dech w piersiach-10 metrów szlaku do góry
[attachment=38097]
... i 10 metrów szlaku w dół.
[attachment=38098]
Z racji wrodzonej przekory i nieskrywanej fascynacji górską piosenką turystyczną zaczynam sobie podśpiewywać szantę "It's a long way to Tipperary". Nikogo w pobliżu, więc mogę sobie mruczeć nieczysto szanty ile wlezie. Pocieszam się, że przynajmniej nie płaszczę tyłka przed komputerem i nie wyślepiam oczu patrząc kto i co "lajknął" na gębowolumienie. A jak pomyślę o niektórych z takimi płaskimi tyłkami, co to na nich prasować można, to uśmiecham się pod nosem. Andrzejowi Mleczko trzeba taki pomysł na rysunek podrzucić. Pejzaż... No cóż-nohil novi. Dla zainteresowanych polecam wsadzić głowę do wnętrza puchatej kołdry. Wrażenia wizualne podobne, acz trochę cieplej i mniej wilgotno niż tutaj.
Jak diabeł w pudełka wyskoczył gwizdany marsz z Mostu na Rzece Kwaii. Jak mus to mus. Idę i pogwizduję. W sumie najbardziej fascynującymi rzeczami w tym krajobrazie są czubki moich butów. Czarne. Tup, tup, tup, tup...

Wtem! (Czyli nagle!)
No do stu wrednych kozic na Granatach, kur jeb mać co to jest??? Kto to tutaj postawił? Gdzie byli strażnicy Parku?!? Gdzie byli rodzice?!? Nie... zaraz (taka duża bakteria), czekaj, czekaj... Aaaa! No tak. "Jeżeli wpakujesz się na szlakowskaz to wiedz, że coś się dzieje."
[attachment=38099]
Przełęcz pod Kopą Kondracką. Przeciągam się i wyjmuję aparat. Strzelam dwie fotografie. Kasuję zrobione zdjęcia. Po co mają megabajty zżerać. Po lewo-piękna panorama na Gorczkową i wyłaniający się Kasprowy. Po prawej-Czerwone Wierchy i masyw Giewontu. U dołu piękna panorama Hali Kondratowej. Tjaaa... "Bozia dała wyobraźnię, to sobie wyimaginuj" (aż się sam sobie dziwię, że tak trudne słowa potrafię wymówić). Generalnie to fajnie, tylko po jaką cholerę ja ten aparat ze sobą targam? A miałem jeszcze statyw wziąć. No nic. Wróże od pogody trochę się pomylili. Trudno. I tak się cieszę, że mogę się przetargać przez Tatry. SMS od G.-czy wybieram się dalej czy schodzę na dół, bo jednak brak widoków na lepsze widoki. Odpisuję, że od południa coś się chyba przeciera.

Kopa Kondracka. Omijam z należnym szacunkiem sterczący szkalowskaz. Drugi raz z zaskoczenia nie dam się zaatakować.
[attachment=38100]
Pogoda... Wedle gramatyki języka polskiego jest kobietą, więc zmienną powinna być (i można po niej różniczkować!). Wedle moich przemyśleń to jednak jest facetem, bo wredna i uparta. Więc siedzę, popijam herbatę i dumam o sprawach poważnych a zabawnych. Kręcę się dookoła z aparatem (jak to dobrze, że szczyt taki rozległy jest, można sobie podreptać "kilka metrów w jedna i kilka w druga strona"). W końcu udaje się wypatrzeć pierwszą dziurę w niebie. Zanim wycelowałem aparat, dziura znikła. No jak na kursie fotoreportażu wojennego! 2 sekundy na zrobienie zdjęcia. Ale dobrze jest, coś rzeczywiście się przeciera. Jeszcze kilka minut i...
[attachment=38101]
Jeeeest! Dziury w niebie! Gdzieś nieśmiało nawet Małołączniak wychynął spomiędzy chmur. Jest zastrzyk, jest endorfina, idę dalej. Spakować plecak, czapkę na głowę i dalej. Chwila na rozejrzenie się dookoła. No tak...
[attachment=38102]
Nic to, idę- teraz już nie zamierzam wracać. Po tych kilku sekundach światła słonecznego bateryjki się naładowały.
Więc na Małołączniak. Ogniwa doładowują się jeszcze bardziej. Grań szarpie chmury, będzie dobrze, jeszcze coś ciekawego dziś zobaczę.
[attachment=38103] [attachment=38104]
Siedzę na Małołączniaku i wypatruję sobie oczy. Znowu jakaś szanta się przyczepiła. "Kapitan w niebo wlepia wzrok, ruszamy lada dzień". Teraz już siedzę jak na wojnie. Tylko kilka sekund, tych kilka sekund przejaśnienia, kilka sekund by widzieć więcej i dalej niż przez tą watę. Siedzę.
[attachment=38105]
Dosiedziałem się! Teraz biegam jak szalony i napatrzeć się nie mogę! Morze chmur od strony polskiej, od słowackiej jakieś poszarpane niewiadomoco. Po kilku godzinach łażenia w mleku w końcu jest to, na co czekałem!
[attachment=38106] [attachment=38107]
Chmury się rozwiewają, jedne idą w dół, inne są rozrywane na strzępy. Na Krzesanicę! Czapa śniegu!-tak! "Błogosławieni szurnięci, albowiem oni już tu, na Ziemi, są w raju!"
[attachment=38108]
"Tegom chciał" jak powiedział hetman Czarniecki! Ja tutaj a chmury tam, gdzie ich miejsce-poniżej. Widok jak z samolotu. "A gdzie tam"-mruczę pod nosem. Lepiej! W samolocie tyłek się płaszczy a okienko jest nie większe niż w drzwiczkach mikrofalówki. W tutaj-morze chmur po horyzont!
[attachment=38109]
Zaczynam żałować, że jednak nie przytargałem ze sobą statywu. Może jednak uda się jakąś panoramę zrobić z ręki.
[attachment=38110]
Ale jeszcze chmury, jeszcze raz. Ze Słońcem, w stronę Ciemniaka.
[attachment=38111]
Przez chwilę przetacza się jeszcze jedna szarzyzna. Wraca znajomy pejzaż. Ale jednak. O Naturo złośliwa!-zabrałaś mi panoramę to daj coś innego. No i dała. Choć na 15 sekund ale jednak dała. Krzyż na Giewoncie. Dawno mi się tak nie podobał jak dziś.
[attachment=38112]
Dość tego dobrego. Idę na Ciemniak. Później Kiry. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie skał między Krzesanicą a Ciemniakiem i można w czystym sumieniem i zadowolonym sercem pogrążyć się w chmurze.
[attachment=38113]
Od Ciemniaka w dól ta sama śpiewka. Chmury, mgła, i pejzaż czasami iście impresjonistyczny. Przejaśnia się dopiero już u samego dołu. Pal sześć, teraz to już nie chce mi się aparatu wyciągać. Dolina Kościeliska. Pani z oscypkami. "Żurawiny chcecie turysto?" "Poproszę proszę pani." Zdjąć polar. Wejść na asfalt. Metodą pięta-palce w stronę Zakopanego. Wypatrywać samochodu G.

PS: Wycieczka sprawiła mi niesamowitą frajdę. Co z tego, że samemu? Co z tego, że krócej niż miało być. Ważne, że z tych ośmiu godzin na szlaku jedna była taka, dla której opłacało się poświęcić wszystkie inne. I po to się chyba po górach chodzi... Przynajmniej ja Smile
Nooo, ale okienka to Ci się trafiły bardzo fajne Smile
Kapitalna relacja. ok

Luźny styl, własne przemyślenia, piosenki, dowcip i wiele innych drobiazgów, które okraszają górskie wspomnienie z tak ciekawego miejsca (bardzo lubię Czerwone Wierchy).Smile

Powiem Ci, Marcinie, że nie tylka ta jedna godzina była najcenniejsza. Widokowo owszem, tak. Ale cała wędrówka we mgle i do tego samemu, to jest dopiero przeżycie. Zadroszczę, bo sam lubię też samotnie spędzać czas w górach. Coś w tym jest naprawdę fajnego, a zarazem trudnego do zdefiniowania.

Jeszcze raz sobie przeczytam.Smile
No ładnie Kolega sobie poczyna z językiem ojczystym! Smile Miło się czyta.

Zaufałeś prognozom i udało się. Rzeczywiście dla takich widoków warto dostać po zadzie.
A na południowym krańcu tych chmur - była nasza bibo-ekipa focąca Tatry z Taterek Big Grin
Jaki ten (górski)świat mały Smile !
Mallaidh ma prawdę. Coś mi przypomina ta wyprawa Marcina. My też wtedy przeżywaliśmy podobne stany depresji i ekstazy trochę dalej na południe ok
Fajnie opisane. Trzeba mieć dobrą pamięć, żeby opisać swoje subjektywne uczucia na trasie. ok

Stasiu napisał(a):
Trzeba mieć dobrą pamięć, żeby opisać swoje subjektywne uczucia na trasie. ok

Nie tylko pamięć, ale trzeba posiadać umiejętność obserwowania otoczenia w najdrobniejszych szczegółach (chociażby ta dziewczyna przed schroniskiem, paląca papierosa. ok) i umieć cieszyć się każdą chwilą. Smile

Bardzo fajna relacja Smile Dla pocieszenia dodam, że w naszym przypadku w tym samym czasie uwiecznienie tych dziur w niebie też wymagało refleksu giggle Ale jak widać warto czasem pochodzić we mgle, żeby dorobić się naprawdę ciekawych zdjęć ok

Sokół

Nareszcie doczekałem się na tym Forum pierwszej chyba relacji tatrzańskiej w tym roku. I choć z początku myślałem, że będzie kicha, same chmury, to później szczęka mi opadła kilka razy w dół. O ja pierd... - tyle tylko napiszę.
A Twój styl pisania bardzo fajny, mam nadzieję, ze to dopiero Twój początek.

Sokół napisał(a):
Nareszcie doczekałem się na tym Forum pierwszej chyba relacji tatrzańskiej w tym roku.


Acha ...

Sokół

Oj, zwracam honor, były Stoły, Nosal, sarnia Skała i Baranie Rogi. I Bystra.

Wybaczcie....
Dziękuję za miłe słowa Smile
Pisząc relację korciło mnie, by dopisać jeszcze kilka szczegółów, które gdzieś się tam pojawiły. Ale one aż tak istotne nie były. Co do pamięci to owszem-póki co nie narzekam Wink Co do obserwacji-jedną z lepszych metod badawczych w mojej pracy jest metoda głębokiego i wyczekującego wpatrywania się w ekran/kartkę/miernik. Więc jakoś to idzie giggle
Ale jeżeli kogoś by interesowało albo miałby jakieś informacje, to dopiszę jeszcze jedną rzecz.

W górach są dwa źle wróżące odgłosy. Lawina, która jednak nie zawsze zwiastuje jakieś nieszczęście; oraz śmigło TOPRu, które bez wyraźnej potrzeby się nie pojawia. W niedzielę lawin nie było, ale śmigło pojawiło się i owszem. Powisiało w chmurach koło Świnicy, okrążyło Kasprowy i przyleciało pod Krzesanicę, na której stoku właśnie byłem. Powisiało przez chwilę, po czym wzruszyło łopatkami wirnika i wróciło do Zakopca. Nie wiem co się stało. Chyba kogoś szukali. I chyba nie znaleźli. Bo jakoś nie wierzę by TOPR tyle paliwa miał by sobie latać w te i nazad. W każdym razie zacząłem się rozglądać po żlebach, skałach i urwiskach. Nikogo nie znalazłem, oni pewnie też nie (co w sumie jest in plus). Z drugiej strony-jeżeli przyleciało i nic nie znalazło to jaki pacan je wzywał? I dlaczego nie umiał powiedzieć, gdzie się znajduje? Zwłaszcza, że chwilę przed moim wyjazdem bodaj na szlaku na Rysy ratownicy ciało znaleźli. Chyba, że to o coś innego chodziło, ale nie za bardzo wiem o co.

A co do:

Mallaidh napisał(a):
Jaki ten (górski)świat mały Smile !

to owszem, owszem. Mały Smile Z resztą z tego powodu umieściłem na jednym zdjęciu w relacji moją zakazaną paszczę. A może spotkałem gdzieś po drodze kogoś z Forumowiczów (trzy trzyosobowe grupki na Kopie, para drapiąca się na Ciemniaka od Kirów [w tym dziewczyna z trochę zrezygnowaną miną, bo idzie już trzecią godzinę a tu nic, tylko chmura] oraz parę innych osób, które się przewinęły na szlaku [wraz z turystą, który dziwnie się na mnie popatrzył, jak go zapytałem czy na górze straszy, gdzieś przed Małołączniakiem to było])?

Sokół napisał(a):
mam nadzieję, ze to dopiero Twój początek.

Na forum tak, bo na szlakach tatrzańskich to już trochę podeszwy zostawiłem Wink

Poza tym z opowieściami z gór to jak z szantami:
"Szedłem sobie raz na Wierchy
chmura bardzo duża była
coś tam coś tam coś tam coś tam
więc wypijmy jeszcze!" Toungue

Przekierowanie