Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Trening uczyni nas Mistrzami. Chyba ...
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dobry wieczór.

Zbliżają się Niżne. Wielkimi krokami. Należy się zbroić i szykować duchowo. Znaczy się obaliliśmy flaszkę w warunkach górskich.

Ale nie od razu rzeczoną flaszkę wypito. Żeby dotrzeć na miejsce wydarzeń należało przejść parę ( tak mi się napisało Wink ) kilometrów. W tym kilka szczytów i kilka przełęczy, jedną wieżę widokową, bagna i pola bitew. Chodzono różnie. Grupa nowo sądecka ( trzy sztuki ) szła dłużej niż grupa żywiecka ( jednoosobowa ). Grupa jastrzębska ( w składzie dwuosobowym ) szła jeszcze inaczej. Jak też leżała. Z tej racji opowiem to z mego punktu widzenia.

Pewien czas temu dostaję sms - a zaczepnego z imformacją o planowanym spacerze i noclegu w Beskidzie Śląskim. Kłody pod nogi rzuca mi praca ale da się to obejść. Pisząc w skrócie to około godziny 15 zasiadam w kolejce na Skrzyczne. Zawsze doceniałem technikę w górach. Tylko był mały problem tego dnia ... Pogoda. Mianowicie było burzliwie. No i zatrzymano na pewien czas kolejkę. Wisiałem sobie a po mojej lewicy błyskało się. Wojna nad Żywcem trwała. Ale miasto ostało się. Zapraszam. O równej 15.24 zstępuję na Pilsko. W międzyczasie nawiązuję kontakt z grupą NS ( Gosia, Krzysztof i Maciej ). Jak też z niejakim Adminem ustalam zwiedzanie Krakowa. Z grzmotami w tle. O jeszcze równiejszej 15.30 ruszam zielonym szlakiem na Baranią Górę. Na drogowskazie napisali : 4 godziny. Nie wierzcie w to. Idę , a w słońcu kołyszę się stal. Albo nie - słońca nie było. Za to ślady bitew owszem. Powszechnie wiadomo jak wygląda BŚ. Drzew tu raczej malo. Przechodzę przez Małe Skrzyczne, Malinowską Skałę i natrafiam na pewne osobniki. Trzy sztuki. Przyszły z prawej strony. Mam nadzieję, że opiszą co robili do tej pory. No i po chwili dalej na zielono idziemy w stronę Baraniej. Pustka, goniące po niebie chmury, ładne widoki i sępy w powietrzu. Pokonujemy kolejne ustrojstwa, w tym Magurkę Wiślaną i prowadzimy bardzo poważne dysputy towarzyskie. Co do samego chodzenia to nie jest tak źle jak by się wydawało. To znaczy nie przewracamy się ze zmęczenia. A przekleństwa są w miare kulturalne. Wnikamy w teren całkowicie zniszczony. To znak , że Barania już blisko. Jak mówią legendy ludowe to ponoć były tu kiedyś prawdziwe drzewa. Takie z igiełkami lub z liściami. I wiewiórkami. Tak plus / minus 37 lat temu. Ale teraz mamy wieżę widokową. Było coś widać. Np chmury burzowe. Na szczycie poza nami były ze trzy osoby. Albo dwie. Z wieży nikt nie wyskoczył więc czas na ostatni etep turystyczny tego dnia. Marsz do schroniska. Dotarliśmy radośni jak skowronki. Po drodze topiąc się w bagnach. Czeka na nas pokój i woda. Co niektórzy mieli pecha innocent Wink. No dobra - ale nie przyszliśmy tam dla przyjemności. Pojawia się na stole ONA. I zaczeliśmy trening. Trening, który na drugi dzień ( na Baraniej Górze ) skomentowaliśmy slowami: "Masz kaca ? Nic a nic !!!" . Trenowaliśmy też piłkarzyki. A to dlatego , że schowano piłeczki do ping - ponga. Takie "piłeczki" ujrzeliśmy w niedzielę pod Skrzycznem. Leciały z niebios. I tak zakończyliśmy dzień pierwszy. Dobranoc Państwu.

( chwila na reklamę i odświeżenie bohaterów )

Dzień dobry Państwu. Wstajemy radośni i gotowi na wyzwania. Patrzymy z balkony czy świat jeszcze stoi, w sobotę miał się zacząć rozpadać na kawałki. Stoi. Więc czas się po nim przejść. Tą samą trasą. A tak dla przyjemności. Wcześniej nawiązaliśmy kontakt z Tomturem. Ma wyłonić się z mroku w okolicach Malinowskiej Skały. Śniadamy, wchodzimy do muzeum, jeżdżę na Milce i ruszamy na szlak. Tego dnia luda o wiele więcej. Masowcy i plecakowcy. Tak samo o wiele więcej widać było w niedzielę z wieży. Cudne owieczkowate chmury biegały po niebie.
Takie milusie przytulanki
Wiedząc, że gdzieś w krzakach czai się Tomtur śpiewamy co by Go wypłoszyć. Znalazł się. Razem z córką. Leżakowali w gąszczu. Dołaczamy do nich i dyskutujemy. O roli barów w turystyce beskidzkiej. Ważna to rola. Uniesieni duchowo ruszamy dalej. Malinowska , Skrzyczne i Skrzyczne. Pojedynczo zdobywamy sam SZCZYT, a potem schodzimy do schroniska. Obserwujemy tam zgubny wpływ alkoholu na zachowanie się grupy. Wyjebanej za chwilę przez szefa lokalu. Jako, że Tatrów nie było widać, much było za dużo, itd ruszamy w dół. Droga w dół była "wesoła" i z przystankami. Kolejką zjeżdżamy do połowy. Każdy z nas dostał w łeb gradem. Milusim gradem. Wnikamy pod daszek i obserwujemy wstęp do pandemonium. Brutalnego - w Lipowej dwie osoby zgineły trafione piorunem. U nas grad makabryczny. W czasie gradobicia wiele osób było jeszcze na kolejce. Kilkanaście minut nawałnicy. Czekamy co dalej i w końcu ruszamy z buta na dół. Wśród nowych potoków i depcząc lodowe kulki. Szlakiem niebieskim. Bez zjazdów docieramy na dół. Bar, przystanek, pożegnanie i odwiezienie mnie. Ogólnie pisząc genialny towarzysko i turystycznie weekend. Może ten trening coś da Wink. A teraz zapraszam pozostałe grupy do opisania swych tras.

Idę zdjęcia malować.
Jedna uwaga - którą kolejką wyjechałeś na Pilsko? Toungue
Śmigłowcem ...

No fakt - to nie ta wycieczka Wink
no, no - fajno... i pospacerowali, i pobalowali, i poćwiczyli równowagę i ujeżdżanie milki, test gradobicia zdali, chmur się naoglądali - żyć nie umierać ok
No, miały być jeszcze jedne zajęcia praktyczne pod kątem biby w NT, to jest:
"Spieprzanie pod górę przed rozjuszonym niedźwiedziem".

Niestety, ukryty w zaroślach tomtur zafundował nam opcję:
"stary niedźwiedź mocno śpi"
Wink

Łukasz napisał(a):
Wiedząc, że gdzieś w krzakach czai się Tomtur śpiewamy co by Go wypłoszyć.


ale śpiewy na straszaka przećwiczyliście Smile

Jeździec Apokalipsy Smile http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=38011

Nie ma co, ten Armagedon w Śląskim dodał mu tylko uroku. Mamy teraz Śląskie połoniny.
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=38025
Ze szczytu tej procy jest najlepszy widok ok

Fajna wycieczka, szkoda że nie daliście znać bo dawno nie byłem w tamtej okolicy giggle
Widzę, że połowa uczestników bibowych poważnie wzięło sprawę w swoje nogi i płuca. Niebawem zobaczymy, czy trening miał swoje znaczenie. Szkoda, że nie mogłem dołączyć. Wolnych dni jest mało a ludzików, których długo nie widziałem jest sporo i tym razem forumowicze poszli na drugi plan Wink
Trening zawsze ma znaczenie. Szukaliśmy chętnego do noszenia w Niżnych 45 butelek z wodą i wódą.
To ja jeszcze gwoli dopełnienia całości:

Nasza część wycieczki rozpoczęła się w Szczyrku o 9.00 skąd na zamiast jak inni ludzie udać się na południe ku Skrzycznemu i Baraniej, ruszyliśmy na północ - na Klimczok. Szlak był dla nas niebieski i jak świeże bułeczki, nie tylko że nowy ale i bardzo gorący. Pod schroniskiem śniadanie i wymarsz na czerwono ku Przełęczy Salmopolskiej. Różnymi górkami, raz w dół, raz pod górę dotarliśmy na miejsce, praktycznie w tym samym czasie, co wędrujący od Skrzycznego deszcze. Tam wzięliśmy go na przetrzymanie. Uparta bestia była, ale w końcu dała za wygraną i poszła nawadniać okolice Wisły, z czego my skorzystaliśmy niepostrzeżenie wdzierając się na szlak ku Malinowskiej Skale. W tym samym czasie ze Skrzycznego ruszył nasz Dobromił z Żywca, który burzy żywcem wziąć się nie dał i dzielnie odganiał pioruny kołysząc się na wyciągu. Owego Towarzysza spotkaliśmy na przełęczy za Malinowską Skałą. Chleba i soli nie było, więc tylko powitanie o suchym pysku i dalszy marsz na Baranią, który to już nasz kolega raczył był opisać.
Mogę tylko dodać, że nam wyszło ponad 25km trasy i Baranią zdobywaliśmy jak Monte Casino, okupiwszy wejście niezliczoną ilością kropel potu.

Kilka fotomontaży poniżej:
[attachment=38047][attachment=38048][attachment=38049]

[attachment=38050][attachment=38051][attachment=38052]

[attachment=38053][attachment=38054][attachment=38055]

[attachment=38056][attachment=38057][attachment=38058]

[attachment=38059][attachment=38060][attachment=38061]

[attachment=38062][attachment=38064][attachment=38065]

[attachment=38066][attachment=38067][attachment=38063]

a całość na:
https://picasaweb.google.com/Maciej11980/BeskidSlaski#
Na Baraniej mają postawić pomnik Utrudzonego Turysty. I piosenka ma też powstać.

Sokół

Maćku, kilka zdjęć jest naprawdę świetnych. Trasa super, od Klimczoka na Przysłop to jest coś (raz też tak dreptałem, ale jeszcze lasami...)
Mam nadzieję, że się w Śląskim podobało.
Na przyszłość - wybierzcie zielony szlak do Szczyrku zamiast niebieskiego. Niebieski jest wstrętny.
Stron: 1 2
Przekierowanie