Teraz będzie powieść historyczna.
Tradycja marcowego odwiedzania Babiej Góry przez użytkowników Forum Turystyka Górska trwa od lat czterech. Wyłaniały się mordy północno, środkowo, południowo, zachodnio i wschodnio polskie. Jak też pewna ilość osobników tubylczych.
W tym roku padł termin 5 / 6 marca. I pierwszy raz zaplanowaliśmy nocleg w schronisku turystycznym na Markowych Szczawinach. Planowanie masowej imprezy ma to do siebie, że jest to impreza masowa. Znaczy się dużo ludzi ( i turystów ) musi się zebrać w jednym miejscu i w jednym czasie. A trudno tak czasami uczynić. Pisząc szczegółowo: jedna osobniczka ubiła Swe auto, jeden osobnik w sobotę skręcił na meczu piłki nożnej kolano, drugi osobnik w czwartek na meczu piłki koszykowej złamał nogę, trzeci osobnik dowiedział się w piątek, że będzie sobotnim tragarzem, czwarty osobnik zaniemógł po efektownym zdobyciu Skrzycznego, piąty i szósty osobnik za bardzo zalali ryja w piątek. A jeszcze wcześniej dwa osobniki z północnej Polski dowiedziały się, że tego dnia będą w pracy. We Francji. To taki kraj w Europie. Na koniec jeden osobnik w sobotę rano mi zadzwonił, że nie opuści domu. Chyba, że oknem przed dziewczyną ucieknie. I jeszcze na koniec końców braków kadrowych dodam, że jedna użytkowniczka tego Forum wybrała towarzystwo Japończyków zamiast towarzystwo turystów

. Ale nadrobimy to - muzealnie i górsko

.
Piątek po południu. Przybywa osobnik ze wschodu. Bliskiego, znaczy się spod Lublina. No cóż - trzeba gościa ugościć. Udajemy się na posiłek. W tym duchowy. Do szafy grającej wrzucamy grosik i w ten sposób mamy ... 33 utwory. Reszta towarzystwa w lokalu też się cieszyła. Albo po tym wieczorze zmieniła zainteresowania muzyczne. Krzewiliśmy kulturę. Następnie o 4.50 rano budzę się. Znaczy budzi mnie telefon i śpiew ptaków za oknem. Albo nie - ptaki zimowe milczą rano. Radośnie z Piotrkiem udajemy się na dworzec PKS. Taxi było. Odbieramy osobniczkę środkowopolską - Lufkę. Chleb, sól i ... Piotrek idzie spać, a Aga i ja idziemy odebrać osobniczkę zachodniopolską - Luizę. Jako, że wysiada tuż pod Pałacem Habsburgów to idziemy na poranny ( 7 rano ) spacer po Parku. Było sielankowo. Czekamy jeszcze na dwóch typków z Łodzi i Skierniewic oraz dwoje tubylców. Powitanie było gorące.
Nadszedł czas udania się do busa. Całe 80 metrów czyli zmojego domu na parking pod Domem Dobroci. Kierunek Krowiarki. Przez Wrocław i Bielsko - Białą. Docieramy ( przygodowo ). Czas na działalność turystyczną. I zaczynają się dramaty. Pogoda niby sielankowa ale demony górskie warczały ... Są pierwsze ofiary. Tzw Gospodarz czuje się co raz słabszy. Jako człek rozsądny postanawia zawrócić z trasy na Sokolicę i udać się bezpośrednio do schroniska. Pomaga mu w tym osobnik Kaytek. Bywający tu raz za czas. Droga do schroniska to walka na miarę Chocimia, Kłuszyna, Kircholmu, Zbaraża, oblężenia Smoleńska, Bitwy o Anglię i Westerplatę razem wziętych. Ja na przykład wyglądam lekki fioletowo. Ale za to ładnie śpiewalismy i ( czasami ) szliśmy trzymając się za rączki. Po ... 200 minutach docieramy do schroniska gdzie czeka na nas pokój. Prawie jak izba szpitalna. W miezyczasie dochodzi do innych dramatów. Osobniczka tubylcza pada na glebę poważnie uszkadzając łokieć. Jej towarzysz podejmuje decyzję podwójnego odwrotu i drogi w Żywiec. Schodząna Krowiarki, meldują się telefonicznie i łapią stopa do Żywca. Żyją. Ostatnie cztery osobniki dramatu zdobywają szczyt. Widziałem Ich zdjęcia - cudne. Jak mi je prześlą to zamieszczę. Moja działalność fotograficzna była tego dnia ograniczona. Szczytowcy wnikają w schronisku i zaczyna się część artystyczno - dramatyczo - naukowa w murach. Naukowa - bo tego dnia prelekcję miała tam Aleksandra Dzik - znaczy się Śnieżna Pantera i Elbrus w jednym. Mówiła i pokazywała zdjęcia. Mysmy słuchali i oglądali. Dramatyczna - tak wyszło ... Artystyczna - śpiewaliśmy, recytowaliśmy poezję i dyskutowaliśmy na temat kina i litertury. Jak też ( tu znów nauka ) odkryliśmy, że najwyższą górą Polski jest Tczew. Kolega z tego powodu chciał wyskoczyć przez okno ale wyciągneliśmy klamkę i miał z tym pewne trudności. Mija czas, bierzemy prysznic, i udajemy się na zasłużony wypoczynek. Pobudka była ... Śniadanie, obiad i kolacja. Następnie szybko ruszamy w dół. Szybko bo Piotrek jest uzależniony od PKS. W bardzo dobrym czasie schodzimy na Krowiarki i perfekcyjnie trafiamy na przyjazd naszego busa. Natomiast po drodze jak zwykle dyskutowaliśmy. Np na ten : jaką rolę we wczorajszych dramatach odegrały dwie zakonnice atakujące szczyt ? Albo : czy miało t w ogóle sens ? Oczywiście nie zabrakło kultury. Śpiewaliśmy delikatnymi głosami pieśń towarzyską z tekstem:
A na imię miałaś właśnie Albatros, auuuuuu ... . Pięknie, nie ?

W końcu zbliża się 8 marca, Dzień Kobiet i imieniny Albatroski. Wbijamy się na miejsca siedzące do busa. I czas na smutek - żegnamy się z Piotrkiem i jedziemy dalej. W międzyczasie dowiaduję się do czego może służyć przedłużacz. Lekko wstrząśnięci dojeżdżamy do Żywca. I znów smutek - jemy, pijemy herbatki ( Hrabio von Triglav proszę nie słodzić herbaty, którą Ci później podstępnie wypijam - ja jestem człekiem bez nałogów ).
Pożegnania czas ...

. Padają serdeczne słowa. Najczęściej WON SZUJE.
I na tym koniec.
Dziękuje za uwagę. Zdjęcia zamieszczę.
P.s. Grupa szturmowa szła : Krowiarki - Sokolica - Diablak - Brona - Markowe.