02-03-2011, 04:41 PM
Krótka relacja z niedzielnego wyjazdu na Królową Beskidów
Przyszedł weekend, jak to zwykle bywa zastanawialiśmy się z gosia3kiem gdzie by tu tym razem pojechać. Konkretnego pomysłu jakoś nie było.
Całkiem przypadkiem na "codziennych" zgadałem się z Tomturem, że też się chce gdzieś wybrać. Padła propozycja Babiej bo to mniej wiecęj w połowie drogi między Sądeczakami a Ślązakami
Wieczorkiem dograliśmy miejsce i czas.
Niedzielny poranek przywitał nas lekkim mrozem. Ja zwykle już parę minut po 6 mknęliśmy dzielnym Poldolotem w stronę gór. Tym razem w dwójkę - Macka zmogła choroba. Po drodze spełniliśmy jeszcze dobry uczynek. W Szczawie zabraliśmy autostopowiczkę - okazało się, że jechała odebrać siostrę z lotniska w Krakowie.
Z Tomkiem byliśmy umówieni w Zawoi Markowej na parkingu. Po przeszło 120 km jazdy docieramy na miejsce. I tu niespodzianka - Tomek przyjechał razem z forumowiczem Krzyśkiem. Po przywitaniu i przedstawieniu się ruszamy na szlak. Idziemy zielonym do schroniska na Markowe Szczawiny. Krzysiek wypruł pod górę tak, że sam Admin by miał konkurencję ! My razem z Tomturem powoli podchodzimy do góry. Tomek jak zwykle narzeka, że pod góre, ale nagroda w postaci browarka w schronisku skutecznie dodaje mu sił. Po godzinie marszu jesteśmy na miejscu. Tutaj przerwa na małe co nieco i czas ruszać dalej.
Idziemy na Przełęcz Brona. Śniegu robi się coraz więcej i jest coraz bardziej ślisko. Ale dajemy radę. Pogoda piękna - słoneczko, ciepło i minimalny wiaterek. Na Bronie krótki postój i atakujemy szczyt. Po dość przyjemnym podejściu w promieniach słońca, dobrej widoczności i niewielkiej ilości ludzi na szlaku stajemy na szczycie. Tutaj robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i wysyłamy smsy z pozdrowieniami.
Co miłe szybko się kończy i czas zacząć schodzenie. Idziemy z powrotem do schroniska. W schronisku robimy przerwę. Potem ulegając pokusom Tomka wygrzewamy się w słoneczku na ławeczce pod budynkiem schroniska.
Na powrót do samochodów wybieramy najpierw czarny szlak aby następnie zamienić go na niebieski i w ten sposób zrobić małą pentlę. Tomek jest trochę niezadowolony i grozi, że jak będzie jakieś podejście na zejściu to będę go musiał sam osobiście nieść. Zaryzykowałem
Choć strach był - wkońcu 1 Tomtur = 2 mieciury więc było by cieżko...
Na szczęście po ponad godzinie drogi powracamy na parking. Tutaj chwilkę odpoczywamy, potem czas się żegnać i wracać do cywilizacji.
Cóż, może wielkiej trasy nie zrobiliśmy, ale było warto. A i wycieczka odbyła się w miłym towarzystwie, za co wszystkim uczestnikom dziękuję
Przyszedł weekend, jak to zwykle bywa zastanawialiśmy się z gosia3kiem gdzie by tu tym razem pojechać. Konkretnego pomysłu jakoś nie było.
Całkiem przypadkiem na "codziennych" zgadałem się z Tomturem, że też się chce gdzieś wybrać. Padła propozycja Babiej bo to mniej wiecęj w połowie drogi między Sądeczakami a Ślązakami
Wieczorkiem dograliśmy miejsce i czas. Niedzielny poranek przywitał nas lekkim mrozem. Ja zwykle już parę minut po 6 mknęliśmy dzielnym Poldolotem w stronę gór. Tym razem w dwójkę - Macka zmogła choroba. Po drodze spełniliśmy jeszcze dobry uczynek. W Szczawie zabraliśmy autostopowiczkę - okazało się, że jechała odebrać siostrę z lotniska w Krakowie.
Z Tomkiem byliśmy umówieni w Zawoi Markowej na parkingu. Po przeszło 120 km jazdy docieramy na miejsce. I tu niespodzianka - Tomek przyjechał razem z forumowiczem Krzyśkiem. Po przywitaniu i przedstawieniu się ruszamy na szlak. Idziemy zielonym do schroniska na Markowe Szczawiny. Krzysiek wypruł pod górę tak, że sam Admin by miał konkurencję ! My razem z Tomturem powoli podchodzimy do góry. Tomek jak zwykle narzeka, że pod góre, ale nagroda w postaci browarka w schronisku skutecznie dodaje mu sił. Po godzinie marszu jesteśmy na miejscu. Tutaj przerwa na małe co nieco i czas ruszać dalej.
Idziemy na Przełęcz Brona. Śniegu robi się coraz więcej i jest coraz bardziej ślisko. Ale dajemy radę. Pogoda piękna - słoneczko, ciepło i minimalny wiaterek. Na Bronie krótki postój i atakujemy szczyt. Po dość przyjemnym podejściu w promieniach słońca, dobrej widoczności i niewielkiej ilości ludzi na szlaku stajemy na szczycie. Tutaj robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i wysyłamy smsy z pozdrowieniami.
Co miłe szybko się kończy i czas zacząć schodzenie. Idziemy z powrotem do schroniska. W schronisku robimy przerwę. Potem ulegając pokusom Tomka wygrzewamy się w słoneczku na ławeczce pod budynkiem schroniska.
Na powrót do samochodów wybieramy najpierw czarny szlak aby następnie zamienić go na niebieski i w ten sposób zrobić małą pentlę. Tomek jest trochę niezadowolony i grozi, że jak będzie jakieś podejście na zejściu to będę go musiał sam osobiście nieść. Zaryzykowałem

Choć strach był - wkońcu 1 Tomtur = 2 mieciury więc było by cieżko...
Na szczęście po ponad godzinie drogi powracamy na parking. Tutaj chwilkę odpoczywamy, potem czas się żegnać i wracać do cywilizacji.
Cóż, może wielkiej trasy nie zrobiliśmy, ale było warto. A i wycieczka odbyła się w miłym towarzystwie, za co wszystkim uczestnikom dziękuję

Dobrze wykorzystany czas. Ja w tym czasie zawiązywałem sadełko w domu.
Szkoda, że mnie nie wyszło.

) to wiedzą jak dobić schorowanego, obolałego, marzącego o tej górze... tacy to nawet zimą warunki ucyrklują. Znając moje szczęście wiosna, lato czy jesień - będę paplać się w błocie, zmoczona przez deszcz i zmrożona przez wiatr sprowadzający na 4kończyny. Ale ja Wam jeszcze pokarzę.
