17-02-2011, 01:32 PM
Po pierwszo lutowym szuraniu na biegówkach został pewien niedosyt. Praca i rożne inne perypetie skutecznie uniemożliwiły wyrwanie się gdziekolwiek. Jednak pojawiło się środowe ?okienko wolności?. Nie zastanawiając się zbyt wiele stwierdziłem - Turbacz. Plan zakładał przejście z Rdzawki na Stare Wierchy, Turbacz i zejście przez Polane Waksmundzką do Kowańca.
Pobudka 5 rano, szybkie szuru-buru i udaję się w kierunku przystanku PKS. Po drodze zaczyna prószyć śnieg. Pani w telewizorni nie zapowiadała opadów, tym bardziej ICM. Droga mija dosyć szybko w rytmach biesiady disco-polo
Godzina 8:00 melduje Rdzawkę. Wchodzę na szlak a chwilę później zaliczam pierwsza glebę. Jest twardo, świadczy o tym bolący tyłek. Kije staja się niezbędne, czasem ratują z opresji.
Kierunek Stare Wierchy
[attachment=36669]
[attachment=36670]
Po minięciu wyciągu w Obidowej idzie się już całkiem dobrze. Śnieg jest mocno ubity z cienka warstwa przewianego puchu. Istna autostrada. Po za szlakiem króluje lodoszreń, a pod nią kopny puch. Po godzinie osiągam Stare Wierchy, tutaj łyk herbaty i po chwili ruszam dalej w kierunku Turbacza. Pogoda zaczyna się poprawiać, słonce zaczyna przebijać się za chmur. Z okolic Obidowca ładnie widać Mogielicę.
Stare Wierchy
[attachment=36671]
Lokalny sierściuch
[attachment=36672]
Pod Obidowcem
[attachment=36673]
Po około dwóch godzinach od Starych Wierchów melduje metę. Sporo ludzi jak na środę, biegacze, rowerzyści, skiturowcy, a tatr jak na złość nie widać. Zjadam swój obiadek i opalam się w słoneczku, w sumie jakąś godzinę z kawałkiem. Powoli od południowego wschodu zaczynają nasuwać się chmury. Wiec decyduje się na powolne kierowanie się na polane Waksmundzką i dalej w stronę Kowańca. Spora ilość spływającego lodu zmusza do obchodzenia. Generalnie udane przejście, mimo nie do końca pewnej pogody.
Turbolot
[attachment=36676]
Hala Długa
[attachment=36675]
Czoło Turbacza i Szałasowy Ołtarz
[attachment=36674]
Zalew Czorsztyński
[attachment=36677]
Pobudka 5 rano, szybkie szuru-buru i udaję się w kierunku przystanku PKS. Po drodze zaczyna prószyć śnieg. Pani w telewizorni nie zapowiadała opadów, tym bardziej ICM. Droga mija dosyć szybko w rytmach biesiady disco-polo

Godzina 8:00 melduje Rdzawkę. Wchodzę na szlak a chwilę później zaliczam pierwsza glebę. Jest twardo, świadczy o tym bolący tyłek. Kije staja się niezbędne, czasem ratują z opresji.
Kierunek Stare Wierchy
[attachment=36669]
[attachment=36670]
Po minięciu wyciągu w Obidowej idzie się już całkiem dobrze. Śnieg jest mocno ubity z cienka warstwa przewianego puchu. Istna autostrada. Po za szlakiem króluje lodoszreń, a pod nią kopny puch. Po godzinie osiągam Stare Wierchy, tutaj łyk herbaty i po chwili ruszam dalej w kierunku Turbacza. Pogoda zaczyna się poprawiać, słonce zaczyna przebijać się za chmur. Z okolic Obidowca ładnie widać Mogielicę.
Stare Wierchy
[attachment=36671]
Lokalny sierściuch
[attachment=36672]
Pod Obidowcem
[attachment=36673]
Po około dwóch godzinach od Starych Wierchów melduje metę. Sporo ludzi jak na środę, biegacze, rowerzyści, skiturowcy, a tatr jak na złość nie widać. Zjadam swój obiadek i opalam się w słoneczku, w sumie jakąś godzinę z kawałkiem. Powoli od południowego wschodu zaczynają nasuwać się chmury. Wiec decyduje się na powolne kierowanie się na polane Waksmundzką i dalej w stronę Kowańca. Spora ilość spływającego lodu zmusza do obchodzenia. Generalnie udane przejście, mimo nie do końca pewnej pogody.
Turbolot
[attachment=36676]
Hala Długa
[attachment=36675]
Czoło Turbacza i Szałasowy Ołtarz
[attachment=36674]
Zalew Czorsztyński
[attachment=36677]

Wtedy dopiero człowiek wie, że w ogóle żyje. Życzę w przyszłości więcej takich "okienek Wolności" i odpowiedniego ich zagospodarowania. 


