Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Beskidzka Włóczega - 5-cio Pasmówka (WSPOMNIENIA)
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
11-19.08.2007

Zanim zacznę - wybaczcie, co do zdjęć, aparat miałam, jaki miałam, a jeszcze moja umiejętność robienia zdjęć była, jaka była. Zdjęć jest nie wiele i zeskanowane (wywoływane jeszcze z kliszy).

W sumie to zaczęło się tak: wymyśliłam sobie projekt przejścia GSB (całości albo kawałka), pozostawało tylko pytanie, z kim? i tu pojawił się problem, chętnych nie było. Znalazłam więc stronę forum beskidzkiego, gdzie pojawiały się różne ogłoszenia - jednym z tych ogłoszeń było moje, że szukam kogoś do mojego planu. Powiem Wam, że kilka osób się zgłosiło, ale po rozpoznaniu sprawy w sumie została jedna. Niektórzy też chcieli przejść, ale niestety w innym terminie, itp. Z tą jedną, a na imię jej Karolina zaczęłyśmy pisać i tak zaczęła kwitnąć nasza znajomość i początek nowej przygody.
Wybaczcie, jeśli po drodze będą jakieś niejasności, albo czegoś będzie brakować, ale to już trochę czasu minęło.
Zaczęło się 11.08. - Beskid Śląski, jechałyśmy tym samym pociągiem, a spotkałyśmy się po raz pierwszy na stacji w Ustroń Polana. Oczywiście jakby ktoś pytał był to wypad typowo pod namiot, czyli prawie wszystko na garbach + gitara (bez tego nie mogło się obejść Wink ).
I w górę-
Pierwszy dzień raczej długi nie był, jakoś super wcześniej w tym Ustroniu nie byłyśmy, więc postanowiłyśmy iść dotąd dopóki nie zrobi się ciemno. Zresztą w pierwszy dzień człowiek przeważnie musi się rozchodzić, więc trasa nie powinna być długa. Tak więc: Ustroń Polana przez Wielką Czantorię - Przełęcz Beskidek - Soszów Wielki (oczywiście po drodze małe odpoczynki i fotki): [attachment=36025] - Stożek - Kiczory: [attachment=36026] [attachment=36027] - Mraźnica (to oczywiście polana z paroma domkami w dole), a że już ciemność nas doganiała trzeba było poszukać miejsca na nocleg. Idąc lasem, wiadomo ciemno, miejsca jak na lekarstwo, wychodzimy z lasu - polanka, w miarę jeszcze widno, ale rozbijałyśmy się już po ciemku. Praktycznie przy szlaku, przy ścianie lasu - raz kozie śmierć. Noc minęła spokojnie, nad ranem kurcze słyszymy głosy, ktoś biega, krzyczy itp. Mówię, no to pięknie - przypomniałam sobie jak Krzysiek kiedyś opowiadał jak ich po polanie jacyś goście z siekierami gonili - ale to byli faceci - hmm. Ale co się okazało na szczęście, że jacyś goście sobie po prostu biegali po górach - jakieś biegi górskie czy cosik w tym stylu, nawet nie wiem czy nas zauważyli. Więc śniadanko, pakowanie i w drogę.
II dzionek: no ten niestety był jeszcze krótszy ze względu na pogodę. I tak: Mraźnica - Przełęcz Kubalonka - schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą. Tutaj przerywnik, idąc w stronę schroniska pogoda zaczęła się pogarszać i cosik zaczęło już siąpić. Gdy dotarłyśmy do schr., jak nie lunie- więc cóż, przeczekamy może przestanie, przekąsiłyśmy co nieco, zwiedziłyśmy Muzeum Historii TG i... nadal leje. Postanowiłyśmy - zostajemy w schronisku na noc (nie będziemy już na samym początku moczyć wszystkiego przecież). Dopiero przestało przed wieczorem, w sumie tylko od czasu do czasu siąpiło - stwierdziłyśmy, co będziemy siedzieć i zrobiłyśmy sobie spacer na Baranią z czołówkami w drodze powrotnej.: to Karolcia:[attachment=36028] potem na Baraniej: [attachment=36029] [attachment=36030]
dzionek III: tym razem już z garbem znów na Baranią Górę tylko wiadomo bez przystanku - (i tu się wyjaśni dlaczego tytuł jest taki jaki jest a nie GSB, chociaż w sumie GSB z przerwami?hmm) - wchodzi czarny Kamesznica Dolna (błocko nieziemskie po deszczach, pełno wyciętych drzew :/ ) - Kamesznica Złatna. I tu następuje moment, kiedy pamięć szwankuje, alee jeśli mi się dobrze wydaję to prawdopodobnie na piechotę waliłyśmy do Węgierskiej (ale głowy nie dam urwać). I tutaj - będziecie się śmiać - znowu stwierdziłyśmy, że nie idziemy czerwonym- powód (ten odcinek W. Górka - Rysianka przechodziłam setki razy, poza tym odcinek z Węgierskiej na Tokarnie nie jest za przyjemny, ciągnie się i ciągnie, ale z drugiej strony mogłam odwiedzić stare śmiecie. Więc dojechałyśmy do Skałki i zielonym, (którym zresztą jeszcze nie wchodziłam) dotarłyśmy na Rysiankę. Rozbiłyśmy namiocik za widoku i jedzonko w schronisku. Spotkałyśmy tam fajnego, miłego starszego Pana, którego potem znów spotkałyśmy na bazie namiotowej pod Lubaniem.
Dzień IV: Schr. na Rysiance - Trzy Kopce - Pilsko: [attachment=36042] - Przełęcz Glinne - Westka (Beskid Korbielowski) - Jaworzyna - Przełęcz Głuchaczki, a dokładnie baza namiotowa SKPB Katowice, gdzie dotarłyśmy już po ciemku, gdzie swoją drogą ciężko po ciemku trafić. Co prawda była jakaś impreza i fajnie byłoby sobie pośpiewać, ale grzecznie zjadłyśmy, wypiłyśmy herbatkę i spać (tym razem namiot bazowy). Fota z trasy: [attachment=36031]
Dzień V: Baza namiotowa - przejście turystyczne i wchodzi żółty (skrót po słowackiej stronie Wink )- przełęcz Jałowiecka Płn. - Hala Czarnego - schr. na Markowych Szczawinach (jeszcze nawet fundamentów nowego nie było) - Zawoja Lajkonik (PTTK DW HANKA)
Dzień VI (na lajcie): Zawoja - schr. na Markowych - Diablak percią - schronisko przez przeł. Brona - Zawoja - w sumie dzień odpoczynku - fotki: [attachment=36032] [attachment=36033] może nie widać, że kurtka pęcznieje, ale wiatr jak zwykle byłłłł... [attachment=36034][attachment=36035]
Dzień VI: Zawoja Lajkonik - Mosorny Groń - Cyl Hali Śmietanowej (Hala Śmietanowa czy jak kto woli Kiczorka) - Polica - schr. Na Hali Krupowej (nocleg w schronisku) - jak zawsze miła atmosfera - wieczorkiem gitarka na jadalni - pięknie było.
[attachment=36046]
Dzień VII: schr. na Hali Krupowej - Okrąglica (zwiedziłyśmy kapliczkę Matki Bożej Opiekunki Turystów): [attachment=36036] i tutaj z tego co pamiętam zeszłyśmy czarnym do Sidziny - po drodze Panowie drwale pytali się nas - a co tak Panie same po tych górach chodzą, nie boją się? - a my że gdzie tam, czego - a może by tak usiadły z nami, o gitara widzę, pośpiewamy, my oczywiście, że nie spieszymy się itd., nie zatrzymując się poszłyśmy dalej - z tyłu jesio jakieś komentarze dolatywały na nasz temat.
Dotarłyśmy do Sidziny: i czekało nas znów mozolne dreptanie po asfalcie :/, każdy pewnie wie że to nic przyjemnego w takich butach i z takim garbem, więc postanowiłyśmy to przejechać. Niestety okazało się, że autobus będzie jechał późno, więc zostaje STOP. No i jeśli dobrze pamiętam był to fajny Pan z maluchem - powiedział, że za pół godz. chyba będzie wracał to nas chętnie podrzuci do Rabki. Dojechałyśmy do Rabki niestety pogoda troszkę zaczęła się psuć, ale cóż tam - idziemy. Małe zakupy i w drogę.
Rabka - schr. na Maciejowej: [attachment=36041] - schr. na Starych Wierchach (nocleg w schronisku, pogoda na spanie w namiocie nie była za ciekawa) - przy okazji poznałyśmy jakiś fajnych czechów i trochę się pobalowało - tylko nie wiedzieć dlaczego przez dłuższy czas nie chciałam się tam pokazywać Wink - Zdjęcia: [attachment=36039] [attachment=36040]
Dzień VIII: Stare Wierchy (wczesne wyjście) - Obidowiec - nieszczęsny Turbacz (wyszłyśmy wcześnie, ale co straciłyśmy na błądzeniu przed Turbaczem to masakra - istne pobojowisko) - w schronisku śniadanko: [attachment=36043]
[attachment=36044] i dalej - Kiczora - przełęcz Knurowska - Lubań (nocleg na polu namiotowym - własny namiot) dotarłyśmy za widoku, ale jadłyśmy już po ciemku - nie wiedzieć czemu byłyśmy - troszkę - zmęczone. No i tu również spotkałyśmy zdziwione owego miłego Pana spotkanego na Rysiance - i chyba opowiedział wszystkim gdzie nas spotkał, poniekąd czułyśmy się dumne, patrzyli na nas z uznaniem (taka włóczęga po górach to już rzadkość z garbem). I tutaj powoli będzie się kończyć nasza opowieść?ale to zaraz.: [attachment=36045], mam też zdjęcia gdzie z Lubania widać Tatry, ale po zeskanowaniu już ich nie widać :/
Tym razem dalej zeszłyśmy niebieskim: Lubań - przełęcz Snozka (ale kurcze powiem Wam, że już czułam w kościach, że niedługo koniec, aż człowiekowi za bardzo nie chciało się iść, serce i dusza się już smuciły, że koniec się zbliża) - dalej niebieskim przełęcz Szopka - Trzy Korony (jak już jesteśmy to czemu nie) [attachment=36049] - Krościenko (schodząc spotkałam znajomych z mojej rodzinnej miejscowości - zamieniliśmy pare zdań i trzeba było się zwijać na autobus. Zeszłyśmy do Krościenka, przy okazji niedzieli udałyśmy się na msze. Jeszcze taki jeden motyw, idziemy sobie ulicą i nagle widzę, o Karolina tam na prawo czerwony odchodzi - idziemy i już zaczęłam iść - niestety - Karolcia: o nie już nie idziemy! (szczerze powiedziawszy to dla niej już chyba było wystarczająco), a moje nogi by jeszcze szły i szły, serce się rwało: w Góry, w Góry miły barcie - może gdybym miała więcej urlopu - czemu nie. Na końcu miałyśmy małego pecha, autobus nie przyjechał :/ dopiero następny, który był dużo później i niestety późno byłyśmy w Krakowie, a że w Krakowie jeszcze nie mieszkałam, kolejne godz. trzeba było spędzić na dworcu czekając na pociąg do mojej rodzinnej miejscowości. I tu już moi drodzy koniec tej Beskidzkiej przygody. [attachment=36047]

Zakończenie: przeszłyśmy 5 Pasm: stąd tytuł: B. Śląski, B. Żywiecki, Pasmo Babiogórskie, Gorce, Pieniny - ilość punktów ok. 251 (wliczone: 1 pkt za każdy przebyty kilometr oraz 1 pkt za każde 100m sumy podejść).


Jeszcze pozwolicie, chyba, że już śpicie, krótki niedokończony fragment wiersza ułożonego przez Karolcię:


Poranne pobudki o porach przeróżnych
W namiocie, na polance, schroniskach rożnych
Za oknem deszcze, mgła, a w końcu słonko
Mycie, zwijanie maneli, a na końcu jedzonko

Hop do góry, podskok z plecakiem i gotowe
Poczekaj jeszcze tylko sobie buty włożę nowe
Czantoria, Stożek, po drodze Soszów i polanka
Przelecz Salmopolska, Barania, Pilsko, Rysianka
Gluchaczki, Markowe Szczawiny-oj bolały kolanka

Dźwięk gitary, nocne wyprawy
Na nasza wędrówkę trzeba odwagi i wprawy

Bzz Bzzz.Bzz nad uchem
Nieważne czy pełne słonce czy las mchem porośnięty
Wierni towarzysze każdego dnia z nami
A tak chciałyśmy żeby polecieli z Wami

Ciągnę i ciągnę, wyciągnąć nie mogą
Może i tym razem gospodarze z kluczem pomogą
Justysia dzielna dziewczyna
W mig radzi sobie, gdy klucz w dziurce się zacina

Niekończąca się opowieść, ciemny las i droga
Głuchaczki -gdzie jesteście, którędy droga
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie
Nagle śmiech wesoły, chyba gdzieś to tu będzie

P.S. A właśnie jesio tak w ogóle, to ta relacja powinna brzmieć inaczej
i wyglądać inaczej, ale z tego względu, że było to dawno to jest tak ogólnie.
P.S. I - miałam jesio kilka zdjęć, ale cosik nie chcą mi się wgrać, że niby za dużo wykorzystałam, więc albo ja się nie znam, albo nie wiem, mało istotnie. Te zdjęcia nie są jakoś tak bardzo ważne.
P.S. II - kolejna relacja wspomnieniowa będzie z Ukrainy tylko tym razem będzie to fotorelacja - bo to było jeszcze wcześniej.
Zacne przejście ok
Tratina, Ty to widzę idziesz na żywioł. Carpe diem. Nie marnujesz ani chwili. Wyznaczasz sobie cel i dalej hej, ku przygodzie ok Miło się czyta takie relacje. Jest w tym coś pozytywnego, jakaś fajna energia. Odwiedziłaś w tak krótkim czasie tyle miejsc, które są na liście moich ''niespełnionych''/''oczekiwanych'': Turbacz, Lubań , Babia Góra. Jesteś dobrym przykładem na to, że jak się chce...to można Smile Ale wiesz...trzeba mieć do tego mocne nogi Smile

Pozdrawiam!
Tratina, ja mogę tylko pogratulować takiej wyprawy. ok Faktycznie już dzisiaj mało ludzików porywa się na takie przejścia. Chodzić z całym dobytkiem i jeszcze do tego gitara. Fajnie się czytało, zazdrościło i myślami było z Wami. I znowu mam dalszy temat do rozmyślania. Tylko 8 dni uhm Gdzie ja tyle wolnego wezmę.
Pozdrowienia też dla Karoliny, no i jeszcze raz gratulacje clap
Tratina, tylko pisz więcej. Szkoda nie uwiecznić takich wypraw.
hmm... kurczę, temat do rozmyślań, człowiek znów by się wybrał na taką włóczęgę
może jak Krzysiek popłynie na morze, ja się pójdę powłóczyć
Fajne przejście. Smile

Może kiedyś skorzystam z Twojego opisu. Mało znam ( z niewielkimi wyjatkami) te tereny. Warto by wybrać się w jakiś wakacyjny tydzień z rodziną na taką eskapadę.
Przekierowanie