22-12-2010, 07:15 PM
Motto (z myślą o Łukaszu): "Kiedy górołaz jest kuternogą albo się nudzi w domowych pieleszach, to czas wyciągnąć z dna plecaka jakąś zapadłą wycieczkę.".
Valle Di Gares - mało znana dolina w grupie Dolomity Pala. Niżej opisana wycieczka nie jest żadnym wyczynem wspinaczkowym albo zdobywaniem kolejnej Vie Ferraty, jak by się na tą grupę górską wydawało. Odwrotnie, jest to lajtowa wycieczka, która pokazuje, że i w tak znanych kopczykach można sobie dreptać swobodnie i macać skałę bez wyniosłych wyczynów. W tym miejscu też wspominałem na innych Forumowiczów - Pablo, Bogusia, Hella, Mar.an i DrE, którzy rok wcześniej gdzieś tutaj się wałęsali a ja ich marnie szukałem.
Samochód parkujemy przy pensjonacie Capana Cima Comelle (1333 m). Jakichś 500 m wcześniej znajduje się Lago di Gares, gdzie można urządzić sobie w niedzielę ładny rodzinny piknik. Takich miejsc jest dużo w Dolomitach. Pensjonat znajduje się na końcu doliny.
[attachment=35400]
Z postawionych tablic wynika też to, że często tutaj są urządzane zawody Pucharu Świata w narciarstwie biegowym. Dominantą końca doliny są jednak Cascata di Gares.
[attachment=35401]
Robimy pierwsze zdjęcia i będziemy mieli już wkrótce możliwość bliżej zapoznać się z tymi wodospadami. Ścieżka się z nami nie igra i prosto prowadzi w stronę wodospadów. Na krótkim odcinku trzeba nam pokonać około 200 m wysokościowych, żeby wydostać się nad wodospady. Takie małe zagrzanie duszy i ciała. Najpierw, na zakąskę, odwiedzamy Dolny, który winie się między skałami i kosówką.
[attachment=35402]
Jednak nas więcej interesuje Górny, który jest podawany jako danie główne. Dochodzimy do ściany, gdzie wysoko w górze ze skalnej wnęki wylatuje słup wody. Chyba jeden z najpiękniejszych momentów w okolicy.
[attachment=35403][attachment=35404]
Tradycyjne och! i ach! i pstrykanie z aparatu. Po małym odpoczynku wyruszamy dalej. Trzeba nam obejść skalną ścianę, żeby przedostać się nad Górny. Po drodze krótkie spojrzenie na dno doliny.
[attachment=35405] - w prawo w lesie pensjonat, w lewo osada Gares.
W tym miejscu trzeba trochę uważać. Chodnik prowadzi kosówką, ale czuje się szóstym zmysłem, że kawałek obok jest 100 m przepaść. Po chwili dochodzimy do wylotu Górnego. Usytuowanie terenu nie pozwala nam jednak spojrzenie w dół na padającą masę wody. Możemy ją tylko słyszeć.
[attachment=35406]
W tym miejscu żegnamy się z wodospadami i wchodzimy do kanionu (Orrido delle Comelle). Przypomina mi to Wyżnie Diery w Małej Fatrze.
[attachment=35407][attachment=35408][attachment=35409]
Fajnie się idzie, na prawo i na lewo wyskakują pionowe ściany a my jesteśmy tacy maluścy. Zawsze tak bywa, kiedy człowiek boryka się z przyrodą.
[attachment=35410]
Po około 45 minutach dalsza zmiana charakteru chodnika. Sceneria się raptownie mieni. Skały nagle się rozstępują i wyłania się szeroka i płaska planina - Pian delle Comelle.
[attachment=35411]
Z tego miejsca już widzimy poważne góry. Jest to już główny grzbiet Dolomitów Pala. Idąc dalej doszlibyśmy aż do schroniska Rif. Pedrotti (2581 m), o które zahaczyłem w zeszłym roku (drugie zdjęcie - http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=2271). My jednak nie mamy dzisiaj w planie wysokogórskich celów. Chcemy zawrócić, ale nie tą samą drogą, ale tzw. suchym wariantem - Viaz del Bus - który służy jako jedyna zejściowa droga w przypadku, kiedy kanion ma zbyt dużo wody. Żeby zejść musimy najpierw troszeczkę podejść. Było to krótkie, ale dychawiczne podejście.
[attachment=35412]
Na kóncu czekała nas jeszcze skalna półka i parę technicznych miejsc nieprzekraczających trudności w Taterkach.
[attachment=35413][attachment=35414]
Po pokananiu tego sklanego odcinka, szerokim łukiem zaczeliśmy powoli zchodzić do doliny. Było to trochę nudnawe, ale chciałbym jeszcze wspomnieć dwa momenty. Pierwszy to Malga Valbona - trochę nietypiczny biwak, który raczej przypominał bacówkę albo murowany szałas, napotkany na drodze.
[attachment=35415][attachment=35416][attachment=35417]
Wg księgi wpisów wyglądało na to, że często jest odwiedzany przez polskich turystów. Fajna noclegownia dla turystów, którzy mają głęboko do kieszeni. Trzeba jednak szanować to cacko i dobrym obyczajem jest zostawić coś dla następnych i nie wyplundrować wszystkie zapasy. Drugi moment to był inny widok na nasze wodospady jakby trochę z piętra.
[attachment=35418]
To był już naprawdę ostatni górski moment tej wycieczki. Pozostało nam jeszcze dojść z powrotem do pensjonatu i koło się na ten dzień zamknęło.
[attachment=35419]
Valle Di Gares - mało znana dolina w grupie Dolomity Pala. Niżej opisana wycieczka nie jest żadnym wyczynem wspinaczkowym albo zdobywaniem kolejnej Vie Ferraty, jak by się na tą grupę górską wydawało. Odwrotnie, jest to lajtowa wycieczka, która pokazuje, że i w tak znanych kopczykach można sobie dreptać swobodnie i macać skałę bez wyniosłych wyczynów. W tym miejscu też wspominałem na innych Forumowiczów - Pablo, Bogusia, Hella, Mar.an i DrE, którzy rok wcześniej gdzieś tutaj się wałęsali a ja ich marnie szukałem.
Samochód parkujemy przy pensjonacie Capana Cima Comelle (1333 m). Jakichś 500 m wcześniej znajduje się Lago di Gares, gdzie można urządzić sobie w niedzielę ładny rodzinny piknik. Takich miejsc jest dużo w Dolomitach. Pensjonat znajduje się na końcu doliny.
[attachment=35400]
Z postawionych tablic wynika też to, że często tutaj są urządzane zawody Pucharu Świata w narciarstwie biegowym. Dominantą końca doliny są jednak Cascata di Gares.
[attachment=35401]
Robimy pierwsze zdjęcia i będziemy mieli już wkrótce możliwość bliżej zapoznać się z tymi wodospadami. Ścieżka się z nami nie igra i prosto prowadzi w stronę wodospadów. Na krótkim odcinku trzeba nam pokonać około 200 m wysokościowych, żeby wydostać się nad wodospady. Takie małe zagrzanie duszy i ciała. Najpierw, na zakąskę, odwiedzamy Dolny, który winie się między skałami i kosówką.
[attachment=35402]
Jednak nas więcej interesuje Górny, który jest podawany jako danie główne. Dochodzimy do ściany, gdzie wysoko w górze ze skalnej wnęki wylatuje słup wody. Chyba jeden z najpiękniejszych momentów w okolicy.
[attachment=35403][attachment=35404]
Tradycyjne och! i ach! i pstrykanie z aparatu. Po małym odpoczynku wyruszamy dalej. Trzeba nam obejść skalną ścianę, żeby przedostać się nad Górny. Po drodze krótkie spojrzenie na dno doliny.
[attachment=35405] - w prawo w lesie pensjonat, w lewo osada Gares.
W tym miejscu trzeba trochę uważać. Chodnik prowadzi kosówką, ale czuje się szóstym zmysłem, że kawałek obok jest 100 m przepaść. Po chwili dochodzimy do wylotu Górnego. Usytuowanie terenu nie pozwala nam jednak spojrzenie w dół na padającą masę wody. Możemy ją tylko słyszeć.
[attachment=35406]
W tym miejscu żegnamy się z wodospadami i wchodzimy do kanionu (Orrido delle Comelle). Przypomina mi to Wyżnie Diery w Małej Fatrze.
[attachment=35407][attachment=35408][attachment=35409]
Fajnie się idzie, na prawo i na lewo wyskakują pionowe ściany a my jesteśmy tacy maluścy. Zawsze tak bywa, kiedy człowiek boryka się z przyrodą.
[attachment=35410]
Po około 45 minutach dalsza zmiana charakteru chodnika. Sceneria się raptownie mieni. Skały nagle się rozstępują i wyłania się szeroka i płaska planina - Pian delle Comelle.
[attachment=35411]
Z tego miejsca już widzimy poważne góry. Jest to już główny grzbiet Dolomitów Pala. Idąc dalej doszlibyśmy aż do schroniska Rif. Pedrotti (2581 m), o które zahaczyłem w zeszłym roku (drugie zdjęcie - http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=2271). My jednak nie mamy dzisiaj w planie wysokogórskich celów. Chcemy zawrócić, ale nie tą samą drogą, ale tzw. suchym wariantem - Viaz del Bus - który służy jako jedyna zejściowa droga w przypadku, kiedy kanion ma zbyt dużo wody. Żeby zejść musimy najpierw troszeczkę podejść. Było to krótkie, ale dychawiczne podejście.
[attachment=35412]
Na kóncu czekała nas jeszcze skalna półka i parę technicznych miejsc nieprzekraczających trudności w Taterkach.
[attachment=35413][attachment=35414]
Po pokananiu tego sklanego odcinka, szerokim łukiem zaczeliśmy powoli zchodzić do doliny. Było to trochę nudnawe, ale chciałbym jeszcze wspomnieć dwa momenty. Pierwszy to Malga Valbona - trochę nietypiczny biwak, który raczej przypominał bacówkę albo murowany szałas, napotkany na drodze.
[attachment=35415][attachment=35416][attachment=35417]
Wg księgi wpisów wyglądało na to, że często jest odwiedzany przez polskich turystów. Fajna noclegownia dla turystów, którzy mają głęboko do kieszeni. Trzeba jednak szanować to cacko i dobrym obyczajem jest zostawić coś dla następnych i nie wyplundrować wszystkie zapasy. Drugi moment to był inny widok na nasze wodospady jakby trochę z piętra.
[attachment=35418]
To był już naprawdę ostatni górski moment tej wycieczki. Pozostało nam jeszcze dojść z powrotem do pensjonatu i koło się na ten dzień zamknęło.
[attachment=35419]

hehehehhh
w tym roku zamierzam odwiedzić Palę;