18-12-2010, 10:53 AM
Prognozy były jednoznaczne. Czwartek miał być pierwszym całkowicie słonecznym dniem po kilku dniach opadów śniegu. Wniosek urlopowy wysłałem więc do biura a ja rankiem jak co dzień koło 5.00 zrobiłem sobie pobudkę. Tylko, że dziś zabierałem ze sobą co nieco w góry.
Tak naprawdę to do połowy śniadania byłem przekonany że jadę na Wysoką w Pieniny. Ale tak jakoś mnie nagle tchnęło
Może by wreszcie obadać coś nieznany mi Beskid Śląski. Mapa powędrowała na stół no i niebawem kierowałem się już w stronę Bielska-Białej.
Zaparkowałem pod kościółkiem w Jaworzu-Nałęże. Swoją drogą ciekawie usytuowanym, bo stanowił swego rodzaju wyspę na drodze, a ta stanowiła coś w rodzaju ronda
W każdym razie można śmiało powiedzieć, że wszystkie drogi prowadzą do kościoła. No ale tam to się i drogi zaraz kończyły 
Dookoła pustki totalne. Jeden mały psiak tylko się wkurzył jak mnie zobaczył, ale jego gabaryty nie pozwoliły mu przeskoczyć przez zaspę na jezdni i skończyło się na ujadaniu po jej drugiej stronie.
Na początek przyszło mi przecierać szlak, śnieg tak średnio do kolan. Jak osiągnąłem grzbiet to natrafiłem jednak na ślad skutera no i dalej to już miałem trochę łatwiej. Trochę, bo śladów po wędrującym człowieku to tam nie było. Gdzieś w lesie zobaczyłem tylnią część chyba sarny. No i z towarzystwa to by było na tyle. Drzewa, krzewy, kamienie, pniaki wszystko pięknie przykryte białą pierzyną.
Coś około południa zawitałem do schroniska na Błatniej. Tam się dowiedziałem, że ostatnio to tu widzieli człowieka dwa dni wcześniej. Zjadłem coś ciepłego i poszedłem się jeszcze przejść na pobliski wierzchołek. Tylko na ten moment aparat mi zaparował i ze szczytu zdjęć niet. W sumie i tak przejrzystość była kiepska.
Droga powrotna minęła szybciej trochę. Pustki w dalszym ciągu choć tu już spotkałem człowieka. Myśliwego ze strzelbą. Chwilę pogadaliśmy no i udałem się do samochodu. Dzień, krótki dzień grudniowy zdecydowanie na plus
Parę fotek:
[attachment=35300][attachment=35301][attachment=35302][attachment=35303]
[attachment=35304][attachment=35305][attachment=35306][attachment=35307]
Tak naprawdę to do połowy śniadania byłem przekonany że jadę na Wysoką w Pieniny. Ale tak jakoś mnie nagle tchnęło

Może by wreszcie obadać coś nieznany mi Beskid Śląski. Mapa powędrowała na stół no i niebawem kierowałem się już w stronę Bielska-Białej.
Zaparkowałem pod kościółkiem w Jaworzu-Nałęże. Swoją drogą ciekawie usytuowanym, bo stanowił swego rodzaju wyspę na drodze, a ta stanowiła coś w rodzaju ronda
W każdym razie można śmiało powiedzieć, że wszystkie drogi prowadzą do kościoła. No ale tam to się i drogi zaraz kończyły 
Dookoła pustki totalne. Jeden mały psiak tylko się wkurzył jak mnie zobaczył, ale jego gabaryty nie pozwoliły mu przeskoczyć przez zaspę na jezdni i skończyło się na ujadaniu po jej drugiej stronie.
Na początek przyszło mi przecierać szlak, śnieg tak średnio do kolan. Jak osiągnąłem grzbiet to natrafiłem jednak na ślad skutera no i dalej to już miałem trochę łatwiej. Trochę, bo śladów po wędrującym człowieku to tam nie było. Gdzieś w lesie zobaczyłem tylnią część chyba sarny. No i z towarzystwa to by było na tyle. Drzewa, krzewy, kamienie, pniaki wszystko pięknie przykryte białą pierzyną.
Coś około południa zawitałem do schroniska na Błatniej. Tam się dowiedziałem, że ostatnio to tu widzieli człowieka dwa dni wcześniej. Zjadłem coś ciepłego i poszedłem się jeszcze przejść na pobliski wierzchołek. Tylko na ten moment aparat mi zaparował i ze szczytu zdjęć niet. W sumie i tak przejrzystość była kiepska.
Droga powrotna minęła szybciej trochę. Pustki w dalszym ciągu choć tu już spotkałem człowieka. Myśliwego ze strzelbą. Chwilę pogadaliśmy no i udałem się do samochodu. Dzień, krótki dzień grudniowy zdecydowanie na plus

Parę fotek:
[attachment=35300][attachment=35301][attachment=35302][attachment=35303]
[attachment=35304][attachment=35305][attachment=35306][attachment=35307]