04-12-2010, 09:54 PM
Odległość od kretowin uniemożliwia ostatnio przechadzki po nich ale zawitałem na krótko w domu i postanowiłem jakoś zagospodarować sobie dzień do popołudnia.
Sobotni poranek, kończę swoje obowiązki tuż po 9 i przyodziany w zielone skorupki idealne do prowadzenia samochodu udaje się w kierunku Soliska.
Na stacji paliw dwa princepolo, puszka tygrysa i kilka litrów w bak.
Droga do Szczyrku pusta więc docieram szybko na parking gdzie zostawiam swój środek transportu obok pojazdu znanej mi osoby...
Golgota śnieżna i zacieniona z widocznym błękitem powyżej, temperatura niska - pewnie coś w granicach -10st.
Ubrany dosyć lekko (znając specyfikację trasy będzie mi ciepło już za 3 minuty) ruszam w górę. Armatki tworzą wokół mgiełkę i powodują lekki opad kryształków lodu na trasie mojego podejścia.
Tuż przed końcem stromego przejaśnia się i dochodzą do mnie pierwsze promienie słońca tego dnia, tam też natrafiam na ślady kogoś kto szedł tam wcześniej - domyślam się że to znajomi których samochód widziałem na parkingu...
[attachment=35204]
Dalej Hala Pośrednia i w stronę Malinowa.
[attachment=35205]
Tuż powyżej hali spotykam 5 osób z mojego klubu bawiących się w szukanie trupa - czyli ktoś ukrywa gdzieś piepsa a ktoś inny go szuka. Dalej idziemy razem - kierunek Malinowska Skała.
Płaski trawers zbocza Malinowa po dziewiczym puchu mija szybko i miło dla oka. Pogoda jest piękna - zero wiatru, słońce i błękit nieba wynagradzają mroźną temperaturę.
[attachment=35206]
[attachment=35207]
Dalej podejście lasem w kierunku szlaku na Malinowską z przerwami na oczekiwanie naszego kolegi zaopatrzonego w rakiety który zamykał stawkę.
Przy szlaku mój niewłaściwy na tę aurę ubiór (ale też niechęć sięgnięcia do plecaka) uniemożliwia mi dalszą wspólną wędrówkę i jestem zmuszony się rozdzielić.
Wskakuję na Malinowską gdzie mijam dość liczną grupę turystów pieszych zmierzających na Pietraszonkę. Bardzo ucieszyło mnie, że jedna z pań posiadała zapalniczkę więc zrobiłem tam sobie kilka minut przerwy...
[attachment=35208]
Doszła do mnie część grupy z hali ja jednak nie chciałem dłużej stać w miejscu i pomknąłem dalej.
Słońce, cisza, widoki...
Do szczytu Skrzycznego nie spotkałem już nikogo.
[attachment=35209]
Zapragnąłem nieskromnie posiąść własne zdjęcie ale nie takie z wyciągniętymi przed siebie rękoma zrobione samodzielnie ale strzelone przez kogoś innego.
Na ostatnim podejściu przed Skrzycznem zauważyłem parkę turystów i postanowiłem że to właśnie oni mnie uwiecznią na rozpoczęciu mojego sezonu skitourowego.
Aparat do ręki i niczym Justyna Kowalczyk na finiszu postanawiam ich osaczyć i kurczę 20m zabrakło - skręcili w kierunku drogi na Ostre.
Zniechęcony dochodzę do szczytu a tam stoi gość z ogromnym studyjnym aparatem i pyka sobie fotki...
- zrobisz mi zdjęcie?
- pewnie, jaką masz kartę?
- cf
- to daj, zrobię moim
-
[attachment=35211]
Tym sposobem osiągnąłem już prawie wszystko na co liczyłem tego dnia. Pozostało tylko marzenie o złocistym uzupełnieniu płynów i zjazd.
W schronisku w miarę pusto, piwko, po nim dochodzi okrojona ekipa z hali, wspólny obiad i ostatnie płaskie przejście na Małe Skrzyczne gdzie spotykamy kolejnych znajomych przygotowujących się do zjazdu.
Foki do plecaka, ciepłe ubrania na siebie i mkniemy w dół. Podłoże bardzo puszyste w górnym przebiegu, dolną połowę trasy do Hali Skrzyczeńskiej pokonujemy wariantem "pod orczykiem", a dalej mix naprzemiennie puszysto-lodowy, w dolnym odcinku trasy do Soliska bardzo przyzwoicie.
Do autka i do domu.
Uda przypomniały mi o istnieniu pewnych partii mięśni a kolano o przebytym urazie, więc nie pozostaje mi nic innego jak wybrać gdzieś się jutro by w następny śnieżny weekend w mniejszym stopniu odczuć te niedogodności...
Sobotni poranek, kończę swoje obowiązki tuż po 9 i przyodziany w zielone skorupki idealne do prowadzenia samochodu udaje się w kierunku Soliska.
Na stacji paliw dwa princepolo, puszka tygrysa i kilka litrów w bak.
Droga do Szczyrku pusta więc docieram szybko na parking gdzie zostawiam swój środek transportu obok pojazdu znanej mi osoby...
Golgota śnieżna i zacieniona z widocznym błękitem powyżej, temperatura niska - pewnie coś w granicach -10st.
Ubrany dosyć lekko (znając specyfikację trasy będzie mi ciepło już za 3 minuty) ruszam w górę. Armatki tworzą wokół mgiełkę i powodują lekki opad kryształków lodu na trasie mojego podejścia.
Tuż przed końcem stromego przejaśnia się i dochodzą do mnie pierwsze promienie słońca tego dnia, tam też natrafiam na ślady kogoś kto szedł tam wcześniej - domyślam się że to znajomi których samochód widziałem na parkingu...
[attachment=35204]
Dalej Hala Pośrednia i w stronę Malinowa.
[attachment=35205]
Tuż powyżej hali spotykam 5 osób z mojego klubu bawiących się w szukanie trupa - czyli ktoś ukrywa gdzieś piepsa a ktoś inny go szuka. Dalej idziemy razem - kierunek Malinowska Skała.
Płaski trawers zbocza Malinowa po dziewiczym puchu mija szybko i miło dla oka. Pogoda jest piękna - zero wiatru, słońce i błękit nieba wynagradzają mroźną temperaturę.
[attachment=35206]
[attachment=35207]
Dalej podejście lasem w kierunku szlaku na Malinowską z przerwami na oczekiwanie naszego kolegi zaopatrzonego w rakiety który zamykał stawkę.
Przy szlaku mój niewłaściwy na tę aurę ubiór (ale też niechęć sięgnięcia do plecaka) uniemożliwia mi dalszą wspólną wędrówkę i jestem zmuszony się rozdzielić.
Wskakuję na Malinowską gdzie mijam dość liczną grupę turystów pieszych zmierzających na Pietraszonkę. Bardzo ucieszyło mnie, że jedna z pań posiadała zapalniczkę więc zrobiłem tam sobie kilka minut przerwy...
[attachment=35208]
Doszła do mnie część grupy z hali ja jednak nie chciałem dłużej stać w miejscu i pomknąłem dalej.
Słońce, cisza, widoki...
Do szczytu Skrzycznego nie spotkałem już nikogo.
[attachment=35209]
Zapragnąłem nieskromnie posiąść własne zdjęcie ale nie takie z wyciągniętymi przed siebie rękoma zrobione samodzielnie ale strzelone przez kogoś innego.
Na ostatnim podejściu przed Skrzycznem zauważyłem parkę turystów i postanowiłem że to właśnie oni mnie uwiecznią na rozpoczęciu mojego sezonu skitourowego.
Aparat do ręki i niczym Justyna Kowalczyk na finiszu postanawiam ich osaczyć i kurczę 20m zabrakło - skręcili w kierunku drogi na Ostre.
Zniechęcony dochodzę do szczytu a tam stoi gość z ogromnym studyjnym aparatem i pyka sobie fotki...
- zrobisz mi zdjęcie?
- pewnie, jaką masz kartę?
- cf
- to daj, zrobię moim
-

[attachment=35211]
Tym sposobem osiągnąłem już prawie wszystko na co liczyłem tego dnia. Pozostało tylko marzenie o złocistym uzupełnieniu płynów i zjazd.
W schronisku w miarę pusto, piwko, po nim dochodzi okrojona ekipa z hali, wspólny obiad i ostatnie płaskie przejście na Małe Skrzyczne gdzie spotykamy kolejnych znajomych przygotowujących się do zjazdu.
Foki do plecaka, ciepłe ubrania na siebie i mkniemy w dół. Podłoże bardzo puszyste w górnym przebiegu, dolną połowę trasy do Hali Skrzyczeńskiej pokonujemy wariantem "pod orczykiem", a dalej mix naprzemiennie puszysto-lodowy, w dolnym odcinku trasy do Soliska bardzo przyzwoicie.
Do autka i do domu.
Uda przypomniały mi o istnieniu pewnych partii mięśni a kolano o przebytym urazie, więc nie pozostaje mi nic innego jak wybrać gdzieś się jutro by w następny śnieżny weekend w mniejszym stopniu odczuć te niedogodności...

