Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Wędrowanie workiem od Raczy po Rycerzową - biba GŚ 22. - 24.10.2010
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Motto (poświęcone dla Malwiny): "Biba GŚ jest wyróżnieniem dla forumowicza. Tutaj jednak w nagrodę nie otrzymiesz wieniec laurowy albo medale, tutaj możemy Ci dostarczyć potu, wyplutych płuc, niemytych ciał, chrapiących współnocleżników a nawet krwi i łez. Ostateczną nirwaną jest dla wybranych osobników możliwość napisania bibowej relacji."
[attachment=34664]

Jakim zaskoczeniem było dla mnie przydzielenie mi ponownie zadania napisania relacji. Od pewnego czasu nie jestem w dobrej formie i czuję się w tej dziedinie jakoś wypalony. Jednak muszę się temu postawić czołem i postarać się przenieść swoje subjektywne uczucia do kompa.

Dane techniczne:
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Zwardoń - Wielka Racza - Przegibek - Rycerzowa Wielka - Młada Hora - Rajcza.
Kiedy?: 22. - 24.10.2010
Kto?: Gosia3ek, Lapikus, Mallaidh, Malwina, Mieciur, Pedro, Stasiu, Tomtur; później dołączali Mzak, Kasia, Paaulo, psy ?Y? i górski wędrownik "Pikuś".
Trasy:
1. Zwardoń - Beskid Graniczny - Kikula - Wielka Racza; odlegość 14 km, przewyższenie 560 m (całkowite 760 m), czas (wg mapy) 5 godzin, my to mieliśmy za 5,5 godziny z przystankami.
2. Wielka Racza - Przełęcz Śrubita - Przełęcz Pod Banią - Przegibek (schronisko) - Rycerzowa Wielka - Bacówka Na Rycerzowej; odlegość 16 km, przewyższenie 0 m (całkowite 660 m), czas (wg mapy) 4,5 godziny, my to mieliśmy za 6,5 godziny z przystankami.
3. Bacówka Na Rycerzowej - Rycerzowa Mała - Młada Hora - Hutyrów - Rajcza; odlegość 11 km, przewyższenie 0 m (całkowite 100 m), czas (wg mapy) 3 godziny, my to mieliśmy za 4 godziny z przystankami.

22.10.2010 - 1 dzień
Dla nas ze Śląskiego rozpoczyna się wyprawa na dworcu w Bielsku-Białej. Nasz dworny kierowca, Tomtur, zastrajkował i odmówił pełnić rolę kierowcy samochodu osobowego. I tak nam pozostało skorzystać z innego środka transportu. Z Bielska miał pociąg wyruszyć o 8:42, ale za naszą wyrozumiałość, że nie jachaliśmy samochodem, kolejarze opóźnili nam pociąg o 2 godziny. Nic nie mogło pospuć nasze humory i swoim sposobem króciliśmy czas czekania na pociąg.
[attachment=34665][attachment=34666]
Raz musiał pociąg przyjechać i odwieźć nas do Zwardonia. Takie było jego przeznaczenie. No i w końcu przyjechał. W Rajczy dosiada się grupa dalszych niecierpliwych bibowiczów. Nikt nie brakuje. Do Zwardonia (675 m) jeszcze kawałek i nareszcie docieramy do punktu startowego naszej wyprawy. O 12:00 start ostry i tradycyjnie już wszycy wyskakują jak konie wyścigowe. Trzeba mi robić zdjęcia i nie nadążam za tym uciekającym stadem.
[attachment=34667]
Na szczęście ktoś wymyślił postój i zaproponował, jeszcze w cywilizacji, odwiedziny jakieś gastronomicznej placówki w celu uzupełnienia energii. Jednak nie było nam dane kosztować regionalnych potraw. Jak schronisko Dworzec Beskidzki, tak i Chata Skalanka (Mirkiem wychwalana)
[attachment=34668]
miały przed intruzami, jak my, drzwi zaryglowane, aczkolwiek wszędzie były napisy zachęcające do postoju i wodopoju. Powoli opuszczamy skomercjonalizowaną społeczność i zanurzamy się do nami ulubionego środowiska gór i lasów.
[attachment=34669]
Takim przedziałem między cywilizacją i dziką przyrodą jest Przełęcz Graniczne. Dawne turystyczne przejście graniczne.
[attachment=34670] - ciekawe tylko dokąd ta droga miała prowadzić?
Naszym odważnym górołazom postawiło się na drodze pierwsze rozgrzewające podejście - Beskid Graniczny (875 m). Krótke, ale zmuszające nasze serca i płuca do większej pracy.
[attachment=34671]
Ja bym nawet tego miejsca nie wspominał, ale tutaj, podczas licznych posilających postojów,
[attachment=34672]
było trzeba zadecydować, kto napisze relację z biby. W tajnym głosowaniu w stosunku 7:0:1 byłem wybrany ja. Wszystkich to zaskoczyło wraz ze mną. Ciekwe tylko, jaki szubrawiec był przeciwko mnie? Będę musiał się z nim rozliczyć. Szkoda tylko, że Malwina, jako elev na wyprawie, nie dostała szansy dostać się do fazy nirwany. Można przyznać, że niektórzy umią sobie uprościć piesze wędrówki po kopczykach.
[attachment=34673]
Dalszą przeszkodą na zdobycie celu postawiła się nam Kikula (1087 m).
[attachment=34674]
Kopczyk, który już jest całlkowicie na odludziu i gdzie bibowicze nareszcie są w swym żywiole. Tutaj jest tylko przyroda, błotko i my. Żadna komercja, drogi asfaltowe i technokracja.
[attachment=34675] - w środku Skalanka, na prawo Beskid Graniczny, w tyle Barania
Podchodzenie pod taki kopczyk to dziwne chwianie na duszy. To zazna tylko prawdziwy górołaz. Pseudoturysta się w takich warunkach ujawni. Na szczęście wszyscy zdali egzamin. Intruza nie ujawniono.Godzina 15:00 i jesteśmy na szczycie.
[attachment=34676]
Kikula - to taki nieoficjalny półmetek naszego dzisiejszego dnia. Dla tych co odwiedzili ten szczyt jest przyznana premia w postaci widoku na nasz dzisiejszy cel i dalszy przebieg trasy.
[attachment=34678]
Trasa z Kikuli na Raczę jest podobna do schematu - odwiedza się poszczegolne kopczyki na szlaku a cel, w tym przypadku wierzchołek Raczy, się jakoś nie przybliża. Tymi kopczykami były Magura, Mały i Wielki Przysłop i Obłaz. Na Magurce nikt nie wstrzymał się od ogrzania przy ognisku.
[attachment=34682]
Jakie to było pozytywne uczucie, ponieważ było zimno, aczkolwiek pogoda nam dopisywała. Nikomu się od tego ciepełka nie chciało. Przysłopy ułatwiły nam sprawę. Dały nam możliwość przejścia poziomym trawersem z widokami na dalszą okolicę.
[attachment=34685]
Z takiej łaski korzystamy bogato i często stawiamy u wodopoju. Podczas jednej takiej przerwy nasuwa się pytanie, jak wykorzystamy porę wieczorową i nocną w schronisku. Tomtur oznajmia, że on jest zabezpieczony i na dowód tego wyciąga z plecaka garść czegoś takiego
[attachment=34687]
W oczach naszych bibowiczek pojawiło się przerażenie. O takich nocnych wyczynach nie pomyślały. Męska część wyprawy wybuchła śmiechem. Przy bliższych oględzinach Tomturowej dłoni wyszło na jaw, że opakowania nie zawierają środki do zapobiegania niepożądanej ciąży i ochrony przed wirusem HIV, ale całkiem nieszkodliwe kołki do uszu chroniące śpiącego przed chrapaniem współnocleżników. Z takim radosnym nastrojem osiągamy ostatní kopczyk przed Raczą. Z Obłazu wierzchołek Raczy był wskutku już na wyciągnięcie ręki.
[attachment=34689]
Stępa wyruszamy na ostatní odcinek. Biegniemy, jak konie za wodą ze świadomością, że to jest już koniec dzisiejszej wędrówki. Do szczytowania dochodzi dokładnie o 17:30 na platformie widokowej wierzchołku Wielka Racza (1236 m).
[attachment=34691] ? jeden ze zadowolonych bibowiczów
Dotarcie do wierzchołka ma swój ustalony przebieg. Niepowściągliwe pstrykanie ze wszystkich aparatów. Kres temu musi dać zimny powiew wiatru. Wygania nas z platformy. Schronienia szukamy w schronisku. To jednak potwierdza nasze poprzednie doświadczenia. Zimno jak w buźnicy. Chociaż zamówiony żurek jest gorący i ogrzewa nasze wnętrzności. W pokoju do spania też można przyznać, że kaloryfery są trochę cieplejsze niż zimne, ale ciepło wygląda całkiem inaczej. Po zakwaterowaniu następuje dalszy, nie mniej ważny punkt programu. Jest wręczana nagroda za zwycięzstwo w konkursie: "Niedźwiedzia ścieżka". Na bibie jest jeden ze zwycięzców - moderator Gosia3ek. Nagrodą jest przydzielenie jej nowego przyjaciela.
[attachment=34694]
cdn....niebawem
cd....
Reszta bibowiczów musiała się dużo naprosić, żeby Modzina podzieliła się z innymi swoim przyjacielem. Rolę barmana z godnością przewziął Tomtur.
[attachment=34697]
Jeszcze szczęście, że wieczorem było rozpalone ognisko w kominku, bo chyba napój chmielowy by nam zamarzł na ustach. Podczas biesiady przy stole doszło jeszcze do jednego radosnego odkrycia. Wszystkich bibowiczów z zainteresowaniem fotografował pewien facet z sąsiedniego stolika. W myślach zastanawialiśmy się czym zasłużyliśmy się na taki szacunek. Prawda wyszła szybko na jaw. Fotografikiem okazał się nam wszyskim znany, głównie przez fantastyczne zdjęcia na forum, forumowicz Mzak. Musiał się sam ujawnić, ponieważ nikt go nie poznał i nawet ja. Rozmowy przy stole nabrały nowego tupetu. Mieciur, jako główny palacz, musiał jeszcze dużo drewna spalić w kominku niż bibowicze po całodniowej wyprawie zaczęli powoli więdnąć. Na koniec dnia jeszcze wspólne foto
[attachment=34698]
Gdzie, nie wiem z jakiej przyczyny, wyszła tylko połowa Tomtura i hura do legierka.
Dobranoc.

23.10.2010 - 2 dzień
Ja spałem jak zabity i dlatego zabezpieczenie Tomtura nie było mi potrzebne. Rano pobudka na wschód słońca. Mnie się nie chciało z ciepłych pieleszy i wschód słońca nie zadokumentowałem aż tak idealnie.
[attachment=34699]
To Tomtur przespał na całego i później w pokoju szukał winowajcę, który wstał pierwszy i go nie obudził. Ten się schował do śpiwora.
[attachment=34700] - kto zna ten śpiwór, ten wie kto to taki.
Rozkład dzisiejszego dnia był na pozór lajtowy. Opuścić Raczę i w normalnym tempie przemieścić się na Rycerzową. Śniadanko, wspólna fota
[attachment=34701]
i wystrzał z pistoletu startowego dokładnie o godzinie 10:00 wypuścił na trasę naszych zawodników. A że było z górki, to znowu pognali na złamanie karku. Nawet nie nadążałem dokumentować i wciąż tylko umykające plecaki fotografowałem.
[attachment=34702]
Mzak postanowił, że nie da się wciągnąć w te zawody i powolutku, pstrykając swoje zdjątka, podążał za nami. Co do dalszego opisu trasy aż na Przegibek nie ma co dużo wspominać. Wszystko przebiegało wg schematu ? pieszy marsz, postój w celu wymiany koni i pstrykanie zdjęć. Ja dla charakterystyki tego schematu wybrałem trzy zdjęcia:
[attachment=34703] - przemieszczanie - przed Przełęczą pod Orłem
[attachment=34704] - postój - na Hali Śrubita
[attachment=34705] - pstrykanie - W. Racza od Hali Śrubita
Jednak co się z początku wydawało jako pewne, to po obejściu Bugaja zaczynało się powoli drolić. Przegibek się nam co jakiś czas pokazał, ale jakoś się nie przybliżał.
[attachment=34706]
W grupie wyłaniały się pewne osobniki, które zaczynały powątpiewać nad szybkim dotarciem do celu. Dorosłe osobniki było trzeba pokropić żywą wodą
[attachment=34707]
a dzieci przytulić i popieścić.
[attachment=34708]
Takie metody poskutkowały i z nowym tupetem wyruszyliśmy dalej. Nie upłynęło dużo czasu i docieramy do Przełęczy pod Banią. To był znak, że Przegibek już niedaleko. Wszyscy zapomnieli na zmęczenie i z tąd pognali rychło do schroniska z myślą o fajnym obiadku. Przyznam, że też już nie mogłem się doczekać napełnienia pustego żołądka. Głodny górołaz, to nas..ny górołaz i lepiej się z nim nie zadawać. O 13:15 wychodzimy na polanę Przegibka.
[attachment=34709]
Do schroniska trzeba trochę zboczyć z głównej trasy, ale nam to nie szkodzi. Już wszyscy widzimy się za suto zasłanym stołem. Nasze przajście zrobiło trochę zamieszania. Personel nie oczekiwał taki duży nalot głodomorów. Jednak każdy otrzymał to, co zamówił. Podczas obiadowej biesiady dochodzą dalsi uczestnicy biby - Kasia z Pawłem i ich?, jakby to powiedzieć, szczeniaczek ?Y? (czytaj Igrek). Jeżeli sobie ktoś myśli, że Kasia przyniosła "Y" pod pazuchą, to się ogromnie myli. To raczej "Y" wciągnął Kasię do jadalni schroniska.
[attachment=34711][attachment=34712]
"Y" wnet stał się number one naszej wyprawy. Wszędzie go było pełno i ani chwilę nie chciał usiedzieć. Czas jednak naglił i trzeba było dokończyć nasz dzisiejszy rejs. Czekała nas jeszcze pani Rycerzowa Wielka. Wychodzimy o 14:30 (tak długo siedzieliśmy) i obchodząc Banię odwiedzamy Majów (1135 m). Z tąd pokazuje się w pełnej krasie nasz dzisiejszy główny cel. Mnie zaraz utknęło w pamięci, że z Majowa Rycerzowa jest bardzo podobna do Wielkiego Stożka w Beskidzie Śląskim.
[attachment=34713][attachment=34714] - kto jest kto?
Aha! Jeszcze zapomniałem. Od Przegibka nie tylko "Y" nam towarzyszył. Dołączył do nas jeszcze dalszy psi czworonóg - taki psi górski turysta, który szedł z nami aż do ostatecznego celu - Rajczy. Pikuś, jak go nazwaliśmy, tworzył z "Y" ciekawy duet. "Y" był szczęśliwy, że ma towarzysza do zabawy, ale Pikusiowi się to wcale nie podoboło. On najwięcej oblubił sobie Gosię i od Przegibka jej nie opuszczał ani na chwilę a Kasia z pieszczotliwością swoją uszczupliła zapas jedzonka od "Y" na rzecz Pikusia.
[attachment=34715]
Po opuszczeniu Majowa i przejściu Majcherowej, przyszedł czas na szczytowanie Rycerowej Wielkiej. Z tej strony nie można mówić o jakieś potężnej górze, ale podejście zmusza nasze zleniwione płuca do solidnej pracy. Każdy czuje, że to jest już koniec i wydaje wszystkie siły, żeby nareszcie dotrzeć do celu. Tutaj nikt się nie schowie za plecy innego górołaza, żeby pociągnąć się w rytmie drugiego, tutaj każdy sam walczy ze sobą samym.
[attachment=34716]
O 16:30 dziesięć forumowiczów i dwa psy docierają na Rycerzową (1226 m). Jak wszyscy wyglądali uszczęsliwioni widać na szczytnym zdjęciu.
[attachment=34717]
cdn...niebawem
Super,tylko mała poprawka,to nie zachwalana przeze mnie Skalanka,tylko tylko Chata pod Skalanką.jest różnica, http://www.chatkaskalanka.pl/
cd...
Nie wiem kto pierwszy powiedział na temat tego zdjęcia, że najlepiej wypadła ze wszystkich d...a "Y". Chyba jest w tym kęs prawdy albo cała? Jednak czas nagli i trzeba nam tylko skulać się ze szczytu do bacówki. Nie wiedziałem, że Malwina jest znawcą techniki historycznej. Bacówka, nie bacówka, musiała sobie zadokumentować silnik napędowy do wyciągu narciarskiego. Według stanu wyglądało na to, że był wyprodukowany jeszcze za czasów Franz-Józefa.
[attachment=34718]
Po dojściu do bacówki nam Gosia zapowiedziała, że jak będzie dużo nocleżników, to będą niektórzy spać w tipi. Jedno już było postawione. Drugie trzeba było dorobić z własnoręcznie doniesionej odzieży przez nocleżników, ponieważ brezentu już na niego zabrakło.
[attachment=34719]
Na szczęście nie zabrakło dla nas izdebki, gdzie wmieściło się 11 forumowiczów razem z "Y". Tylko Pikuś został na zewnątrz pilnować w nocy przewietrzających się bibowiczów, żeby jakiego wilki w tym czasie nie napadły. Jeżeli wspominaliśmy na zimno jak w psiarni na Raczy, to w bacówce było dokładnie na odwrót, ciepło jak w piekarniku. I z tym problemem sobie poradziliśmy. Mieliśmy dostateczny zapas napoji chłodzących. Tylko w jednym nie daliśmy sobie rady. W bacówce byli zakwaterowani i inni osobnicy innych forum górskich internetowych. Ci byli chyba więcej widoczni. My raczej ściągnęliśmy się do izdebki i tam prowadziliśmy wieczorową rozmowę. A te były w istnie dobrym nastroju, ponieważ "Y" pilnował jedynej butelki z alkoholem i niepozwolił nam się rozpijać.
[attachment=34720]
Na sam koniec dnia jeszcze Gosię zakuliśmy w dyby w nagrodę za organizację biby i poszło się spać.
[attachment=34721]
Dobranoc.

24.10.2010 - 3 dzień
Muszę przyznać, że Tomturowe chrapanie jest mocno przereklamowane i wogóle tą noc nie wywiązał się ze swojego zadania. Rano pobudka i wszyscy, jak jeden forumowicz, wyskoczyli (Mzak oczywiście z należytym wyprzedzeniem) na powitanie wschodu słońca. Na Przełęczy Halna, między Rycerzowymi, było ciasno jak w porannym szychtowym autobusie. Każdy chciał zrobić jak najlepsze ujęcie. Byli też oczywiście i partnerzy i z innych stron inernetowych. Nie wiem kto wygrał ten konkurz, ja mogę tylko pokazać jedno swoje.
[attachment=34722]
Pojawienie się pełni słońca zagnało wszystkich do zagrody na śniadanie. Pakowanie maneli i pojedynczo, jak by od niechcenia zaczyna się braterstwo gromadzić przed szałasem w celu ostatecznego wymarszu.
[attachment=34723]
Jedni jeszcze dają poranną kawkę.
[attachment=34724]
Inni, dziękują Pikusiowi za całonocną wartę.
[attachment=34725]
Nikt go nie zmienił, nawet "Y". Temu były tylko w głowie psie swawole. Jeszcze trzeba było uwiecznić zakątek górołaza
[attachment=34726]
i pora wyruszyć na powrotną drogę do ulubionej cywilizacji. Pierwszy przy bacówce opuszcza nas Mzak ze swoimi zdjęciami, bo zaparkowane autko ma nie po naszej drodze (później jeszcze Ślązakom zrobi przysługę i podwiezie ich spory kawał drogi - dzięki). Wychodzimy o 10:45. Grupa główna odwiedza Rycerzową Małą (1207 m)
[attachment=34727]
i przez Jaworzynkę wpada do osady Młoda Hora, żeby odwiedzić jeszcze jaki przystanek dla spragnionych.
[attachment=34728]
Jakie było nasze rozczarowanie, kiedy z braku takiej zagrody musieliśmy suszyć dalej nasze g...y. Dalszy punkt programu przewidywuje dalsze uszczuplenie naszej grupy. "Y" i jego doprowód - Kasia i Paweł nas też muszą opuścić.
[attachment=34729]
Później otrzymujemy sms-a od Kasi, że "Y" wywalił się w domu ze zmęczenia i śpi chyba do dziś. Tak, tak, jeszcze raz trzeba przypomnieć. Biba to nie jest żadna przechadzka różowym ogrodem. Tutaj niejeden po absolwowaniu takiej wyprawy pada w domu ze zmęczenia a zwłaszcza młokosom się to często zdaża. Reszta grupy ma też już tego za trzy dni dosyć. Tomtur, widząc na Młodej Horze pasącego się konia i wóz stojący u jednej z chałup, zaproponował, żeby dalej pojechać powozem. Jednak taka propozycja nie podobała się zwierzęciu zaprzęgowemu i pasł się dalej nie zwracając na nas uwagi. Chcąc, nie chcąc, musieliśmy wędrować dalej na swoich notnie obolałych nogach. Do celu w Rajczy nam brakowało 8 km i trasa przebiegała w już nam dobrze znanych trzech powtarzających się fazach. Przesuwanie się z punku A do punktu B, postój na odpoczynek i robienie zdjęć.
[attachment=34730] - Pikuś na tle Muńcuła
[attachment=34733] - posiedzenie w trawie
Z takim rozporządzeniem, pomału włączając Mieciurowego autopilota, schodzimy do ostatniego celu naszej pieszej wyprawy ? do Rajczy.
[attachment=34731]
O 14:45 wrzucamy manele do bagażników samochodów i tak kończymy naszą wyprawę. W pobliskiej regionalnej karczmie dopełniamy jeszcze utraconą energię i snujemy plany na dalsze biby albo mniejsze spotkania.
[attachment=34732] - muszę się pochwalić co miałem ja
Wszyscy są zadowoleni z przeżytych wspólnych chwil. W dobrym nastroju rozpuszczamy ostatecznie grupę i powracamy do swoich domów. Tylko Pikuś ulotnił się w Rajczy. Może złapał następną grupę górołazów i z nimi teraz wędruje po kopczykach.

Ufff, już K O N I E C
To było oczywiste, że właśnie Ty będziesz pisał relację - jesteś Gallem Anonimem wszystkich spotkań Smile
Było to dość trudne zadanie - mimo to nie zabrakło stylowych momentów.
Eh...było minęło...można otwierać kolejny temat!
Stasiu dziękuję za nawiązanie do mojej osoby poprzez powyższe motto - oraz dziękuję za troskę, czuję się wyróżniona Smile

Ja tam wspaniale się czułam i bawiłam jako Nowy Bibowicz Forumowy, Wszyscy się mną wspaniale opiekowali. Fakt, był pot, były łzy - ale tylko ze śmiechu, a jeśli chodzi o krew, to nie wiem, ale jedno jest pewne: nikt nikogo nie pogryzł Toungue

Stasiu fantastyczna relacja, myślę, że nikt nie opisał by tego lepiej Smile ok

Drodzy Forumowicze jeśli biba, to tylko z GŚ. Wyjeżdżajcie na biby, bo z taką Grupą to można "konie kraść" i nie tylko Toungue
Biba I klasa, a i relacja Stasia tez nie gorsza ! Smile Było super i byle do następnego Smile
Stasiu, fajnie z tymi zdjęciami powklejałeś Smile Z przyjemnością przeczytałam Smile
Oj, fajne takie spotkanie było, brakowało mi już takiego wypadu. I dziekuje wszystkim za cierpliwość dla naszego Igreka.

Pozdrowienia dla Wszystkich Smile
I mnie się łezka w oku zakręciła po przeczytaniu tych wspominek. Cry
Kiedy się wylewa rzeczone przez Stasia siódme poty niemalże na każdym podejściu, czas oczekiwania na pociąg przedłuża się w nieskończoność, a po przybyciu do schroniska trzeba ścierpieć wszystkie niedogodności, kwasny niejednokrotnie ma się ochotę rzucić to wszystko w diabły Devil i powrócić na łono cywilizacyjnej wygody. Shy Jednakże swoista atmosfera, jaka zawsze jest udziałem bibowych spotkań i niepowtarzalny klimat, który tworzą jej uczestnicy, w tempie niemalże błyskawicznym pozwalają zapomnieć o wszystkich mękach fizycznych i duchowych. Smile To najlepsza terapia na wszystkie bolączki doczesnego żywota, jaką było mi dane poznać. ok Chcąc nie chcąc, stajemy się uczestnikami tego zbiorowego oczyszczenia i sami tworzymy jego historię. A że jak do tej pory, kręci się ona wokół samych pozytywnych emocji i dostarcza niezapomnianych wrażeń, to powroty są oczekiwane z wielką niecierpliwością. Rolleyes Ja w każdym bądź razie będę bardzo mile wspominał to trzy dniowe spotkanie i chciałbym wszystkim jego uczestnikom bardzo serdecznie podziękować za towarzystwo i wszystkie, wspólnie przeżyte chwile. Jesteście dobrymi duchami tych spotkań i życzyłbym sobie, aby nigdy nikogo z Was nie zabrakło na następnych zjazdach. ok Big Grin
Przyjemnie się czytało Stasiu. Dzięki za relację i wspólne wędrowanie.

P.S. mmm ale boczuś na plackach ziemniaczanych...
Udany mieliście zlot ok

A ten wigwam na Rycerzowej to z jakiej okazji stoi?
Tego nie wiemy, ale o 10 rano ktoś nieźle tam pochrapywał Smile
A to pewnie wódz Ciężki Sen giggle
Mi też było miło spotkac sie z wami ,najbardziej zaskoczyła mnie Malwina Big Grin zuch dziewczyna .Big Grin
E tam Shy
Stron: 1 2
Przekierowanie