01-11-2010, 09:45 PM
Motto (poświęcone dla Malwiny): "Biba GŚ jest wyróżnieniem dla forumowicza. Tutaj jednak w nagrodę nie otrzymiesz wieniec laurowy albo medale, tutaj możemy Ci dostarczyć potu, wyplutych płuc, niemytych ciał, chrapiących współnocleżników a nawet krwi i łez. Ostateczną nirwaną jest dla wybranych osobników możliwość napisania bibowej relacji."
[attachment=34664]
Jakim zaskoczeniem było dla mnie przydzielenie mi ponownie zadania napisania relacji. Od pewnego czasu nie jestem w dobrej formie i czuję się w tej dziedinie jakoś wypalony. Jednak muszę się temu postawić czołem i postarać się przenieść swoje subjektywne uczucia do kompa.
Dane techniczne:
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Zwardoń - Wielka Racza - Przegibek - Rycerzowa Wielka - Młada Hora - Rajcza.
Kiedy?: 22. - 24.10.2010
Kto?: Gosia3ek, Lapikus, Mallaidh, Malwina, Mieciur, Pedro, Stasiu, Tomtur; później dołączali Mzak, Kasia, Paaulo, psy ?Y? i górski wędrownik "Pikuś".
Trasy:
1. Zwardoń - Beskid Graniczny - Kikula - Wielka Racza; odlegość 14 km, przewyższenie 560 m (całkowite 760 m), czas (wg mapy) 5 godzin, my to mieliśmy za 5,5 godziny z przystankami.
2. Wielka Racza - Przełęcz Śrubita - Przełęcz Pod Banią - Przegibek (schronisko) - Rycerzowa Wielka - Bacówka Na Rycerzowej; odlegość 16 km, przewyższenie 0 m (całkowite 660 m), czas (wg mapy) 4,5 godziny, my to mieliśmy za 6,5 godziny z przystankami.
3. Bacówka Na Rycerzowej - Rycerzowa Mała - Młada Hora - Hutyrów - Rajcza; odlegość 11 km, przewyższenie 0 m (całkowite 100 m), czas (wg mapy) 3 godziny, my to mieliśmy za 4 godziny z przystankami.
22.10.2010 - 1 dzień
Dla nas ze Śląskiego rozpoczyna się wyprawa na dworcu w Bielsku-Białej. Nasz dworny kierowca, Tomtur, zastrajkował i odmówił pełnić rolę kierowcy samochodu osobowego. I tak nam pozostało skorzystać z innego środka transportu. Z Bielska miał pociąg wyruszyć o 8:42, ale za naszą wyrozumiałość, że nie jachaliśmy samochodem, kolejarze opóźnili nam pociąg o 2 godziny. Nic nie mogło pospuć nasze humory i swoim sposobem króciliśmy czas czekania na pociąg.
[attachment=34665][attachment=34666]
Raz musiał pociąg przyjechać i odwieźć nas do Zwardonia. Takie było jego przeznaczenie. No i w końcu przyjechał. W Rajczy dosiada się grupa dalszych niecierpliwych bibowiczów. Nikt nie brakuje. Do Zwardonia (675 m) jeszcze kawałek i nareszcie docieramy do punktu startowego naszej wyprawy. O 12:00 start ostry i tradycyjnie już wszycy wyskakują jak konie wyścigowe. Trzeba mi robić zdjęcia i nie nadążam za tym uciekającym stadem.
[attachment=34667]
Na szczęście ktoś wymyślił postój i zaproponował, jeszcze w cywilizacji, odwiedziny jakieś gastronomicznej placówki w celu uzupełnienia energii. Jednak nie było nam dane kosztować regionalnych potraw. Jak schronisko Dworzec Beskidzki, tak i Chata Skalanka (Mirkiem wychwalana)
[attachment=34668]
miały przed intruzami, jak my, drzwi zaryglowane, aczkolwiek wszędzie były napisy zachęcające do postoju i wodopoju. Powoli opuszczamy skomercjonalizowaną społeczność i zanurzamy się do nami ulubionego środowiska gór i lasów.
[attachment=34669]
Takim przedziałem między cywilizacją i dziką przyrodą jest Przełęcz Graniczne. Dawne turystyczne przejście graniczne.
[attachment=34670] - ciekawe tylko dokąd ta droga miała prowadzić?
Naszym odważnym górołazom postawiło się na drodze pierwsze rozgrzewające podejście - Beskid Graniczny (875 m). Krótke, ale zmuszające nasze serca i płuca do większej pracy.
[attachment=34671]
Ja bym nawet tego miejsca nie wspominał, ale tutaj, podczas licznych posilających postojów,
[attachment=34672]
było trzeba zadecydować, kto napisze relację z biby. W tajnym głosowaniu w stosunku 7:0:1 byłem wybrany ja. Wszystkich to zaskoczyło wraz ze mną. Ciekwe tylko, jaki szubrawiec był przeciwko mnie? Będę musiał się z nim rozliczyć. Szkoda tylko, że Malwina, jako elev na wyprawie, nie dostała szansy dostać się do fazy nirwany. Można przyznać, że niektórzy umią sobie uprościć piesze wędrówki po kopczykach.
[attachment=34673]
Dalszą przeszkodą na zdobycie celu postawiła się nam Kikula (1087 m).
[attachment=34674]
Kopczyk, który już jest całlkowicie na odludziu i gdzie bibowicze nareszcie są w swym żywiole. Tutaj jest tylko przyroda, błotko i my. Żadna komercja, drogi asfaltowe i technokracja.
[attachment=34675] - w środku Skalanka, na prawo Beskid Graniczny, w tyle Barania
Podchodzenie pod taki kopczyk to dziwne chwianie na duszy. To zazna tylko prawdziwy górołaz. Pseudoturysta się w takich warunkach ujawni. Na szczęście wszyscy zdali egzamin. Intruza nie ujawniono.Godzina 15:00 i jesteśmy na szczycie.
[attachment=34676]
Kikula - to taki nieoficjalny półmetek naszego dzisiejszego dnia. Dla tych co odwiedzili ten szczyt jest przyznana premia w postaci widoku na nasz dzisiejszy cel i dalszy przebieg trasy.
[attachment=34678]
Trasa z Kikuli na Raczę jest podobna do schematu - odwiedza się poszczegolne kopczyki na szlaku a cel, w tym przypadku wierzchołek Raczy, się jakoś nie przybliża. Tymi kopczykami były Magura, Mały i Wielki Przysłop i Obłaz. Na Magurce nikt nie wstrzymał się od ogrzania przy ognisku.
[attachment=34682]
Jakie to było pozytywne uczucie, ponieważ było zimno, aczkolwiek pogoda nam dopisywała. Nikomu się od tego ciepełka nie chciało. Przysłopy ułatwiły nam sprawę. Dały nam możliwość przejścia poziomym trawersem z widokami na dalszą okolicę.
[attachment=34685]
Z takiej łaski korzystamy bogato i często stawiamy u wodopoju. Podczas jednej takiej przerwy nasuwa się pytanie, jak wykorzystamy porę wieczorową i nocną w schronisku. Tomtur oznajmia, że on jest zabezpieczony i na dowód tego wyciąga z plecaka garść czegoś takiego
[attachment=34687]
W oczach naszych bibowiczek pojawiło się przerażenie. O takich nocnych wyczynach nie pomyślały. Męska część wyprawy wybuchła śmiechem. Przy bliższych oględzinach Tomturowej dłoni wyszło na jaw, że opakowania nie zawierają środki do zapobiegania niepożądanej ciąży i ochrony przed wirusem HIV, ale całkiem nieszkodliwe kołki do uszu chroniące śpiącego przed chrapaniem współnocleżników. Z takim radosnym nastrojem osiągamy ostatní kopczyk przed Raczą. Z Obłazu wierzchołek Raczy był wskutku już na wyciągnięcie ręki.
[attachment=34689]
Stępa wyruszamy na ostatní odcinek. Biegniemy, jak konie za wodą ze świadomością, że to jest już koniec dzisiejszej wędrówki. Do szczytowania dochodzi dokładnie o 17:30 na platformie widokowej wierzchołku Wielka Racza (1236 m).
[attachment=34691] ? jeden ze zadowolonych bibowiczów
Dotarcie do wierzchołka ma swój ustalony przebieg. Niepowściągliwe pstrykanie ze wszystkich aparatów. Kres temu musi dać zimny powiew wiatru. Wygania nas z platformy. Schronienia szukamy w schronisku. To jednak potwierdza nasze poprzednie doświadczenia. Zimno jak w buźnicy. Chociaż zamówiony żurek jest gorący i ogrzewa nasze wnętrzności. W pokoju do spania też można przyznać, że kaloryfery są trochę cieplejsze niż zimne, ale ciepło wygląda całkiem inaczej. Po zakwaterowaniu następuje dalszy, nie mniej ważny punkt programu. Jest wręczana nagroda za zwycięzstwo w konkursie: "Niedźwiedzia ścieżka". Na bibie jest jeden ze zwycięzców - moderator Gosia3ek. Nagrodą jest przydzielenie jej nowego przyjaciela.
[attachment=34694]
cdn....niebawem
[attachment=34664]
Jakim zaskoczeniem było dla mnie przydzielenie mi ponownie zadania napisania relacji. Od pewnego czasu nie jestem w dobrej formie i czuję się w tej dziedinie jakoś wypalony. Jednak muszę się temu postawić czołem i postarać się przenieść swoje subjektywne uczucia do kompa.
Dane techniczne:
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Zwardoń - Wielka Racza - Przegibek - Rycerzowa Wielka - Młada Hora - Rajcza.
Kiedy?: 22. - 24.10.2010
Kto?: Gosia3ek, Lapikus, Mallaidh, Malwina, Mieciur, Pedro, Stasiu, Tomtur; później dołączali Mzak, Kasia, Paaulo, psy ?Y? i górski wędrownik "Pikuś".
Trasy:
1. Zwardoń - Beskid Graniczny - Kikula - Wielka Racza; odlegość 14 km, przewyższenie 560 m (całkowite 760 m), czas (wg mapy) 5 godzin, my to mieliśmy za 5,5 godziny z przystankami.
2. Wielka Racza - Przełęcz Śrubita - Przełęcz Pod Banią - Przegibek (schronisko) - Rycerzowa Wielka - Bacówka Na Rycerzowej; odlegość 16 km, przewyższenie 0 m (całkowite 660 m), czas (wg mapy) 4,5 godziny, my to mieliśmy za 6,5 godziny z przystankami.
3. Bacówka Na Rycerzowej - Rycerzowa Mała - Młada Hora - Hutyrów - Rajcza; odlegość 11 km, przewyższenie 0 m (całkowite 100 m), czas (wg mapy) 3 godziny, my to mieliśmy za 4 godziny z przystankami.
22.10.2010 - 1 dzień
Dla nas ze Śląskiego rozpoczyna się wyprawa na dworcu w Bielsku-Białej. Nasz dworny kierowca, Tomtur, zastrajkował i odmówił pełnić rolę kierowcy samochodu osobowego. I tak nam pozostało skorzystać z innego środka transportu. Z Bielska miał pociąg wyruszyć o 8:42, ale za naszą wyrozumiałość, że nie jachaliśmy samochodem, kolejarze opóźnili nam pociąg o 2 godziny. Nic nie mogło pospuć nasze humory i swoim sposobem króciliśmy czas czekania na pociąg.
[attachment=34665][attachment=34666]
Raz musiał pociąg przyjechać i odwieźć nas do Zwardonia. Takie było jego przeznaczenie. No i w końcu przyjechał. W Rajczy dosiada się grupa dalszych niecierpliwych bibowiczów. Nikt nie brakuje. Do Zwardonia (675 m) jeszcze kawałek i nareszcie docieramy do punktu startowego naszej wyprawy. O 12:00 start ostry i tradycyjnie już wszycy wyskakują jak konie wyścigowe. Trzeba mi robić zdjęcia i nie nadążam za tym uciekającym stadem.
[attachment=34667]
Na szczęście ktoś wymyślił postój i zaproponował, jeszcze w cywilizacji, odwiedziny jakieś gastronomicznej placówki w celu uzupełnienia energii. Jednak nie było nam dane kosztować regionalnych potraw. Jak schronisko Dworzec Beskidzki, tak i Chata Skalanka (Mirkiem wychwalana)
[attachment=34668]
miały przed intruzami, jak my, drzwi zaryglowane, aczkolwiek wszędzie były napisy zachęcające do postoju i wodopoju. Powoli opuszczamy skomercjonalizowaną społeczność i zanurzamy się do nami ulubionego środowiska gór i lasów.
[attachment=34669]
Takim przedziałem między cywilizacją i dziką przyrodą jest Przełęcz Graniczne. Dawne turystyczne przejście graniczne.
[attachment=34670] - ciekawe tylko dokąd ta droga miała prowadzić?
Naszym odważnym górołazom postawiło się na drodze pierwsze rozgrzewające podejście - Beskid Graniczny (875 m). Krótke, ale zmuszające nasze serca i płuca do większej pracy.
[attachment=34671]
Ja bym nawet tego miejsca nie wspominał, ale tutaj, podczas licznych posilających postojów,
[attachment=34672]
było trzeba zadecydować, kto napisze relację z biby. W tajnym głosowaniu w stosunku 7:0:1 byłem wybrany ja. Wszystkich to zaskoczyło wraz ze mną. Ciekwe tylko, jaki szubrawiec był przeciwko mnie? Będę musiał się z nim rozliczyć. Szkoda tylko, że Malwina, jako elev na wyprawie, nie dostała szansy dostać się do fazy nirwany. Można przyznać, że niektórzy umią sobie uprościć piesze wędrówki po kopczykach.
[attachment=34673]
Dalszą przeszkodą na zdobycie celu postawiła się nam Kikula (1087 m).
[attachment=34674]
Kopczyk, który już jest całlkowicie na odludziu i gdzie bibowicze nareszcie są w swym żywiole. Tutaj jest tylko przyroda, błotko i my. Żadna komercja, drogi asfaltowe i technokracja.
[attachment=34675] - w środku Skalanka, na prawo Beskid Graniczny, w tyle Barania
Podchodzenie pod taki kopczyk to dziwne chwianie na duszy. To zazna tylko prawdziwy górołaz. Pseudoturysta się w takich warunkach ujawni. Na szczęście wszyscy zdali egzamin. Intruza nie ujawniono.Godzina 15:00 i jesteśmy na szczycie.
[attachment=34676]
Kikula - to taki nieoficjalny półmetek naszego dzisiejszego dnia. Dla tych co odwiedzili ten szczyt jest przyznana premia w postaci widoku na nasz dzisiejszy cel i dalszy przebieg trasy.
[attachment=34678]
Trasa z Kikuli na Raczę jest podobna do schematu - odwiedza się poszczegolne kopczyki na szlaku a cel, w tym przypadku wierzchołek Raczy, się jakoś nie przybliża. Tymi kopczykami były Magura, Mały i Wielki Przysłop i Obłaz. Na Magurce nikt nie wstrzymał się od ogrzania przy ognisku.
[attachment=34682]
Jakie to było pozytywne uczucie, ponieważ było zimno, aczkolwiek pogoda nam dopisywała. Nikomu się od tego ciepełka nie chciało. Przysłopy ułatwiły nam sprawę. Dały nam możliwość przejścia poziomym trawersem z widokami na dalszą okolicę.
[attachment=34685]
Z takiej łaski korzystamy bogato i często stawiamy u wodopoju. Podczas jednej takiej przerwy nasuwa się pytanie, jak wykorzystamy porę wieczorową i nocną w schronisku. Tomtur oznajmia, że on jest zabezpieczony i na dowód tego wyciąga z plecaka garść czegoś takiego
[attachment=34687]
W oczach naszych bibowiczek pojawiło się przerażenie. O takich nocnych wyczynach nie pomyślały. Męska część wyprawy wybuchła śmiechem. Przy bliższych oględzinach Tomturowej dłoni wyszło na jaw, że opakowania nie zawierają środki do zapobiegania niepożądanej ciąży i ochrony przed wirusem HIV, ale całkiem nieszkodliwe kołki do uszu chroniące śpiącego przed chrapaniem współnocleżników. Z takim radosnym nastrojem osiągamy ostatní kopczyk przed Raczą. Z Obłazu wierzchołek Raczy był wskutku już na wyciągnięcie ręki.
[attachment=34689]
Stępa wyruszamy na ostatní odcinek. Biegniemy, jak konie za wodą ze świadomością, że to jest już koniec dzisiejszej wędrówki. Do szczytowania dochodzi dokładnie o 17:30 na platformie widokowej wierzchołku Wielka Racza (1236 m).
[attachment=34691] ? jeden ze zadowolonych bibowiczów
Dotarcie do wierzchołka ma swój ustalony przebieg. Niepowściągliwe pstrykanie ze wszystkich aparatów. Kres temu musi dać zimny powiew wiatru. Wygania nas z platformy. Schronienia szukamy w schronisku. To jednak potwierdza nasze poprzednie doświadczenia. Zimno jak w buźnicy. Chociaż zamówiony żurek jest gorący i ogrzewa nasze wnętrzności. W pokoju do spania też można przyznać, że kaloryfery są trochę cieplejsze niż zimne, ale ciepło wygląda całkiem inaczej. Po zakwaterowaniu następuje dalszy, nie mniej ważny punkt programu. Jest wręczana nagroda za zwycięzstwo w konkursie: "Niedźwiedzia ścieżka". Na bibie jest jeden ze zwycięzców - moderator Gosia3ek. Nagrodą jest przydzielenie jej nowego przyjaciela.
[attachment=34694]
cdn....niebawem



niejednokrotnie ma się ochotę rzucić to wszystko w diabły
i powrócić na łono cywilizacyjnej wygody.
Jednakże swoista atmosfera, jaka zawsze jest udziałem bibowych spotkań i niepowtarzalny klimat, który tworzą jej uczestnicy, w tempie niemalże błyskawicznym pozwalają zapomnieć o wszystkich mękach fizycznych i duchowych.
Ja w każdym bądź razie będę bardzo mile wspominał to trzy dniowe spotkanie i chciałbym wszystkim jego uczestnikom bardzo serdecznie podziękować za towarzystwo i wszystkie, wspólnie przeżyte chwile. Jesteście dobrymi duchami tych spotkań i życzyłbym sobie, aby nigdy nikogo z Was nie zabrakło na następnych zjazdach. 
