14-09-2010, 10:19 AM
Ave.
Znów dopadły mnie wspomnienia. Z dwóch powodów. Maciek dostrzegł zdjęcie z Żabim, a ja wczoraj dowiedziałem się , że najbliższy wyjazd górski ( wyższy od Lubomira ) znów mi się w czasie oddala.
Tak więc, Panie i Panowie - 2 - 3 sierpnia 2008 roku Ery Jurajskiej. Osoby dramatu Ania ( nizrzeszona ), Ali ( bywa czasami na forach ) i Dobromir Łukasz ( bywa czasami ).
Sobotnim rankiem nawiedzam dworzec PKS w Żywcu. Trochę daleko od mego domu. Ale zdążyłem. 5.05. wyłania się z mroku PKS z Ciechanowa. Miejsca są. Słuchawki na uszy i przy dźwiękach muzyki poważnej podziwiam widoki za oknem. To, że nic nie widać to jest nieważne. Punktualnie o równej 7.20 dotykam nogą obutą w but marki Scarpa betonu zakopiańskiego. Tam już czeka koleżanka. Poznaliśmy się parę tygodni wcześniej na Przełęczy pod Chłopkiem. Ali i ja wracaliśmy z Czarnego , a Ona wchodziła na Przełęcz. My później udaliśmy się na Palenicę, Ania przez Świstówkę do 5 Stawów. Spiskich
Ale wracajmy do tematów sierpniowych. W planach mieliśmy Bar Piwny na Hali Gąsienicowej. I tyle na tyle ale dziewczyna uparła się, że musi góry zobaczyć
. No cóż - wyszedł ze mnie gentelmen
. I jako,że Ania to raczej wtedy beskidnik był to jeszcze miałem mówić po czym deptamy i na co właśnie patrzymy. Takie nauczanie początkowe
. Trasa przebiegała tak: Murowaniec - Czarny Staw - Karb - Kościelec - Karb - Zielony Staw - Świnicka Przełęcz - Świnica - Zawrat - okolice Małego Koziego - niebiosa walneły gradem - Zawrat - 5 Stawów - Schronisko w 5 Stawach. Jak widać trasa krotka. I bez podejść i zejść. Płasko i krótko co raz krócej. I jak długo siedzieliśmy na szczytach ... Tak z 8 minut. Łącznie
. No cóż - tak też można
. Co do gradu - to gwałtowny był. Jak wiking na występach gościnnych. Trza było zniknąć z grani. Bardzo szybko skała stała się nie miła a łańcuchy wredne. Gdzieś w okolicy początku Wielkiego Stawu pogoda wróciła do normy. Czas więc na leżakowanie. Spory głaz koło drogi i wypoczynek wśród skał. Sielanka. I plany czy śpimy przed schroniskiem czy znajdzie się kawałek podłogi. "Mój jest ten kawałek podłogi" . Jak łatwo się domyślić - w Schronisku byli ludzie. W takiej ilości i w takich miejscach, że jakby tam wybuchł pożar to nawet wtedy "panujący" Lech R musiałby ogłosić Żałobę Narodową. Ale to wtręt na inną dyskusję. Zdobywamy doskonałe miejsca siedzącą - leżące. Dokładnie mówiąc to leżałem na przejściu pomiędzy schodami z pierwszego piętra a schodami do piwnicy. znaczy się do ubikacji. Jak powszechnie wiadomo jest to szlak często uczęszczany. Wręcz masowo.Spało mi się ... dobrze, że w ogóle zasnełem
. Ania spała w ścianie schroniska
. Podsumowując wątek leżakowy to nic nie zapłaciliśmy. Jedynie w jadalni wydaliśmy ciężko zarobione, wyrwane drapieżnemu fiskusowi pieniądze. Tak minął dzień pierwszy tej sympatycznej wycieczki. Nie spilismy się winem grzanym.
Dzień drugi powstał wcześnie rano. Za wcześnie. Ale czas nas gonił. Poganial. W planach były ... No właśnie zapomniałem. Bo na pewno poszliśmy gdzie indziej niż z Alim w tygodniu planowalismy. Krótko mówiąc przemykamy przez nocną Dolinę Roztoki. Ze schroniska wyszliśmy o 4 rano. Na szczęście mieszkańcy Doliny Roztoki spali jak cywilizowani ludzie. Na Łysą Polanę wkraczamy tuż po 6. Ali dojedzie za godzinę. Jak twierdził to moja wina bo "zażyczyłem sobie wodę do picia". Niewdzięczna Szuja. No nic - idziemy walczyć z Białą Wodą. Każdy wie co to znaczy
. Ludzi - sztuk jedna. Poza nami. Powstaje plan. Żabi Szczyt Niżni. Od września 2007 moje marzenie. Co prawda miałem tam wejść od ojczystej strony ale ...
. Co do znajomości terenu - Ali tam już krążył i wie gdzie odbić aby wejść do Żabiej Doliny Białczańskiej. Ponoć jest to Dolina , której nie możan dostrzeć z żadnego znakowanego, oficjalnie dostępnego turystycznie miejsca. Docieramy do wiaty, przy której należy skręcić w mroczny las. A tam ciekawa sytuacja. Trzy osoby krążące i jakby szpiegujące. Jak się okazało byli to Słowacy szukający wlaśnie tego odbicia. Ali ich pouczył i poszli. Przez zarośla , chaszcze, wąskie dróżki, przez ścisły rezerwat docieramy do ... mostku. To uczynne niedźwiedzie zbudowały go dla kozic. W końcu to rezerwat. Przy mostku postój i chlanie wody z potoka. I jazda dalej. Zdjecia za zdjęciem. W końcu wtaczamy się nad pierwszy staw. Powala mnie widok Żabiego Wyżniego. Padam na pysk ( nie do stawu ) i robię zdjęcia. Oczywiście w eter poszło: Pięknie, k****, Pięknie. Po prawicy mamy cel. Wygląda sympatycznie. Przemieszczamy się dostojnie po głazach i przez kosodrzewinę nad brzeg Wyżniego. Tam znajdujemy ślady orgii pijackiej. Niestety jest już po więc nie możemy się dołaczyć
Zasmuceni udajemy się w kierunku żlebu opadającego spod Owczej Przełęczy. Przed nim odbijamy w prawo i do góry. Typowe pozaszlakowe - sypka ziemia, trawy, niepewne kamyki. Tak odbijalismy w prawo, że wyszliśmy na Przełączkę pod Żabią Czubą. Jest pięknie - wylazło słońce, pokazały się lody, sztućce, ganki i inne typy. Ojczyzna po prawicy też ładnie wygląda. Trawersujemy po lewicy grzbietu i po pewnym czasie przy lekkim użyciu rąk górnych dostajemy się na 2 098 metrów. Składamy sobie gratulacje. Po czym machamy do ludu w Moku. Sesja zdjęciowo - telefoniczna i czas wracać. Trawers na Marusarzową Przełączkę i w dół w celu stoczenia się i stoczenia walki z żabami. Plazy były wszędzie. Idzie sobie człek spokojnie w dół, trawa do kolan a tu coś przed nim w trawie się rusza. Żmija, jaszczur, urzędnik skarbowy, Edyta 85 czy inny zwierz ? A to wredne żaby. Nie wytrzymalem i musiałem pogonić z nogi bydalki.Wygralismy ale potem przez trzy noce śniły mis ię żaby z wielkimi kłami. Powrót tą samą drogą. Wyłaniamy sie na znakowanym i wiooo na Łysą.
Piękne to były wycieczki.
Znów dopadły mnie wspomnienia. Z dwóch powodów. Maciek dostrzegł zdjęcie z Żabim, a ja wczoraj dowiedziałem się , że najbliższy wyjazd górski ( wyższy od Lubomira ) znów mi się w czasie oddala.
Tak więc, Panie i Panowie - 2 - 3 sierpnia 2008 roku Ery Jurajskiej. Osoby dramatu Ania ( nizrzeszona ), Ali ( bywa czasami na forach ) i Dobromir Łukasz ( bywa czasami ).
Sobotnim rankiem nawiedzam dworzec PKS w Żywcu. Trochę daleko od mego domu. Ale zdążyłem. 5.05. wyłania się z mroku PKS z Ciechanowa. Miejsca są. Słuchawki na uszy i przy dźwiękach muzyki poważnej podziwiam widoki za oknem. To, że nic nie widać to jest nieważne. Punktualnie o równej 7.20 dotykam nogą obutą w but marki Scarpa betonu zakopiańskiego. Tam już czeka koleżanka. Poznaliśmy się parę tygodni wcześniej na Przełęczy pod Chłopkiem. Ali i ja wracaliśmy z Czarnego , a Ona wchodziła na Przełęcz. My później udaliśmy się na Palenicę, Ania przez Świstówkę do 5 Stawów. Spiskich
Ale wracajmy do tematów sierpniowych. W planach mieliśmy Bar Piwny na Hali Gąsienicowej. I tyle na tyle ale dziewczyna uparła się, że musi góry zobaczyć
. No cóż - wyszedł ze mnie gentelmen
. I jako,że Ania to raczej wtedy beskidnik był to jeszcze miałem mówić po czym deptamy i na co właśnie patrzymy. Takie nauczanie początkowe
. Trasa przebiegała tak: Murowaniec - Czarny Staw - Karb - Kościelec - Karb - Zielony Staw - Świnicka Przełęcz - Świnica - Zawrat - okolice Małego Koziego - niebiosa walneły gradem - Zawrat - 5 Stawów - Schronisko w 5 Stawach. Jak widać trasa krotka. I bez podejść i zejść. Płasko i krótko co raz krócej. I jak długo siedzieliśmy na szczytach ... Tak z 8 minut. Łącznie
. No cóż - tak też można
. Co do gradu - to gwałtowny był. Jak wiking na występach gościnnych. Trza było zniknąć z grani. Bardzo szybko skała stała się nie miła a łańcuchy wredne. Gdzieś w okolicy początku Wielkiego Stawu pogoda wróciła do normy. Czas więc na leżakowanie. Spory głaz koło drogi i wypoczynek wśród skał. Sielanka. I plany czy śpimy przed schroniskiem czy znajdzie się kawałek podłogi. "Mój jest ten kawałek podłogi" . Jak łatwo się domyślić - w Schronisku byli ludzie. W takiej ilości i w takich miejscach, że jakby tam wybuchł pożar to nawet wtedy "panujący" Lech R musiałby ogłosić Żałobę Narodową. Ale to wtręt na inną dyskusję. Zdobywamy doskonałe miejsca siedzącą - leżące. Dokładnie mówiąc to leżałem na przejściu pomiędzy schodami z pierwszego piętra a schodami do piwnicy. znaczy się do ubikacji. Jak powszechnie wiadomo jest to szlak często uczęszczany. Wręcz masowo.Spało mi się ... dobrze, że w ogóle zasnełem
. Ania spała w ścianie schroniska
. Podsumowując wątek leżakowy to nic nie zapłaciliśmy. Jedynie w jadalni wydaliśmy ciężko zarobione, wyrwane drapieżnemu fiskusowi pieniądze. Tak minął dzień pierwszy tej sympatycznej wycieczki. Nie spilismy się winem grzanym. Dzień drugi powstał wcześnie rano. Za wcześnie. Ale czas nas gonił. Poganial. W planach były ... No właśnie zapomniałem. Bo na pewno poszliśmy gdzie indziej niż z Alim w tygodniu planowalismy. Krótko mówiąc przemykamy przez nocną Dolinę Roztoki. Ze schroniska wyszliśmy o 4 rano. Na szczęście mieszkańcy Doliny Roztoki spali jak cywilizowani ludzie. Na Łysą Polanę wkraczamy tuż po 6. Ali dojedzie za godzinę. Jak twierdził to moja wina bo "zażyczyłem sobie wodę do picia". Niewdzięczna Szuja. No nic - idziemy walczyć z Białą Wodą. Każdy wie co to znaczy
. Ludzi - sztuk jedna. Poza nami. Powstaje plan. Żabi Szczyt Niżni. Od września 2007 moje marzenie. Co prawda miałem tam wejść od ojczystej strony ale ...
. Co do znajomości terenu - Ali tam już krążył i wie gdzie odbić aby wejść do Żabiej Doliny Białczańskiej. Ponoć jest to Dolina , której nie możan dostrzeć z żadnego znakowanego, oficjalnie dostępnego turystycznie miejsca. Docieramy do wiaty, przy której należy skręcić w mroczny las. A tam ciekawa sytuacja. Trzy osoby krążące i jakby szpiegujące. Jak się okazało byli to Słowacy szukający wlaśnie tego odbicia. Ali ich pouczył i poszli. Przez zarośla , chaszcze, wąskie dróżki, przez ścisły rezerwat docieramy do ... mostku. To uczynne niedźwiedzie zbudowały go dla kozic. W końcu to rezerwat. Przy mostku postój i chlanie wody z potoka. I jazda dalej. Zdjecia za zdjęciem. W końcu wtaczamy się nad pierwszy staw. Powala mnie widok Żabiego Wyżniego. Padam na pysk ( nie do stawu ) i robię zdjęcia. Oczywiście w eter poszło: Pięknie, k****, Pięknie. Po prawicy mamy cel. Wygląda sympatycznie. Przemieszczamy się dostojnie po głazach i przez kosodrzewinę nad brzeg Wyżniego. Tam znajdujemy ślady orgii pijackiej. Niestety jest już po więc nie możemy się dołaczyć
Zasmuceni udajemy się w kierunku żlebu opadającego spod Owczej Przełęczy. Przed nim odbijamy w prawo i do góry. Typowe pozaszlakowe - sypka ziemia, trawy, niepewne kamyki. Tak odbijalismy w prawo, że wyszliśmy na Przełączkę pod Żabią Czubą. Jest pięknie - wylazło słońce, pokazały się lody, sztućce, ganki i inne typy. Ojczyzna po prawicy też ładnie wygląda. Trawersujemy po lewicy grzbietu i po pewnym czasie przy lekkim użyciu rąk górnych dostajemy się na 2 098 metrów. Składamy sobie gratulacje. Po czym machamy do ludu w Moku. Sesja zdjęciowo - telefoniczna i czas wracać. Trawers na Marusarzową Przełączkę i w dół w celu stoczenia się i stoczenia walki z żabami. Plazy były wszędzie. Idzie sobie człek spokojnie w dół, trawa do kolan a tu coś przed nim w trawie się rusza. Żmija, jaszczur, urzędnik skarbowy, Edyta 85 czy inny zwierz ? A to wredne żaby. Nie wytrzymalem i musiałem pogonić z nogi bydalki.Wygralismy ale potem przez trzy noce śniły mis ię żaby z wielkimi kłami. Powrót tą samą drogą. Wyłaniamy sie na znakowanym i wiooo na Łysą. Piękne to były wycieczki.

Przecież miało być z tłumaczeniem, pokazywaniem, omówieniami i ogólnie poglądowo. Biedne dziewczę, trzeba jej było przystać na waszą pierwszą propozycję.
. Oni ( ja w sumie też ) czynią to z dobroci serca.
Nawet podejrzewam, że Twoje teraźniejsze dolegliwości kończynowe wychodzą Ci lepiej na opisywaniu wycieczek.