17-08-2010, 08:08 PM
Nadszedł długo wyczekiwany czas. Opuściłem miejsce gdzie robi się asfalty i wsiadłem w samochód 
W Krakowie odebrałem objuczonego Mieciura, co z plecakiem ważył pewnie za dwa razy tyle co normalnie no i pojechaliśmy po Malwinę.
Przed nami było 500 kilometrów, a godzinka dochodziła do piętnastej. Kraków, Kielce, Warszawa i dalej mknęliśmy na Białystok. Wieczorkiem dojeżdżamy do od dawna upragnionego Tykocina. Taka mała miejscowość jakby kto pytał.
Wchodzimy do miejscowego sklepu, gdzie w trakcie zakupów zaskakuje nas brak prądu
Jak się okazuje cała okolica została pozbawiona elektryczności. Na szczęście komórki działają i wkrótce siedzimy przy świecach w domku agroturystycznym nad samiuteńką Narwią. To się nazywa klimat.
A rano? Rano zerkam za okno. Aaaaaaa ale tu równo
Gdzie my przyjechaliśmy 
Na dzień dzisiejszy zostały zaplanowane głównie dwie atrakcje. Bagna i łosie. Nadplanowo wyszły bociany. Planowo nie wyszły łosie
Osobiście z atrakcji dnia mogę wymienić przejście grząskiego bagna w sandałach. Jak później ustaliliśmy - zachowałem się jak ceper w klapkach na Giewoncie
No może kapkę lepiej. Zresztą powiedzieli to Ci którzy byli w niskich adidaskach 
Bagna okazały się być jedną wielką równiną jak okiem po horyzont sięgnąć. Za dnia próbowaliśmy szukać łosia z wież widokowych w otwartym terenie - no ale ten był pewnie wtedy w lesie. Postanowiliśmy zatem wieczorem udać się na poszukiwanie. Znaleźliśmy na mapie świetny punkt widokowy i tam poszliśmy... a na miejscu zostaliśmy zszokowani
Nasz punkt widokowy był pewnie kiedyś widokowy, a teraz tarasik stał obrośnięty gęstwiną chaszczy 
Tak się skończyło tropienie. Teraz to my teraz byliśmy w lesie a łoś na otwartej przestrzeni
Na nocleg obraliśmy jedno z pół namiotowych w środku Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jak zajechaliśmy na miejsce to okazało się, że na polu nie będzie nikogo poza nami. Dookoła chodziły bociany. Taki jeden nawet pił wodę z miski pod jakimś domem
W nocy trochę się pobłyskało ale na szczęście nie popadało mocniej na nas. Za to słychać było dookoła duszę lasu
Jakieś trzaski łamanych gałęzi. Człowieka nie było żadnego w pobliżu więc musiał to być jakiś gruby zwierz... 
Czyżby łoś?
Rano łosia również nie znaleźliśmy. Ba nawet śladów nie było. Boćki spały w pobliżu, choć jakby dalej niż wieczorem. Czyżby przestraszyły się mojego chrapania?
Aha a między namiotem a tropikiem znaleźliśmy z tysiąc komarów...
Jako że wieczorem piliśmy za bezpieczny powrót to rankiem trzeba było troszkę poczekać zanim wsiadło się za kierownicę. Przedostaliśmy się nad pobliskie jezioro - Tajny. No ale tam to jakieś straszne zarośla były i strasznie sadzawkowate to jezioro.
[attachment=33020] - Narew w Tykocinie
[attachment=33021] - Ten chyba zabalował wczoraj na grilu
[attachment=33022] - Początek bagien
[attachment=33023] - bagienna rzeczka
[attachment=33024] - przestrzeń i łosia brak
[attachment=33025] -
[attachment=33026] - tym razem Biebrza
[attachment=33027] - Podziwianie widoków na punkcie widokowym

W Krakowie odebrałem objuczonego Mieciura, co z plecakiem ważył pewnie za dwa razy tyle co normalnie no i pojechaliśmy po Malwinę.
Przed nami było 500 kilometrów, a godzinka dochodziła do piętnastej. Kraków, Kielce, Warszawa i dalej mknęliśmy na Białystok. Wieczorkiem dojeżdżamy do od dawna upragnionego Tykocina. Taka mała miejscowość jakby kto pytał.
Wchodzimy do miejscowego sklepu, gdzie w trakcie zakupów zaskakuje nas brak prądu
Jak się okazuje cała okolica została pozbawiona elektryczności. Na szczęście komórki działają i wkrótce siedzimy przy świecach w domku agroturystycznym nad samiuteńką Narwią. To się nazywa klimat.A rano? Rano zerkam za okno. Aaaaaaa ale tu równo
Gdzie my przyjechaliśmy 
Na dzień dzisiejszy zostały zaplanowane głównie dwie atrakcje. Bagna i łosie. Nadplanowo wyszły bociany. Planowo nie wyszły łosie

Osobiście z atrakcji dnia mogę wymienić przejście grząskiego bagna w sandałach. Jak później ustaliliśmy - zachowałem się jak ceper w klapkach na Giewoncie
No może kapkę lepiej. Zresztą powiedzieli to Ci którzy byli w niskich adidaskach 
Bagna okazały się być jedną wielką równiną jak okiem po horyzont sięgnąć. Za dnia próbowaliśmy szukać łosia z wież widokowych w otwartym terenie - no ale ten był pewnie wtedy w lesie. Postanowiliśmy zatem wieczorem udać się na poszukiwanie. Znaleźliśmy na mapie świetny punkt widokowy i tam poszliśmy... a na miejscu zostaliśmy zszokowani
Nasz punkt widokowy był pewnie kiedyś widokowy, a teraz tarasik stał obrośnięty gęstwiną chaszczy 
Tak się skończyło tropienie. Teraz to my teraz byliśmy w lesie a łoś na otwartej przestrzeni

Na nocleg obraliśmy jedno z pół namiotowych w środku Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jak zajechaliśmy na miejsce to okazało się, że na polu nie będzie nikogo poza nami. Dookoła chodziły bociany. Taki jeden nawet pił wodę z miski pod jakimś domem

W nocy trochę się pobłyskało ale na szczęście nie popadało mocniej na nas. Za to słychać było dookoła duszę lasu
Jakieś trzaski łamanych gałęzi. Człowieka nie było żadnego w pobliżu więc musiał to być jakiś gruby zwierz... 
Czyżby łoś?

Rano łosia również nie znaleźliśmy. Ba nawet śladów nie było. Boćki spały w pobliżu, choć jakby dalej niż wieczorem. Czyżby przestraszyły się mojego chrapania?

Aha a między namiotem a tropikiem znaleźliśmy z tysiąc komarów...
Jako że wieczorem piliśmy za bezpieczny powrót to rankiem trzeba było troszkę poczekać zanim wsiadło się za kierownicę. Przedostaliśmy się nad pobliskie jezioro - Tajny. No ale tam to jakieś straszne zarośla były i strasznie sadzawkowate to jezioro.
[attachment=33020] - Narew w Tykocinie
[attachment=33021] - Ten chyba zabalował wczoraj na grilu

[attachment=33022] - Początek bagien
[attachment=33023] - bagienna rzeczka
[attachment=33024] - przestrzeń i łosia brak

[attachment=33025] -

[attachment=33026] - tym razem Biebrza
[attachment=33027] - Podziwianie widoków na punkcie widokowym

.
)
