Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Taka sobie wycieczka we dwoje
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Część I

Niedziela. Jak zwykle pobudka o 4:00 Sad, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło Smile. Tak jak ostatnim razem wyjazd zaplanowany na ok. godzinę 5:00. A mogłam pospać dłużej... Sad, gdybym wiedziała, że tak szybko się wyrobię. Strasznie niewyspana byłam tego dnia, bo mój Kochany Brat zrobił sobie niezapowiedzianą imprezę z kolegami w pokoju obok, więc tą noc mogłam zaliczyć do bezsennych Big Grin

Nowa wycieczka - nowy samochód Toungue Tym razem pożyczyliśmy Hondzine od mojego Taty. Jak wkładaliśmy nasze rzeczy do samochodu, to w tle słychać było muzykę z wesela, które odbywało się jeszcze niedaleko mnie Smile Nawet jakiś ledwo trzymający się na nogach koleś próbował złapać Bartka na stopa, jak jechał do mnie Big Grin

Spakowani, uśmiechnięci ruszyliśmy w drogę. Wczesny ranek, a słonko już mocno świeciło. Zapowiadał się piękny dzień Smile Jak dojechaliśmy w okolice Myślenic, gdzie już można dostrzec fantastyczne widoki na góry Bartek stwierdził, że jest rewelacyjna przejrzystość powietrza, która rzadko zdarza się w tamtym rejonie. Rzeczywiście było na co popatrzeć Smile

Tym razem naszym celem były Tatry Zachodnie na Słowacji, a przynajmniej ich niewielka część Smile Szczegóły nieco później... Początek naszej trasy znajdował się koło Schroniska na Zwierówce, tam tez zostawiliśmy auto. Oczywiście nie obyło się bez drugiego śniadania na odludnej zadaszonej ławeczce Smile, przy dźwiękach lądującego nieopodal helikoptera Big Grin Już nie pamiętam która była godzina, gdy wyruszyliśmy na szlak... Trasę rozpoczęliśmy niebieskim szlakiem Dolina Rohacką, następnie w górę Spalonym Żlebem [attachment=32244] [attachment=32243] Nie ma wycieczki bez pamiątkowego zdjęcia jakiegoś zwierzaka, tym razem był to robaczek. Jeśli ktoś wie jak się taki robaczek nazywa to chętnie się dowiem Toungue W końcu doszliśmy na Skrajny Salatyn, gdzie urządziliśmy sobie pierwszy postój. Ale fajne chmurki dookoła [attachment=32245]

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Brestowej. [attachment=32246] Za nami barwny widok na Osobitą. [attachment=32247] Jeszcze chwila i będziemy na szczycie. Tuż u podnóża szczytu znów trzeba było wyciągnąć aparacik Big Grin [attachment=32248] [attachment=32249] [attachment=32250] [attachment=32251] No i jesteśmy na Brestowej Smile

Następnie skierowaliśmy się na czerwony szlak w kierunku Salatyna. [attachment=32252] [attachment=32253] [attachment=32255] Minęliśmy Przełęcz Salatyńską [attachment=32256] i podążyliśmy dalej patrząc na coraz ładniejsze widoki. Tu jakieś kształtne chmurki [attachment=32257], a tu widok na dalszą część naszej trasy, czyli : Salatyn, Mały Salatyn, dalej Skrzyniarki i Spaloną, a na prawo grzbietem patrząc najwyższy ze szczytów, na którym byliśmy jeszcze tego dnia - Pachoł. [attachment=32258] Ale oczywiście trzeba tam jeszcze dojść giggle No to idziemy dalej Big Grin [attachment=32259]

Umówiliśmy się z Bartkiem, że zrobimy jeszcze króciutki odpoczynek na Małym Salatynie, [attachment=32260] [attachment=32261] Ale niestety musieliśmy trochę przyspieszyć tempo, a szczególnie ja, bo zaczęły zbierać się niedaleko nas dość ciemne i niepokojące chmury. Dlatego ruszyliśmy dalej w moim zdaniem najprzyjemniejsze tego dnia miejsce - Skrzyniarki. [attachment=32262]
Część II

Ale mieliśmy tam frajdę pośród tylu ciekawych skał Smile [attachment=32263] [attachment=32264] [attachment=32265] [attachment=32266] [attachment=32267] Właśnie to ostatnie zdjęcie bardzo nas ubawiło, ponieważ Bartek wygląda na nim jakby szedł polować z dzidą (kijkami) na jakiegoś niedźwiedzia Big Grin Big Grin Big Grin O a tu krótki odcinek małej wspinaczki. [attachment=32268] Kolejna skała wydała mi się bardzo ciekawa ze względu na to, że przypomina mi ona ludzka twarz. [attachment=32269] I jeszcze takie sobie ciekawe skały zostawiliśmy za sobą. [attachment=32270]

Nareszcie doszliśmy na Spaloną. Kilka fotek ze szczytu : [attachment=32271] [attachment=32272], a przed nami na drugim zdjęciu widoczny jest Pachoł Smile Przyznam się szczerze, że byłam już trochę zmęczona no i oczywiście głodna. Stwierdziłam, że koniecznie trzeba coś przekąsić. Ale tak szybciutko, bo nadal wisiały prawie nad nami ciemne chmury.

No to ruszamy na główny Szczyt... No i znów trochę łańcuchów. [attachment=32273] Zaskakująco szybko pokonaliśmy ten odcinek i jesteśmy na szczycie. Pachoł (2167 m). Chwile odpoczynku i nie wiadomo kiedy ciemne chmury, które straszyły nas przez dłuższy czas prawie całkowicie się rozmyły. Więc nareszcie mogliśmy się rozkoszować pięknymi widokami dookoła. [attachment=32274] [attachment=32275] [attachment=32276] [attachment=32277] - ale fajne te chmury..... Smile [attachment=32278] w dole Wyżny Rohacki Staw. Kucze nareszcie można wyciągnąć się na trawie, patrzeć przed siebie z uśmiechem na twarzy i cieszyć się chwilą Smile

Powoli zbliżamy się do końca dnia w Słowackich Tatrach Zachodnich, gdyż dotarliśmy w końcu na Przełęcz Banikowską [attachment=32279], a stamtąd to już w dół niestety Smile Miałam jeszcze ochotę wyjść na Banówkę, ale nie było już na to czasu. No to schodzimy żółtym szlakiem Doliną Spaloną - też przyjemne miejsce. [attachment=32280] [attachment=32281] Ten szlak miał dla mnie jeszcze jedną niespodziankę już prawie pod koniec, a mianowicie Wyżną Rohacką Siklawę [attachment=32282] coś pięknego Smile Około 20 min później weszliśmy na ASFALT Big Grin Przed nami jakaś godzina marszu do Schroniska, ale myślę, że pokonaliśmy ten odcinek znacznie szybciej. Ale mi się tam droga dłużyła strasznie giggle

No i jesteśmy w Schronisku. O matko dlaczego nikt mi nie powiedział, że tam będą jeszcze schody Toungue Jakoś się wdrapałam do jadalni. A tam już pyszna kolacyjka Smile Ach fajnie było... Smile Ups.. jednak nie wszystko było w porządku, bo zaczęły mnie strasznie nogi piec, tak się pięknie opaliły na tym słońcu. Kurcze więcej byliśmy w chmurach niż w słońcu tego dnia, a i tak nam dopiekło. Najbardziej chyba pod koniec w Dolinie Spalonej. No tak nazwa tej doliny była jak najbardziej adekwatna do naszej opłakanej sytuacji Big Grin

Po pysznej kolacji udaliśmy się do samochodu. Patrzymy Hondzina czeka na nas na parkingu. Myślimy - jest dobrze Toungue
Część III

Naszym drugim celem na ten dzień, a w zasadzie wieczór było Schronisko na Ornaku, ponieważ tam mieliśmy zarezerwowany nocleg. Więc ruszyliśmy w kierunku Doliny Kościeliskiej. Wstąpiliśmy jeszcze do Zakopanego, aby zrobić sobie drobne zakupy na następny dzień. Było już dość późno. W Schronisku mieliśmy być na ok. godzinę 19tą a tu już po 20tej. Cały czas próbowaliśmy się tam dodzwonić, żeby dowiedzieć się czy ten nocleg jest nadal aktualny. Lecz bez skutku, bo telefon ciągle był zajęty. No to cóż było robić zaparkowaliśmy na parkingu u wylotu Doliny Kościeliskiej i poszliśmy do Schroniska. Idąc napotkaliśmy na taki cudny widok. [attachment=32283] Ale mówiąc szliśmy - to trochę naciągane, bo zdaniem Bartka szliśmy tempem 1,2 Admina, jak dla mnie "Admin Świetlny" giggle A tak dla ścisłości pokonaliśmy tą trasę w dokładnie 45 minut, choć wg Bartka w 40m, czy 35m też się da Big Grin A najlepsze jest to, że bez problemu mogłam mu dorównać kroku. Może przez tą adrenalinę związaną z tym, czy będziemy mieli ten nocleg, czy tez nie giggle Dopiero po dotarciu na miejsce dowiedziałam się, że i tak dostalibyśmy kawałek podło... eh... Kiedy dotarliśmy na miejsce musieliśmy jeszcze zaczekać dość długo na jedną z Pań, u której zamawialiśmy pokój. Nareszcie znaleźliśmy się w naszym pokoiku. No cóż trzeba było jeszcze iść po prysznic, a było już ok. godz. 22giej. Wtedy to Bartek mi powiedział, że oni jakoś o tej porze wyłączają prąd. Ja na to - no to pięknie. Miałam jednak szczęście, bo kiedy wróciłam do pokoju to jakieś 10 minut potem rzeczywiście światło zgasło Big Grin A nogi nie przestawały piec Smile

To był wspaniały dzień... Smile

Poniedziałek. Obudziliśmy się około 8. Za oknem pada deszcz, więc niespecjalnie nam się gdziekolwiek śpieszyło. Ok. 10 udaliśmy się na stołówkę. Kiedy jedliśmy śniadanko nagle przestało padać. Ale pogoda i tak nas nie rozpieszczała, bo w sumie nic nie było widać, wszystko przesłoniły chmury. Sugerując się widokiem za oknem zdecydowaliśmy się spędzić ten dzień w sposób bardziej relaksacyjny. Na początek poszliśmy nad Smreczyński Staw. Szkoda tylko, że nic nie było widać - góry w chmurach Smile Ale jakieś tam zdjęcia zrobiliśmy. [attachment=32284] [attachment=32285] Posiedzieliśmy tam chwilę, ale zaczęło nas straszyć deszczem, więc postanowiliśmy wrócić w okolice Schroniska. Nie rozpadało się, dlatego do Schroniska nie było po co wracać.

Udaliśmy się więc w kierunku samochodu, nie mając pomysłu co dalej. Nagle doszliśmy do szlaku, który odbija w kierunku Jaskini Raptawickiej i Jaskini Mylnej. Bartek stwierdził, że nigdy w tych jaskiniach nie był. Powiem szczerze byłam w szoku, bo okazało się, że jest w Tatrach takie miejsce, w którym ja już byłam a On jeszcze nie. Szok Toungue Jako pierwszą zwiedzaliśmy Jaskinię Raptawicką [attachment=32286] [attachment=32287], następnie udaliśmy się do Jaskini Mylnej. A tam to już kabaret był z tą jaskinią. Wszystko było pięknie ładnie, tylko zamiast skręcić w lewo, skręciliśmy w prawo i tym samym zaraz znaleźliśmy się na zewnątrz jaskini. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Zeszliśmy w dół tak samo. Idziemy dalej i widzimy zejście czerwonego szlaku z Jaskini Mylnej. Wtedy właśnie dotarło do nas, że owa jaskinia rzeczywiście okazała się "mylną". No to się zdenerwowaliśmy i podjęliśmy decyzję, że trzeba tam iść jeszcze raz!!!

Ale zaraz zaczynał się szlak do Wąwozu Kraków. Postanowiliśmy udać się też tam. [attachment=32289] [attachment=32290] Potem mi się przypomniało, że ja już tam byłam. Smocza Jama - tam jest dopiero frajda. Wyślizgane skały, mokro i przeokropnie ślisko. Jak najbardziej do przejścia, ale z latarką. Wychodząc ze Smoczej Jamy zauważyliśmy, że pogoda zaczęła się poprawiać, a nawet słonecznie się zrobiło [attachment=32291]

No nic plan powrotu do Mylnej musieliśmy koniecznie zrealizować. Wracamy. My i Jaskinia Mylna po raz drugi. Teraz trzeba się skoncentrować, bo przecież trzeci raz nie będziemy tu wracać w ciągu jednego dnia [attachment=32288] [attachment=32292] - tak wygląda człowiek, który przechodzi przez Jaskinie Mylną Big Grin [attachment=32295] a tu trzeba było się przeczołgać Big Grin - tak najwygodniej. [attachment=32294] a tu już wyjście. Jak wyszłam na zewnątrz to za nami wyszło młode małżeństwo. W pewnej chwili żona mówi do męża : "Chłopie mogłeś mi powiedzieć, że masz mnie dość, zamiast ciągnąć mnie po takich jaskiniach" Big Grin

A tu ostatnie zdjęcie [attachment=32293] Czy Wy też widzicie na nim nietoperza???

I tak powoli kończy się nasz dwudniowy wyjazd w Taterki. Wróciliśmy do samochodu, podjechaliśmy jeszcze do jakiejś restauracji coś przekąsić i do domu. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu nie było korków na drogach, co nas ogromnie ucieszyło Smile

Było tak ok

Koniec.
Udana wycieczka w piękny rejon Tatr. Smile

Byłem tam kiedyś i szedłem dokładnie tak, jak Wy, tą samą trasą. Nawet niektóre ujęcia mam identyczne. Smile

Mam też zdjęcie przy tej skałce. http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=32267

Malwina! Świetnie znasz topografię Tatr i nazewnictwo. ok Widzę, że Tatry Ciebie wciągnęły.

Powodzenia! Smile
Fajna wycieczka ,dla mnie podejście na Brestowa to była mordęga,to prawda pogoda może plany wycieczki spaskudzić ale nie ma złego co by na dobre nie wyszło jaskinie zwiedzone Big Grin
Dla mnie to kultowa wycieczka. Smile Brakowało by mi jednak trochę czasu na pogawędkę. Sad D o Mylnej też muszę jeszcze raz, bo też nie przeszedłem ten właściwy odcinek i zaraz wyszłem Shy

tomtur napisał(a):
Fajna wycieczka ,dla mnie podejście na Brestowa to była mordęga,to prawda pogoda może plany wycieczki spaskudzić ale nie ma złego co by na dobre nie wyszło jaskinie zwiedzone Big Grin


Ciekawe, że Malwina nic nie pisała o Spalonym Żlebie na Brestową.uhm Tylko, że nim wychodzili. Tomturze, chyba się starzejemy. Dla młodych to chyba bułka z masłem. Toungue

Stasiu

To nie tak jak myślisz... giggle
Fakt trzeba było iść cały czas pod górę, ale tą trasę pokonywaliśmy na początku i może dlatego nie dała nam w kość Big Grin

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wstrętne MUCHY, które ciągle latały mi nad głową. Były po prostu wszędzie!!! Chyba właśnie na odcinku Spalonego Żlebu było ich najwięcej.
No tak zupełnie o nich zapomniałam pisząc moją relację, ale jak wiadomo złych rzeczy się nie pamięta giggle
Jaskinie fajna rzecz, ale szczęście nam też sprzyjało bo tłumów nie było a więc i korków na łańcuchach.

Ja to się tak tylko w tej jaskini zastanawiałem nad stylem mojego urlopu wypoczynkowego. W błocie, na kolanach w kałuży, schylony czy czołgający się i jeszcze ciemno dookoła innocent Big Grin
Chociaż żebym mniejszy plecak miał ze sobą...

Ale fajnie było. Już się nie mogę doczekać kolejnego urlopu wypoczynkowego Big Grin
Bardzo sympatyczna relacja! Piękna wycieczka, wymarzona trasa i moc wrażeń-miło się czytało i oglądałoSmile Pozdrawiam!
Świetnieok
Bardzo fajny wyjazd.

Tatr z części I i II nie miałem okazji złazić a widzę, że warto.

Fantastyczna eskapada Smile
Zdjęcia zachwycające .... a poruszanie się korytarzami jaskini, robi wrażenie.

Pedro i tak przed Malwiną powinieneś cały czas - http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=32248 Big Grin


maciek napisał(a):
...Malwina! Świetnie znasz topografię Tatr i nazewnictwo. ok Widzę, że Tatry Ciebie wciągnęły. ..

Malwina przyznaj się, że to co powyżej to presja Bartka, kobiety bardziej zwracaja uwagę na urok miejsca niż na nazwę górki Wink a od tego ma sie towarzysza u boku by w potrzebie powiedział co jak się nazywa i gdzie się było... ale mogę się mylić

Pedro napisał(a):
...Ja to się tak tylko w tej jaskini zastanawiałem nad stylem mojego urlopu wypoczynkowego. W błocie, na kolanach w kałuży, schylony czy czołgający się i jeszcze ciemno dookoła innocent Big Grin
Chociaż żebym mniejszy plecak miał ze sobą...
...


Hehh ostatnim razem w Mylnej plecak miałem taki za trzech, pchałem go przed sobą, troszku mokro było w środku potem Smile


Fajna wycieczkę zorganizowaliście sobie, a w pierwszy dzień sporo kilometrów w nogach, Malwina gratuluje wytrwałości ok

pozdr
p.

Pablo napisał(a):
Malwina przyznaj się, że to co powyżej to presja Bartka, kobiety bardziej zwracaja uwagę na urok miejsca niż na nazwę górki Wink a od tego ma sie towarzysza u boku by w potrzebie powiedział co jak się nazywa i gdzie się było... ale mogę się mylić


E tam jaka tam presja....giggle Zresztą ja jestem straszną gadułą. A na szlaku zadaję zawsze tysiące różnych pytań Big Grin
Myślę, że fajnie jest wiedzieć gdzie się było i co się zobaczyło Smile
A najważniejsze jest to, że będąc na szlaku mam u swego boku Kogoś, kto potrafi odpowiedzieć na każde moje pytanie i przy okazji czegoś mnie nauczyć.

Przekierowanie