03-07-2010, 10:40 AM
Nasza mała ekipa: Marek z synem Kubą, ja z synem Mariuszem.
Cela Slana Voda-Mała B.-Zawoja
Aby się dostać na Słowację Marek załatwił kierowcę, który jego auto odstawi do domu.
Wysiadamy przy chacie Slana voda, samochodzik odjeżdża, a my zostajemy sami. Dosłownie sami bo w okolicy nie ma nikogo, nawet Chata zamknięta ? nie podbijemy ?Książeczek GOT? synom. Piękność łąk w okolicy zachwyca każdego z nas, ale trzeba ruszyć w drogę .Asfalcik za którym tak wszyscy przepadają ciągnie się i ciągnie,aż wreszcie?normalna droga? dla górołaza. Zatrzymujemy się na chwilę na małą kanapkę-?młodzież?, starsi kanapka + brow. Droga stopniowo pnie się w górę i Mariusz zaczyna trochę opadać z sił-to chyba efekt przeszło tygodniowej kuracji antybiotykowej. Kryzys trwał około godzinę i w końcu w syna wstąpiły nowe siły, stopniowo zaczął się rozkręcać,
i razem z Kubą wyskoczył na prowadzenie. Wędrówka lasem przy przyjemnym chłodnym wiaterku idzie nam dosyć sprawnie,mijamy kolejne dość strome podejścia, ?umarły? las, aż w końcu spostrzegamy pierwszą kosówkę. To znak,że szczyt Małej B. już blisko. Chłopcy pomykają żwawo do przodu , chcą być pierwsi na szczycie. Po trzech godzinach samotnej wędrówki wchodzimy na szczyt,i tu małe zaskoczenie spotykamy ekipę pracowników remontujących szlak od Brony na MałąB. Chwilę odpoczywamy, jemy i wznosimy toast ?małą miętówką?,oczywiście starsi,
a młodzież soczek. Z Małej schodzimy do Brony świeżo wyremontowanym szlakiem, i dalej do Schoronu w Markowych. Przy schronie spotykamy znajomą z pracy,?też łazikującą po górach?, krótko rozmawiamy bo czas zaczyna nas gonić. Ruszamy szlakiem żółtym do Zawoi Widły.
Idzie się fajnie trawersikiem Małej B. cień lasu pozwala na dosyć szybie tępo, chociaż Marek z Kubą odskakują nam i czasem muszą czekać na nas. Dochodzimy do wideł około 16.00, jesteśmy wszyscy trochę zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z udanej wycieczki.
Już w trakcie wycieczki wymyśliłem sobie, że trzeba powtórzyć podobny wariant, ale z wejściem na
Babią G.
Trasa może trochę długa, chociaż Marek miał jeszcze na myśli dłuższy wariant, ale bardzo sympatyczna. Jakoś poradziliśmy sobie?ukłon? w stronę Stasia.
Cela Slana Voda-Mała B.-Zawoja
Aby się dostać na Słowację Marek załatwił kierowcę, który jego auto odstawi do domu.
Wysiadamy przy chacie Slana voda, samochodzik odjeżdża, a my zostajemy sami. Dosłownie sami bo w okolicy nie ma nikogo, nawet Chata zamknięta ? nie podbijemy ?Książeczek GOT? synom. Piękność łąk w okolicy zachwyca każdego z nas, ale trzeba ruszyć w drogę .Asfalcik za którym tak wszyscy przepadają ciągnie się i ciągnie,aż wreszcie?normalna droga? dla górołaza. Zatrzymujemy się na chwilę na małą kanapkę-?młodzież?, starsi kanapka + brow. Droga stopniowo pnie się w górę i Mariusz zaczyna trochę opadać z sił-to chyba efekt przeszło tygodniowej kuracji antybiotykowej. Kryzys trwał około godzinę i w końcu w syna wstąpiły nowe siły, stopniowo zaczął się rozkręcać,
i razem z Kubą wyskoczył na prowadzenie. Wędrówka lasem przy przyjemnym chłodnym wiaterku idzie nam dosyć sprawnie,mijamy kolejne dość strome podejścia, ?umarły? las, aż w końcu spostrzegamy pierwszą kosówkę. To znak,że szczyt Małej B. już blisko. Chłopcy pomykają żwawo do przodu , chcą być pierwsi na szczycie. Po trzech godzinach samotnej wędrówki wchodzimy na szczyt,i tu małe zaskoczenie spotykamy ekipę pracowników remontujących szlak od Brony na MałąB. Chwilę odpoczywamy, jemy i wznosimy toast ?małą miętówką?,oczywiście starsi,
a młodzież soczek. Z Małej schodzimy do Brony świeżo wyremontowanym szlakiem, i dalej do Schoronu w Markowych. Przy schronie spotykamy znajomą z pracy,?też łazikującą po górach?, krótko rozmawiamy bo czas zaczyna nas gonić. Ruszamy szlakiem żółtym do Zawoi Widły.
Idzie się fajnie trawersikiem Małej B. cień lasu pozwala na dosyć szybie tępo, chociaż Marek z Kubą odskakują nam i czasem muszą czekać na nas. Dochodzimy do wideł około 16.00, jesteśmy wszyscy trochę zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z udanej wycieczki.
Już w trakcie wycieczki wymyśliłem sobie, że trzeba powtórzyć podobny wariant, ale z wejściem na
Babią G.
Trasa może trochę długa, chociaż Marek miał jeszcze na myśli dłuższy wariant, ale bardzo sympatyczna. Jakoś poradziliśmy sobie?ukłon? w stronę Stasia.


Bo nie kumam.
, że za cholorę nie mogłem sobie przypomnieć ile faktycznie się idzie asfaltkiem


