Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Tryptyk Chochołowski.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Normalny ludź po trzech dniach na Fatrze szedł do pracy. Odpoczywać, ułożyć sobie w łebku te wszystkie widoki. A my we wtorek obraliśmy kurs na Chochołów. Tak, to był gosia3kowy wyjazd urodzinowy, jak wiedzą niektórzy. Wszystko musiało być więc udane, szczególnie pogoda - prawdziwa wisienka na torcie.
Ruszyliśmy koło 7 czterokołowym pojazdem. Na przełęczy Snożka niespodziewany widok:
[attachment=31409]
Zachęceni takim obrotem sprawy przyśpieszamy ku Siwej Polanie. Krótkie formalności przepakowawcze, monety do skarbonek TPN wrzucone i można ruszać. Drogą przez niektórych ulubioną, mistyczną wręcz. Dlatego też przez chwilę zakołatał nam pomysł sprawdzenia chochołowskiej ciuchci (plecaki nie chciały iść same). Nim jednak zakończyliśmy burzę mózgów, ciuchcia odjechała pełna gimnazjalistów.

Półtorej godzinki później meldujemy się w schronisku. Zostawiamy graty i uderzamy na Grzegorza, by skorzystać jeszcze z pogody. Znowu burza (mózgów jak na razie), upieram się iść przez Przełęcz Bobrowięcką (bom nań nie był) i dalej granicą. Coś tam Gośka mruczała, że będę skuczał i że w ogóle to poroniony pomysłuhm. Eee tam, leziemy. Wpierw fajnie, po śnieżku, potem gorzej, po błocku, wreszcie przez śniegobłotną mokrą breję ku przełęczykwasny. Dokonujemy oględzin pogody, a raczej tego, co z niej zostało. Błękit porannego nieba przemienił się w czerń i fiolet chmur idących ku nam od zachodu. Szybko więc pniemy się tą cholerną stromizną (kto wybrał tą *#&*$&# Deviltrasę!?) do góry. Jeszcze tylko mała gimnastyka w kosówce i dobijamy do szlaku żółtego. W samą porę, w tym samym momencie na przełączkę dociera też deszcz, a czarna chmura dosiadła Grzesia. Nawet nie chce mi się ubierać skafanderków. Uciekamy ku dolinie. Żółty szlak jest w stanie tragicznym ? kilkanaście świerków klasyfikuje go na ścieżkę zdrowia. Oczywiście na dole prześwituje błękit nieba. Wkurzamy się. Wyjdę sobie wieczorem jak się wypogodzi - mówięSad.

Nie wyjdę. Po kilkugodzinnym byczeniu się w schronie, posiłku i obserwowaniu co ciekawszych egzemplarzy stonki turystycznej łoimy czarny szlak do janosikowej kapliczki. Podobnie jak grupa kolesi o równie ambitnych celach na dziś. Co zrobić? Granie porosły ciężkimi chmurami i nie chcą nas wpuścić do siebie. Czas spać.

Foto:
[attachment=31410][attachment=31411][attachment=31412][attachment=31413][attachment=31414][attachment=31415][attachment=31416][attachment=31417][attachment=31418]
Rano zbieramy się wcześnie. Pogoda miała być o świcie. Podobno była, i poszła se w momencie gdy wyczłapaliśmy przez drzwi schroniska, coś koło 7.00.unsure Idziemy na Trzydniowiański przez Kulawiec. To dobre określenie, bo okuleć tam możnakwasny! Różnica wzniesień jakieś 670m, po stopniach takich, że nóg mi brakło! Ot, taki szlak ?za karę?. Żeby tradycji stało się zadość, jak tylko wyszliśmy z lasu w kosówkę, poczęło lać, wiać i cuda się dziać. Opancerzeni zdobyliśmy ?Trzydniowy Wierch?. Krótka narada (burza przeszła bokiem) na temat Kończystego skończyła się jednogłośnym ogłoszeniem zejścia w dół. Chmurki tam rozsiadły się na dobre, poza tym kilka płatów śnieżnych nie wyglądało zachęcająco. Wybór (oczywisty) padł na czerwony szlak przez D. Jarząbczą (na Kulawcu więcej moja noga nie postanie!!!). Tak uczyniwszy ponieśliśmy się przez łąki, kosówki i zwalone (znowu) bory ku schronisku, po drodze nawróciwszy na właściwą zbłąkanego turystę. Aha, zlało nas oczywiście. Pani z okienka dziękujemy za kluczyk do szuszarni!

Foto:
[attachment=31419][attachment=31420][attachment=31421][attachment=31422][attachment=31423]

Rano zbieramy się już nie tak wcześnie. Gdzieś mamy prognozy o porannych przejaśnieniach. Jeszcze wieczorem majaczył mi ten mityczny Grześ, lecz nazajutrz przestałem gustować w zarośniętych facetach. Niesiemy się w dół. Pojawił się bowiem cel równie zacny jak Rakoń z Wołowcem razem wzięci ? oto swemi podwojami kusiły tajemnicze dolinki reglowe: Za Bramką, Ku Dziurze, Małej Łąki... Tyle razy człek gdzieś leci do góry, a tu taka dolinkowa tabula rasa. Na pierwszy ogień poszła D.Za Bramką (całe 25min szlaku) ? bardzo ładne, urocze miejsce, przypominające nieco pienińskie wąwozy. Następnie D. Małej Łąki i szlif na Przysłop Miętusi (bo taki centymetr niebieskiego szlaku trza było zaliczyć). Potem ciemna D. Ku Dziurze (ta znowu o bardziej beskidzkim charakterze, porośnięta buczyną) i czyhająca na śmiałków tytułowa Dziura. Po niej kolej na nieco większe danie ? D. Strążyska, wylęgarnia stonki, punk startowy kolejki na Giewont. W tłumie ludzi zdeptaliśmy szlak do Siklawicy i z powrotem. Znowu było ładnie. I znowu zaczęło lać. Ja wiem czemu: to żeby nam się za bardzo Tatry nie spodobały i od beskidków odciągać nie zechciały - czar rzuciła nam Babia Góra. No cóż, nie zawsze jest po naszej myśli. A na Grzesia i tak wejdę! A co!

[attachment=31426][attachment=31425][attachment=31427][attachment=31428][attachment=31429][attachment=31430]

więcej: http://picasaweb.google.pl/Maciej11980/T...hoOwskiej#
Aczkolwiek nie mieliście tak dobrze, jak na Fatrze Wink, można uznać, że całkiem udana wycieczka. Pogoda nie musiała odpowiadać tego typu wędrówek, ale wybraliście to, co było najlepsze.
Aha, dzięki, że zaliczam się do normalnych ludzi i po trzech faterkowych dniach poszedłem do pracy Big Grin.
Mallaidh, Grześ i tak raz padnie. Madziorek też wyczłapała na swój Kościół.

Mallaidh napisał(a):
Tak, to był gosia3kowy wyjazd urodzinowy, jak wiedzą niektórzy. Wszystko musiało być więc udane, szczególnie pogoda - prawdziwa wisienka na torcie.
No to Gosiu - 40 lllllllllllaaaaaatttttttttt mineło jjjjaaaaakkkkkk jeden dzieeeeeeeńńńńńńńńńńńńń ok ok ok Smile Smile Smile

Drogą przez niektórych ulubioną, mistyczną wręcz.
Boję się, że jak udam się kiedyś do spowiedzi to morderca z koloratką jako pokutę da mi Chochołowską razy 4.

Półtorej godzinki później meldujemy się w schronisku. Zostawiamy graty i uderzamy na Grzegorza, by skorzystać jeszcze z pogody. Znowu burza (mózgów jak na razie), upieram się iść przez Przełęcz Bobrowięcką (bom nań nie był) i dalej granicą.
Paszporty mieliście ?

Coś tam Gośka mruczała, że będę skuczał i że w ogóle to poroniony pomysłuhm. Eee tam, leziemy. Wpierw fajnie, po śnieżku, potem gorzej, po błocku, wreszcie przez śniegobłotną mokrą breję ku przełęczykwasny. Dokonujemy oględzin pogody, a raczej tego, co z niej zostało. Błękit porannego nieba przemienił się w czerń i fiolet chmur idących ku nam od zachodu. Szybko więc pniemy się tą cholerną stromizną (kto wybrał tą *#&*$&# Deviltrasę!?) do góry. Jeszcze tylko mała gimnastyka w kosówce i dobijamy do szlaku żółtego. W samą porę, w tym samym momencie na przełączkę dociera też deszcz, a czarna chmura dosiadła Grzesia. Nawet nie chce mi się ubierać skafanderków. Uciekamy ku dolinie. Żółty szlak jest w stanie tragicznym ? kilkanaście świerków klasyfikuje go na ścieżkę zdrowia. Oczywiście na dole prześwituje błękit nieba. Wkurzamy się. Wyjdę sobie wieczorem jak się wypogodzi - mówięSad.
Gdzie kaczyks ????? !!!!!! Znów szlaki nie posprzątane !!!!!!!

Nie wyjdę. Po kilkugodzinnym byczeniu się w schronie, posiłku i obserwowaniu co ciekawszych egzemplarzy stonki turystycznej łoimy czarny szlak do janosikowej kapliczki. Podobnie jak grupa kolesi o równie ambitnych celach na dziś. Co zrobić? Granie porosły ciężkimi chmurami i nie chcą nas wpuścić do siebie. Czas spać.
Dobranoc.


Mallaidh napisał(a):
Idziemy na Trzydniowiański przez Kulawiec. To dobre określenie, bo okuleć tam możnakwasny! Różnica wzniesień jakieś 670m, po stopniach takich, że nóg mi brakło! Ot, taki szlak ?za karę?.
Wszystko wina Adama i Ewy.
Żeby tradycji stało się zadość, jak tylko wyszliśmy z lasu w kosówkę, poczęło lać, wiać i cuda się dziać. Opancerzeni zdobyliśmy ?Trzydniowy Wierch?.
To taka tradycja świecka. Też tam w mordę deszczem dostałem.
(na Kulawcu więcej moja noga nie postanie!!!).
A ręka ? Wink
Pojawił się bowiem cel równie zacny jak Rakoń z Wołowcem razem wzięci ? oto swemi podwojami kusiły tajemnicze dolinki reglowe: Za Bramką, Ku Dziurze, Małej Łąki... Tyle razy człek gdzieś leci do góry, a tu taka dolinkowa tabula rasa. Na pierwszy ogień poszła D.Za Bramką (całe 25min szlaku) ? bardzo ładne, urocze miejsce, przypominające nieco pienińskie wąwozy. Następnie D. Małej Łąki i szlif na Przysłop Miętusi (bo taki centymetr niebieskiego szlaku trza było zaliczyć). Potem ciemna D. Ku Dziurze (ta znowu o bardziej beskidzkim charakterze, porośnięta buczyną) i czyhająca na śmiałków tytułowa Dziura. Po niej kolej na nieco większe danie ? D. Strążyska, wylęgarnia stonki, punk startowy kolejki na Giewont. W tłumie ludzi zdeptaliśmy szlak do Siklawicy i z powrotem.
Uwielbiam te Dolinki. Jako romantyk górski Wink

A na Grzesia i tak wejdę! A co!
Może razem skoczymy ? Smile

magda.s.77

To kara za zachłanność Wink Któż to widział, po trzech dniach w górach, jechać na trzy dni w góry... Za dobrze by Wam było Toungue
A poważnie to zależy od punktu widzenia. Z dwojga złego, to ja wolałabym drpetać mokra od deszczu, niż zalana potem, gdy po gałach daje, a twarz nabiera odcieni flagi narodowej. Nie mówiąc już o tłumach, które zwykle towarzyszą słonecznej aurze.
Że wyszło mniej, niż zakładaliście? Będzie powód by szybko wrócić Smile
Przynajmniej, dzięki tym pięknym okolicznościom przyrody, udało się Wam zobaczyć to, na co zwykle czasu ani chęci nie ma: dolinki reglowe.

I zupełnie nie rozumiem, co się tak wszyscy czepiają szlaku przez Kulawiec. Wszelkie asfaltówki są mniej przyjemne. Wystarczy wytyczyć trasę tak, by Kulawcem schodzić, a nie podchodzić, i można go nawet polubić Smile
E tam, nie ma co narzekać. Pogody nie mieliście złej tylko urozmaiconą-i tak to sobie trzeba tłumaczyćSmile

Panorama z przeł. Snozka godnaok
chciałam powiedzieć że zdjęcia są wybitnie "wyciagane" w photoshopie, kurde, ja te widoki pierwszy raz na oczy widzęBig Grin
fajnie byłoSmile mimo wszystkoSmile

Sokół

Gdyby mi ktoś pokazał te zdjęcia to bym sobie łeb dał uciąć, że nie zrobił ich Mallaidh....
Sugerujesz, że kaczyks ?

Sokół

Kaczyks to mi się zaraz wspomina jak czytam tego, co drugi raz w Tatrach i się wybiera solo na Mnicha.

Mniej więcej chyba podobny poziom.


A co do zdjęć..... nietypowe bardzo są jak na Maćka
Ooo, a co to znaczy że nietypowe?

Sokół

Poniżej oczekiwań.
Bardzo przepraszam za ten wielki zawód. Obiecuję poprawę Big Grin

Sokół

Devil Nie gniewaj się proszę, ale naprawdę, niektóre zdjęcia wyglądają jak nie Twoje.
Stron: 1 2
Przekierowanie