Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Semper in altum.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Widzę że niektórzy z Was odtrąbili już mój sukces w Kieracie, a tymczasem na trasie, właśnie zaczyna do mnie docierać że mogę tego rajdu nie ukończyć. To nie zmęczenie jest problemem, bo czuję się dobrze. Organizatorzy przewidzieli bowiem limity czasowe na poszczególnych punktach kontrolnych. Straciłem bardzo dużo czasu na odcinku między punktami 5 i 7 i teraz zaczyna się nerwowe spoglądanie na zegarek.

Mój kompan, Michał, dysponuje świetną kondycją. Aby nie stawiać go w sytuacji w jakiej ja się znalazłem mówię od razu -"Nie oglądaj się za siebie, gdybym zaczął Cię spowalniać."
Przed nami Gorc z punktem kontrolnym umieszczonym na podszczytowej polanie. Z Kamienicy to będzie równiutkie 700 metrów podejść.

Ruszamy szybkim tempem. Gdyby nie błoto to pewnie by się za nami kurzyło. Pod drodze robimy jeden postój schodząc ze szlaku rozpędzonemu motocykliście.
Miałem obawy związane z tym podejściem a okazało się że nie było tak źle. To chyba zasługa chałwy. Więcej energii ma już tylko wzbogacony uran. Podbijamy karty startowe na 10 minut przed zamknięciem punktu i ruszamy w dół do PK10. Wybieramy dłuższe, ale bezpieczne nawigacyjnie zejście znakowanym szlakiem. Dużą część trasy pokonujemy biegiem. Nie sądziłem że mogę jeszcze biegać po 70 kilometrach. Docieramy do punktu, gdy jego obsługa już się pakuje. Podbijam kartę i oddaję ją w ręce organizatorów. To bardzo trudna decyzja, ale nie ma szans aby zdążyć przed zamknięciem kolejnego punktu. Odcinek jest trudny nawigacyjnie.

Mam jeszcze tyle sił, do zamknięcia całego rajdu pozostało 6 godzin, ale limity czasowe punktów są ustalone celowo. Chodzi o to, aby nikomu nie było przykro, gdy zabraknie mu czasu na ostatnich kilometrach przed metą.
Do Limanowej zabiera mnie samochodem obsługa punktu. Jestem w bardzo dobrej formie. Na miejscu łykam kilka kawowych cukierków i po krótkim odpoczynku odpalam samochód. Godzinę później jestem już w domu w Krakowie.

No cóż nie udało się tym razem, choć cel był osiągalny. Pokonałem 70 kilometrów zaplanowanej trasy, lecz wliczając błędy nawigacyjne było ich 81. Jak na debiut w jednej z najtrudniejszych tego typu imprez w Polsce to i tak nieźle. Gdybym skończył to rozsiadłbym się teraz w fotelu i popadł w samozachwyt. Teraz przynajmniej będzie powód żeby poćwiczyć zasady nawigacji i wyboru optymalnej drogi.

Podsumowując, miałem okazję wziąć udział we wspaniałej, doskonale zorganizowanej imprezie. Poznałem fantastycznych ludzi i wiele się od nich nauczyłem. Dowiedziałem się też sporo o sobie.

Na koniec winny jeszcze jestem wyjaśnienie co znaczy ten dziwny tytuł. Wielu uczestników rajdów startuje w grupach z których każda ma jakąś nazwę. Moja, jak na razie jednoosobowa grupa tak się właśnie zwie. Cokolwiek powiesz po łacinie brzmi mądrze, a "Semper in altum" znaczy "Zawsze wzwyż" Mam nadzieję że grupa się rozrośnie, dołączą jacyś "rajdowcy" i "rajdówki" i za rok przyjedziemy na Kierat. Ten co zwyciężył niech się w międzyczasie weźmie ostro do roboty, bo wtedy może być różnie Wink
Dla mnie osobiście, to nie ma najmniejszego znaczenia na którym punkcie kontrolnym zakończyłeś swoje zmagania. Sam fakt, że zdecydowałeś się na wzięcie udziału w tak ekstremalnej imprezie zasługuje na wielkie uznanie. Zebrane doświadczenia na pewno zaprocentują w przyszłości i przyniosą wymierne korzyści. Przeżycie tak emocjonującej przygody i możliwość poznania tylu fascynujących ludzi, warte jest każdego poświęcenia. ok Big Grin Mocno trzymam kciuki za powodzenie w następnych tego typu imprezach.

Jupiter napisał(a):
To chyba zasługa chałwy. Więcej energii ma już tylko wzbogacony uran.

Widzę że wolisz "normalne" jedzenie od " wspaniałych" batonów i żeli energetycznych, tak obecnie popularnych Smile

Jupiter napisał(a):
Pokonałem 70 kilometrów zaplanowanej trasy, lecz wliczając błędy nawigacyjne było ich 81. Jak na debiut w jednej z najtrudniejszych tego typu imprez w Polsce to i tak nieźle


Jak powiedział jeden z "napieraczy" : "Błędy nawigacyjne popełnia każdy. Wygrywa ten, który popełni ich najmniej" . Pokonanie 70 km to wielki sukces. Przypuszczam że jednak tak za darmo nie przyszedł - dużo wcześniej się przygotowywałeś do tej eskapady.
Mogę zapytać ile czasu zajęło ci pokonanie tej trasy?

Ale podziw mnie bierze, że po 70-tce wsiadłeś w auto i pojechałeś do domublink


Jupiter napisał(a):
Zgodnie z tym co zapowiadałem miałem być na Harpaganie, jednak zbieg okoliczności sprawił że stało się inaczej. Termin harpagana został ostatecznie zmieniony z uwagi na pogrzeb Prezydenta. Poza tym Kierat jest dużo bliżej i na dodatek przebiega przez bardzo przeze mnie lubiany Beskid Wyspowy oraz Gorce. Malownicza górska trasa w porównaniu z płaskim terenem na którym odbywa się Harpagan ma jednak pewną wadę - wymaga rewelacyjnej kondycji.


Nie byłam nigdy na 100-tce - czasami pokonuję trochę mniej niż połowa tej trasy, ale szczerze mówiąc wolę sto razy iść na 50 km po górach, niż raz po płaskim terenie. Płaski teren (przynajmniej mnie) daje o wiele bardziej w d*** niż podejścia, zejścia i inne urozmaicenia spotykane w górach.
Ostatnio po takiej 45-kilometrowej imprezie - a w porównaniu z Twoją eskapadą był to spacerek- trzy dni bolały mnie piszczela i łydki, nie mówiąc że nadwyrężyłam achillesy(ale tu winna już była moja głupota)Shy

Sokół

Super się czytalo, Gratuluję!
Jowiszu, do końca trzymałeś mnie w napięciu. Szkoda tylko, że się nie udało osiągnąć końca. Już teraz cieszę się na Twoje dalsze relacje z tego taematu. Jest jasne, że się zaraziłeś i będziesz już stałym uczestnikiem takich imprez ok.
Stasiu zaraziłem się tą niezwykłą atmosferą jaka panuje na rajdach, a teraz mam zamiar wywołać epidemię na forum Smile. Jeszcze Ciebie kiedyś wyciągnę.
To może nie był dobry pomysł żeby rozpoczynać przygodę od Kieratu, ale jak już spadać to z wysokiego konia.

Dosia , ja uważam że płaskie tereny są znacznie łatwiejsze. Trenowałem sobie w Puszczy Niepołomickiej śmigając po 30 - 40 kilometrów, a pokonanie 70 (81) na błotnistych szlakach Kieratu zajęło mi 23 godziny. Bardzo dużo czasu traciłem próbując ustalić gdzie jestem i w którą stronę dalej podążać. Przekonałem się że nawigacja w stresie, w trudnych warunkach wygląda zupełnie inaczej, a każdy błąd oznacza dodatkowe kilometry.
Zdarzały mi się różne długie trasy, nocne rajdy i.t.d. ale na taki masochizm, żeby 100km, czy nawet te 70km jednym ciągiem przejść to by mnie nie było stać.
Gratuluję wytrwałości.ok

A co do chodzenia po płaskim-pewnie wszystko zależy od człowieka. Mnie n.p. bardziej męczy. Dla przykładu lazłem kiedyś z Łap do Kurowa, potem dalej do Tykocina z plecakiem ciężkim, albo ze Smolnik do Turtula i z powrotem i to było dla mnie zdecydowanie bardziej męczące niż podobne odcinki po górach.
Po przejściu dłuższych górskich odcinków pobolewają mnie łydki i generalnie jest ok, a po marszu w płaskim terenie jakoś w okolicach miednicy Rolleyes napiernicza co mnie bardziej męczy i ogólnie czuję się bardziej wykończony.
Taka Dzika anatomiaBig Grin
"Semper in altum" znaczy "zawsze wzwyż"
to jak motto życia - opis sympatyczny i z jajem,
pzdr.

Jupiter napisał(a):
Przekonałem się że nawigacja w stresie, w trudnych warunkach wygląda zupełnie inaczej, a każdy błąd oznacza dodatkowe kilometry.


Przypuszczam że dużym utrudnieniem była również noc. Dla mnie przynajmniej orientacja nocą to masakra - chyba bym zaginęła giggle

Zawsze wzwyż.
W tym roku rozpoznanie, w przyszłym meta.
Kolega próbował w zeszłym roku z nawet niezłym rezultatem w tym roku poprawił swój wynik, po prostu trzeba zobaczyć z czym to się je.
Dla mnie ukończenie takiej imprezy jest poza zasięgiem, a trasa i limit są tak wymagające, że nawet mistrz nawigacji nie jest w stanie jej przejść bo to impreza dla biegaczy a dobre wyniki uzyskują tam tylko wyjątkowe jednostki.
Życzę powodzenia w w kolejnej edycji i mam nadzieje przeczytać równie ciekawą relację...
ok

Jupiter napisał(a):
... chyba lepszy ze mnie pisarz niż maratończyk.

I w jednym i w drugim spisałeś się na medal. ok

Jupiter napisał(a):
Stasiu zaraziłem się tą niezwykłą atmosferą jaka panuje na rajdach, a teraz mam zamiar wywołać epidemię na forum Smile

W takim razie idę się zaszczepić. Chcę jeszcze trochę pożyć. Wink

Maćku, każda szczepionka zawiera, nieszkodliwe co prawda, czynniki chorobotwórcze. Musisz więc zaliczyć parę punktów kontrolnych i wówczas wyleczysz się na całe życie. Ryzyko że "poczujesz bluesa" jest jednak bardzo duże.

Krzysiek, nie strasz mi tu potencjalnych rajdowców Smile . Na Kieracie w przeciwieństwie do Harpagana wcale nie trzeba biegać aby dotrzeć w wyznaczonym czasie do mety.
Stron: 1 2
Przekierowanie