05-05-2010, 10:36 AM
A zamieszczę i tu relację...
Jak to południowcy, kochający góry powinniśmy udać się jeszcze bardziej na południe, ku górom. My na przekór wszystkiemu, udaliśmy się w góry, podążając na północ. I coś tam znaleźliśmy.
Pierwszego dnia w klasycznym stylu, bez oblężenia, zdobywamy chęcińską górę zamkową (360 m.n.p.m), dobijając wysokości wchodząc na skrajną wieżę, walcząc tam niepojednanie na krętych schodach z mijającą się ludnością.
Przed:

Po:

Kierując się sukcesem i mając jako taką aklimatyzację, atakujemy z sukcesem kolejny niełatwy szczyt, gdzie w kulminacyjnej części, znów przeciskamy się przez tłumy wymachujące groźnie reklamówkami, wśród ryku nieposłusznych latorośli i wielkoformatowych opasłych matron.Meldujemy się przy 151 metrowym przekaźniku, gdzie w jego miejscu znajduję się najwyższa kota tego wzniesienia.

High Peak 595 m.n.p.m

Na deser zostawiamy punkt gdzie wyżej nie można w tej szerokości geograficznej. Łysica (612 m.n.p.m), bo o niej mowa, spowita we mgle, przyprawia nas o dreszcze. Zaprawieni, gnamy słusznym krokiem, mijając obrazki jak z letnich tatrzańskich szlaków, czy wysłuchując mimochodem dialogów o niewiedzy gdzie się jest, po co się tam idzie i skąd. Niezwykłe to miejsce, pełne ludzkiej magii. Docieramy na szczyt, sesja zdjęciowa, mrok na górze straszny, pośpiesznie więc zbiegamy w dół, by za to wszystko napić się dobrze schłodzonego piwka.


Jak to południowcy, kochający góry powinniśmy udać się jeszcze bardziej na południe, ku górom. My na przekór wszystkiemu, udaliśmy się w góry, podążając na północ. I coś tam znaleźliśmy.
Pierwszego dnia w klasycznym stylu, bez oblężenia, zdobywamy chęcińską górę zamkową (360 m.n.p.m), dobijając wysokości wchodząc na skrajną wieżę, walcząc tam niepojednanie na krętych schodach z mijającą się ludnością.
Przed:

Po:

Kierując się sukcesem i mając jako taką aklimatyzację, atakujemy z sukcesem kolejny niełatwy szczyt, gdzie w kulminacyjnej części, znów przeciskamy się przez tłumy wymachujące groźnie reklamówkami, wśród ryku nieposłusznych latorośli i wielkoformatowych opasłych matron.Meldujemy się przy 151 metrowym przekaźniku, gdzie w jego miejscu znajduję się najwyższa kota tego wzniesienia.

High Peak 595 m.n.p.m

Na deser zostawiamy punkt gdzie wyżej nie można w tej szerokości geograficznej. Łysica (612 m.n.p.m), bo o niej mowa, spowita we mgle, przyprawia nas o dreszcze. Zaprawieni, gnamy słusznym krokiem, mijając obrazki jak z letnich tatrzańskich szlaków, czy wysłuchując mimochodem dialogów o niewiedzy gdzie się jest, po co się tam idzie i skąd. Niezwykłe to miejsce, pełne ludzkiej magii. Docieramy na szczyt, sesja zdjęciowa, mrok na górze straszny, pośpiesznie więc zbiegamy w dół, by za to wszystko napić się dobrze schłodzonego piwka.


odwiedziłem te miejsca, ale szczerze mówiąc, nic oprócz chęcińskich ruin nie pamiętam.
Nie wiem, czy nawet rozpoznałbym te miejsca.
To przyjemne uczucie, kiedy można się tak beztrosko przenieść w czasoprzestrzeni.
Trochę tylko żal, że od tej pory minęło już kilka dziesięcioleci. 

