Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Kościelec i Granaty - 27-28 marzec 2010
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam,

to będzie krótka relacja z weekendowego wypadu w Tatry. Ekipa dwuosobowa, czyli ja i Marcin, z którym byłem na kursie zimowym. Plan - wejście na Kościelec w sobotę oraz wejście na Skrajny Granat, przejście granią do Zadniego w niedziele.

Akcję Kościelec zaczynamy ok 13 w sobotę. Atakujemy przez Karb od strony Czarnego Stawu. Śniegu mało, bo chyba się zaczęły w Tatrach roztopy Wink, ale nie ma tragedii - na całe szczęście brak śniegu nawianego . Idziemy samym środkiem żlebu prowadzącego na Karb, gdzie najwięcej wystającej trawy i kamieni. Na samym dole straszą nas dwa małe lawiniska. Na Karb docieramy późno, bo bodajże po dwóch godzinach brnięcia w głębokim śniegu. Warunki na Kościelcu trochę dziwne jak na tę porę roku. Śniegu bardzo mało, miejscami oblodzenia, a przeważnie goła skała. Na upartego można iść bez raków. Pogoda dopisała, na szczycie zastają nas piękne widoki oraz trzech taterników. Schodzimy razem. Na Karbie taternicy schodzą w stronę czarnego Stawu, a my w stronę Zielonych. Zejście długie i mozolne. Ciągłe brniecie w głębokim śniegu. Na dole mijamy jednego starszego turystę i po wymianie uprzejmości idziemy dalej. Po dwustu metrach pojawia się nad naszymi głowami helikopter Topru. Krąży chwilę nad nami. Ludkowie w helikopterze patrzą się dziwnie na nas, a my na nich. Ja w tym czasie próbuje wyciągnąć aparat żeby im pstryknąć fotkę. Niestety chyba się pokapowali, że to nie my ich wzywaliśmy no i odfrunęli dalej. Wylądowali jakieś dwieście metrów wcześniej na szlaku. Prawdopodobnie ten starszy turysta ich wezwał, albo zrobili to taternicy, których słyszeliśmy gdzieś na ścianie Świnicy. Wieczorem docieramy do Murowańca i prawie natychmiast zasypiamy Wink

W niedzielę atak na Granaty zaczynamy o 8. Pogoda zapowiada się świetnie. Idzie nam sprawnie, zważywszy na niezły wycisk poprzedniego dnia. Szybko dochodzimy do Czarnego Stawu, a potem wbiegamy żlebem na przełączkę między Skrajnym Granatem a tą drugą górą Toungue Niestety Marcina złapał kryzys. Mówi, że pie***li i nie idzie dalej. Pogoda coraz gorsza, pojawiają się chmury i mgła. Ja postanawiam mimo wszystko wejść na Skrajny, gdzie planowałem podjąć decyzją co dalszych moich losów na tej wycieczce. Wejście na skrajny - ekscytujące. Chyba najfajniejszy kawałek jaki dane mi było przejść w moim krótkim górskim życiu. Na skrajnym bardzo przyjemnie, pogoda zaczęła się poprawiać toteż dzwonię do Marcina, który kona na przełączce z informacją, że ja atakuję zgodnie z planem grań Granatów, po czym schodzę z Zadniego zielonym szlakiem letnim. Marcin potwierdza, po czym schodzi drogą wejścia. Na grani warunki dobre, ale brak śladu innych ludzi, co mnie trochę zaniepokoiło. Śniegu więcej niż na Kościelcu, do tego jest twardy i dosyć pewny. Niestety do ideału daleko i część trasy trzeba było zrobić trąc rakami o skały. Na Pośrednim pogoda się diametralnie zmienia. Nadciągnęły chmury i widoczność spadła do kilkunastu metrów. Nie widać nic poza granią. Myślę sobie, że póki jestem na grani w niczym mi to nie przeszkadza, a później może będzie lepiej... Oczywiście jak to w górach bywa, zamiast lepiej zrobiło się gorzej. Po przejściu Zadniego próbowałem znaleźć zejście, ale średnio mi się to udało, bo drogi zwyczajnie nie pamiętałem... Niby schodziłem tym szlakiem w lato, ale moja pamięć jest krótka i zawodna. Mapy też nie miałem, bo przecież szlaki zimowe się różnią od letnich, więc po co ją brać... Próbowałem zejść kawałek w kilku miejscach, ale przy takiej widoczności moja wyobraźnia podpowiadała mi niezbyt ciekawe rozwiązania. Toteż wróciłem na grań, usiadłem na kamieniu i po krótkim namyśle stwierdziłem, że jestem w głębokiej dupie. Wracać przez Skrajny mi się nie paliło, bo schodzić z wierzchołka do przełączki w takich warunkach to byłoby całkiem niepoważne. Odpadnięcie na tym odcinku równało się z bardzo długim lotem. Po dłuższym namyśle stwierdziłem, że poczekam aż się przejaśni Toungue Oczywiście się nie doczekałem, ale tym razem nie ze względu na kaprysy pogody, lecz ze względu na opatrzność, która sobie o mnie w tym momencie przypomniała. Z okolic Zadniego nadeszło dwóch turystów. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że weszli na Zadni właśnie tym szlakiem, którego ja szukałem. wyszło na jaw, że poszedłem kilkadziesiąt metrów za daleko. Jak bym się zdecydował schodzić, tam gdzie próbowałem, to byłby zonk... Zgodnie ze wskazówkami turystów poszedłem zielonym szlakiem na dół. Oczywiście po drodze się zgubiłem, bo ślad mi gdzieś umknął (czyt. nie chciało mi się zginać i szukać nikłych śladów raków na twardym śniegu), a i te zielone znaczki jakoś złośliwie się pochowały pod śniegiem. Doszedłem to jakiegoś urwiska, ale na szczęście widoczność na dole była już w porządku, toteż szybko się zorientowałem w sytuacji. poszedłem za daleko w prawo. Szybko przetrawersowałem w odpowiednie miejsce odnajdując zielony szlak. Potem już wszystko potoczyło się bez przygód. Po drodze, nad Czarnym Stawem, dołączył do mnie Marcin i w komplecie doszliśmy do schroniska. Tam szybki obiadek i w drogę do Kuźnic. Jak zawsze ten odcinek okazał się najbardziej wymagający i po raz kolejny pobiliśmy rekord w ilości wypowiedzianych słów na k.

A jak było na prawdę, pozostawiam do własnego uznania po obejrzeniu zdjęć: http://picasaweb.google.com/shejnowicz/K...directlink

Pozdrówka
Azaghal
Witaj Azaghal, tośmy się w Murowańcu minęli - jam właśnie w sobotę zszedłem na dół...

Ciekawy weekend... może następnym razem pójdziemy gdzieś w jednym kierunku

magda.s.77

Pierwszy wniosek: śniegu mniej, niż w kwietniu ubiegłego roku w00t
Poza tym, jako że jestem świeżo po "Wołaniu w górach", tak mi się nasunęło skojarzenie... Nagła zmiana warunków, brak widoczności, brak orientacji (na zimowym zejściu)... Mogło być dramatycznie Huh Tam bardzo łatwo o błędne oszacowanie niby bezpiecznego zejścia. Taki sobie mały kanał zafundowałeś Wink A zdjęcia tylko dodają grozy. Szczęściem, z pozytywnym zakończeniem. Choć lepiej nie myśleć, co by było, gdyby nie ta napotkana dwójka. Po raz kolejny wychodzi, że w górach żartów nie ma.
W jednej chwili wytrawny i doświadczony górołaz, może być zupełnie bezradny. Albo ja się za bardzo strachliwa na starość robię unsure
Ogólnie bardzo udany weekend ok

Cytat:
Poza tym, jako że jestem świeżo po "Wołaniu w górach", tak mi się nasunęło skojarzenie...


Też ostatnio czytałem Wołanie... Niestety muszę przyznać, ze w praktyce trochę to wygląda inaczej. Bardzo ciężko jest ocenić, czy to co się robi to już jest bardzo niebezpieczne, czy jeszcze nie. Potem jak się to analizuje bez emocji to wyraźnie widać jakie głupoty się zrobiło, a w czasie wycieczki to się przeważnie wydaje, że jeszcze można podejść parę kroków, zwłaszcza kiedy pogoda się pozornie poprawia... Będę mądrzejszy w przyszłości.

Co do fragmentu z helikopterem, to ktoś mi już zwrócił uwagę na to, że są ustalone specjalne znaki komunikacji turysty z ratownikami w helikopterze. Też nie wykazałem się wielką inteligencją w tym temacie...

magda.s.77

azaghal napisał(a):
Też ostatnio czytałem Wołanie... Niestety muszę przyznać, ze w praktyce trochę to wygląda inaczej. Bardzo ciężko jest ocenić, czy to co się robi to już jest bardzo niebezpieczne, czy jeszcze nie. Potem jak się to analizuje bez emocji to wyraźnie widać jakie głupoty się zrobiło, a w czasie wycieczki to się przeważnie wydaje, że jeszcze można podejść parę kroków, zwłaszcza kiedy pogoda się pozornie poprawia... Będę mądrzejszy w przyszłości.


Niebezpieczeństwem (tak sądzę) jest albo pech, albo głupota. Pech to np bardzo nagłe załamanie pogody; głupotą byłoby szukać na oślep zejścia. Twoje siedzenie i czekanie "w głębokiej dupie" giggle wykazało jednak rozsądek ok

Cytat:
Witaj Azaghal, tośmy się w Murowańcu minęli - jam właśnie w sobotę zszedłem na dół...

Ciekawy weekend... może następnym razem pójdziemy gdzieś w jednym kierunku


Umawiałem się wstępnie z kimś na gg przed wycieczką. To Ty ? Smile Ostatecznie ta osoba chyba poszła właśnie w innym kierunku i żeśmy się nie spotkali.

Cytat:
Niebezpieczeństwem (tak sądzę) jest albo pech, albo głupota. Pech to np bardzo nagłe załamanie pogody; głupotą byłoby szukać na oślep zejścia. Twoje siedzenie i czekanie "w głębokiej dupie" giggle wykazało jednak rozsądek ok


Szukanie drogi na dół na ślepo to była najgorsza opcja. Tak sobie myślę, jak by Ci turyści nie przyszli, a się nie przejaśniło, to po prostu wróciłbym przez Skrajny. Fakt, trochę bym się postresował schodząc z wierzchołka do przełączki, ale myślę, że przy zwielokrotnionej ostrożności nic by się złego nie stało.

Sokół

Sewerynie, jak wchodziłeś na Skrajny? Skałami czy żlebem?

magda.s.77

Sokół napisał(a):
Sewerynie, jak wchodziłeś na Skrajny? Skałami czy żlebem?


Pooglądaj zdjęcia gapo. Droga ta sama, co myśmy szli. Tylko śniegu mniej.

Sokół

A był Adaś? Devil Nie jestem gapa.

Cytat:
Sokół napisał(a):
Sewerynie, jak wchodziłeś na Skrajny? Skałami czy żlebem?

Pooglądaj zdjęcia gapo. Droga ta sama, co myśmy szli. Tylko śniegu mniej.


Zgadza się, wchodziliśmy tym żlebem w kształcie litery Y. Z przełączki na wierzchołek Skrajnego próbowałem się wdrapać skałami, ale po dwóch metrach zrezygnowałem i wdrapałem się po śniegu.

Sokół

A szczur leżał dalej? Smile

Cytat:
A szczur leżał dalej? Smile


Nikogo i niczego żywego nie spotkaliśmy (poza tymi dwoma turystami w okolicach Zadniego). Co to za szczur? Smile

Sokół

magda.s.77

Na marginesie to nie był szczur tylko nornik śnieżny, gapo łysa Toungue
Seweryn, miałeś przynajmniej zdecydowanie atrakcyjniejszą pogodę. Coś się przynajmniej działo, bo u nas nudą wiało Big Grin

Sokół

Trzeba było sobie iść wówczas na Zawrat. Tam na pewno byłoby ciekawie. Przeżycia mistyczne gwarantowane. Tylko Ty wtedy i tak nie wiedziałaś, co oznacza chmura albo gałąź. Albo uderzenie czekanem w palec.
Stron: 1 2 3 4 5
Przekierowanie