14-01-2007, 11:49 AM
Kiedyś w młodości ,przebywając w Ustrzykach Dolnych wsiadłem do pociągu jadącego do Przemyśla.Byłem bardzo podniecony ponieważ pociąg ten przejeżdza przez teren Ukrainy.Byłem ciekaw jak to wygląda za żelazną kurtyną.Na granicy za Krościenkiem do pociągu wsiedli żołnierze radzieccy .1-do jednego wagonu.Pilnowali aby ktoś po drodze nie wyskoczył z pociągu albo co gorsza nie dokonał sabotażu..Nie wolno było otwierać okien ale przynajmniej popatrzeć można było .To i tak dużo ponieważ kilka lat wcześniej okna były zasłaniane.Jak wyglądała Ukraina ? Jej wioski i miasteczka?.Miałem wrażenie jakby czas zatrzymał się przed wojną.Rozjeżdzone błotniste wiejskie drogi.Kobiety w polu w chustkach na głowie i w buciorach gumowych.Jedynym wspólczesnym elementem były ogromne traktory na ogromnych kołach lub gąsienicach rozjeżdżające drogi produkując potworne błoto.A obok spokojnie maszerujące gęsi.Byłem pod wrażeniem tym bardziej ,że wtedy nie było możliwości prywatnego wyjazdu.A wyjazd tzw pociągami przyjaźni nie interesował mnie.Bo do czego taki wyjazd się sprowadzał ? Spotkanie z komsomolcami,.zwiedzanie pokazowego sołchozu,zwiedzanie muzeum ateistycznego notabene znajdującego się w zagarniętym kościele dominikanów we Lwowie,czy też składanie kwiatów przed pomnikiem zbrodniarza W Lenina..To nie to.
Ale czas biegł naprzód .Dokonały się zmiany w Polsce .Otwarła się też Ukraina .Pociągało mnie zwiedzenie Lwowa ,miasta które przed wojną konkurowało z bliskim mi Krakowem.Podobne pod względem wielkości ,nazywane małym Wiedniem miało bogatą przeszłość kulturalną i naukową.Trzymały mnie przed wyjazdem w zasadzie tylko kolejki na granicy. Na wyjazd nalegały bardzo moje córki .Chciały poznać choć troszeczkę kulturę innego kraju.
Ostatecznie 3 lata temu 2 maja zdecydowałem sie na wyjazd.Wyjechaliśmy samochodem w nocy o godz 1.Do granicy ok 300 km.Przed godzina 6 rano byliśmy w Przemyślu.Tam zatankowałem samochód, poczekałem do 6 aż otworzą kantor ,zakupiłem kilkadziesiąt hrywień i ku granicy w Medyce.Kolejka była całkiem spora.Czekamy chwilę i nic się nie posuwa.Wyszedłem na chwilę aby zorientować sie bliżej samego przejścia.I na moje nieszczęście ,kolejka zaczeła sie wtedy przesuwać ,zanim wróciłem do samochodu to dziesięc innych zdążyło wjechać przede mnie .To był mój duży błąd.Zaczęło się pojawiać coraz więcej autokarów na drugim pasie co znacznie wydłużało odprawę .Poza tym prawosławni mieli w tym czasie Święta Wielkanocne i oczywiście starali się jak mogli "wryć" do kolejki aby jak najszybciej dostać się na drugą stronę .Wszystko to opóźniało odprawę .A temperatura dochodząca do 30 stopni oraz kłotnie i awantury powodowały ,że pomyslałem o rezygnacji .Ale córki nie chciały o tym słyszeć .Wreszcie po godz 10 przekraczamy Poską granicę podjeżdzamy do Ukrainskiej .Podjeżdzam na lewo a po 15 minutach dowiaduję się ,że tu jest tylko dla Ukrainców a dla polaków jest stanowisko 50m obok po prawej .Znów strata czasu. .Jadę na prawą stronę gdzie 2 kolejki .Ustawiam sie w krótszej.Ale krótsza okazała się dłuższa .W przodzie stał jakiś autokar bardzo długo sprawdzany i blokował kolejkę .Gdy wreszcie odjechał wszyscy rzucili sie na jego miejsce .doszło do wielkiej kłótni i przepychanek..Niewątpliwie w kłotni tej brylowali przewodnik grupy diakonów jadących mikrobusem ,a i sami przyszli księża pomagali mu dzielnie..Wreszcie dostajemy się przed rampę .I nadal czekamy. Ukraincom nieśpieszno.Niektórzy Polacy wchodzą za rampę aby usiąść na ławeczce.Wtedy pojawia się na scenie olbrzymi wyrosnięty wojskowy Ukrainiec z pałą w ręku i z poczuciem własnego posłannictwa i misji .uderzając pałą symbolicznie po swoich udach ,przegania Polaków.Wreszcie oddajemy paszporty.Ukrainiec przywołuje moją starszą córkę .Każe odwrócić sie jej profilem .porównuje do zdjęcia w Paszporcie.Córka wraca zdenerwowana a ja jej tłumaczę ,że widocznie spodobała mu się .Po chwili na wizję wołana jest druga młodsza córka ,a w końcu i ja sam musiałem swój "uroczy" profil okazać .Przebrnęliśmy przez odprawę paszportową .Przed nami odprawa celna.Wygląda to tak..Za pierwszą rampą jest z 5 budek .Trzeba znależć tę odpowiednią, gdzie opłaca sie wjazd na Ukrainę .spisują numery samochodów ,nazwiska przewożone rzeczy np aparat fot. itp
Oczywiście klawiaturę na komputerze mają w Cyrylicy Po zapłacie i spisaniu otrzymałem świstek na którym polskie nazwy, nazwiska zapisane były cyrylicą . Bardzo to ciekawie to wygladało.Zaopatrzony we wszystko próbuje wyjechać .Ale stop! dokąd ! To jeszcze nie koniec biurokracji ..Należy jeszcze znależć jedną budkę gdzie otrzymany wcześniej świstek należy dać do zatwierdzenia.(sic!).Dodam ,że wkoło wielki ścisk i kierowcy goniący od budki do budki..Wreszcie około 12 godz.Mamy wszystko za sobą .Wielki oddech i ulga.Ruszamy na Lwów. Ale czy dobrze jedziemy .Droga dosyć dziurawa chociaż szeroka,..Mam jednak pewne wątpliwości.Gdy mijamy pierwsze miasteczko Mościska .Wtedy upewniam się ,że wszystko w porządku..Widok na drodze taki podobny do polskiego z lat 60 stare rozklekotane autobusy .Samochody ciężarowe z ławeczką i z plandeką przewożące robotników .Dużo samochodów takich używanych w czasie II wojny światowej .Jakie widziałem na filmach..Mijamy następne miasteczka Sadowaja Wisznia i Gródek Jaggieloński i wjeżdzamy w granice Lwowa.Pierwsza rzecz, która mnie uderza to ulice.Zawsze sądziłem ,że polskie drogi są najgorsze ale po pobycie na Ukrainie zmieniłem zdanie.Większośc ulic Starego Lwowa jest z kostki brukowej przedwojennej i nie remontowanych .Liczne wybrzuszenia i dołki skutecznie utrudniają jazdę .Tory tramwajowe w wielu miejscach na dłuższym odcinku wystają 15 cm nad poziom drogi .Tak ,że jak nieopatrznie wjedzie się samochodem za tor to potem i przez kilometr nie można wyjechać chocbyś chciał wcześniej skręcić .Miałem mapę Lwowa .Znalazłem dosyć sprawnie parking 2 km od centrum.i poszliśmy zwiedzać .Bardzo charakterystyczny jest zapach Lwowa .Był to zapach takiej zgnilizny połączony zapachem świeżego tynku..Zapach ten towarzyszył nam w całym mieście.Dużo było prowadzonych renowacji fasad przy głównych ulicach..Pierwsze swoje kroki skierowaliśmy do wspaniale położonej na wzgórzu i odnowionej katedry(greko-katolickiej) św Jura.Jest to jeden z najpiekniejszych zespołów architektonicznych nie tylko Lwowa ale i całej Ukrainy..Piękna perełka Barokowa.Następnie skierowalismy się w stronę rynku.Od strony wschodniej Znajduje sie ładny prospekt Swobody Coś jak planty w Krakowie z pomnikami i fontannami.Jedynym szpecącym elementem były bieda- stragany z bieda -warzywami i owocami.Poszliśmy wąskimi uliczkami w strone centrum..Wokół kilka kościołow podobnie jak w Krakowie ale środku pustych i zniszconych -niedawno zwróconych właścicielom.Bardzo smutny widok..okrążylismy rynek dookoła..Niby ładny odnowiony .Ale ta przygnębiająca pustka .bardzo niewielki ruch pieszych prawie żadnych turystów .Życie jakby zamarło..Jeden ogródek kawiarenkowy.Najbardziej jednak odczuliśmy brak sklepów z pamiątkami.Prawie żadnych widokówek. Jedyne co kupiłem to koło katedry św Jura. W rynku zwiedzilismy jeszcze Katedrę Lwowską łacińskiego obrządku oraz kaplicę Boimów -bardzo ciekawa -cała fasada to to wielka płaskorzeżba.Z rynku poszliśmy uliczkami w kierunku zachodnim .Znajdują się tu ruiny zamku,barbakan i fragmenty murów okalające stare miasto a zdrugiej strony na wzgórzu kościół Dominikanów- w czasie komuny muzeum ateizmu gdzi emłodzieży tłumaczyło się o zabobonach wierzących i I wyjaśniało Ze dominikanie to słudzy psa Domini - cane.Obecnie kościół powoli przywracany jest pierwotnej roli ,.środek bardzo ubogi wyniszczony.Odbywają się tutaj nabożeństwa w Języku Polskim.i tutaj można spotkać najwięcej parkujących autokarów i samochodów z Polski.My z kolei udaliśmy się w kierunku północnym były to dzielnice ormianskie .Trochę zaniedbane ale ciekawie zlokalizowane pod wzgórzem.Przypominały takie zaścianki .w których czas zatrzymał sie w miejscu..Wróciliśmy do samochodu na godz 16. Postanowiliśmy wracać drogą okrężną przez Sambor.W samym Lwowie nie da rady jechać szybciej niż 20 km na godz w związku ze stanem dróg .Około 18 przyjechaliśmy do Samboru (40 tyś mieszk.) Stare miasto pięknie położone na wzgórzu..Ograniczyliśmy się do zwiedzenia starego miasta.Nawet całkiem zadbane.Kilka ładnych cerkwi i kościólków..Tutaj zdarzył mi sie po raz pierwszy taki problem ze znalezieniem samochodu.Zostawiłem go na placyku jakoś nie zapamiętałem miejsca. Chodzę tu i tam i denerwuję się .Wreszcie dziewczyny mnie pytają czego szukam .Okazało się że one zapamiętały i już łatwo trafiliśmy na plac.Z Samboru pojechalismy drogą boczną do Medyki.Droga prowadziła z górki do dolinki i znów do górki .Po drodze malutkie wioski ale zato z dwoma kościółkami.Z jednej strony drogi cerkiewka o cebulastej wieży a z drugiej kościólek katolicki o wysmukłej wieży.Dużym problemem na drodze były powracające z pastwisk do obory -krowy.Za Chiny ludowe nie chciały ustąpić samochodowi.Musieliśmy czekać aż przejdą .Około 21 docieramy do granicy.Tym razem nieco mniejsza kolejka .Ale znów poszukiwanie budki bo trzeba zapłacić za wyjazd z Ukrainy.Na granicy Celnik domaga się jakiegos papierka a ja nie wiem o co mu chodzi .Denerwuje się .Wyciągam wszystkie świstki no i w porządku chodziło mu o ten pisany cyrylicą przed wjazdem..Podjeżdzamy do Polskiej granicy.Celnik pyta co przewozimy.
-Rzeczy osobistego użytku odpowiadam
-A alkohol pyta celnik
-Byliśmy tylko zwiedzać odpowiadam
-Jak to zwiedzać na twarzy celnika pojawia się niedowierzanie .-proszę podnieść maskę
-Ja ..A po co?... nic nie wwozimy poza widokówkami i mapą
-Otwierać ryknął celnik..
-Otwarłem więc a celnik nie znalazłszy nic każe wysiąść córkom.
-Zagląda pod siedzenia ,do torby i nie może uwierzyć ,że nie mamy żadnego alkoholu.
Wreszcie skonfudowany daje za wygraną pyta się jeszcze dziewczyn czy podobał się Lwów i ruszamy w drogę.
o godz 11 dojeżdzamy do schroniska PTTk w Przemyślu.(Polecam - tanie noclegi ale wybierać nie od ulicy).Przespaliśmy sie wygodnie.Na drugi dzień zwiedzanie Przemyśla .Potem przejazd do Kalwarii Pacławskiej Tam miałem takie małe nieprzyjemne zdarzenie .Tak lekko lekko otarłem lakier w jakimś samochodzie . Po południu wrócilismy przez Krosno .Nowy sącz do domu.W domu byliśmy na 21 g
Życzę miłego czytania.
[attachment=1202][attachment=1203]
Ale czas biegł naprzód .Dokonały się zmiany w Polsce .Otwarła się też Ukraina .Pociągało mnie zwiedzenie Lwowa ,miasta które przed wojną konkurowało z bliskim mi Krakowem.Podobne pod względem wielkości ,nazywane małym Wiedniem miało bogatą przeszłość kulturalną i naukową.Trzymały mnie przed wyjazdem w zasadzie tylko kolejki na granicy. Na wyjazd nalegały bardzo moje córki .Chciały poznać choć troszeczkę kulturę innego kraju.
Ostatecznie 3 lata temu 2 maja zdecydowałem sie na wyjazd.Wyjechaliśmy samochodem w nocy o godz 1.Do granicy ok 300 km.Przed godzina 6 rano byliśmy w Przemyślu.Tam zatankowałem samochód, poczekałem do 6 aż otworzą kantor ,zakupiłem kilkadziesiąt hrywień i ku granicy w Medyce.Kolejka była całkiem spora.Czekamy chwilę i nic się nie posuwa.Wyszedłem na chwilę aby zorientować sie bliżej samego przejścia.I na moje nieszczęście ,kolejka zaczeła sie wtedy przesuwać ,zanim wróciłem do samochodu to dziesięc innych zdążyło wjechać przede mnie .To był mój duży błąd.Zaczęło się pojawiać coraz więcej autokarów na drugim pasie co znacznie wydłużało odprawę .Poza tym prawosławni mieli w tym czasie Święta Wielkanocne i oczywiście starali się jak mogli "wryć" do kolejki aby jak najszybciej dostać się na drugą stronę .Wszystko to opóźniało odprawę .A temperatura dochodząca do 30 stopni oraz kłotnie i awantury powodowały ,że pomyslałem o rezygnacji .Ale córki nie chciały o tym słyszeć .Wreszcie po godz 10 przekraczamy Poską granicę podjeżdzamy do Ukrainskiej .Podjeżdzam na lewo a po 15 minutach dowiaduję się ,że tu jest tylko dla Ukrainców a dla polaków jest stanowisko 50m obok po prawej .Znów strata czasu. .Jadę na prawą stronę gdzie 2 kolejki .Ustawiam sie w krótszej.Ale krótsza okazała się dłuższa .W przodzie stał jakiś autokar bardzo długo sprawdzany i blokował kolejkę .Gdy wreszcie odjechał wszyscy rzucili sie na jego miejsce .doszło do wielkiej kłótni i przepychanek..Niewątpliwie w kłotni tej brylowali przewodnik grupy diakonów jadących mikrobusem ,a i sami przyszli księża pomagali mu dzielnie..Wreszcie dostajemy się przed rampę .I nadal czekamy. Ukraincom nieśpieszno.Niektórzy Polacy wchodzą za rampę aby usiąść na ławeczce.Wtedy pojawia się na scenie olbrzymi wyrosnięty wojskowy Ukrainiec z pałą w ręku i z poczuciem własnego posłannictwa i misji .uderzając pałą symbolicznie po swoich udach ,przegania Polaków.Wreszcie oddajemy paszporty.Ukrainiec przywołuje moją starszą córkę .Każe odwrócić sie jej profilem .porównuje do zdjęcia w Paszporcie.Córka wraca zdenerwowana a ja jej tłumaczę ,że widocznie spodobała mu się .Po chwili na wizję wołana jest druga młodsza córka ,a w końcu i ja sam musiałem swój "uroczy" profil okazać .Przebrnęliśmy przez odprawę paszportową .Przed nami odprawa celna.Wygląda to tak..Za pierwszą rampą jest z 5 budek .Trzeba znależć tę odpowiednią, gdzie opłaca sie wjazd na Ukrainę .spisują numery samochodów ,nazwiska przewożone rzeczy np aparat fot. itp
Oczywiście klawiaturę na komputerze mają w Cyrylicy Po zapłacie i spisaniu otrzymałem świstek na którym polskie nazwy, nazwiska zapisane były cyrylicą . Bardzo to ciekawie to wygladało.Zaopatrzony we wszystko próbuje wyjechać .Ale stop! dokąd ! To jeszcze nie koniec biurokracji ..Należy jeszcze znależć jedną budkę gdzie otrzymany wcześniej świstek należy dać do zatwierdzenia.(sic!).Dodam ,że wkoło wielki ścisk i kierowcy goniący od budki do budki..Wreszcie około 12 godz.Mamy wszystko za sobą .Wielki oddech i ulga.Ruszamy na Lwów. Ale czy dobrze jedziemy .Droga dosyć dziurawa chociaż szeroka,..Mam jednak pewne wątpliwości.Gdy mijamy pierwsze miasteczko Mościska .Wtedy upewniam się ,że wszystko w porządku..Widok na drodze taki podobny do polskiego z lat 60 stare rozklekotane autobusy .Samochody ciężarowe z ławeczką i z plandeką przewożące robotników .Dużo samochodów takich używanych w czasie II wojny światowej .Jakie widziałem na filmach..Mijamy następne miasteczka Sadowaja Wisznia i Gródek Jaggieloński i wjeżdzamy w granice Lwowa.Pierwsza rzecz, która mnie uderza to ulice.Zawsze sądziłem ,że polskie drogi są najgorsze ale po pobycie na Ukrainie zmieniłem zdanie.Większośc ulic Starego Lwowa jest z kostki brukowej przedwojennej i nie remontowanych .Liczne wybrzuszenia i dołki skutecznie utrudniają jazdę .Tory tramwajowe w wielu miejscach na dłuższym odcinku wystają 15 cm nad poziom drogi .Tak ,że jak nieopatrznie wjedzie się samochodem za tor to potem i przez kilometr nie można wyjechać chocbyś chciał wcześniej skręcić .Miałem mapę Lwowa .Znalazłem dosyć sprawnie parking 2 km od centrum.i poszliśmy zwiedzać .Bardzo charakterystyczny jest zapach Lwowa .Był to zapach takiej zgnilizny połączony zapachem świeżego tynku..Zapach ten towarzyszył nam w całym mieście.Dużo było prowadzonych renowacji fasad przy głównych ulicach..Pierwsze swoje kroki skierowaliśmy do wspaniale położonej na wzgórzu i odnowionej katedry(greko-katolickiej) św Jura.Jest to jeden z najpiekniejszych zespołów architektonicznych nie tylko Lwowa ale i całej Ukrainy..Piękna perełka Barokowa.Następnie skierowalismy się w stronę rynku.Od strony wschodniej Znajduje sie ładny prospekt Swobody Coś jak planty w Krakowie z pomnikami i fontannami.Jedynym szpecącym elementem były bieda- stragany z bieda -warzywami i owocami.Poszliśmy wąskimi uliczkami w strone centrum..Wokół kilka kościołow podobnie jak w Krakowie ale środku pustych i zniszconych -niedawno zwróconych właścicielom.Bardzo smutny widok..okrążylismy rynek dookoła..Niby ładny odnowiony .Ale ta przygnębiająca pustka .bardzo niewielki ruch pieszych prawie żadnych turystów .Życie jakby zamarło..Jeden ogródek kawiarenkowy.Najbardziej jednak odczuliśmy brak sklepów z pamiątkami.Prawie żadnych widokówek. Jedyne co kupiłem to koło katedry św Jura. W rynku zwiedzilismy jeszcze Katedrę Lwowską łacińskiego obrządku oraz kaplicę Boimów -bardzo ciekawa -cała fasada to to wielka płaskorzeżba.Z rynku poszliśmy uliczkami w kierunku zachodnim .Znajdują się tu ruiny zamku,barbakan i fragmenty murów okalające stare miasto a zdrugiej strony na wzgórzu kościół Dominikanów- w czasie komuny muzeum ateizmu gdzi emłodzieży tłumaczyło się o zabobonach wierzących i I wyjaśniało Ze dominikanie to słudzy psa Domini - cane.Obecnie kościół powoli przywracany jest pierwotnej roli ,.środek bardzo ubogi wyniszczony.Odbywają się tutaj nabożeństwa w Języku Polskim.i tutaj można spotkać najwięcej parkujących autokarów i samochodów z Polski.My z kolei udaliśmy się w kierunku północnym były to dzielnice ormianskie .Trochę zaniedbane ale ciekawie zlokalizowane pod wzgórzem.Przypominały takie zaścianki .w których czas zatrzymał sie w miejscu..Wróciliśmy do samochodu na godz 16. Postanowiliśmy wracać drogą okrężną przez Sambor.W samym Lwowie nie da rady jechać szybciej niż 20 km na godz w związku ze stanem dróg .Około 18 przyjechaliśmy do Samboru (40 tyś mieszk.) Stare miasto pięknie położone na wzgórzu..Ograniczyliśmy się do zwiedzenia starego miasta.Nawet całkiem zadbane.Kilka ładnych cerkwi i kościólków..Tutaj zdarzył mi sie po raz pierwszy taki problem ze znalezieniem samochodu.Zostawiłem go na placyku jakoś nie zapamiętałem miejsca. Chodzę tu i tam i denerwuję się .Wreszcie dziewczyny mnie pytają czego szukam .Okazało się że one zapamiętały i już łatwo trafiliśmy na plac.Z Samboru pojechalismy drogą boczną do Medyki.Droga prowadziła z górki do dolinki i znów do górki .Po drodze malutkie wioski ale zato z dwoma kościółkami.Z jednej strony drogi cerkiewka o cebulastej wieży a z drugiej kościólek katolicki o wysmukłej wieży.Dużym problemem na drodze były powracające z pastwisk do obory -krowy.Za Chiny ludowe nie chciały ustąpić samochodowi.Musieliśmy czekać aż przejdą .Około 21 docieramy do granicy.Tym razem nieco mniejsza kolejka .Ale znów poszukiwanie budki bo trzeba zapłacić za wyjazd z Ukrainy.Na granicy Celnik domaga się jakiegos papierka a ja nie wiem o co mu chodzi .Denerwuje się .Wyciągam wszystkie świstki no i w porządku chodziło mu o ten pisany cyrylicą przed wjazdem..Podjeżdzamy do Polskiej granicy.Celnik pyta co przewozimy.
-Rzeczy osobistego użytku odpowiadam
-A alkohol pyta celnik
-Byliśmy tylko zwiedzać odpowiadam
-Jak to zwiedzać na twarzy celnika pojawia się niedowierzanie .-proszę podnieść maskę
-Ja ..A po co?... nic nie wwozimy poza widokówkami i mapą
-Otwierać ryknął celnik..
-Otwarłem więc a celnik nie znalazłszy nic każe wysiąść córkom.
-Zagląda pod siedzenia ,do torby i nie może uwierzyć ,że nie mamy żadnego alkoholu.
Wreszcie skonfudowany daje za wygraną pyta się jeszcze dziewczyn czy podobał się Lwów i ruszamy w drogę.
o godz 11 dojeżdzamy do schroniska PTTk w Przemyślu.(Polecam - tanie noclegi ale wybierać nie od ulicy).Przespaliśmy sie wygodnie.Na drugi dzień zwiedzanie Przemyśla .Potem przejazd do Kalwarii Pacławskiej Tam miałem takie małe nieprzyjemne zdarzenie .Tak lekko lekko otarłem lakier w jakimś samochodzie . Po południu wrócilismy przez Krosno .Nowy sącz do domu.W domu byliśmy na 21 g
Życzę miłego czytania.
[attachment=1202][attachment=1203]

