18-10-2009, 10:05 AM
Jesień urzeka nas paletą kolorów, jednak w tym przypadku było troszkę inaczej...
Plany na weekend się posypały i ustaliliśmy, że w zastępstwie przejdziemy się gdzieś po Beskidach dla podtrzymania formy. Tak więc w sobotni poranek wyruszamy do punktu startowego godzinę jazdy od naszego miasta. Tam jeszcze dało się zauważyć kolory jesieni bo widoczność na to pozwalała.
[attachment=27142]
[attachment=27147]
Jako prawdziwy dżentelmen przepuściłem przodem damską część naszego trzyosobowego składu, by dziewczęta miały przyjemność nacieszyć się podejściem kilka metrów szybciej niż ja.
[attachment=27151]
Po pokonaniu jego pierwszej części i dojściu w teren już nieco odsłonięty, jedna z towarzyszek postanowiła wymienić getry na coś bardziej odpowiedniego na te lekko wietrzne warunki.
[attachment=27148]
Chodziłem tamtędy wiele razy nocą ale nigdy za dnia i dopiero teraz zauważyłem, że jest tam platforma widokowa o której istnieniu nie miałem pojęcia a mijałem ją w odległości trzech metrów.
[attachment=27149]
Wraz z minięciem ostatnich drzew powoli wkroczyliśmy w strefę biało-białej, pozbawionej kontrastów nicości.
[attachment=27150]
Było ciepło, więc i wędrówka mijała przyjemnie, brnięcie w śniegu w sytuacji zlewania się mgły z horyzontem oddalonym dookoła o kilka metrów było dobrym sprawdzianem orientacji ale też niczym nadzwyczajnym w tej okolicy jesienią. Z tej części trasy nie mam zdjęć bo nie widziałem sensu ich robienia a wyglądałyby wszystkie jak to z okolic szczytu.
[attachment=27152]
U celu naszej wędrówki posililiśmy się herbatą i bułkami by powtórzyć pierwszą część trasy w odwrotnym kierunku. Zauważyłem też że ta wszechobecna biel powoli zaczyna mnie pochłaniać, rozpoczynając od najbardziej oddalonych czubków mojej głowy.
[attachment=27145]
[attachment=27146]
Schodząc można powiedzieć, że widoczność się poprawiła bo pomimo tego iż było nadal bezkontrastowo i biało-biało na 5 sekund pojawiło się słońce wyglądające jak księżyc w pełni przebijający się przez chmurę ale oczywiście nie zdążyłem wyciągnąć i załączyć aparatu. Przewidując ponowne wystąpienie takiego zjawiska nie wyłączałem już aparatu by nie zmarnować kolejnej okazji a moja zapobiegliwość została nagrodzona drugim, zarazem ostatnim przebłyskiem słońca tego dnia.
[attachment=27144]
Niżej mgła już nie była tak gęsta jednak nie odpuściła całkowicie już do końca naszej wędrówki.
[attachment=27143]
Plany na weekend się posypały i ustaliliśmy, że w zastępstwie przejdziemy się gdzieś po Beskidach dla podtrzymania formy. Tak więc w sobotni poranek wyruszamy do punktu startowego godzinę jazdy od naszego miasta. Tam jeszcze dało się zauważyć kolory jesieni bo widoczność na to pozwalała.
[attachment=27142]
[attachment=27147]
Jako prawdziwy dżentelmen przepuściłem przodem damską część naszego trzyosobowego składu, by dziewczęta miały przyjemność nacieszyć się podejściem kilka metrów szybciej niż ja.
[attachment=27151]
Po pokonaniu jego pierwszej części i dojściu w teren już nieco odsłonięty, jedna z towarzyszek postanowiła wymienić getry na coś bardziej odpowiedniego na te lekko wietrzne warunki.
[attachment=27148]
Chodziłem tamtędy wiele razy nocą ale nigdy za dnia i dopiero teraz zauważyłem, że jest tam platforma widokowa o której istnieniu nie miałem pojęcia a mijałem ją w odległości trzech metrów.
[attachment=27149]
Wraz z minięciem ostatnich drzew powoli wkroczyliśmy w strefę biało-białej, pozbawionej kontrastów nicości.
[attachment=27150]
Było ciepło, więc i wędrówka mijała przyjemnie, brnięcie w śniegu w sytuacji zlewania się mgły z horyzontem oddalonym dookoła o kilka metrów było dobrym sprawdzianem orientacji ale też niczym nadzwyczajnym w tej okolicy jesienią. Z tej części trasy nie mam zdjęć bo nie widziałem sensu ich robienia a wyglądałyby wszystkie jak to z okolic szczytu.
[attachment=27152]
U celu naszej wędrówki posililiśmy się herbatą i bułkami by powtórzyć pierwszą część trasy w odwrotnym kierunku. Zauważyłem też że ta wszechobecna biel powoli zaczyna mnie pochłaniać, rozpoczynając od najbardziej oddalonych czubków mojej głowy.
[attachment=27145]
[attachment=27146]
Schodząc można powiedzieć, że widoczność się poprawiła bo pomimo tego iż było nadal bezkontrastowo i biało-biało na 5 sekund pojawiło się słońce wyglądające jak księżyc w pełni przebijający się przez chmurę ale oczywiście nie zdążyłem wyciągnąć i załączyć aparatu. Przewidując ponowne wystąpienie takiego zjawiska nie wyłączałem już aparatu by nie zmarnować kolejnej okazji a moja zapobiegliwość została nagrodzona drugim, zarazem ostatnim przebłyskiem słońca tego dnia.
[attachment=27144]
Niżej mgła już nie była tak gęsta jednak nie odpuściła całkowicie już do końca naszej wędrówki.
[attachment=27143]



Ale nie wiem jaki to kopczyk odwiedziliście w Beskidkach
. Falco sugeruje Pilsko. Coś tam chyba wypatrzył w tym białym nic. No tak on ma rzecz jasna sokole oko, ale my normalni śmiertelnicy