Maćku drogi
To usystematyzowanie też należało potraktować z przymróżeniem oka, no.. może z lekką ironią. Bywam... cofnij, złe słowo, jestem złośliwa i jakoś tak właśnie ten porządeczek leży mi na wątrobie. Nikomu nie każę z tym się zgadzać. Nie chcę też proponować czegoś, co na styl "tu walczymy". Coś tam z siebie wylałam, i jak to bywa w życiu, pokrętnie zostało to odczytane. Taka dola słowa pisanego.
(co prawda zastanawiam się, co do tej mniejszej szkodliwości rozproszenia..., ponieważ przypadkowy zaglądacz ma większe prawdopodobienstwo natrafić na wątek ze sporem, gdy jest ich wiele, niż gdyby wszystkie zebrać w jedną całość...)
W przypływie niezrozumienia, bądź nie pogodzenia się z pewnymi sprawami, napisałam, co mnie gryzie. Tematem przewodnim nie był sam wstęp. To taka mała złośliwość w stronę wysokiej i wyjątkowej wręcz porządności tego miejsca. Prześledziałam niedawno inne, zbliżone tematycznie forum, skąd uciekłam z niesmakiem. Wojna i obelgi w każdym temacie. Tego dnia nawet napisałam tu późno-nocną porą, jakie to wspaniałe miejsce, jacy mili ludzie...
Jakby to ująć w najprostszy sposób... Przewodnim moim zamiarem było wyśmiać, zakpić, ubrać w żart, wczorajszy incydent (dodam, że pisząc, nie wiedziałam jeszcze, że tematy zostały wydzielone). Od A do Z miała być to złośliwa moja własna opinia na dany temat. Nie dotykała ona nikogo bezpośrednio, nie obrażała także. Wszak żartować można ze wszystkiego. Nawet z siebie. Szkoda, że niektórych na to nie stać i zbyt poważnie podchodzą do rzeczy. Bynajmniej nie mam na myśli użytkowników tego forum. Choć, przyznaję, że zaskoczona jestem wygórowaną (w moim odczuciu, dodaję) ostrożnością władzy.
Wyjątkowością tego forum, dla mnie była zawsze taka sielska, prawie rodzinna atmosfera. Miło, przytulnie, przyjaźnie... Nie sztuką jest trwać w rodzinie, gdy wszystko dobrze się układa i żadne kłopoty się nie przytrafiają. Dopiero problem pozwala przekonać się, jak trwała i silna jest to rodzina. A problemy są różne. Bywa, że jest to intruz.
Wpadł tu intruz i namieszał. I co gorsze, podzielił rodzinę. I pozostał żal. Bo choć g*** się sprzątnie, smrodek pozostanie. Jam przyjęła bojowo-wojskowe wychowanie, wszak mój padre żołdak zawodowy. Więc wyznaję pewne ideały. Walczę o swoich i nie zostawiam ich "na polu bitwy" samych sobie. Nie spiskuje się przeciwko swoim i nie pertraktuje z wrogiem. Lepiej paść na stojąco, niż przetrwać bitwę na kolanach. Nigdy się nie poddawać. Jeśli przegrać, to zachowując honor.
To trochę takich tatusiowych nauk. Dla większości, pewnie nie z tej epoki, ot wzniosły bełkot, który nijak ma się do czasów obecnych. Od wczoraj moja wiara w ich słuszność nieco się podłamała, podobnie jak w trwałość i siłę obecnej tu "rodziny".
Nie piję do nikogo, co zaznaczam w szczególności. Jeśli nazbyt idealizowałam naszą, tutejszą grupkę, jest to jedynie mój problem i mój żal.
I na tym właśnie poprzestanę, w sprawie, co mi leży...
No hard feelings...
