04-10-2009, 08:20 PM
- "Wungiel przywieźli" - zachrypiało w domofonie
- "Wungiel", co za cholera - pomyślałem, przecież mnie on nie jest potrzebny, bo ja pieca nie mam, ani sraczki, no przynajmniej nic o tym nie wiem ...
- "Wungiel" - powtórzył trzeszczący głośnik, a ja baran otworzyłem drzwi ...
Przez drzwi wlazło to coś dziwne dosyć, taka krzyżówka ornitologa w pomarańczowych spodniach z czarnym ludem, popatrzyło toto na mnie świecącymi ślepiami i rzekło: to co z tym wunglem?
- "Nic" - odpowiedziałem, po co mi węgiel
- "To dobrze" - zagadał już bardziej przyjaźnie Czarny, bo ja wungla nie mam teraz ...
- Hmmm, pomyślałem, co robić teraz z kłopotem, ale nim cokolwiek wymyśliłem Czarny już wtarabanił się do mieszkania, a że Polacy w tym lokum mieszkają, to stało się to co było do przewidzenia, bo czym chata bogata, tym rada ...
Rano, a nawet bardzo rano, z lekka nieprzytomny popatrzyłem na ślady po tym, co dziwnym trafem nie zostawiło śladów w mej pamięci, lecz nim przystąpiłem do kontroli sprawności systemów mego udręczonego ciała, w zasięgu mego wzroku znów pojawił się Czarny !!!
- To co, masz ten wungiel? - zapytał
- Nie - odpowiedziałem
- To trzeba go znaleźć - zawyrokował, zaprowadź mnie więc w Karkonosze
Rad, nie rad uległem, bo przecież innego wyjście nie miałem. Pojechaliśmy do Karpacza, najpierw Czarny świdrującym wzrokiem wyświdrował okolice Wangu, węszył trochę, trochę pogrzebał nogą to tu, to tam, przysiadł w zamyśleniu przed wejściem do świątyni, po czym stwierdził: "wungla tu nie ma"
- Wiem - odpowiedziałem
- To co nic nie gadasz, zeźlił się trochę, czasu szkoda na pierdoły - warknął, prowadź mnie człecze tam gdzie on może być - rozkazał ...
Posłuszny i trochę zaciekawiony poprowadziłem Onego na Polanę Bronka Czecha, tu kiedyś mieszkali pasterze i schronisko nawet było, o węglu nie słyszałem, więc nawet nie odzywając się zaprowadziłem Czarnego w Kocioł Małego Stawu.
- Co to za staw? - zapytał Czarny
- Ano Mały - odpowiedziałem
- Sam jesteś mały - zeźlił się
- A co to za chałupa? - zainteresował się schroniskiem
- Schronisko - odparłem
- A wungiel tam jest - zapytał fachowo
- Nie wiem - rzekłem zgodnie z prawdą
- To sprawdzę - zawyrokował i wtoczył się do wnętrza przez małe drzwi.
Nie wiem czy w samotni był węgiel, wiem za to, że było piwo z sokiem imbirowym i spotkanie czerwonych ratowników z polskich GOPRów i TOPru. Pobyliśmy w schronie nie za długo, bo jak tylko Czarny otarł ryja z piany, to powiedział: "Prowadź dalej, tu zobaczyłem to co chciałem". Z samotni w moment byliśmy pod Strzechą, a tam pod tarasem zobaczyłem coś czarnego w bryłach ...
- Jest - ucieszyłem się, - jest węgiel - pokazałem palcem na czarne bryłki
- d*** tam jest - warknął zirytowany Czarny, to brykiet, a ja wungla szukam, powiedział zniesmaczony ...
Po mojej pomyłce nie gadałem już nic, bo trochę głupio mi było, a i wiatr przeszkadzał, więc szliśmy w milczeniu w stronę Równi pod Śnieżką i dalej do Śląskiego Domu.
Najpierw Czarny klamkę chciał urwać w drzwiach wejściowych, a gdy już uporał się z drzwiami przetoczył się do bufetu, by ostatecznie przysiąść przy oknie z widokiem na szlak.
Przy oknie zakurzył, zakąsił i zagadał milszym już tonem:" Czy to za oknem to w chmurach Śnieżka?"
- Owszem - potwierdziłem
- A można tam? - zainteresował się
- Można - potwierdziłem
- To na cholerę czas tu marnujemy, przecież tam może być wungiel - wydarł się niemile
- Idźmy tam, tam się wszystko wyda - dodał już spokojniej i popatrzył na mnie takim wzrokiem, że w chwilę się ubrałem i z ciepłego wnętrza na targany wietrzyskiem szlak.
Na wierzchołku pusto, jedynie wiatr przewiewał wszechobecne chmury, od czasu do czasu robiąc w nich okno przez które można było zerknąć w dół ku cywilizacji.
W spodkach w bufecie Czarny posilił się, zdrzemnął dla pokrzepienia, wyszedł na zewnątrz, znów nawęszył, kopnął butem kilka kamyków i oświadczył: "Koniec poszukiwań, na tym terenie wungla to raczej nie ma"
Więc co teraz? - zapytałem
- Teraz prowadź tamtędy - pokazał na Kocioł Łomniczki, prowadź przez te barwne jesienią drzewa - dodał
Ze Śnieżki powróciliśmy Drogą Jubileuszową pod Śląski Dom, a następnie czerwonym szlakiem obok symbolicznego cmentarzyka ofiar gór, po czym zatrzymaliśmy się na mały popas przy schronisku Łomniczka ... i gdy tak siedzieliśmy Czarny zaciągnął nosem raz i drugi, oczy Mu się zaświeciły, poliki zaczerwieniały i "JEST, MAM" wydarł się nie zważając na obecność przypadkowych osób.
Popatrzyłem na niego zdziwiony, a On jak zahipnotyzowany gapił się na dym unoszący się z komina schroniska ...
- To dym z wungla, wyszeptał, to tu w Karkonoszach znalazłem czarne złoto ....
Nim zdążyłem zareagować Czarny popędził w kierunku schroniska, wtargnął do wnętrza ... zniknął mi z oczu, a gdy pojawił się na zewnątrz dzierżył w obu rękach wiadereczka wypełnione po brzegi bryłkami węgla.
- Na co czekasz, krzyknął w moją stronę, już Cię tu nie ma, spotykamy się na dole ... i tyle go widziałem ...
Do Jeleniej Góry wróciłem sam, Czarnego ani śladu, bo na nic zdały się moje nawoływania i poszukiwania ... cóż robić myślałem i nie wymyśliłem nic ... ale na miejscu okazało się, że moja troska była niepotrzebna, bo pod drzwiami mieszkania znalazłem kopczyk stanowiący uprzednio zawartość wiaderek porwanych z Łomniczki.
Tylko co ja teraz z tym wunglem zrobie ... ?
- "Wungiel", co za cholera - pomyślałem, przecież mnie on nie jest potrzebny, bo ja pieca nie mam, ani sraczki, no przynajmniej nic o tym nie wiem ...
- "Wungiel" - powtórzył trzeszczący głośnik, a ja baran otworzyłem drzwi ...
Przez drzwi wlazło to coś dziwne dosyć, taka krzyżówka ornitologa w pomarańczowych spodniach z czarnym ludem, popatrzyło toto na mnie świecącymi ślepiami i rzekło: to co z tym wunglem?
- "Nic" - odpowiedziałem, po co mi węgiel
- "To dobrze" - zagadał już bardziej przyjaźnie Czarny, bo ja wungla nie mam teraz ...
- Hmmm, pomyślałem, co robić teraz z kłopotem, ale nim cokolwiek wymyśliłem Czarny już wtarabanił się do mieszkania, a że Polacy w tym lokum mieszkają, to stało się to co było do przewidzenia, bo czym chata bogata, tym rada ...
Rano, a nawet bardzo rano, z lekka nieprzytomny popatrzyłem na ślady po tym, co dziwnym trafem nie zostawiło śladów w mej pamięci, lecz nim przystąpiłem do kontroli sprawności systemów mego udręczonego ciała, w zasięgu mego wzroku znów pojawił się Czarny !!!
- To co, masz ten wungiel? - zapytał
- Nie - odpowiedziałem
- To trzeba go znaleźć - zawyrokował, zaprowadź mnie więc w Karkonosze
Rad, nie rad uległem, bo przecież innego wyjście nie miałem. Pojechaliśmy do Karpacza, najpierw Czarny świdrującym wzrokiem wyświdrował okolice Wangu, węszył trochę, trochę pogrzebał nogą to tu, to tam, przysiadł w zamyśleniu przed wejściem do świątyni, po czym stwierdził: "wungla tu nie ma"
- Wiem - odpowiedziałem
- To co nic nie gadasz, zeźlił się trochę, czasu szkoda na pierdoły - warknął, prowadź mnie człecze tam gdzie on może być - rozkazał ...
Posłuszny i trochę zaciekawiony poprowadziłem Onego na Polanę Bronka Czecha, tu kiedyś mieszkali pasterze i schronisko nawet było, o węglu nie słyszałem, więc nawet nie odzywając się zaprowadziłem Czarnego w Kocioł Małego Stawu.
- Co to za staw? - zapytał Czarny
- Ano Mały - odpowiedziałem
- Sam jesteś mały - zeźlił się
- A co to za chałupa? - zainteresował się schroniskiem
- Schronisko - odparłem
- A wungiel tam jest - zapytał fachowo
- Nie wiem - rzekłem zgodnie z prawdą
- To sprawdzę - zawyrokował i wtoczył się do wnętrza przez małe drzwi.
Nie wiem czy w samotni był węgiel, wiem za to, że było piwo z sokiem imbirowym i spotkanie czerwonych ratowników z polskich GOPRów i TOPru. Pobyliśmy w schronie nie za długo, bo jak tylko Czarny otarł ryja z piany, to powiedział: "Prowadź dalej, tu zobaczyłem to co chciałem". Z samotni w moment byliśmy pod Strzechą, a tam pod tarasem zobaczyłem coś czarnego w bryłach ...
- Jest - ucieszyłem się, - jest węgiel - pokazałem palcem na czarne bryłki
- d*** tam jest - warknął zirytowany Czarny, to brykiet, a ja wungla szukam, powiedział zniesmaczony ...
Po mojej pomyłce nie gadałem już nic, bo trochę głupio mi było, a i wiatr przeszkadzał, więc szliśmy w milczeniu w stronę Równi pod Śnieżką i dalej do Śląskiego Domu.
Najpierw Czarny klamkę chciał urwać w drzwiach wejściowych, a gdy już uporał się z drzwiami przetoczył się do bufetu, by ostatecznie przysiąść przy oknie z widokiem na szlak.
Przy oknie zakurzył, zakąsił i zagadał milszym już tonem:" Czy to za oknem to w chmurach Śnieżka?"
- Owszem - potwierdziłem
- A można tam? - zainteresował się
- Można - potwierdziłem
- To na cholerę czas tu marnujemy, przecież tam może być wungiel - wydarł się niemile
- Idźmy tam, tam się wszystko wyda - dodał już spokojniej i popatrzył na mnie takim wzrokiem, że w chwilę się ubrałem i z ciepłego wnętrza na targany wietrzyskiem szlak.
Na wierzchołku pusto, jedynie wiatr przewiewał wszechobecne chmury, od czasu do czasu robiąc w nich okno przez które można było zerknąć w dół ku cywilizacji.
W spodkach w bufecie Czarny posilił się, zdrzemnął dla pokrzepienia, wyszedł na zewnątrz, znów nawęszył, kopnął butem kilka kamyków i oświadczył: "Koniec poszukiwań, na tym terenie wungla to raczej nie ma"
Więc co teraz? - zapytałem
- Teraz prowadź tamtędy - pokazał na Kocioł Łomniczki, prowadź przez te barwne jesienią drzewa - dodał
Ze Śnieżki powróciliśmy Drogą Jubileuszową pod Śląski Dom, a następnie czerwonym szlakiem obok symbolicznego cmentarzyka ofiar gór, po czym zatrzymaliśmy się na mały popas przy schronisku Łomniczka ... i gdy tak siedzieliśmy Czarny zaciągnął nosem raz i drugi, oczy Mu się zaświeciły, poliki zaczerwieniały i "JEST, MAM" wydarł się nie zważając na obecność przypadkowych osób.
Popatrzyłem na niego zdziwiony, a On jak zahipnotyzowany gapił się na dym unoszący się z komina schroniska ...
- To dym z wungla, wyszeptał, to tu w Karkonoszach znalazłem czarne złoto ....
Nim zdążyłem zareagować Czarny popędził w kierunku schroniska, wtargnął do wnętrza ... zniknął mi z oczu, a gdy pojawił się na zewnątrz dzierżył w obu rękach wiadereczka wypełnione po brzegi bryłkami węgla.
- Na co czekasz, krzyknął w moją stronę, już Cię tu nie ma, spotykamy się na dole ... i tyle go widziałem ...
Do Jeleniej Góry wróciłem sam, Czarnego ani śladu, bo na nic zdały się moje nawoływania i poszukiwania ... cóż robić myślałem i nie wymyśliłem nic ... ale na miejscu okazało się, że moja troska była niepotrzebna, bo pod drzwiami mieszkania znalazłem kopczyk stanowiący uprzednio zawartość wiaderek porwanych z Łomniczki.
Tylko co ja teraz z tym wunglem zrobie ... ?

, takie widoki 

Taka sobie chłopska wyprawa. Szkoda, że Sokolik nie napisał jaka jest różnica w szukaniu wóngla pod przewodnictwem ekspedientki z Pod Justyny w Taterkach i Pionołaza w Karkach.
Rozwiń tę myśl, proszę...