14-09-2009, 04:44 PM
kolejna wolna niedziela rozpoczyna się w poldolocie
ze względu na niepewne prognozy i bardzo zachmurzone niebo postanawiamy nie szaleć i wybieramy opcję gorczańską - bo blisko w miarę i 2 schroniska na trasie gdzie ewentualnie można będzie się ogrzać i wysuszyć 
Kowaniec - dzielnica Nowego Targu jest najbardziej wysunięta w kierunku północnym - w stronę gorców. stąd też swój początek biorą bodajże 3 szlaki turystyczne. my na dziś mamy zaplanowane trochę nowości a trochę retrospekcji.
wyruszamy na szlak dosyć późno bo o 9
samochód zostawiony najbezpieczniej jak to tylko być może - na parkingu strzeżonym przez patrole nowotarskich moherów
- czyli pod kościołem
15 minut schodzimy w dół asfaltem by dojść do szlaku zielonego na bukowinę obidowską. wąską asfaltową dróżką śmigamy jeszcze dosyć długo. po drodze atrakcje w rodzaju wyjątkowo przyjaznej krowy mućki, która biegnąc do nas i nie zważając na łańcuch wpadła do rowu
asfalt w końcu się kończy i zaczyna się droga przez las. na niej spotykamy masę grzybiarzy niosących swoje plony w dół. pod samym skrzyżowaniem szlaku zielonego z czarnym - wybitnie urokliwa widokowa polana Kolarka, z pięknym widokiem na Kotlinę Nowotarską... i pewnie też na Tatry, niestety dziś my ich nie zobaczymy.
Podchodzimy, skrzyżowanie i zejście do przysiółka Cuptówka. Stromą kamienistą ścieżką, na której pięknie można pojechać. Przysiółek Obidowej zagubiony totalnie wśród gorczańskich lasów... zastanawiamy się jak tu ludzie żyją. Odpoczywamy na polanie pod lasem, kiedy zza zakrętu nadciąga grupa ludzi górsko nie przystosowanych (żeby nie powiedzieć ceprów
) głośno rozprawiająca o wczorajszej imprezie
po raz kolejny potwierdza się, że cepra najpierw się słyszy a potem widzi... niezły mamy z nich ubaw
W końcu i my ruszamy, mijając ich na pierwszym zakręcie.
Pod schroniskiem na Starych wierchach weszliśmy w chmurę, pogoda iście Madziorna. w schronie - popas dłuższy z nieodłącznym napojem turysty. W końcu ruszyć trzeba, na szlak czerwony w stronę turbacza. Na pierwszym zakręcie pojawiła się ekipa grzybiarzy niosących wiadra pelne darów lasu. Podejście, kolejny zakręt... i jakieś zwierzę tam goni - we mgle nie widać co to, zastanawiamy się - lis? zając? nie, to znów grzybiarze i piesek mini - chihuahua. Idizemy dalej, podejście lajtowe, prawie po płaskim, trochę błotka, ale przed nami kolejny zakręt
I wypada zza niego dwóch rowerzystów - downhill-owców. Na następnym zakręcie - znowu dwóch. Ledwo uciekliśmy w chaszcze by uniknąć rozjechania
Klimat zamglonych gór - fenomenalny. Dobrze nam się idzie, przed czasem mijamy kolejne punkty odniesienia. Szczyt Turbacza sobie odpuszczamy - byliśmy tam już wielokrotnie i nie chce nam się przedzierać przez wiatrołomy. podążamy więc bezpośrednio do schroniska, które wyłania się z mgły dopiero gdy jesteśmy od niego z 50 m. Tu obiadek pyszny i zdrowy czyli zupka
Postanawiamy też zwiedzić pobliskie muzeum Turystyki Górskiej, bierzemy klucz, wychodzimy i... o - o ... pada!!
No nic, kultura najpierw
Bardzo ciekawa wystawa dotycząca schronisk, m.in ze zdjęciami nieistniejących - jak np. kolib na Krzyżnem czy Świnickiej przełęczy.
Ukulturalnieni (oby nam nie zaszkodziło
) opuszczamy progi muzeum i jak na zawołanie przestaje padać
Schodzimy więc za żółtym szlakiem w stronę Kowańca. Nagle slyszymy silnik a zza zakrętu wyłania się szalony crossowiec - aż się chce powiedzieć na ten widok "zakręt" tyle że we włoskim języku
dalsze zejście praktycznie bez emocji, wyszliśmy z mgły i nawet coś zaczęło być widać
Już na samym dole zza kolejnego zakrętu na super wąskiej drodze w rowie wyjechał nam "łazik" - nie nie wiedizeliśmy gdzie uciekać
I wracamy do auta, po drodze jeszcze spełniliśmy dobry uczynek - podwieźliśmy schodzącą też z gór kobitkę z wielkim plecakiem... i trzeba wracać do rzeczywistości
dzięki Mieciurek
do następnego
ze względu na niepewne prognozy i bardzo zachmurzone niebo postanawiamy nie szaleć i wybieramy opcję gorczańską - bo blisko w miarę i 2 schroniska na trasie gdzie ewentualnie można będzie się ogrzać i wysuszyć 
Kowaniec - dzielnica Nowego Targu jest najbardziej wysunięta w kierunku północnym - w stronę gorców. stąd też swój początek biorą bodajże 3 szlaki turystyczne. my na dziś mamy zaplanowane trochę nowości a trochę retrospekcji.
wyruszamy na szlak dosyć późno bo o 9
samochód zostawiony najbezpieczniej jak to tylko być może - na parkingu strzeżonym przez patrole nowotarskich moherów
- czyli pod kościołem
15 minut schodzimy w dół asfaltem by dojść do szlaku zielonego na bukowinę obidowską. wąską asfaltową dróżką śmigamy jeszcze dosyć długo. po drodze atrakcje w rodzaju wyjątkowo przyjaznej krowy mućki, która biegnąc do nas i nie zważając na łańcuch wpadła do rowu
asfalt w końcu się kończy i zaczyna się droga przez las. na niej spotykamy masę grzybiarzy niosących swoje plony w dół. pod samym skrzyżowaniem szlaku zielonego z czarnym - wybitnie urokliwa widokowa polana Kolarka, z pięknym widokiem na Kotlinę Nowotarską... i pewnie też na Tatry, niestety dziś my ich nie zobaczymy. Podchodzimy, skrzyżowanie i zejście do przysiółka Cuptówka. Stromą kamienistą ścieżką, na której pięknie można pojechać. Przysiółek Obidowej zagubiony totalnie wśród gorczańskich lasów... zastanawiamy się jak tu ludzie żyją. Odpoczywamy na polanie pod lasem, kiedy zza zakrętu nadciąga grupa ludzi górsko nie przystosowanych (żeby nie powiedzieć ceprów
) głośno rozprawiająca o wczorajszej imprezie
po raz kolejny potwierdza się, że cepra najpierw się słyszy a potem widzi... niezły mamy z nich ubaw
W końcu i my ruszamy, mijając ich na pierwszym zakręcie.Pod schroniskiem na Starych wierchach weszliśmy w chmurę, pogoda iście Madziorna. w schronie - popas dłuższy z nieodłącznym napojem turysty. W końcu ruszyć trzeba, na szlak czerwony w stronę turbacza. Na pierwszym zakręcie pojawiła się ekipa grzybiarzy niosących wiadra pelne darów lasu. Podejście, kolejny zakręt... i jakieś zwierzę tam goni - we mgle nie widać co to, zastanawiamy się - lis? zając? nie, to znów grzybiarze i piesek mini - chihuahua. Idizemy dalej, podejście lajtowe, prawie po płaskim, trochę błotka, ale przed nami kolejny zakręt
I wypada zza niego dwóch rowerzystów - downhill-owców. Na następnym zakręcie - znowu dwóch. Ledwo uciekliśmy w chaszcze by uniknąć rozjechania
Klimat zamglonych gór - fenomenalny. Dobrze nam się idzie, przed czasem mijamy kolejne punkty odniesienia. Szczyt Turbacza sobie odpuszczamy - byliśmy tam już wielokrotnie i nie chce nam się przedzierać przez wiatrołomy. podążamy więc bezpośrednio do schroniska, które wyłania się z mgły dopiero gdy jesteśmy od niego z 50 m. Tu obiadek pyszny i zdrowy czyli zupka
Postanawiamy też zwiedzić pobliskie muzeum Turystyki Górskiej, bierzemy klucz, wychodzimy i... o - o ... pada!!
No nic, kultura najpierw
Bardzo ciekawa wystawa dotycząca schronisk, m.in ze zdjęciami nieistniejących - jak np. kolib na Krzyżnem czy Świnickiej przełęczy.Ukulturalnieni (oby nam nie zaszkodziło
) opuszczamy progi muzeum i jak na zawołanie przestaje padać
Schodzimy więc za żółtym szlakiem w stronę Kowańca. Nagle slyszymy silnik a zza zakrętu wyłania się szalony crossowiec - aż się chce powiedzieć na ten widok "zakręt" tyle że we włoskim języku
dalsze zejście praktycznie bez emocji, wyszliśmy z mgły i nawet coś zaczęło być widać
Już na samym dole zza kolejnego zakrętu na super wąskiej drodze w rowie wyjechał nam "łazik" - nie nie wiedizeliśmy gdzie uciekać
I wracamy do auta, po drodze jeszcze spełniliśmy dobry uczynek - podwieźliśmy schodzącą też z gór kobitkę z wielkim plecakiem... i trzeba wracać do rzeczywistości
dzięki Mieciurek
do następnego
fajna ta pajęczyna 

Ale i tak zawsze, będę Cię widział w dwóch obrazkach. W pierwszym, imaginarnym, kiedy Mallalaidh i Mieciur nie mieli odwagi robić zdjęcia, kiedy tarzałaś się w błocie na jednej wycieczce
Takie migawki zostają na zawsze w pamięci