07-09-2009, 12:14 PM
5.10 na urlopie. Cóż za nieludzka godzina na odjazd autobusu. Nieustraszeni eksploratorzy wąwozu Samaria nie boją się nawet budzika! (tu należy włączyć ścieżkę dźwiękową z Indiana Jones
).
Po kilku godzinach jazdy autokarem, z obolałymi szyjami docieramy na płaskowyż Omalos. Rozległy płaskowyż położony na wysokości około 1080 m.n.p.m. Ciekawe miejsce. Równina otoczona dwutysięcznikami. Jeszcze 2 kilometry i przypomnimy sobie do czego służą nogi.
Naszą wędrówkę rozpoczynamy w sercu gór Białych (Lefka Ori), na wysokości 1227 m n.p.m. Naszym celem, jak przystało na wzorowych wczasowiczów, jest plaża na wysokości 0 m n.p.m., nad wodami morza Libijskiego.
Przed nami 13 kilometrów zejścia wąwozem. Początkowo wśród górskich ścian, szerokimi drewnianymi schodami (Ksikoskalo) w dół. Pachnący las przynosi ochłodę. Po paru odpoczynkach dochodzimy do wyschniętego o tej porze roku koryta rzeki. Pierwszy dłuższy popas robimy w miejscu zwanym Agios Nikolaos. Odwiedzamy mały, pusty kościół i ruszamy dalej. Stąd na przemian pachnącym, wyschniętym na wiór lasem i korytem rzeki zmierzamy w kierunku opuszczonej wioski Samaria. W wiosce kolejny odpoczynek, sesja fotograficzna z koziorożcami Kri-Kri. Obecność Kri-Kri (kreteńskiej dzikiej kozy) była powodem utworzenia parku narodowego Samaria.
Opuszczamy wioskę, kawałek dalej, po drugiej stronie rzeki kościół Ossia Maria (Błogosławionej Marii), od którego wzięła się nazwa Samaria. Kilka zdjęć fresków z XIV wieku, nie na co dzień się takie mija na szlaku. Ruszamy dalej. Zbliżamy się do miejsca, gdzie wąwóz ciasno ograniczają skalne ściany. Fajna rzecz - przeciąg i cień gwarantowane. Bez marudzenia studzimy się w cieniu skał. Ściany przecinają fantazyjne wzory skalne, drzewa rosnące w abstrakcyjnych miejscach. Ładnie tu. Rzeka wychodzi z ukrycia, dnem wąwozu płynie czysty strumień. Mijamy najwęższe miejsce w wąwozie - Żelazne Wrota, 3 metry między kilkuset metrowymi ścianami. Wąwóz rozszerza się, zbliżamy się do końca naszej wędrówki. Wąwóz kończy się w miejscu, gdzie 10cio letnia dziewczynka radośnie oznajmia "rany Boskie! restauracja!".
Posilamy się sokiem z pomarańczy i jogurtem z mleka koziego & owczego, polanym miodem. Jeszcze kawałek między zagrodami owiec i łapiemy busa do Aghia Roumeli.
Plaża... Nawet rozpalone do czerwoności czarne żwirowe otoczaki nie stanowią przeszkody dla spragnionych kąpieli stóp. Bajka. Zdecydowanie tak powinien kończyć się każdy szlak!
O 18.00 pakujemy się na prom płynący do Chora Sfakion, tam czeka na nas autobus.
Rejs wzdłuż górzystego wybrzeża na koniec dnia. A nogi będą jutro boleć, oj będą.
).Po kilku godzinach jazdy autokarem, z obolałymi szyjami docieramy na płaskowyż Omalos. Rozległy płaskowyż położony na wysokości około 1080 m.n.p.m. Ciekawe miejsce. Równina otoczona dwutysięcznikami. Jeszcze 2 kilometry i przypomnimy sobie do czego służą nogi.
Naszą wędrówkę rozpoczynamy w sercu gór Białych (Lefka Ori), na wysokości 1227 m n.p.m. Naszym celem, jak przystało na wzorowych wczasowiczów, jest plaża na wysokości 0 m n.p.m., nad wodami morza Libijskiego.
Przed nami 13 kilometrów zejścia wąwozem. Początkowo wśród górskich ścian, szerokimi drewnianymi schodami (Ksikoskalo) w dół. Pachnący las przynosi ochłodę. Po paru odpoczynkach dochodzimy do wyschniętego o tej porze roku koryta rzeki. Pierwszy dłuższy popas robimy w miejscu zwanym Agios Nikolaos. Odwiedzamy mały, pusty kościół i ruszamy dalej. Stąd na przemian pachnącym, wyschniętym na wiór lasem i korytem rzeki zmierzamy w kierunku opuszczonej wioski Samaria. W wiosce kolejny odpoczynek, sesja fotograficzna z koziorożcami Kri-Kri. Obecność Kri-Kri (kreteńskiej dzikiej kozy) była powodem utworzenia parku narodowego Samaria.
Opuszczamy wioskę, kawałek dalej, po drugiej stronie rzeki kościół Ossia Maria (Błogosławionej Marii), od którego wzięła się nazwa Samaria. Kilka zdjęć fresków z XIV wieku, nie na co dzień się takie mija na szlaku. Ruszamy dalej. Zbliżamy się do miejsca, gdzie wąwóz ciasno ograniczają skalne ściany. Fajna rzecz - przeciąg i cień gwarantowane. Bez marudzenia studzimy się w cieniu skał. Ściany przecinają fantazyjne wzory skalne, drzewa rosnące w abstrakcyjnych miejscach. Ładnie tu. Rzeka wychodzi z ukrycia, dnem wąwozu płynie czysty strumień. Mijamy najwęższe miejsce w wąwozie - Żelazne Wrota, 3 metry między kilkuset metrowymi ścianami. Wąwóz rozszerza się, zbliżamy się do końca naszej wędrówki. Wąwóz kończy się w miejscu, gdzie 10cio letnia dziewczynka radośnie oznajmia "rany Boskie! restauracja!".
Posilamy się sokiem z pomarańczy i jogurtem z mleka koziego & owczego, polanym miodem. Jeszcze kawałek między zagrodami owiec i łapiemy busa do Aghia Roumeli.
Plaża... Nawet rozpalone do czerwoności czarne żwirowe otoczaki nie stanowią przeszkody dla spragnionych kąpieli stóp. Bajka. Zdecydowanie tak powinien kończyć się każdy szlak!
O 18.00 pakujemy się na prom płynący do Chora Sfakion, tam czeka na nas autobus.
Rejs wzdłuż górzystego wybrzeża na koniec dnia. A nogi będą jutro boleć, oj będą.



