28-08-2009, 09:58 PM
Stoimy na wysokim brzegu jeziora, wpatrzeni w dobrze nam znaną, oświetloną sierpniowym, gorącym słońcem panoramę granitowych kolosów. Spoglądam w dół na pomarszczoną taflę wody i widzę w niej odbicie tych olbrzymów, a pod nimi głęboki, ciemny szafir bezchmurnego nieba. Zupełnie jak w gigantycznym lustrze. Chwila zadumy i... wchodzimy. Słychać plusk wody.
Ścieżka o niewielkim nachyleniu, wijąca się zakosami, po godzinnym marszu wyprowadza nas na próg doliny. Przed nami odsłania się pierwszy cel naszej wędrówki: Brama Tytusa. Podążamy jakiś czas we trzech obok wyschniętego jeziora, po czym dr. Etker skręca w stronę, jak to sam później nazwał, nieodwzajemnionej miłości. Wiedziony przez jakąś niewidzialną siłę górskiej namiętności, najpierw ścieżką, a potem po głazach oddala się od nas - idzie pokłonić się Wielkiej Czuprynie.
[attachment=25374][attachment=25375]
Tomek i ja podążamy dalej w górę dnem doliny i wchodzimy na szeroki piarg, który opada z dość stromego żlebu wyprowadzającego nas na przełęcz. Tutaj robimy krótki postój. Otwiera się przed nami nowy, nieznany widok. W dole - Jezioro Ciemne Wyżnie, a ponad nim skalny mur. W oddali niezliczone szczyty i masywy wyłaniające się zza kolejnych dolin. Za nami kamienista dolina skąd przyszliśmy. Jesteśmy w sercu Gór.
[attachment=25376][attachment=25377]
Teraz skręcamy na grań. Początkowo zastanawiamy się, którędy będzie najwygodniej iść. W końcu Tomek wśród skał odnajduje wąski, nachylony przesmyk, po przejściu którego spotykamy całkiem wyraźną ścieżkę. Jakiś czas trzymamy się szlaku, to znowu wchodzimy na skałę. Idziemy raz samą, dość eksponowaną granią, to znów obchodzimy ją po stronie doliny, w której wśród piargów wyłania się drugie jezioro - Ciemne Niżne. Dalszą orientację ułatwiają nam kopczyki. Wspinamy się na wąską przełączkę, przez którą dostrzegamy Antymonową Przełęcz, z charakterystycznym zygzakiem ścieżki, wiodącej na nią. Chwila przerwy i zaraz pokonujemy krótki odcinek grani, by znów zboczem zejść dość nisko, do ostatniej przeszkody - małego kominka. Schodzę nim zapierając się nogami i rękoma, po czym pomagam Tomkowi, podstawiając na gładkiej ścianie rękę, jako punkt podparcia dla niego. Teraz już wyraźną ścieżką wchodzimy na skąpany w słońcu Antymonowy Wierch.
[attachment=25378][attachment=25379][attachment=25380][attachment=25381][attachment=25382][attachment=25383]
Piękny widok na pobliskie trzy doliny, w tym na Krainę Pięciu Jezior, która właśnie nam się ukazała to prawdziwa nagroda dla nas. Dość długo tu siedzimy ciesząc zmysły wspaniałą panoramą i czekamy na dr. Etkera, z którym byliśmy tu umówieni. Kiedy jesteśmy już w komplecie, schodzimy na przełęcz i od razu wchodzimy na grań masywnego Śniedzianego.
[attachment=25384][attachment=25385][attachment=25386]
Droga na szczyt jest zróżnicowana. Wiedzie najpierw skalistą granią, którą miejscami obchodzimy. Potem staje się dużo łatwiejsza, szeroka i trawiasta, by pod koniec przejść w piarżystą, niezbyt eksponowaną ścieżkę. Osiągamy pierwsze wzniesienie, potem wchodzimy na główny wierzchołek.
[attachment=25387][attachment=25388][attachment=25389]
c.d.n.
Ścieżka o niewielkim nachyleniu, wijąca się zakosami, po godzinnym marszu wyprowadza nas na próg doliny. Przed nami odsłania się pierwszy cel naszej wędrówki: Brama Tytusa. Podążamy jakiś czas we trzech obok wyschniętego jeziora, po czym dr. Etker skręca w stronę, jak to sam później nazwał, nieodwzajemnionej miłości. Wiedziony przez jakąś niewidzialną siłę górskiej namiętności, najpierw ścieżką, a potem po głazach oddala się od nas - idzie pokłonić się Wielkiej Czuprynie.
[attachment=25374][attachment=25375]
Tomek i ja podążamy dalej w górę dnem doliny i wchodzimy na szeroki piarg, który opada z dość stromego żlebu wyprowadzającego nas na przełęcz. Tutaj robimy krótki postój. Otwiera się przed nami nowy, nieznany widok. W dole - Jezioro Ciemne Wyżnie, a ponad nim skalny mur. W oddali niezliczone szczyty i masywy wyłaniające się zza kolejnych dolin. Za nami kamienista dolina skąd przyszliśmy. Jesteśmy w sercu Gór.
[attachment=25376][attachment=25377]
Teraz skręcamy na grań. Początkowo zastanawiamy się, którędy będzie najwygodniej iść. W końcu Tomek wśród skał odnajduje wąski, nachylony przesmyk, po przejściu którego spotykamy całkiem wyraźną ścieżkę. Jakiś czas trzymamy się szlaku, to znowu wchodzimy na skałę. Idziemy raz samą, dość eksponowaną granią, to znów obchodzimy ją po stronie doliny, w której wśród piargów wyłania się drugie jezioro - Ciemne Niżne. Dalszą orientację ułatwiają nam kopczyki. Wspinamy się na wąską przełączkę, przez którą dostrzegamy Antymonową Przełęcz, z charakterystycznym zygzakiem ścieżki, wiodącej na nią. Chwila przerwy i zaraz pokonujemy krótki odcinek grani, by znów zboczem zejść dość nisko, do ostatniej przeszkody - małego kominka. Schodzę nim zapierając się nogami i rękoma, po czym pomagam Tomkowi, podstawiając na gładkiej ścianie rękę, jako punkt podparcia dla niego. Teraz już wyraźną ścieżką wchodzimy na skąpany w słońcu Antymonowy Wierch.
[attachment=25378][attachment=25379][attachment=25380][attachment=25381][attachment=25382][attachment=25383]
Piękny widok na pobliskie trzy doliny, w tym na Krainę Pięciu Jezior, która właśnie nam się ukazała to prawdziwa nagroda dla nas. Dość długo tu siedzimy ciesząc zmysły wspaniałą panoramą i czekamy na dr. Etkera, z którym byliśmy tu umówieni. Kiedy jesteśmy już w komplecie, schodzimy na przełęcz i od razu wchodzimy na grań masywnego Śniedzianego.
[attachment=25384][attachment=25385][attachment=25386]
Droga na szczyt jest zróżnicowana. Wiedzie najpierw skalistą granią, którą miejscami obchodzimy. Potem staje się dużo łatwiejsza, szeroka i trawiasta, by pod koniec przejść w piarżystą, niezbyt eksponowaną ścieżkę. Osiągamy pierwsze wzniesienie, potem wchodzimy na główny wierzchołek.
[attachment=25387][attachment=25388][attachment=25389]
c.d.n.
) dzień spędzony w Górach.
a śliczne fotki doskonale odzwierciedlają piękno krajobrazu- można się przy nich rozmarzyć




