Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: moje 5 minut w Tatrach
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Jak urlop to w Tatrach. Nikogo ze znajomych specjalnie nie emocjonuje mój wyjazd - wiadomo znowu góry kwasny. Tym razem pomiędzy 30 lipca a 10 sierpnia.
Jak co roku, nasz pobyt zaczynamy od Nosala. Odwiedzamy Go zaraz po przyjeździe w porze wczesnowieczorowej (dojazd do Zakopca zajmuje nam dość dużo czasu), a że nasza baza znajduje się w pobliżu, stanowi on nasze coroczne przetarcie. I tym razem przywitał nas przecudną pogodą, wzbudzając w nas elektryzujące podniecenie (w myśl powiedzenia "...oj będzie się działo...") Devil.
[attachment=25289][attachment=25290][attachment=25291]

Następny dzień - kierunek Bystra. Jako że nigdy na niej nie byliśmy - emocje podwójne. Doliną Kościeliską docieramy do schroniska na Ornaku. Pustki przepiękne! Dalej Iwaniacka (tutaj zasłużony popas) i Ornakiem na Bystrą. Pogoda nie tak klarowna jak wczoraj, ale idealna do górołażenia. Chmury przesłaniają od czasu do czasu to tą to tamtą górę, podkreślając tym samym niesamowitość otaczających nas cudów. Miodzio! Ale tak nie do końca... Podczas schodzenia przez Błyszcz, ogarnęły nas tak gęste chmury, że pomyliliśmy drogę Shy (jak się okazało nie jedyni) i zeszliśmy na Pyszniańską. Chwila zastanowienia (dość późna pora) i decyzja grupowa (7 osób!) - schodzimy lekko nieaktualnym szlakiem do Kościeliskiej. Trochę przedzierania ale ok. Przy schronisku znowu pustki. YES!!! Bystra nasza!
[attachment=25292][attachment=25293][attachment=25294]
Kolejny dzień - laba. Trochę się należy, chociaż jak mam piękny słoneczny dzień przeznaczyć na nicnierobienie, to jestem lekko wkurzony (też tak macie?). No ale cóż, trzeba się dostosować. Doliną Białego na Sarnią i Strążyska z Siklawką. Dolinki przepiękne (zwłaszcza Białego), ale nie w taki dzień Sad...
[attachment=25295][attachment=25296][attachment=25297]
Drugiego sierpnia - pogoda jak z katalogu biura podróży! Cudo! Tym razem w planie znowu debiut - Rohacze (!) przez Grzesia, Rakonia i Wołowiec. Przy schronisku w Chochołowskiej popas. Kominiarski jak z bajki, przy tym owieczki - sielsko anielsko! Przy wejściu na Grzesia pierwsza eskalacja - słońce. Oj może dać się we znaki kwasny. Potem już idzie. Na Wołowcu dość chłodny wietrzyk, pojawiają się chmurki. Ale co tam - jeszcze gwóźdź dzisiejszego programu - Rohacze. W planie były oba, ale druga eskalacja (Ostry okazał się zbyt ostry) spowodowała wycofanie się części grupy i korektę planu - po zdobyciu pierwszego wróciliśmy wszyscy razem do bazy. Naszą radość z wejścia umniejszała świadomość, że nie wszyscy tam weszliśmy. O niebo jednak ważniejszym było, że wszyscy stamtąd zeszliśmy. (Ale Ostry zdobyty!!! Big Grin)
[attachment=25298][attachment=25299][attachment=25300]
Kolejny dzień - mimo ślicznej pogody - laba. Poprzedni dzień dał się we znaki i trzeba było odreagować. Gdzie? Oczywiście Gubałówka i Krupówki (z pysznymi lodami). Mimo "zmarnowanego" dnia, to Taterki z Gubałówki jak malowane.
[attachment=25301]
cdn.
Moje 5 (a może 11) jeszcze czeka w tym roku
Ładne "Wczasy" Smile
Piękna wyprawa!
Cudo, pogratulować, szczególnie Rohacza Smile

A tak szczerze mówiąc, to mi brakuje tych krupówkowych świderków.. Bo jednak jako deser po obiadku były niezastąpione, niezależnie od pogody Smile
Fajnie, gratulować wędrowania
Ps.

unknownman napisał(a):
A tak szczerze mówiąc, to mi brakuje tych krupówkowych świderków.. Bo jednak jako deser po obiadku były niezastąpione, niezależnie od pogody Smile

A to się zgadza, i jakieś takie ogromniaste były, że deser z nich porządny Wink

Gratuluje, swietna wyprawa !
Jak mało komu, pogoda się Wam trafiła bezbłędna. Nieważne ile i jakie szczyty zdobyte. Ważne, że wszyscy zadowoleni byli. Kolektyw rządzi się swoimi prawami i trzeba się do nich dostosować. Lepiej odpuścić, niż się kłócić. Tak trzymać ok

Sokół

Poproszę więcej fotek z zejscia z Pyszniańskiej do Ornaku..... Jeśli da radę....

yoter napisał(a):
- schodzimy lekko nieaktualnym szlakiem do Kościeliskiej. Trochę przedzierania ale ok.

Mocno nieaktualnym-bo od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku-->stąd zarośnięcie
Życzę następnych pięciu minut Wink

ok ok Pogratulować wyprawy .ok:ok
uhmŁadne fotki zwłaszcza ta z Gubałówki..uhm
Wtorek 4 sierpnia potwierdził prawdę, że nic nie trwa wiecznie, a na pewno ładna pogoda w górach. W planie mieliśmy wejście pod Chłopka. Po cichu jeszcze planowałem Czarnego, na którym jeszcze nie byliśmy . Pogoda z rana taka sobie, ale na tyle dobra, że ruszamy. Z parkingu do Morskiego - bez historii, byle szybko. Na miejscu popas. Góry wokół Oka lekko zamglone - wyglądały na bardziej niedostępne.
[attachment=25313]
Nad Czarny Staw jeszcze w tłoku, ale powyżej - pustki przepiękne, choć nie zupełne. Jak zawsze (kiedy tam byłem).
[attachment=25314]
Na Kazalnicy koniecznie popas. No i pozachwycać się obowiązkowo trzebaRolleyes.
[attachment=25314][attachment=25315]
Stąd pod Chłopka [attachment=25316] już niedaleko [attachment=25317].
Na przełęczy wieje zimny wiatr. Konsternacja. Iść dalej na Czarnego, czy nie?! Część z nas wraca, a my we dwójkę wchodzimy. Oj było warto!!!w00t
[attachment=25318][attachment=25319][attachment=25320]
Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Zaczęło się od mojego poślizgu przy zejściu z przełęczy (na tym krótkim odcinku roszonym przez potoczek). Najpierw wymyk, potem odmyk. Ślady tych ćwiczeń cielesnych noszę do dzisiaj kwasny. Niżej już tylko gorzej. Przy Czarnym Stawie spadają na nas pierwsze krople deszczu. Przy schronisku pada. Podczas zejścia do parkingu burza - leje. Przy okazji ustanowiliśmy nasz rekord trasy - 1.15 Big Grin. (Ale Czarny nasz - kolejny udany debiucik i to jaki Dance).

W środę cały dzień leje. Ale to nic. My i tak dopiero przychodzimy do siebie po wczorajszym. Totalne suszenie!

6-go we czwartek próbujemy cośkolwiek. Na Kondratowej odwrót. Klapa. Jak tak dalej pójdzie, to się zupełnie rozmoczymy. Ale od jutra zapowiadają zmianę pogody!

W piątek pobudka o piątej i od razu do okna. Jest słońce! No to ruszamy. A dziś nie byle co, bo Czerwona Ławka (tu też po raz pierwszy). Autem do Tatrzańskiej Leśnej i Doliną Zimnej Wody w górę. Wodospady piękne! Popas przy Rainerowej Chacie (jeszcze nieczynna). Krótki postój przy Chacie Zamkowskiego i wchodzimy do Doliny Małej Zimnej Wody. Tam akcja ratunkowa prowadzona przez śmigłowiec [attachment=25321] (robi wrażenie). Przy Chacie Terry`ego postój (a raczej poleż) [attachment=25322]. Ludzi niestety dość dużo. Kierujemy się w stronę przełęczy. Oto nasz cel. [attachment=25323]. Ale z bliska wyglądało to tak: [attachment=25324]. Na samej przełęczy straciliśmy około godzinę kwasny. Przejście niezłe, choć spodziewałem się czegoś więcej
[attachment=25325][attachment=25326]. Zejście do Zbójnickiej Chaty i dalej Doliną Staroleśną i Zimnej Wody do autka. Uff! Jest! Usiedliśmy na Czerwonej Ławce!!!

W sobotę pogoda piękna. Gramolimy się przez Jaworzynkę do Murowańca (w zasadzie bez sprecyzowanego planu). A w Murowańcu ZDRADA! Bunt części załogi, która ogłosiła haniebny odwrót. No cóż, trudno. A my zdecydowaliśmy się na Krzyżne (a potem mieliśmy zdecydować, gdzie dalej). Na szlaku początkowo pustki przepiękne. Dopiero w pobliżu przełęczy gęściej. Widoki z przełęczy cudo [attachment=25327]. Tu zdecydowaliśmy, że przydałby się na deser kawałek Orlej. A więc na Buczynowe! Dawno tam nie byłem i trochę nie pamiętałem jak jest tam pięknie![attachment=25328][attachment=25329]. Czas zaczął nas gonić i musieliśmy wracać. Nie zatrzymując się w Murowańcu, pędziliśmy do bazy. Tylko jeszcze jedna fotka z Przełęczy Między Kopami [attachment=25330] i w dół.

Niedziela, ostatni dzień w górach miał być też ambitny - Sławkowski. Dawały nam się jednak we znaki trudy przebytych szlaków i zdecydowaliśmy o wersji lajtowej - Wiktorówki, Rusinowa, Gęsia Szyja. I bardzo dobrze! Przy pięknej pogodzie pokłoniliśmy się Królowej Tatr [attachment=25331] a na Rusinowej ochłodziliśmy kubkiem żentycy. Małe zakupy oscypków, Gęsia Szyja[attachment=25332] i przez Psią Trawkę do bazy.
Było to ukoronowanie całego pobytu!
Na początek może zgodzę się ze stwierdzeniem,że "jak urlop to w Tatrach"- to u mnie w domu nie podlega dyskusjiWink
"Nicnierobienie" przy pięknej, słonecznej pogodzie w Tatrach- oj chyba nie może być dla mnie nic gorszego, jestem wtedy bardzo wkurzonakwasny
A tak w ogóle to gratuluję wyprawyok fajne wybraliście trasy- szkoda,że nie zawsze udało się je zrealizować do końca, ale wiadomo,że trzeba dostosowywać się do grupy.
A jeśli chodzi o "zakopiańskie świderki" to zdaniem mojego 8-letniego syna są the bestok:okok
Ciekawe trasy i projekty.A że pogoda nie zawsze sprzyja zamierzeniom-tak to jest w Tatrach często.Gratuluję wycieczek i aktywnościok
Dziękuję wszystkim za gratulacje i miłe słowa.

Sokole, fotek z zejścia z Pyszniańskiej nie ma zbyt wiele z tytułu pośpiechu, jaki nam towarzyszył. Te, które są dotyczą jedynie jej górnej części - wyraźna perć pośród traw. Poza tym, brak fotek z części szlaku położonego niżej, pośród lasu, wynika też z "braku atrakcyjności" takich miejsc. W środkowej części znacznie rozrośnięta jest kosodrzewina i znajduje się kilka zwalonych drzew (no, może te zwalone drzewa...), natomiast ostatni odcinek utrzymany jest w stanie pierwszorzędnym (np. mostki). Stanowi on jakby drogę, bez wątpienia użytkowaną, a kończącą się na hali Ornak (dochodzi do ścieżki wiodącej na Iwaniacką). Oto fotki:[attachment=25338][attachment=25339][attachment=25340]
Pozdrawiam
Przekierowanie