24-08-2009, 07:11 PM
Nastał kolejny weeked tyle, że deszczowy. No ale przecież z domu się ruszyć trzeba...
W sobotę razem z gosia3kiem postanowilismy się wybrać w Beskid Sądecki. W nocy się tak rozpadało, że nie szło nawet spać. Nic to zobaczymy rano. Niedzielny poranek wyglądał znowu podobnie, czyli pobudka o 6 i chwilę później zgarniam Gośkę. Jedziemy w stronę Piwnicznej. Po drodze mijamy podtopioną wieś o nazwie Barcice, gdzie strażacy wypompowują wodę z zalanych rowów i ogródków. Nawet na drodze było dośc sporo wody po nocnych ulewach ale poldolot jako, że jest autem wielozadaniowym w roli amfibii sprawdził się znakomicie
Wkońcu dojeżdzamy do naszego punktu wypadowego czyli Kosarzysk. Tutaj czekamy do połoudnia na poprawę pogody, która wg wszysytkich prognoz miała nastąpić. W między czasie Mallaidh razem z kompanami obudzili się w schronisku i powoli schodzą do nas. Ja z nudów gram z gosia3kiem w Eurobiznes o piwo, które zostało wypite już podczas gry - zgadnijcie przez kogo ?
Ok, 13 cała ekipa w komplecie. Deszcz nawet mniej pada, czyli wyjeżdzamy. Całą 5 - ką ładujemy się do poldolota i kierujemy się w stronę Piwnicznej. W miasteczku zostawiamy trójkę imprezowiczów schroniskowych a my wkońcu obieramy właściwy kierunek na góry. Jedziemy do Krynicy. Parkujemy samochód i w drogę. Deszcz cały czas pada ale duzo mniej jakby za chwile miało się przejaśnić. Gosia tylko coś taka niezadowolona, że "zły" mieciur ją w góry goni
Pierwszy etap naszej wycieczki to przejscie przez górę Krzyżowa 813 m. n.p.m. żółtym szlakiem na przełęcz o tej samej nazwie. Ten odcinek idzie bezboleśnie i dość sprawnie. Pada. Teraz idziemy szlakiem niebieskim i żółtym w stronę Kopciowej. Pogoda się pogarsza - zaczyna wiać a potem mocniej padać. W zasadzie plecaki mokre, ale ciuchy na membranie i buty trzymaja się dzielnie
Tylko za plecami cały czas odczuwam pomruki gosia3ka na mój upór żeby iść. A przecież jest tak fajnie, woda błotko, góry mgła w lesie taki klimacik i wogóle
Wkońcu dochodzimy do Kopciowej. Teraz jesteśmy na drodze krajowej, mija nas autobus do N. Sącza na który patrzymy z głodem w oczach. Na przystanku krótki postój na herbatkę i czekoladę i ruszamy dalej. A no i przestało padać - na chwilę.
Teraz idziemy żółtym szlakiem trawersując stoki Hawrylakówki 780 m.n.p.m. który prowadzi nas na Huzary 864 m.n.p.m. Momentami się idzie całkiem przyjemnie. Potem troche błota wiatru i żab.
Na Huzarach nawet się nie zatrzymujemy. Idziemy dalej żółtym szlakiem kierując siejuż na Górę Parkową 741 m.n.p..m. Zbliżamy się do cywilizacji - pojawiaja się ławeczki i śmieci. Na szczycie która jest normanie krynickim ceprowiskiem nie ma nikogo. Ciekawe czemu ??
Przestało juz padać na dobre, nawet zaczynamy podsychać
Schodzimy do Krynicy. Na zejściu z Góry Parkowej liczka zakosów i rozwidleń spowodowała u mnie ból głowy ! No ale jakoś docieramy do celu. Wyglądamy troche tak "jakbyśmy tydzień w lesie spali" i stanowimy lokalną atrakcję dla Krynickich Kuracjuszy czy jak sie tam ich zwie...
No i w końcu docieramy do auta. Pytam się Gosi czy wycieczka się podobała (bo mi bardzo) i w odpowiedzi dostaje kijkiem po garbie !
No normalnie skandal, to mieciur sie stara, zabiera na wycieczke, wczasy, takie atrakcje organizuje, super pogodę i przygody na szlaku a tu taka wdzięczność !


A podsumowując, może pogoda się nam nie udała, ale moim zdaniem i tak warto. Człowiek w domu nie siedzi, uodporni się na wszelkie chorubska, przejdzie nowy szlak (tam nas jeszcze nie było)i jakąs satysfakcje ma z tego
No i ten niedzielny spacerek w ostatecznym rozrachunku zamknął się w 20 km.
A o fotki to gosia3ka prosić - zrobiła wtedy całe 4 zdjęcia
I dziękuję Gośka, za towarzystwo na szlaku i dzielne, cierpliwe znoszenie moich zwariowanych pomysłów.
W sobotę razem z gosia3kiem postanowilismy się wybrać w Beskid Sądecki. W nocy się tak rozpadało, że nie szło nawet spać. Nic to zobaczymy rano. Niedzielny poranek wyglądał znowu podobnie, czyli pobudka o 6 i chwilę później zgarniam Gośkę. Jedziemy w stronę Piwnicznej. Po drodze mijamy podtopioną wieś o nazwie Barcice, gdzie strażacy wypompowują wodę z zalanych rowów i ogródków. Nawet na drodze było dośc sporo wody po nocnych ulewach ale poldolot jako, że jest autem wielozadaniowym w roli amfibii sprawdził się znakomicie
Wkońcu dojeżdzamy do naszego punktu wypadowego czyli Kosarzysk. Tutaj czekamy do połoudnia na poprawę pogody, która wg wszysytkich prognoz miała nastąpić. W między czasie Mallaidh razem z kompanami obudzili się w schronisku i powoli schodzą do nas. Ja z nudów gram z gosia3kiem w Eurobiznes o piwo, które zostało wypite już podczas gry - zgadnijcie przez kogo ?

Ok, 13 cała ekipa w komplecie. Deszcz nawet mniej pada, czyli wyjeżdzamy. Całą 5 - ką ładujemy się do poldolota i kierujemy się w stronę Piwnicznej. W miasteczku zostawiamy trójkę imprezowiczów schroniskowych a my wkońcu obieramy właściwy kierunek na góry. Jedziemy do Krynicy. Parkujemy samochód i w drogę. Deszcz cały czas pada ale duzo mniej jakby za chwile miało się przejaśnić. Gosia tylko coś taka niezadowolona, że "zły" mieciur ją w góry goni

Pierwszy etap naszej wycieczki to przejscie przez górę Krzyżowa 813 m. n.p.m. żółtym szlakiem na przełęcz o tej samej nazwie. Ten odcinek idzie bezboleśnie i dość sprawnie. Pada. Teraz idziemy szlakiem niebieskim i żółtym w stronę Kopciowej. Pogoda się pogarsza - zaczyna wiać a potem mocniej padać. W zasadzie plecaki mokre, ale ciuchy na membranie i buty trzymaja się dzielnie
Tylko za plecami cały czas odczuwam pomruki gosia3ka na mój upór żeby iść. A przecież jest tak fajnie, woda błotko, góry mgła w lesie taki klimacik i wogóle
Wkońcu dochodzimy do Kopciowej. Teraz jesteśmy na drodze krajowej, mija nas autobus do N. Sącza na który patrzymy z głodem w oczach. Na przystanku krótki postój na herbatkę i czekoladę i ruszamy dalej. A no i przestało padać - na chwilę.
Teraz idziemy żółtym szlakiem trawersując stoki Hawrylakówki 780 m.n.p.m. który prowadzi nas na Huzary 864 m.n.p.m. Momentami się idzie całkiem przyjemnie. Potem troche błota wiatru i żab.
Na Huzarach nawet się nie zatrzymujemy. Idziemy dalej żółtym szlakiem kierując siejuż na Górę Parkową 741 m.n.p..m. Zbliżamy się do cywilizacji - pojawiaja się ławeczki i śmieci. Na szczycie która jest normanie krynickim ceprowiskiem nie ma nikogo. Ciekawe czemu ??
Przestało juz padać na dobre, nawet zaczynamy podsychać
Schodzimy do Krynicy. Na zejściu z Góry Parkowej liczka zakosów i rozwidleń spowodowała u mnie ból głowy ! No ale jakoś docieramy do celu. Wyglądamy troche tak "jakbyśmy tydzień w lesie spali" i stanowimy lokalną atrakcję dla Krynickich Kuracjuszy czy jak sie tam ich zwie... No i w końcu docieramy do auta. Pytam się Gosi czy wycieczka się podobała (bo mi bardzo) i w odpowiedzi dostaje kijkiem po garbie !
No normalnie skandal, to mieciur sie stara, zabiera na wycieczke, wczasy, takie atrakcje organizuje, super pogodę i przygody na szlaku a tu taka wdzięczność !


A podsumowując, może pogoda się nam nie udała, ale moim zdaniem i tak warto. Człowiek w domu nie siedzi, uodporni się na wszelkie chorubska, przejdzie nowy szlak (tam nas jeszcze nie było)i jakąs satysfakcje ma z tego
No i ten niedzielny spacerek w ostatecznym rozrachunku zamknął się w 20 km.
A o fotki to gosia3ka prosić - zrobiła wtedy całe 4 zdjęcia

I dziękuję Gośka, za towarzystwo na szlaku i dzielne, cierpliwe znoszenie moich zwariowanych pomysłów.


