23-08-2009, 10:52 PM
Sobota, bus z NS do Rytra, ludzka godzina 8.55
, tak rozpoczyna się nasze kolejne spotkanie klasowe. Celem jest Radziejowa, a potem nocleg w chatce pod Niemcową. Jedziemy we czwórkę: Marcin, Tadek, Jasiu i ja. Dawno już nie szliśmy w góry w tym składzie, więc tym większa miałem nań ochotę.
Jeszcze tylko niezbędne zakupy w Rytrze i ruszamy na szlak. Wybieramy żółty gminny ? alternatywę dla kilku kilosów asfaltu. Ciśniemy nim dwie minuty i...gubimy się
. Sytuacja robi się dramatyczna. Plecaki ciężkie jak diabli, trzeba wyciągnąć mapę, mamy już dość, a do tego zaczynają nas nękać muchy
. Marcin mówi by pójść na przełaj, Tadek by zawrócić, Jaśko nie mówi nic. W końcu odnajdujemy ścieżkę, która potem jeszcze kilka razy zmusza nas do dywagowania na rozstajach. Na jednym takim dostrzegam dwa prawdziwki. Już wiemy, co będzie na kolację
, tymczasem ławeczki z widokiem na Sącz zachęcają do przerwy śniadaniowej.
Dochodzi południe, jest jeszcze bardziej parno i jeszcze więcej much. Dobijamy do zielonych oraz niebieskich znaków na Przehybę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio nimi szedłem. Teraz już wiem dlaczego. Kilka dorodnych podejść mocno zagrzało mi silnik. Przed 14tą zaczęło kropić. Tu ostrzeżenie, że po południu może nas zmoczyć bardziej. Przedzieramy się więc przez stada much, które potraktowały nas jak jakąś padlinę, ku schronisku na Przehybie. Rozkładamy się na dobrą godzinę, jemy zupy.
Po trzeciej stwierdzamy, że chmury zaczynają wyglądać niezachęcająco i ruszamy ku Radziejowej. Zdobywamy ją bezboleśnie. Z wierzy mieliśmy dobry pogląd na chmury, co jeszcze bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że dziś będziemy zlani. Szybko zdobywamy Rogacza skąd pierwsze pomruki nieba słychać już całkiem blisko. Jeszcze pół godzinki i dochodzimy do studenckiej chatki. Udało się! Oszukaliśmy pogodę! A miało padać! Hurra!
Zamawiamy herbatkę i idziemy doprowadzić się do ludzkiej postaci w ukrytej w lesie ?łazience? (w chatce nie ma takich wynalazków jak prąd czy prysznic
). Musieliśmy się jednak umyć niedokładnie, gdyż góry postanowiły nanieść pewne poprawki. Nagle lunęło jak cebra. 50 metrów do chaty wystarczyło, by zmoczyć się jeszcze raz. Cóż, co ma wisieć, nie utonie...
Wieczorem, jak to wieczorem, był sosik grzybowy, były rozmowy, był na gitarze gwałt zbiorowy
. Szczególnie żarliwe dyskusje prowadziliśmy z Jasiem, wskutek czego Jasiu padł. Musieliśmy go zakręcić. Było nam przykro. 
W nocy padało, całe schronisko było zalane...Rano pogoda nie zmieniła swoich zamiarów więc aktywność górska ograniczyła się jedynie do zejścia do Kosarzysk, skąd pełny PKS Mieciur
zabrał nas do Piwnicznej. Przesiadka do PKS Nowy Sącz i to by było na tyle. Było miło. 
Widoczki znad Rytra:
[attachment=25254][attachment=25255][attachment=25256][attachment=25257]
Mucha na tle Beskidu
[attachment=25258]
Chłopaki cisną do lasu
[attachment=25259]
Muchoportet własny
[attachment=25260]
Panorama
[attachment=25261]
Przehyba
[attachment=25262]
Mleko do kawy samo przylazło
[attachment=25264]
, tak rozpoczyna się nasze kolejne spotkanie klasowe. Celem jest Radziejowa, a potem nocleg w chatce pod Niemcową. Jedziemy we czwórkę: Marcin, Tadek, Jasiu i ja. Dawno już nie szliśmy w góry w tym składzie, więc tym większa miałem nań ochotę.
Jeszcze tylko niezbędne zakupy w Rytrze i ruszamy na szlak. Wybieramy żółty gminny ? alternatywę dla kilku kilosów asfaltu. Ciśniemy nim dwie minuty i...gubimy się
. Sytuacja robi się dramatyczna. Plecaki ciężkie jak diabli, trzeba wyciągnąć mapę, mamy już dość, a do tego zaczynają nas nękać muchy
. Marcin mówi by pójść na przełaj, Tadek by zawrócić, Jaśko nie mówi nic. W końcu odnajdujemy ścieżkę, która potem jeszcze kilka razy zmusza nas do dywagowania na rozstajach. Na jednym takim dostrzegam dwa prawdziwki. Już wiemy, co będzie na kolację
, tymczasem ławeczki z widokiem na Sącz zachęcają do przerwy śniadaniowej. Dochodzi południe, jest jeszcze bardziej parno i jeszcze więcej much. Dobijamy do zielonych oraz niebieskich znaków na Przehybę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio nimi szedłem. Teraz już wiem dlaczego. Kilka dorodnych podejść mocno zagrzało mi silnik. Przed 14tą zaczęło kropić. Tu ostrzeżenie, że po południu może nas zmoczyć bardziej. Przedzieramy się więc przez stada much, które potraktowały nas jak jakąś padlinę, ku schronisku na Przehybie. Rozkładamy się na dobrą godzinę, jemy zupy.
Po trzeciej stwierdzamy, że chmury zaczynają wyglądać niezachęcająco i ruszamy ku Radziejowej. Zdobywamy ją bezboleśnie. Z wierzy mieliśmy dobry pogląd na chmury, co jeszcze bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że dziś będziemy zlani. Szybko zdobywamy Rogacza skąd pierwsze pomruki nieba słychać już całkiem blisko. Jeszcze pół godzinki i dochodzimy do studenckiej chatki. Udało się! Oszukaliśmy pogodę! A miało padać! Hurra!

Zamawiamy herbatkę i idziemy doprowadzić się do ludzkiej postaci w ukrytej w lesie ?łazience? (w chatce nie ma takich wynalazków jak prąd czy prysznic

). Musieliśmy się jednak umyć niedokładnie, gdyż góry postanowiły nanieść pewne poprawki. Nagle lunęło jak cebra. 50 metrów do chaty wystarczyło, by zmoczyć się jeszcze raz. Cóż, co ma wisieć, nie utonie...
Wieczorem, jak to wieczorem, był sosik grzybowy, były rozmowy, był na gitarze gwałt zbiorowy
. Szczególnie żarliwe dyskusje prowadziliśmy z Jasiem, wskutek czego Jasiu padł. Musieliśmy go zakręcić. Było nam przykro. 
W nocy padało, całe schronisko było zalane...Rano pogoda nie zmieniła swoich zamiarów więc aktywność górska ograniczyła się jedynie do zejścia do Kosarzysk, skąd pełny PKS Mieciur
zabrał nas do Piwnicznej. Przesiadka do PKS Nowy Sącz i to by było na tyle. Było miło. 
Widoczki znad Rytra:
[attachment=25254][attachment=25255][attachment=25256][attachment=25257]
Mucha na tle Beskidu
[attachment=25258]
Chłopaki cisną do lasu
[attachment=25259]
Muchoportet własny
[attachment=25260]
Panorama
[attachment=25261]
Przehyba
[attachment=25262]
Mleko do kawy samo przylazło
[attachment=25264]
Już ładnych parę miesięcy bedzie jak tam nie byłem, a w Chatce pod Niemcową to juz wogóle nie nocowałem. Z tą pogodą to chyab weekedn wykorzystaliście na maxa - jak zaczęło padać w sobotę popołudniu to do wieczora w niedziele lało. 