03-08-2009, 09:21 PM
Zbliżał się kolejny letni weekend. O dziwo pogoda zapowiadała się całkiem całkiem. I co tu robić ? zwłaszcza, że 2/3 ekipy sądeckiej szło na n - te wesele w tym roku. Pedro zaproponował wspólny wyjazd w Tatry z pobytem w jakimś schronisku. Oczywiście w Tatrzańskich schroniskach miejsc brak, więc postanowiliśmy jako punkt wypadowy naszej wycieczki wyznaczyć w schronisku pod Bereśnikiem w Beskidzie Sądeckim.
W sobote późnym popołudniem, Bartek podjeżdza po mnie. Pakujemy się do samochodu i w drogę. Jedziemy do Szczawnicy, troszkę się nam śpieszy bo pasuje dojść do schroniska jeszcze za dnia. Wszystko się nam ładnie składa, i nawet bez problemów znajdujemy darmowy parking w Szczawnicy. Teraz czeka nas ok 1 h drogi do schroniska. Idziemy żółtym szlakiem który wkrótce gubimy ale jakoś polami i krzakami docieramy do schroniska. Obsługa bardzo miła, bufet czynny grubo po 20. Wkońcu możemy spokojnie usiąśc i napić się piwa po całym tygodniu pracy. Teraz czas zaplanować trasę na jutro. Ale jakoś nie mamy weny, ustalamy tylko, że bedą to Tatry Zachodnie Słowackie.
Rano wstajemy po 5 i szybko schodzimy do auta. Ruszamy na Słowacje. Cel już znamy - postanowiliśmy przejść Otargańce robiąc pętle od Wąskiej Doliny, idąc zielonym szlakiem na Raczkowa Czubę i zejśc do Doliny Jamnickiej. Ok 9 rano docieramy na miejsce. Jemy szybkie śniadanie i na szlak.
Pierwsze podejście lasem daje dość mocno w kość. Zwłaszcza mi, w nogach czuje jeszcze czwartkową Mięguszowiecką Przełęcz. Idąc lasem co jakiśczas z powalone drzewa zagradzaja nam drogę i kilkakrotnie gubimy szlak idąc na krechę do góry na przełaj. Mi się podobało
W końcu wychodzimy z lasu, teraz czeka na nas kosówka. Dochodząc do miejsca w miare widokowego, wśród skałek robimy prawie godzinny postój i wypoczywamy ciesząc oko widokami
Napój turystyczny smakuje wybornie
No ale trzeba ruszać dalej, pogoda nam sprzyja choć widocznosć jest raczej słaba. Po drodze podziwiamy widoki na m.in Błyszcz, Bystrą, Starorobociański Wierch i Rohacze. Cały czas idzie się dość fajnymi skałkami. Po przeszło 4 h od wyjscia docieramy na Raczkową Czubę. Nie siedzimy tutaj zbyt długo bo wieje dość mocny i zimny wiatr. Kilka zdjęc i ruszamy dalej. Teraz idziemy na Jarząbczy Wierch. Na chwilę znów jesteśmy w Polsce
Z Jarząbczego Wierchu rozpoczynamy powolne zejście do samochodu. Najpierw idziemy dalej zielonym szlakiem. Zejście tutaj jest bardzo męczące kamienie ciągle sypią się spod nóg. Nareszcie ścieżka się poprawia i jużwsród kosówki a potem już lasu idziemy doliną. po drodze spotykamy kilku słowaków którzy degustują bliżej nieokreślony trunek z piersiówki. Ale jakoś nie mamy ochoty ani czasi się przyłączyć idziemy dalej. Podczas marszu przez tą dolinę trochę problemów sprawiają nam lawiniska. Powalone drzewa przez lawinę skutecznie utrudniaja nam przejście. Droga przez dolinę dłuży się nam niemiłosiernie ale wkońcu po 8 h od wyjścia docieramy do auta. Zmęczeni ale i usatysfakcjonowani wracamy do Polski, najpierw na obiad a potem do domu. Niestety wracając do N. Sącza załapaliśmy sie na korek, no ale trudno tak to jest na weekednach.
Co mnie urzekło w Tatrach Zachodnich Słowackich - byłem tam pierwszy raz, napewno cisza i odludzie. Brak ceprów na szlakch, sami swoi górołazy i to naprawdę bardzo mało. Spokój, widoki, klimat. Naprawdę bardzo mi się podobało.
No i tutaj podziękowania dla Bartka, za wybór szlaku, i kolejna porcję wykładów na temat topografii tatrzańskiej
no i oczywiście za towarzystwo na szlaku 
W sobote późnym popołudniem, Bartek podjeżdza po mnie. Pakujemy się do samochodu i w drogę. Jedziemy do Szczawnicy, troszkę się nam śpieszy bo pasuje dojść do schroniska jeszcze za dnia. Wszystko się nam ładnie składa, i nawet bez problemów znajdujemy darmowy parking w Szczawnicy. Teraz czeka nas ok 1 h drogi do schroniska. Idziemy żółtym szlakiem który wkrótce gubimy ale jakoś polami i krzakami docieramy do schroniska. Obsługa bardzo miła, bufet czynny grubo po 20. Wkońcu możemy spokojnie usiąśc i napić się piwa po całym tygodniu pracy. Teraz czas zaplanować trasę na jutro. Ale jakoś nie mamy weny, ustalamy tylko, że bedą to Tatry Zachodnie Słowackie.
Rano wstajemy po 5 i szybko schodzimy do auta. Ruszamy na Słowacje. Cel już znamy - postanowiliśmy przejść Otargańce robiąc pętle od Wąskiej Doliny, idąc zielonym szlakiem na Raczkowa Czubę i zejśc do Doliny Jamnickiej. Ok 9 rano docieramy na miejsce. Jemy szybkie śniadanie i na szlak.
Pierwsze podejście lasem daje dość mocno w kość. Zwłaszcza mi, w nogach czuje jeszcze czwartkową Mięguszowiecką Przełęcz. Idąc lasem co jakiśczas z powalone drzewa zagradzaja nam drogę i kilkakrotnie gubimy szlak idąc na krechę do góry na przełaj. Mi się podobało
W końcu wychodzimy z lasu, teraz czeka na nas kosówka. Dochodząc do miejsca w miare widokowego, wśród skałek robimy prawie godzinny postój i wypoczywamy ciesząc oko widokami
Napój turystyczny smakuje wybornie
No ale trzeba ruszać dalej, pogoda nam sprzyja choć widocznosć jest raczej słaba. Po drodze podziwiamy widoki na m.in Błyszcz, Bystrą, Starorobociański Wierch i Rohacze. Cały czas idzie się dość fajnymi skałkami. Po przeszło 4 h od wyjscia docieramy na Raczkową Czubę. Nie siedzimy tutaj zbyt długo bo wieje dość mocny i zimny wiatr. Kilka zdjęc i ruszamy dalej. Teraz idziemy na Jarząbczy Wierch. Na chwilę znów jesteśmy w Polsce
Z Jarząbczego Wierchu rozpoczynamy powolne zejście do samochodu. Najpierw idziemy dalej zielonym szlakiem. Zejście tutaj jest bardzo męczące kamienie ciągle sypią się spod nóg. Nareszcie ścieżka się poprawia i jużwsród kosówki a potem już lasu idziemy doliną. po drodze spotykamy kilku słowaków którzy degustują bliżej nieokreślony trunek z piersiówki. Ale jakoś nie mamy ochoty ani czasi się przyłączyć idziemy dalej. Podczas marszu przez tą dolinę trochę problemów sprawiają nam lawiniska. Powalone drzewa przez lawinę skutecznie utrudniaja nam przejście. Droga przez dolinę dłuży się nam niemiłosiernie ale wkońcu po 8 h od wyjścia docieramy do auta. Zmęczeni ale i usatysfakcjonowani wracamy do Polski, najpierw na obiad a potem do domu. Niestety wracając do N. Sącza załapaliśmy sie na korek, no ale trudno tak to jest na weekednach.
Co mnie urzekło w Tatrach Zachodnich Słowackich - byłem tam pierwszy raz, napewno cisza i odludzie. Brak ceprów na szlakch, sami swoi górołazy i to naprawdę bardzo mało. Spokój, widoki, klimat. Naprawdę bardzo mi się podobało.
No i tutaj podziękowania dla Bartka, za wybór szlaku, i kolejna porcję wykładów na temat topografii tatrzańskiej
no i oczywiście za towarzystwo na szlaku 





