03-08-2009, 06:28 PM
No i kolejna relacja 
Tym razem 30 lipca gosia3kowi i mi udało się wykombinować wolny dzień. Wybór był prosty - góry. Cel naszej wycieczki też nie był przypadkowy. Postanowiliśmy pójść na Mięguszowiecką Przełęcz dlatego, że było to ostatnie miejsce w Tatrach (polskich) gdzie nas jeszcze nie było. Oczywiście mówię o miejscach gdzie prowadzi szlak.
Więc tradycyjnie o 4:30 pobudka, podjeżdzam po gosia3ka i w drogę. Dojazd poszedł nam szybko i sprawanie bo i droga pusta i pogoda dobra i po 6 jesteśmy na Palenicy. Jeszcze tylko haracz za parking i wstęp do Parku i możemy wyruszać. Teraz dzwonie do Pedra, coby naszemu Adminowi zameldować gdzie to user-y tym razem idą
Po drodze jak zwykle nerwowo - czyli ochrona przyrody wg. TPN-u. Mija nas z 10 samochodów i nie były to pojazdy budowy ! No ale wkońcu docieramy do Morskiego Oka. Tutaj jemy szybkie śniadanie, pogoda zachęca do wyjścia w góry więc i my sięszybko zabieramy. Na Czarnym Stawie chwiliwy postój. Tutaj dośc ciekawe zjawisko - 9/10 osób idzie na Rysy reszta w tym My na Mięguszowiecką. Nam to bardzo odpowiada, jeszcze w tłumach przyjdzie się nam nachodzić.
Ruszamy. Początkowy odcinek szlaku idziemy powoli stopniowo nabierając wysokości. Ponieważ jesteśmy tu pierwszy raz, patrzymy w stronę Przełeczy próbując ustalić dalszy przebieg szlaku. Wiele szłyszeliśmy o trudnościach na tym szlaku i od czasu do czasu wkrada się niepewność co bedzie dalej czy damy rade. Ale nic to idziemy dalej. Dochodzimy do potoku który spływając po skałach tworzy piękny wodospad. Robimy sobie chwilke przerwy chłodząc przegrzane "chłodnice" w jego wodach. uzupełniamy też zapas wody - i zgodnie stwierdzamy, że nazwiemy tą wodę : "Naturalną Wodą Mineralną - Mięguszowianką"
Ruszamy dalej. Teraz zaczyna się podejście na Kazalnice. Wg. opisu szlaku przed nami pierwsze trudności i sztuczne ułatwienia. Rzeczywiście zaczyna siętroche wspinanie po skałach, znaleźlismy także kilka klamer ale bez większych problemów docieramy na Kazalnicę. Tutaj ja musiałem się posilić kanapką bo jakoś tak mi się w głowie zakręciło
Składamy takze meldunek Adminowi
Piękne widoki z tej Kazalnicy, a Rysy wyglądają fenomenalnie. Po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Wg. mapy mamy do Przełęczy jeszcze 40 minut. Teraz idziemy granią po dość szerokiej ścieżce. Idzie to nam bardzo szybko i sprawnie. Drogę sobie umilamy dyskusją na temat co to za trudności mają być pod samą Przełęczą...? Wkońcu dochodzimy do owego podobno eksponowanego miejsca ale przechodzimy bez problemów. Fakt, przy śniegu czy mokrej skale może to być trochę niebezpieczne.
Jestesmy na Przełeczy. Pogoda świetna, i kilka osób. Ale jest super, bo to sami swoi czyli górołazy - cepra nie uświadczysz
Podziwiamy widoki, cieszymy się jak dzieci i przez ponad godzinkę nie istnieje dla nas nic poza Tatrami. Problemy zostały tam gdzieś daleko na dole. Jest pięknie
Ostatnie miejsce zdobyte, zgodnie stwierdzamy, że teraz trzeba będzie zacząć jeździć w Tatry Słowackie. W nagrodę za trudy wejścia raczymy się napojem turystycznym
Oczywiście w minimalnych ilościach bo nie można zapominać, że jesteśmy w Tatrach Wysokich i o wypadek nie trudno.
No ale wkońcu trzeba schodzić, a wszelkie wątpliwości na temat zostania jeszcze chwilę rozwiewają nadciągajace chmury. Schodzimy. Teraz idzie szybko, w mig jestesmy na Kazalnicy, schodzimy dalej. Po drodze pocieszamy ludzi troszkę przestraszonych wspinaczką i klamrami, że za Kazalnicą to najgorsze za nimi. Wreszcie docieramy do wspomianego potoka. Idziemy dalej. I na tym odcinku szlaku spotykamy gatunek zwany "zakonnicą trekingową"
O ile spotkanie zakonnic w Tatrach nie należy do rzadkości za to takie widzieliśmy pierwszy raz. Ubrały się w spodnie dresowe, podciagnięte habity do kolan, markowe buciory górskie, kijki trekingowe i do tego rękawiczki do wspinania się. No naprawdę ciekawy widok
No a my wracamy dalej. Już widać Czarny Stawi i tłumy ludzi. Aż nie chce się schodzić, no ale coż musimy. Więc dołanczamy się do pielgrzymek i schodzimy do Morskiego Oka. Chyba bardziej zmęczyły nas tłumy ludzi niż cały szlak na Przełęcz. Pod schroniskiem obiadek - czytaj zupka. Dostajemy wrzątek, no a że dla nas nie ma miejsca na ławkach rozkładamy się pod murkiem przy schronisku. I gotujemy obiad
Wiecie co ? do dzisiaj się zastanawiam dlaczego tak dziwnie ludzie na nas patrzyli ...?
Rozpoczynamy ostatni etap wycieczki czyli powrót na parking na Palenicę. Droga jak tam jest każdy wie - dłuży się niemiłosiernie. Ale My dzielni forumowicze wymyślamy sobie ciekawe zajęcie. Postanawiamy przeprowadzić badania naukowe na temat ilości klapkowiczów na drodze Palenica - Morskie Oko. Ile naliczyliśmy ? a jak myślicie ? Wyszło nam 34 sztuki (Gosia popraw mnie jeśli coś przekręciłem). Więc jak na te tłumy co mijamy po drodze to nawet nieźle.
No i to w zasadzie koniec, odpalamy poczciwego Poldolota i ruszamy do Nowego Targu na obiad a potem już do domu.
Wycieczka bardzo udana, bardzo mi się podobało, no może spodziewałem się większych trudności na szalku - podobno jest on drugi w kolejnosci po Orlej Perci. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma tam żadnych większych trudnosci - oczywiscie przy dobrej pogodzie.
gosia3ek - dziękuję za kolejną wspaniałą wycieczkę

Tym razem 30 lipca gosia3kowi i mi udało się wykombinować wolny dzień. Wybór był prosty - góry. Cel naszej wycieczki też nie był przypadkowy. Postanowiliśmy pójść na Mięguszowiecką Przełęcz dlatego, że było to ostatnie miejsce w Tatrach (polskich) gdzie nas jeszcze nie było. Oczywiście mówię o miejscach gdzie prowadzi szlak.
Więc tradycyjnie o 4:30 pobudka, podjeżdzam po gosia3ka i w drogę. Dojazd poszedł nam szybko i sprawanie bo i droga pusta i pogoda dobra i po 6 jesteśmy na Palenicy. Jeszcze tylko haracz za parking i wstęp do Parku i możemy wyruszać. Teraz dzwonie do Pedra, coby naszemu Adminowi zameldować gdzie to user-y tym razem idą
Po drodze jak zwykle nerwowo - czyli ochrona przyrody wg. TPN-u. Mija nas z 10 samochodów i nie były to pojazdy budowy ! No ale wkońcu docieramy do Morskiego Oka. Tutaj jemy szybkie śniadanie, pogoda zachęca do wyjścia w góry więc i my sięszybko zabieramy. Na Czarnym Stawie chwiliwy postój. Tutaj dośc ciekawe zjawisko - 9/10 osób idzie na Rysy reszta w tym My na Mięguszowiecką. Nam to bardzo odpowiada, jeszcze w tłumach przyjdzie się nam nachodzić. Ruszamy. Początkowy odcinek szlaku idziemy powoli stopniowo nabierając wysokości. Ponieważ jesteśmy tu pierwszy raz, patrzymy w stronę Przełeczy próbując ustalić dalszy przebieg szlaku. Wiele szłyszeliśmy o trudnościach na tym szlaku i od czasu do czasu wkrada się niepewność co bedzie dalej czy damy rade. Ale nic to idziemy dalej. Dochodzimy do potoku który spływając po skałach tworzy piękny wodospad. Robimy sobie chwilke przerwy chłodząc przegrzane "chłodnice" w jego wodach. uzupełniamy też zapas wody - i zgodnie stwierdzamy, że nazwiemy tą wodę : "Naturalną Wodą Mineralną - Mięguszowianką"
Ruszamy dalej. Teraz zaczyna się podejście na Kazalnice. Wg. opisu szlaku przed nami pierwsze trudności i sztuczne ułatwienia. Rzeczywiście zaczyna siętroche wspinanie po skałach, znaleźlismy także kilka klamer ale bez większych problemów docieramy na Kazalnicę. Tutaj ja musiałem się posilić kanapką bo jakoś tak mi się w głowie zakręciło
Składamy takze meldunek Adminowi
Piękne widoki z tej Kazalnicy, a Rysy wyglądają fenomenalnie. Po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Wg. mapy mamy do Przełęczy jeszcze 40 minut. Teraz idziemy granią po dość szerokiej ścieżce. Idzie to nam bardzo szybko i sprawnie. Drogę sobie umilamy dyskusją na temat co to za trudności mają być pod samą Przełęczą...? Wkońcu dochodzimy do owego podobno eksponowanego miejsca ale przechodzimy bez problemów. Fakt, przy śniegu czy mokrej skale może to być trochę niebezpieczne.
Jestesmy na Przełeczy. Pogoda świetna, i kilka osób. Ale jest super, bo to sami swoi czyli górołazy - cepra nie uświadczysz
Podziwiamy widoki, cieszymy się jak dzieci i przez ponad godzinkę nie istnieje dla nas nic poza Tatrami. Problemy zostały tam gdzieś daleko na dole. Jest pięknie
Ostatnie miejsce zdobyte, zgodnie stwierdzamy, że teraz trzeba będzie zacząć jeździć w Tatry Słowackie. W nagrodę za trudy wejścia raczymy się napojem turystycznym
Oczywiście w minimalnych ilościach bo nie można zapominać, że jesteśmy w Tatrach Wysokich i o wypadek nie trudno. No ale wkońcu trzeba schodzić, a wszelkie wątpliwości na temat zostania jeszcze chwilę rozwiewają nadciągajace chmury. Schodzimy. Teraz idzie szybko, w mig jestesmy na Kazalnicy, schodzimy dalej. Po drodze pocieszamy ludzi troszkę przestraszonych wspinaczką i klamrami, że za Kazalnicą to najgorsze za nimi. Wreszcie docieramy do wspomianego potoka. Idziemy dalej. I na tym odcinku szlaku spotykamy gatunek zwany "zakonnicą trekingową"
O ile spotkanie zakonnic w Tatrach nie należy do rzadkości za to takie widzieliśmy pierwszy raz. Ubrały się w spodnie dresowe, podciagnięte habity do kolan, markowe buciory górskie, kijki trekingowe i do tego rękawiczki do wspinania się. No naprawdę ciekawy widok
No a my wracamy dalej. Już widać Czarny Stawi i tłumy ludzi. Aż nie chce się schodzić, no ale coż musimy. Więc dołanczamy się do pielgrzymek i schodzimy do Morskiego Oka. Chyba bardziej zmęczyły nas tłumy ludzi niż cały szlak na Przełęcz. Pod schroniskiem obiadek - czytaj zupka. Dostajemy wrzątek, no a że dla nas nie ma miejsca na ławkach rozkładamy się pod murkiem przy schronisku. I gotujemy obiad
Wiecie co ? do dzisiaj się zastanawiam dlaczego tak dziwnie ludzie na nas patrzyli ...?Rozpoczynamy ostatni etap wycieczki czyli powrót na parking na Palenicę. Droga jak tam jest każdy wie - dłuży się niemiłosiernie. Ale My dzielni forumowicze wymyślamy sobie ciekawe zajęcie. Postanawiamy przeprowadzić badania naukowe na temat ilości klapkowiczów na drodze Palenica - Morskie Oko. Ile naliczyliśmy ? a jak myślicie ? Wyszło nam 34 sztuki (Gosia popraw mnie jeśli coś przekręciłem). Więc jak na te tłumy co mijamy po drodze to nawet nieźle.
No i to w zasadzie koniec, odpalamy poczciwego Poldolota i ruszamy do Nowego Targu na obiad a potem już do domu.
Wycieczka bardzo udana, bardzo mi się podobało, no może spodziewałem się większych trudności na szalku - podobno jest on drugi w kolejnosci po Orlej Perci. Zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma tam żadnych większych trudnosci - oczywiscie przy dobrej pogodzie.
gosia3ek - dziękuję za kolejną wspaniałą wycieczkę






W lecie mi się tam nie chce chodzić. Dla samotnego wilka jest to zbyt stresujące. 

