27-07-2009, 05:19 PM
W sobotę 25 lipca wybraliśmy się wieczorem z kumplem na małą wycieczkę.
Około godziny 22:30 meldujemy się w Sopotni Wielkiej gdzie po chwili uderzamy na zielony szlak.
Pogoda wymarzona na marsz - wokół cisza i czyściutkie niebo pełne gwiazd
(co jakiś czas spadających) :-)
Droga do Hali Miziowej zajęła nam o godzinę więcej niźli jest to napisane na mapie.
No cóż, w dwóch miejscach szukaliśmy szlaku (słabo oznaczone skrzyżowania). No i był jeszcze jeden hamulec ? jagody. :-)
Było ich po prostu mnóstwo a my nie mogliśmy się im oprzeć.
Na szczyt Pilska wdarliśmy się czarnym szlakiem.
Szkoda tylko, że przed samym wierzchołkiem schrzaniła się pogoda. Nici z leżakowania i gapienia się na gwiazdy.
Klepnęliśmy szczyt po słowackiej stronie i wycofaliśmy się jakieś sto metrów w gęstą kosówkę.
Poszukiwania miejscówki trochę nam zajęły, bowiem widoczność spadła do około trzech metrów.
Około godziny 2:30 leżeliśmy już w namiocie, grzejąc się w wygodnych w śpiworach.
Reszta nocy przeleciała szybko. Co jakiś czas budził mnie łopoczący tropikiem wiatr i padający deszcz.
Ze wschodu słońca nici, ale co tam.
Pobudka o szóstej, łyk herbaty i szybkie pakowanie.
Po godzinie siódmej meldujemy się w schronisku na Miziowej gdzie jemy porządne śniadanie.
Po ósmej ruszamy w dół, zielonym, później czarnym, później żółtym szlakiem do Sopotni Wielkiej gdzie obfotografujemy fajny wodospad, po czym wracamy do samochodu.
W domku kąpiel, obiad i wyjazd do kina ? no żyć nie umierać :-D
Kilka minut przed wyjazdem
Jeść albo iść, oto jest pytanie...
Moja morda
Nocne fotki
Nasz hotel
Po drodze na dół
Wodospad Sopotnia
Powarede jagodowy ;-)
Z bitą śmietaną były przepyszne :-)
Około godziny 22:30 meldujemy się w Sopotni Wielkiej gdzie po chwili uderzamy na zielony szlak.
Pogoda wymarzona na marsz - wokół cisza i czyściutkie niebo pełne gwiazd
(co jakiś czas spadających) :-)
Droga do Hali Miziowej zajęła nam o godzinę więcej niźli jest to napisane na mapie.
No cóż, w dwóch miejscach szukaliśmy szlaku (słabo oznaczone skrzyżowania). No i był jeszcze jeden hamulec ? jagody. :-)
Było ich po prostu mnóstwo a my nie mogliśmy się im oprzeć.
Na szczyt Pilska wdarliśmy się czarnym szlakiem.
Szkoda tylko, że przed samym wierzchołkiem schrzaniła się pogoda. Nici z leżakowania i gapienia się na gwiazdy.
Klepnęliśmy szczyt po słowackiej stronie i wycofaliśmy się jakieś sto metrów w gęstą kosówkę. Poszukiwania miejscówki trochę nam zajęły, bowiem widoczność spadła do około trzech metrów.
Około godziny 2:30 leżeliśmy już w namiocie, grzejąc się w wygodnych w śpiworach.
Reszta nocy przeleciała szybko. Co jakiś czas budził mnie łopoczący tropikiem wiatr i padający deszcz.
Ze wschodu słońca nici, ale co tam.
Pobudka o szóstej, łyk herbaty i szybkie pakowanie.
Po godzinie siódmej meldujemy się w schronisku na Miziowej gdzie jemy porządne śniadanie.
Po ósmej ruszamy w dół, zielonym, później czarnym, później żółtym szlakiem do Sopotni Wielkiej gdzie obfotografujemy fajny wodospad, po czym wracamy do samochodu.
W domku kąpiel, obiad i wyjazd do kina ? no żyć nie umierać :-D
Kilka minut przed wyjazdem
Jeść albo iść, oto jest pytanie...
Moja morda

Nocne fotki
Nasz hotel
Po drodze na dół
Wodospad Sopotnia
Powarede jagodowy ;-)
Z bitą śmietaną były przepyszne :-)


eeeee, ja się tak nie bawię, najpierw smaka robicie, a potem jeszcze odbiercie nadzieję na whłonięcie jakiejs jagódki
nie płakaj
dam Ci sera na pierogi
Ser jest smaczny :-) Jak ja nie lubię lepić pierogów.....Może być jakiś deserek z jagodami i innymi owocami +bita śmietana ?
Czarne jagody zbierać po ciemku. Jeszcze chyba mało pochodziłem po kopczykach. Szkoda tylko, że Was jaki misiu nie przepędził w tych borówkach, że mu kolację zbieracie 

