09-07-2009, 12:47 PM
Dobry Wszystkim.
Pogoda ostatnimi czasy zmienna była. A pochodzić się chce. Aga , Lucy, Peepe, Robert18 i ja ( z TG ) umawiamy się na 7.30 w sobotę ( 4 lipca ) rano na PKS w Zakopanem. Z powodu bardzo poważnych obowiązków w Żywcu nie docieram na miejsce o tej porze. Reszta ekipy przetacza się na Zachód. Przenikają Dolinę Chochołowską i meldują się w schronisku. Dostają bardzo elegancki pokój. Z ... prywatną łazienką. Otumanieni luksusem udają się poprzez Wołowiec na Rohacze. W tym czasie ja załatwiam w Żywcu swoje sprawy i popołudniu docieram do Nowego Targu, potem PKS do Zakopanego, bus do Doliny. I ze słuchawkami na uszach ( Volbeat ) w jedną godzinę i dziesięć minut docieram do schroniska. Prawie w drzwiach spotykam się z Agą i Piotrkiem. Pozostałe dwa typy okupują już pokój. Witamy się, zwiedzamy jadalnię, a potem długo rozmawiamy w nocy. Tak długo, że w niedzielę wychodzimy ze schroniska dopiero o 11
. Plan - Kończysty, Jarząbczy i w dół. W dół przez mityczny Krowi Żleb. Konfrontacja z legendą, pokonanie własnych słabości, przezwyciężenie strachów czy zwykła ( tu cytat z klasyka gatunku ) popierdółka ?
Dla mnie to całkowicie nieznany odcinek Tatr Polskich. Nie byłem na żadnym z tych szczytów. Jak się później okaże dalej nie byłem na żadnym z tych szczytów
Swobodnym krokiem idziemy przez Dolinę Jarząbczą, co pewien czas podziwiając widoki. Zielono tam. A na niebie chwilowo niebiesko. Im wyżej będziemy to niebieskiego będzie mniej. Wyłania się Wołowiec, Bobrowiec stoi cały czas. Za granicy kuka Rohacz. A za węgła kuka burza. W skrócie - w pobliżu Trzydniowiańskiego Wierchu nic już nie widać, deszcz pada, gromy gdzieś blisko grzmocą, ogólnie letnią magię Tatr szlag trafił. Po burzy mózgów udajemy się na Trzydniowiański ( też wcześniej na nim nie byłem; zaliczyłem ). No i jazda na Krowie
Mnie się tam podobało. Kolana też nie narzekają. W tle pogoda robi się ciekawsza. Oczywiście chwilowo. Złazimy do połączenia szlaku z głównym traktem przez Dolinę. Luda sporo. Zaliczają i podziwiają. No i potem w wagoniku ( rozlalo się cudnie ). Następnie Zakopane, Rówień i pożegnanie. Pa.
[attachment=23758] [attachment=23759] [attachment=23760] [attachment=23761] [attachment=23762] [attachment=23763] [attachment=23764] [attachment=23765] [attachment=23766] [attachment=23767] [attachment=23768] [attachment=23769] [attachment=23770]
Pogoda ostatnimi czasy zmienna była. A pochodzić się chce. Aga , Lucy, Peepe, Robert18 i ja ( z TG ) umawiamy się na 7.30 w sobotę ( 4 lipca ) rano na PKS w Zakopanem. Z powodu bardzo poważnych obowiązków w Żywcu nie docieram na miejsce o tej porze. Reszta ekipy przetacza się na Zachód. Przenikają Dolinę Chochołowską i meldują się w schronisku. Dostają bardzo elegancki pokój. Z ... prywatną łazienką. Otumanieni luksusem udają się poprzez Wołowiec na Rohacze. W tym czasie ja załatwiam w Żywcu swoje sprawy i popołudniu docieram do Nowego Targu, potem PKS do Zakopanego, bus do Doliny. I ze słuchawkami na uszach ( Volbeat ) w jedną godzinę i dziesięć minut docieram do schroniska. Prawie w drzwiach spotykam się z Agą i Piotrkiem. Pozostałe dwa typy okupują już pokój. Witamy się, zwiedzamy jadalnię, a potem długo rozmawiamy w nocy. Tak długo, że w niedzielę wychodzimy ze schroniska dopiero o 11
. Plan - Kończysty, Jarząbczy i w dół. W dół przez mityczny Krowi Żleb. Konfrontacja z legendą, pokonanie własnych słabości, przezwyciężenie strachów czy zwykła ( tu cytat z klasyka gatunku ) popierdółka ?
Dla mnie to całkowicie nieznany odcinek Tatr Polskich. Nie byłem na żadnym z tych szczytów. Jak się później okaże dalej nie byłem na żadnym z tych szczytów
Swobodnym krokiem idziemy przez Dolinę Jarząbczą, co pewien czas podziwiając widoki. Zielono tam. A na niebie chwilowo niebiesko. Im wyżej będziemy to niebieskiego będzie mniej. Wyłania się Wołowiec, Bobrowiec stoi cały czas. Za granicy kuka Rohacz. A za węgła kuka burza. W skrócie - w pobliżu Trzydniowiańskiego Wierchu nic już nie widać, deszcz pada, gromy gdzieś blisko grzmocą, ogólnie letnią magię Tatr szlag trafił. Po burzy mózgów udajemy się na Trzydniowiański ( też wcześniej na nim nie byłem; zaliczyłem ). No i jazda na Krowie
Mnie się tam podobało. Kolana też nie narzekają. W tle pogoda robi się ciekawsza. Oczywiście chwilowo. Złazimy do połączenia szlaku z głównym traktem przez Dolinę. Luda sporo. Zaliczają i podziwiają. No i potem w wagoniku ( rozlalo się cudnie ). Następnie Zakopane, Rówień i pożegnanie. Pa.[attachment=23758] [attachment=23759] [attachment=23760] [attachment=23761] [attachment=23762] [attachment=23763] [attachment=23764] [attachment=23765] [attachment=23766] [attachment=23767] [attachment=23768] [attachment=23769] [attachment=23770]


Zawsze lepiej to, niż siedzieć przed telewizorkiem w domu