Rycerzowa od niechcenia
Trzeba nam było zdobyć ostatnią naklejkę do odznaki Beskidy II. Celem była słowacka Wychylowka. Tam jest skansen Kysuckiej Dziedziny i zrekonstruowana kolej wąskotorowa.
[
attachment=54353]
Jedno z ładnych miejsc do odwiedzenia, zwłaszcza rodzin z małymi dziećmi. Na swoje sobie przyjdą mali i duzi maszyniści. Ja, kiedy robiłem to miejsce parowóz był już pod parą i maszynista też. Dokładnie sprawdzał, czy wszystko jest na swoim miejscu. Było podobnie, jak w znanym wierszu J. Tuwima - Lokomotywa: "Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna, pot z niej spływa...."
[
attachment=54352]
Chwilę zastanawialiśmy się, czy przejechać się tym środkiem lokomocji. Jednak mieliśmy swoje plany. Dla chętmych - przejazd kosztuje 4 Euro dorosłego i 2 Euro dziecko. Co dalej z napoczętym dniem? Zostało nam odwiedzenie Rycerzowej z podejściem od słowackiej strony. Mamy 45 minut na dojście do Przełęczy Przysłop. Wygodnie i szybko na główny grzbiet Kysuckich/Żywieckich Beskidów. Jednak nie było znowu aż tak idealnie. Nikomu się tutaj nie chciało chodnika wydreptać i dlatego czasami trawa mnie sięgała po głowę. Nie wiem gdzie Tomturowi. Jak nie było trawy, to znów błoto nas atakowało.
[
attachment=54354][
attachment=54355]
Chyba najszczęśliwszy by był jakiś botanik-amator. Co wszelakiego zielstwa na łące pod przełęczą rosło nie zdołam opisać. O Przełęczy Przysłop nie trzeba się zbytnio opisywać. Sporo naszych luda, którzy drepczą po Żywieckich ją zna. Mogę tylko dodać, że ciekawy by był tutaj biwak. Budzenie jeleniem albo misiem jest bardzo prawdopodobne. Do przejścia następnego etapu wybieramy wariant żółty do bacówki. Późniejsze drałowanie na Rycerzową wydaje się więcej przyjazne niż z Przysłopu wprost na wierzchołek.
[
attachment=54356]
Przyznam, że byłem mile zaskoczony skromną obecnością turystów przy bacówce. Zawsze, kiedy tam byłem, to miejsce było oblegane rzeszą wszelkiego rodzaju turystów. Często bywa, że są tutaj prowadzone imprezy, które do późnej nocy targają moje małżowiny uszne. Chyba i pod Rycerzową mają sezony ogórkowe. Mogę powiedzieć, że i dosłownie. Takie małosolne wyśmienicie dopełniały nasze utopence i Żywiec.
[
attachment=54357]
Po takim zacnym posiłku czas na wierzchołkowe. Żegnamy nasz przysiółek,
[
attachment=54358]
który napełnił mnie nostalgią. Faktycznie, odwiedziny wierzchołka od bacówki nie przyspaja trudności.
[
attachment=54359]
Obowiązkowe zdjęcie wierchomiły i pora wrócić do miejsca zaparkowania autka. Kto sobie myślał, że to koniec wycieczki, ten nie zna chęci Tomtura. Wczesna pora na powrót i dlatego raźno domagał się wypełnienia luki w odwiedzeniu miejsc, które zawsze odkłada się "na potem". W tych okolicach to były takie dwa miejsca - zapora wodna Nowa Bystrzyca i wieża widokowa Bobowiec. Zbiornik wody pitnej Nowa Bystrzyca był wybudowany w 80 latach minionego wieku. Jako starszy wiekiem pamiętam, że tędy Doliną Harwelki jeździliśmy, jako młodzi, na Orawę. Dzisiaj ten kawałek jest zalany i na Orawę droga prowadzi w lewo położoną Doliną Wychylowki. Tama zapory jest sypana
[
attachment=54360][
attachment=54361]
a z niej mi najwięcej podobał się widok na jeden ze znanych wierzchołków, który nie muszę przedstawiać. Kto nie wie, co to za kopczyk, to jest baran a nie górołaz. Można jeszcze dodać, że w okolicy zapory i pod nią jest wybudowana przepiękna ścieżka rowerowa. Idealne miejsce na rodzinne wypady wyznawców dwukołowych rumaków. Dalszym miejscem do "na potem" odwiedzenia była wieża widokowa na Bobowcu. Jest to kopczyk, który jako pierwszy stoi za rondem przy Starej Bystrzycy i rozdziela drogę na Wychylowkę i Orawę i w prawo na Małą Fatrę. Z drogi jest też widoczna strzecha wieży. No i Tomtur tam chciał mermomocy kiedyś wyjść. I to kiedyś było dzisiaj. Na górę prowadzi okrężny żółty szlak. My wybraliśmy nieprzezornie ten prowadzący w prawo. Z początku było łatwo, afaltowa ścieżka rowerowa. Jednak nie chciało nam się całego kopczyka obchodzić i dlatego postanowiliśmy pójść na skróty. Właściwie na krechę. Wybieramy pierwszy lepszy rygol prosto do góry, którym zwożono kiedyś drewno. Kopiec to jest mały, ale stromy. Pot się z nas lał wszystkimi dziurami. Wtedy jeszcze sobie nie uświadamiałem, ale teraz tak. Każda rynna po zwózce drewna rozpoczyna się u góry w miejscu, gdzie pierwotnie był las. Ten był wycięty, drewno zwiezione i na miejscu lasu powstała łąka. Taka panieńska łąka, to nie jest zwyczajna łąka. Tutaj rośnie trawa gigant. Rygol się skończył na takiej łące i my zostaliśmy przez tą trawę gigant pochłonięci. Tomturowi wystawała tylko głowa, mnie nie było widać wogóle. Na szczęście mój szósty zmysł prowadził mnie na wyczulenie i po jakimś czasie szczęśliwie dotarliśmy do wydeptanej ścieżki.
[
attachment=54362]
Stąd już wieża była na parę kroków. Ten, kto oczekuje dalekie widoki, będzie zawiedzony. Raczej poszczególne wiochy w dole są dobrze widoczne. Z tych dalekonośnych mogę przedstawić jeden.
[
attachment=54363]
Na horyzoncie widać kawałek głownej grani Małej Fatry. Od Małego K. po Suchy i dalej w prawo Martinskie Hole. W dół idziemy już normalną drogą bez problemów. To był koniec wycieczki.
