Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Tatra Madness
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Chodzą mi po głowie różne kosmate myśli.Jak by ku ich realizacji Galleahad zgłasza na forum chęć wyjazdu w Tatry.Kilka rozmów telefonicznych- i już jesteśmy zorganizowani.
Cel:Górska przygoda. Miejsce: Dolina Czarna Jaworowa.
Spotykamy się w rannym expresie do Krakowa.Przejazd upływa na miłej rozmowie przy degustacji napojów turystycznych.
W Zakopie-ostatnie "domowe" dania gorące-placki po zbójnicku w "FIS" , zaprowiantowanie w markecie i w drogę.W Łyso Polanowym sklepiku małe uzupełnienie o niezbędny wiktuał i możemy stawić czoła wszelkim tatrzańskim trudom.
Dolina Jaworowa otwiera przed nami swoje podwoje-zatem ostro objuczeni bagażem-dajemy z buta.
Za ławeczkami odnajdujemy mikroślady.One nas zwodzą do potoczku.HuhCóż za radość ! CoolZdejmujemy buty i następuje zasłużona kąpiel dla nieco zmęczonych stóp. Za potoczkiem całkiem już wyraźna ścieżka w nie za bardzo stromym reglu doprowadza nas nad Czarny Jaworowy Staw.
Widoki nieziemskie na gmach Małej Śnieżnej Turni , Dolinę Śnieżną, Kapałkową Grań i takie tam inne....
Pogoda trochę straszy, muszki ładują się do zupy w ogromnych ilościach i tną niemiłosiernie....ale co tam ... Wink
Rozstawiamy namiot w kolorze kwiatu omiega kozłowca (ale wygodny) , delektujemy się widokiem i Fernet Stockiem.Cool
Jest lepiej niż dobrze....
W pobliżu obozuje trzy osobowa ekipa z Polski. Niosą się od nich dźwięki otwieranych puszek.Zapewne przygotowują kolację.Noc zapada...
c.d.n

1.Mała Śnieżna Turnia i Śnieżna Dolinka.
2.Galleahad w akcji.
3.Kapałkowa Grań.
4.Bździochowa Grań.
5.Czarny Staw Jaworowy.
NO I CZEKAM NA DALSZY CIĄG ,ZAPOWIADA SIE FAJNIE
doktor dozuje nam powoli emocje...
Doktorze nie skąp nam tak tej relacji, dawaj ciąg dalszy Big Grin
Budzik o czwartej nad ranem, Doktor wstać nie chce, z gór przenikliwym chłodem powiało, przez uchyloną płachtę namiotu... już piąta.
[...]
Dobra, czas ruszyć tyłki, gotować herbatę i w drogę póki ładnie jest. Godzinka niecała i spakowaliśmy nasz żółty domek. Trójka Polaków jeszcze leczy kaca w namiocie, więc żegnamy się i ruszamy ścieżyną przez polanę Czarnej Jaworowej w kierunku progu górnego piętra doliny. Po pięciu minutach ścieżka wyprowadza na dość wartki potok. Brzegów brak. Nic to, chyba nie ta ścieżka, próbujemy inną. Tą w końcu wbijamy się w 2,5-metrową kosówkę, którą po 20 metrach płynięcia i przedzierania się docieramy nad ten sam potok jakieś kilka metrów dalej.
Załamka, czyżbyśmy takie wielkie górołazy zbłądzili już na starcie. Nic to, pokornie wracamy i pytamy się wciąż jeszcze śpiących Polaków o drogę. Jeden z nich był tu kiedyś i z rozbrajającą pewnością twierdzi, że jedyna droga pod próg to po dnie wyschniętego potoku. Taaa, wyschniętego - on tu był w sierpniu, a mamy deszczowy lipiec. Nic to, buty od mokrych traw zaczynają już przemiękać, trzeba się przeprosić ze starym chlupotaniem i pokonać trasę w bród, częściowo po kamieniach, częściowo przewijając się przez kosówkę zwieszającą się do wody.
[attachment=23616] [attachment=23617]
Po pół godzinie takiego trekkingu w wersji hard chylę czoła przed Chałubińskim i spółką, którzy nie mieli przygotowanych wyciętych dróżek przez doliny. Próg zbliża się powoli, zaczynamy podejście po trawkach i piargach. Mijamy rodzinkę kozic, chyba nie spodziewały się tu ludzi.
[attachment=23618]
Przed końcem progu staje przed nami dęba skalna 20-metrowa rynna, jedyna dostępna droga do góry. Opisana jako łatwa przy suchej skale, teraz ocieka wodą i lśni się namokniętymi porostami.
[attachment=23619]
No cóż, trudno, rwiemy dalej. Doktor przeszedł trudności bez problemu. Mnie niestety 24-kg wór przygiął w dół i zawisło mi się na rękach, buty wyjechały. Aż głupio, trudności co najwyżej jedynkowe, a w dole jednak lufa i potok wali wodospadem. Com się naklął, żeby tego nieszczęsnego wora pokutnego jednak wtargać na górę.
Górne piętro doliny urocze - prezentuje ostatnie promienie słońca na szczytach - z dołu nachodzi mgła.
[attachment=23620] [attachment=23621] [attachment=23622]
Ja wiem jedno - odwrotu nie ma, tą drogą nie zejdę, trzeba przejść do innej doliny przez przełęcz.
Po krótkim posiłku podejścia ciąg dalszy. Morenami wznosimy się ponad wysokość Śnieżnej Turni. Mijamy żleby spod Śnieżnej Przełęczy, Przełęczy Stolarczyka - robi się szaro mgliście, wręcz mrocznie. Tylko płat śniegu, a dalej ruchomy piarg. Czuję się jak pod Cirith Ungol. "Climb Hobbits climb..." Faktycznie, przed nami spiętrza się wąski żleb. Wyraźny dość, z grubsza zgadza się z opisem w czasopiśmie.
[attachment=23623]
Nic to, idziemy. Robi się niefajnie, spod stóp jadą kilkudziesięciokilogramowe bambulce. Zachowujemy niewielki odstęp, co by nie rozpędzić takiego głaza na głowę kumpla.
[attachment=23624]
W końcu docieramy do małego płata śniegu, a za nim ścianka. Cztery metry gładkiej ścianki z rysą. I to ma być 0+. Wygląda raczej na coś między 2 a 3. Nic to, może przeoczyli. Z trudem gramolimy się z worami na górę. Zaraz przełęcz. Hurra! Są trawki, można iść. Ale zaraz. Trawki kończą się podcięte kilkudziesięciometrowym progiem. Pod nami tylko śnieg w dolinie Jastrzębiej. Grań też dla nas niedostępna. Bez liny nie ma co ryzykować przechodzenia trzech turnic w stronę Kołowego Szczytu.
Szybka piłka. Coś tu śmierdzi, to nie może być Czarny Przechód. Wpakowaliśmy się w jakąś szczerbę w grani, trzeba zrobić wycofa. Ale zaraz, co z tą ścianką. W dół będzie trudniej. Doktor schodzi pierwszy - na lekko. Ja zrzucam po kolei wory, on wyłapuje, żeby za daleko nie poleciały. Dalej zejście idzie już sprawnie. Miny mamy średnie, przypadnie nam nocleg nad progiem doliny i następnego dnia próba przejścia może przez Śnieżną do Terinki.
Aż tu na śniegu pod nami widzimy samotnego człowieka. W pierwszym odruchu zaklaskałem i pomachałem do niego. Zatrzymał się przy kamieniu i czeka. Dopiero potem zreflektowałem się, że może kanar jaki. Eeee, kanary tak wysoko nie latają Smile Idziemy do niego. Okazuje się, że facet wybiera się na Baranie Rogi przez Przełęcz Stolarczyka. Usłyszawszy naszą opowieść, jednoznacznie stwierdził, że zmyliliśmy drogę. Trzeba było skręcić we wcześniejszy żleb po lewej, ukryty za załomem skalnym. Ten wyprowadza na Czarny Przechód. My byliśmy na znacznie trudniejszej Czarnej Przełęczy. Niechby szlag tych z redakcji czasopisma - pomylili północ z zachodem - kardynalny błąd, który może co bardziej ufnych dużo kosztować.
Pożegnawszy się z samotnym wędrowcem (zresztą poczytajcie sobie też relację z jego wyprawy) ruszyliśmy już sprawnie na Czarny Przechód. Na przełęczy łatwo - jest droga zejściowa oraz widać banalne podejście na Kołowy.
[attachment=23625]
Ja zaliczam mały zjazd kondycyjny, Doktor zaś po papierosku wali już do góry. Nic to, nie ma co się zastanawiać, wór idzie pod kamień, biorę aparat i wodę i za nim. Pod szczytem łapie mnie potworny głód. Było jednak zjeść na przełęczy. A Doktor tylko na papieroskach jedzie - dla mnie to nieodgadniona tajemnica, jak można się żywić dymem. Ale widać działa.
Na Kołowym mgła. Widoków żadnych. Kilka zdjęć robimy w celach dokumentacyjnych i schodzimy.
[attachment=23626] [attachment=23627]
Na Przechodzie, dorwawszy się do plecaka, opędzlowałem kabanosy, ser, chleb, czekoladę, izostara i herbatę. Lepiej, bo już się ciemno przed oczami robiło.
Po posiłku rozpoczynamy zejście. Przed nami mozolne trzy progi doliny. Pierwszy pokonujemy łatwo - ścieżką z lewej po piargu. Potem wypłaszczenie i długie pole śnieżne. Jak miło znów w raczkach popylać - nic spod nóg nie leci.
[attachment=23628] [attachment=23629] [attachment=23630]
Idziemy tak aż pod Jakubowy Mur, skąd zejście w stronę drugiego progu. Widzimy też od razu nasz błąd. Ścieżka, częściowo pod śniegiem prowadzi po drugiej stronie kotła. Nic to, trudno. Po drodze jeszcze zaliczam mały upadek na śniegu, ale czekan po raz kolejny się sprawdza.
Doktor wiedziony jakimś siódmym zmysłem znajduje drogę wśród śliskich trawek, mokrych kamieni, potoczków i stromych prożków skalnych. Udaje nam się nie wyjechać i bezpieczny docieramy na dolne piętro Doliny Jastrzębiej. Przed nami potężna struga wodospadu spadająca już do kotła Zielonego Stawu Kieżmarskiego.
[attachment=23631]
Zaczynają się też kopczyki. Stres odpuszcza, idziemy dobrą drogą. Dalej powietrzny trawers pod Czarną Granią - do doliny Dzikiej i nastęnie w dół żebrem do Stawu. Z radością witam łańcuchy.
[attachment=23632] [attachment=23647]
Plecak ciąży i ułatwienia po drodze się przydadzą. Schodzimy tak jeszcze jakiś czas i docieramy do schroniska. Doktor po znajomości załatwia dwuosobowy pokój. Jest piwo, jest kofola, obiad, można odpocząć. Z dumą spoglądamy na odległy Kołowy Szczyt - odsłonił się popołudniowo. Kiedyś trzeba tam wejść przy lepszych widokach.
cdn.
Pięknie to opisałeś Tomek ok
Drobne uwagi:
a)Przez próg Czarnej Jaworowej jest możliwa jeszcze jedna trasa turystyczna -patrząc od dołu po lewej od wodospadu
b)Podziękowania wielkie dla gościa który nas iluminował ok
c)Opis żlebu z gazety-zrobiony tak jak by ktoś chciał opisać Koh-i Noora.(Warianty I, przewężenia-kilka akapitów) Po co ? Wystarczyło napisać-że jest możliwość pomyłki ze żlebem na prawo wyprowadzającym na Czarną Przełęcz.
d) Nie Jakubowy-a Danielowy Mur Wink
PozdrawiamSmile
Coś-by zawiesić oko przy południowej kawie Wink
1.Spojrzenie na żleb wyprowadzający na Czarną Przełęcz(tuż nad plamką śniegu-wzmiankowany prożek)
2-5.Siklawy na progu Doliny Dzikiej (widok wody i zieleni ponoć dobrze koi nerwy w pracy Wink )
Woda mnie ukoiła. Będzie Ci to w zaświatach policzone.
Bardzo interesujaca eskapada, dobrze się czyta ok
ps. Doktore a miałeś jakieś jedzenie ze sobą Toungue ?? czy tylko płyny i peciki... wiem wiem był i batonik Big Grin

Tomek pisz dalej, czekamy na Kieżmarskie.

ps2 zarąbiste są rejony wschodnich Wysokich, trzeba im poświęcić więcej czasu.

Pablo napisał(a):
Bardzo interesujaca eskapada, dobrze się czyta ok
ps. Doktore a miałeś jakieś jedzenie ze sobą Toungue ?? czy tylko płyny i peciki... wiem wiem był i batonik Big Grin

Tomek pisz dalej, czekamy na Kieżmarskie.

ps2 zarąbiste są rejony wschodnich Wysokich, trzeba im poświęcić więcej czasu.

a) Były też paskudne zupki chińskie i z 1kg kiełbasy podsuszanej(strasznie dużo waży kwasny Big Grin ) -no i parę mielonek w plastikowych opakowaniach Wink
b) Umówiłem się z Tomkiem , że napiszę trzecią część-za chwilę biorę się do roboty Smile
c) To prawda-niektóre rejony Tatr Wysokich są i ładne i bezludne Cool

Po prostu super! ok
Czekam z niecierpliwością na trzecią część. Wink
Kolejny poranek zastaje nas w podejściu na Rakuską Przełęcz (5.20 wyjście ze schroniska).W planach Kieżmarskie Szczyty. Pogoda nawet, nawet- choć wg. komunikatu pogodowego wywieszonego w Zielonym Plesie wynika -że około południa mają wystąpić opady deszczu.
Idziemy na lekko-większość cięższych rzeczy zostawiamy w pokoju.
Nasze ambitne plany-szybko weryfikuje jednak po prostu zmęczenie. Dzień poprzedni daje o sobie znać. Jeszcze przed wejściem w zakosy szlaku-zgodnie stwierdzamy, że najlepszym rozwiązaniem będzie odwrót na z góry upatrzone pozycje.
Kilka godzin dodatkowego snu, następnie solidna podbudowa na duchu i ciele w schroniskowej restauracji przywraca optymizm. W między czasie z godzinnym opóźnieniem(tak między 13 a 14) przechodzi w rejonie solidna zlewa bez fajerwerków.
Studiując prognozę, zauważam na wykresach , że załamanie pogody ma wystąpić w dniu następnym około 10 przed południem.
Rodzi to nieco dziki pomysł. By myśleć o Kieżmarskich realnie trza by było wystartować bardzo wcześnie z rana z wysoko położonego punktu. Zamysł przekształcamy w czyn-nastrój jest bojowy. Szybkie pakowanko- stopka śliwki na pożegnanie i jesteśmy w drodze.
Na zakosach ku Rakuskiej Przełęczy -ku swojemu zdziwieniu napotykamy kota domowego. Idąc w dół byśmy zanieśli zwierzę do schronu, a tak ?
Idącym z góry turystom słowackim polecamy los i bezpieczeństwo macacia.Huh
Mimo-że plecaki są solidnie dopakowane -sprawnie i szybko osiągamy Rakuską Przełęcz i w chwilę później Rakuską Czubę(2038m).
Krótka sesja foto i rozpoczynamy poszukiwanie dogodnej i mało widocznej miejscówki na namiot. Znajdujemy ją na wysokości około 1980m w Huncowskiej Dolince.
W nocy pogoda się radykalnie psuje- deszcz pada przez kilka godzin bez przerwy z krótkimi przerwami, w oddali trochę błyska i grzmi(na szczęście burza nie dociera do nas ).Myślę już, że przekombinowałem nieco z tym biwakiem.
Odgłos budzika wyrywa z płytkiego snu o 4 rano. Ku mojemu zaskoczeniu niebo jest czyste. Szybko zwijamy bambetle, wrzucamy coś na ruszt i heja w górę Dolinki. Próg z wodospadem omijamy po orograficznie lewej stronie, później pólko śnieżne(zakładamy raki),i z deka męczące piarżysko(zdejmujemy raki).
Trochę po 7-stajemy na Huncowskiej Przełęczy. Plecaki tu zostają , a my na lekko omijamy po prawej kilka spiętrzeń grani poprzez system łatwych żeberek i rynien. Dalej jest łatwiej, śladami perci, mniej więcej wzdłuż grani podążamy w stronę Kieżmarskiego Szczytu. W między czasie z pogodą zaczynają się dziać niedobre rzeczy. Pojawiają się szybko chmury , niektóre dość ambitnie i dynamicznie dążą do statusu cumulonimbusa.
Czasu mamy niedużo-toteż ostro dajemy z buta.
Kieżmarski Szczyt(2556m)-7.50
Mały Kieżmarski Szczyt (2513m)-8.03
Na szczytach kilka fot -ograniczonych już mocno przez chmury widoków i szybko zbiegamy w dół.
Z Przełęczy Huncowskiej zabieramy graty-chwila rozterki czy nie schodzić do Lejkowego Kotła, ale zgodnie z zasadą-że lepiej zejść poznaną wcześniej trasą-decydujemy się na Huncowską Dolinkę z modyfikacjami. Widoczność już jest mocno ograniczona przez mgły.
Na płacie śniegu napotykamy dwie przesympatyczne kozice. Aura wytrzymuje i po niedługim czasie docieramy do magistrali .Dalsza trasa -to Skalnate Pleso (tu zasłużony browar) i a jakże -kabinka do Tatrzańskiej Łomnicy. Okazuje się to trafną decyzją-gdyż na dole spotyka nas już niezła ulewa.
Reszta to proza. Peepermint na przystanku w Tatrzańskiej Łomnicy i przyjazd autobusu polskiej linii Zakopane -Poprad .
O przyzwoitej porze jesteśmy w rejonie kolejnego wyzwania górskiego.
Grań Krupówek i rejon Ronda Kuźnickiego.Cool
"Kolibecka" i "Gazdowo Kuźnia" -muszę przeca odłożyć zapas tłuszczyku na następny wyjazd w góry Cool
Całą imprezę oceniam jako udaną-oromna w tym zasługa znakomitego towarzystwu Tomka-któremu składam podziękowania.
Do zobaczenia w górach ! Smile
Kilka tylko niestety zdjęć. W focidle -które obsługiwałem coś się popsułoSad i na resztę trzeba poczekać aż Galleahad wywoła filmy Wink
1.Rzeczony kot górski
2.Kieżmarskie przed wieczorem.
3.w stronę Jastrzębiej Doliny.
4.Szturm baza
5.Kieżmarskie o świcie
6.Huncowski Szczyt
No pięknie, pogoda wyliczona co do godziny Wink
Ładny kotek - czuł się zagubiony?? nasz spotkany pies przy Kozim dawał radę po śniegu ok

Wodospad?? nie wiedziałem... czy to ta struga na drugim zdjęciu??

Dobrze, że namiot był w kolorze kamuflażu Wink hehehhhhhh

Fajna wyrypa, gratuluje Wam wyboru drogi... naprawdę ciekawie Smile

ps. Ile ta kolejka w dół teraz stoi?? 6 -8 euro??

Pablo napisał(a):
Ładny kotek - czuł się zagubiony?? nasz spotkany pies przy Kozim dawał radę po śniegu ok

Wodospad?? nie wiedziałem... czy to ta struga na drugim zdjęciu??

Dobrze, że namiot był w kolorze kamuflażu Wink hehehhhhhh

Ile ta kolejka w dół teraz stoi?? 6 -8 euro??


a) Kotek wyglądał dobrze-młody ale nie zabiedzony Wink
b) W Huncowskiej widoczny potoczek był zasilany ze śniegu i miał się dobrze. Tworzą się w środkowej części Doliny niewielkie kaskady na progu.
c) Big Grin
d) 6,30 Euro w dół.

No Kicia przecudna, też chciała zobaczyć kawałek świata Wink
Miejmy nadzieję, że trafiła w bezpieczne miejsce Wink
Całą relację świetnie się czytało! Zdjęcia są fascynujące! GRATULUJĘ ok
Stron: 1 2 3 4 5
Przekierowanie