06-07-2009, 08:27 PM
Ostatnia niedziela zrobiła się nam trochę leniwa. Najpierw rano pojechaliśmy całą ekipą sądecką plus Admin na grzyby w Beskid Sądecki co Mallaidh opisał w "sezonie na grzyba"
Ale, że po grzybach była godzina 13, wracać do domu za wcześne to postanowiliśmy z Bartkiem jeszcze wybrać się na jakiś spacerek. Wybór padł na Pieniny Słowackie, raz z powodu ograniczonego czasu a dwa, że w zasadzie tam jeszcze nas nie było.
Po szybkim obiedzie "na mieście" pakujemy się w samochód i w drogę. Najpierw jedziemy na Krościenko, potem na Niedzice, tam przekraczamy granicę i już na Słowacji jedziemy do Leśnicy. Po drodze zatrzymujemy się na Przełęczy Leśnickie Sedlo (710 m.n.p.m.) skąd podziwiamy z jednej strony panoramę Tatr a z drugiej Pienin i Beskidu Sądeckiego
[attachment=23532] Ruszamy dalej i docieramy do Lesnicy. Wieś potocznie mówiąc "zabita dechami' stanowimy tą lokalną atrakcję - jestesmy jedynymi turystami i to do tego "zagranicznymi". Trzy razy jeździmy w te i we wte szukając miejsca na zaparkowanie samochodu - nie nie było ruchu, tylko nie było wogóle miejsca przy drodze. Tutaj podziwiamy miejscowy folklor: [attachment=23533] [attachment=23534] W końcu parkujemy na przystanku PKSu pod mapą.
Szybko ruszamy na szlak bo czas nas troche goni. Zresztą zachowujemy się troche jak cepry łamiąc zasady bezpieczeństwa w górach - wychodzimy na szlak późno bo ok 16:30 a do tego nie mamy ani laterek ani jedzenia. No ale trasa na mapie jest na 3 h z hakiem wiec daleko nie idziemy. Ruszamy najpierw zielonym szlakiem w stronę szczytu Plasna (889 m.n.p.m.). Po drodze jakby mało było tego naszego ceprowego zachowania gubimy szlak. Idziemy sobie w najlepsze, prowadzimy różne "naukowe konwersacje" ale w penym momencie mówię, że czas spojżeć na GPSa i okazuje się, że szlak idzie sąsiednim grzbietem. No to dawej przez potok, przez pola w towarzystwie much po 15 minutach z powrotem jestesmy na szlaku. Teraz już poszło szybko, mijamy szczyt który i tak jest zalesiony, i na chwilę zatrzymujemy się na ławeczce [attachment=23535] i ruszamy dalej. Kolejny postój robimy na przełęczy Sedlo Cerla (605 m.n.p.m) [attachment=23536] i dalej w dół, Idzie się bardzo dobrze, much brak, ludzi brak, jest cicho i spokojnie
Po drodze mijamy jeszcze rezerwat buków, który był bardzo malowniczy. Przed ostatnim punktem spacerku jest Przełęcz Sedlo Targow (677 m.n.p.m.) gdzie spotykamy jedyną osobę na szlaku. Zamieniamy pare słów i kierujemy się w strone auta. Po ok 20 minutach jesteśmy z powrotem we wsi. Tutaj chwila odpoczynku i wracamy do N.Sącza. Już inną drogą przez Mniszek i Piwniczną. Prawie po drodze zgarniamy jeszcze gosia3ka i jedziemy na kolację do Mallaidha. Oczywiscie jedliśmy zebrane rano grzyby
wszyscy żyją, fajnie spędziliśmy czas i to się przedewszystkim liczy
Dzięki Bartek za kolejne odwiedziny
A Pieniny Słowackie szczerze polecam - nie są tak sceprowane jak nasze Polskie.
Ale, że po grzybach była godzina 13, wracać do domu za wcześne to postanowiliśmy z Bartkiem jeszcze wybrać się na jakiś spacerek. Wybór padł na Pieniny Słowackie, raz z powodu ograniczonego czasu a dwa, że w zasadzie tam jeszcze nas nie było.
Po szybkim obiedzie "na mieście" pakujemy się w samochód i w drogę. Najpierw jedziemy na Krościenko, potem na Niedzice, tam przekraczamy granicę i już na Słowacji jedziemy do Leśnicy. Po drodze zatrzymujemy się na Przełęczy Leśnickie Sedlo (710 m.n.p.m.) skąd podziwiamy z jednej strony panoramę Tatr a z drugiej Pienin i Beskidu Sądeckiego
[attachment=23532] Ruszamy dalej i docieramy do Lesnicy. Wieś potocznie mówiąc "zabita dechami' stanowimy tą lokalną atrakcję - jestesmy jedynymi turystami i to do tego "zagranicznymi". Trzy razy jeździmy w te i we wte szukając miejsca na zaparkowanie samochodu - nie nie było ruchu, tylko nie było wogóle miejsca przy drodze. Tutaj podziwiamy miejscowy folklor: [attachment=23533] [attachment=23534] W końcu parkujemy na przystanku PKSu pod mapą. Szybko ruszamy na szlak bo czas nas troche goni. Zresztą zachowujemy się troche jak cepry łamiąc zasady bezpieczeństwa w górach - wychodzimy na szlak późno bo ok 16:30 a do tego nie mamy ani laterek ani jedzenia. No ale trasa na mapie jest na 3 h z hakiem wiec daleko nie idziemy. Ruszamy najpierw zielonym szlakiem w stronę szczytu Plasna (889 m.n.p.m.). Po drodze jakby mało było tego naszego ceprowego zachowania gubimy szlak. Idziemy sobie w najlepsze, prowadzimy różne "naukowe konwersacje" ale w penym momencie mówię, że czas spojżeć na GPSa i okazuje się, że szlak idzie sąsiednim grzbietem. No to dawej przez potok, przez pola w towarzystwie much po 15 minutach z powrotem jestesmy na szlaku. Teraz już poszło szybko, mijamy szczyt który i tak jest zalesiony, i na chwilę zatrzymujemy się na ławeczce [attachment=23535] i ruszamy dalej. Kolejny postój robimy na przełęczy Sedlo Cerla (605 m.n.p.m) [attachment=23536] i dalej w dół, Idzie się bardzo dobrze, much brak, ludzi brak, jest cicho i spokojnie
Po drodze mijamy jeszcze rezerwat buków, który był bardzo malowniczy. Przed ostatnim punktem spacerku jest Przełęcz Sedlo Targow (677 m.n.p.m.) gdzie spotykamy jedyną osobę na szlaku. Zamieniamy pare słów i kierujemy się w strone auta. Po ok 20 minutach jesteśmy z powrotem we wsi. Tutaj chwila odpoczynku i wracamy do N.Sącza. Już inną drogą przez Mniszek i Piwniczną. Prawie po drodze zgarniamy jeszcze gosia3ka i jedziemy na kolację do Mallaidha. Oczywiscie jedliśmy zebrane rano grzyby
wszyscy żyją, fajnie spędziliśmy czas i to się przedewszystkim liczy
Dzięki Bartek za kolejne odwiedziny

A Pieniny Słowackie szczerze polecam - nie są tak sceprowane jak nasze Polskie.
Widać jednak, że i mistrz cieśla się utnie (mówię to dobrze
)


