Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dzień pierwszy.

A wszystko przez mieciura. Se chłop temat pracy mgr wybrał takiok, że nic tylko zrywać się jak blues o czwartej nad ranem i ruszać przed siebie - w Bieszczady. Każdy z nas z jakimś własnym celem - Krzysiek po materiały do pracyCool, Gosia -zacząć kolejne zaliczenie KGP od Tarnicyuhm, ja - powłóczyć się nieco po dziczyunsure.

Spakowani do poldolota niczym na wyprawę dookoła świata mkniemy piątkowym świtem na wschód - "tam musi być jakaś cywilizacja", a raczej była, o czym naocznie mieliśmy się przekonać. Przez bezdroża Beskidu Niskiego, Duklę, Jaśliska docieramy do Komańczy. Tu skręcamy w prawo i dalej na pierwsze miejsce spotkania z Bieszczadami -Solinkę.

Generalnie plan wyprawy jest taki, by dnia pierwszego pozyskać zdjęcia i obserwacje pozostałości po kilku bieszczadzkich wsiach: Solince, Berechach i Siankach. Drugi dzień był dla gór - czyli pętla w gnieździe Tarnicy, a trzeci, improwizacyjny, miał się zakończyć na zaporze w Myczkowcach.

Z drogi na Cisną skręcamy w prawo, przez tory kolejki wąskotorowej, bitą drogą w górą potoku Solinka. Zostawiamy samochód kilometr przed znakiem zakazu i pieszo udajemy się dalej. Dolinę porastają stare sady, drzewa owocowe mieszają się z brzozami, gdzieś przez drogę przemknął spory szarak. Docieramy do błotnistej drogi w centrum wsi, która składa się z czterech domostw. Posługując się mapą próbujemy odszukać ruiny cmentarza i cerkwiska. Na próżno, udaje nam się jedynie natrafić na zarośnięty lasem sad i możliwe stanowisko chałupy. Wracając, na polanie przy samochodzie zauważamy zarośnięte fundamenty budynków. Czujemy się choć trochę spełnieni archeologicznie. Mieciur poczynił obserwacje, my zdjęcia więc można ruszyć dalej. ok

W Solince:
[attachment=22720][attachment=22721][attachment=22722][attachment=22723][attachment=22724]

W Majdanie zwiedzamy stację kolejki bieszczadzkiej, podchodzi do nas mężczyzna o wyglądzie starego górskiego zakapiora, lecz nie wiemy, co mówi... uhm

Przy kolejce:
[attachment=22725][attachment=22726]

Przez Cisną kierujemy się do Berechów Górnych. Pogoda jeszcze znośna, po lewej wznosi się Smerek, dalej Połonina Wetlińska, jednak gdy ją mijamy z ołowianych chmur zaczyna padaćkwasny. Caryńska zakryta, na Rawkach rozsiadło się chmurzysko, które nie zejdzie z nich aż do niedzieli. Unikając kropelek deszczu i czającego się w budce parkingowego podchodzimy kawałeczek na cmentarz w Berechach. Jest tu kilka mogił opisanych cyrylicą, jest tablica na miejscu spalonej cerkwi, jest klimat...

W Berechah:
[attachment=22727][attachment=22728][attachment=22729]

cdn...
Ruszamy do Ustrzyk, pada coraz bardziejDevil, jest ledwie po 11 gdy siedzimy w skromnej izbie schroniska Kremenaros. Oryginalny plan zakładał spanie pod namiotem, lecz nie rozpieszczająca bieszczadzka pogoda naniosła małe poprawki. Myślimy co robić dalej, do Sianek jeszcze kawałek samochodem, potem kilka kilometrów pieszo. Ponieważ w aurze nic się nie zmienia ruszamy dalej. Przez puste Ustrzyki jedziemy w dolinę górnego Sanu, legendarne miejsce dewizowych polowań, królestwo żubrów i niedźwiedziScary. Muczne dziwi nas przydrożnym oświetleniem rodem z beskidzkich uzdrowisk. W Tarnawie, przy ruinach gospodarstw Igloopolu uiszczamy opłatę wstępu do BPN-u i wkrótce docieramy nad San i granicę polsko-ukraińską. Ogromne tu połacie pustego terenu, trawy na byłych polach PGRów kołyszą się rytm historii. Po drugiej stronie Sanu biegną tory kolei do Użhorodu. Widać pozostałości budek strażniczych i zasiek. Wzdłuż drogi ciągną się otoczone ochroną torfowiska.

W dolinie Sanu:
[attachment=22735][attachment=22736]

Coraz gorszą drogą docieramy do Bukowca, a raczej jedynie parkingu pośród bezkresu traw. Rozlało się jak z cebra. Mieciur podejmuje trudną decyzję o zaniechaniu wycieczki do Sianek- stąd jest tam jeszcze 10km - w tej pogodzie będzie to raczej mało przyjemne przeżycie. Decyduje się więc zastąpić Sianki inną wsią - Beniową. Tak też czynimy i ruszamy 3km w górę Sanu. Po lewej widać stawki i rozlewiska utworzone przez bobry, nad głowami latają sokoły, myszołowy i inne drapieżce. Wąską, acz asfaltową drogą docieramy nad brzeg Sanu, który tutaj jest tylko dającym się przejść w bród potokiem. Wieś Beniową tworzy teraz samotna kilkusetletnia lipa stojąca na niegdysiejszym centrum wsi. Jest szałas pasterski rodem z Gorców i oczywiście cmentarz z zachowanymi nagrobkami i podmurówką spalonej cerkwi.

W Beniowej:
[attachment=22730][attachment=22731][attachment=22732][attachment=22733][attachment=22734][attachment=22737][attachment=22738]

Plątamy się dobre pół godziny po tym melancholijnym krajobrazie nim kolejny nawrót deszczu pogania nas do auta.
Po drodze do Ustrzyk stwierdzamy, że należy nam się chociaż mały szlif na jakąś górę i wybór pada na przełęcz Przysłup oraz schronisko studenckie Koliba między Caryńską a Stuposiańską. Przyjemnym, lecz błotnistym szlakiem z Bereżek mamy tam tylko godzinkę. Docieramy przed podanym czasem, lecz na wystarczający czas by zlał nas kolejny deszcz, potem grad, a do tego okazało się, że schron jest w przebudowiepokeyDevil. Polibuda stawia tam chałupę rodem z Krupówek!

W Ustrzykach:
[attachment=22739][attachment=22740]

Mokrzy zjeżdżamy do Kremenarosa. Kolacja, jakiś płynik i próbujemy wypełnić sobie czas pozostały do wieczora. Dzień kończymy grą we własnego wynalazku górską odmianę "państwa-miasta" czyli "góra-dolina i inne" w Bieszczadach. Musieliśmy być chyba jednak zmęczeni, gdy Gosia jako okaz tutejszej fauny na "a" podaje...antylopęTongue2. Cóż, do dziś trwamy w sporze i będziemy poszukiwać tego rzadkiego w Bieszczadach gatunku...w00t

cdn...
i pomyśleć że razem z Anną (co prawda w innym terminie) miałyśmy odbyć z wami taką wycieczkę Sob jednak siła wyższa zadecydowała inaczej Sad
pogoda wam troszkę nie dopisała/ dopisała*
Najważeniejsze że wekend spędzony aktywnie Big Grin


*w zależności od tego co dany górołaz w danym momencie uważa za pogodę, czasami jest to słońce a czasami deszcz i mgła
Bardzo sympatyczny wypad, ech te Bieszczady piękne są..Faktycznie pogoda trochę Wam nie dopisała, ale to zachmurzenie i ponura aura, chyba dodały tylko klimatu tym cmentarzom i archeologicznym znaleziskom...Co do antylopy, to macie po co w Bieszczady wracać-może w końcu się znajdzie na jakim szlakuWink
Mallaidh, pisz no dalej, bo nie mogę się doczekać Smile Bardzo ciekawa historia Smile Zwłaszcza ten archeologiczny aspekt Smile . Lubię takie...
Wędrówka śladami historii. Podoba mi się.
Pogody zdecydowanie nie zazdroszczę.

Mallaidh napisał(a):
W Majdanie zwiedzamy stację kolejki bieszczadzkiej

Stamtąd do Starego Majdanu nie tak daleko. Może w bieszczadzkim Majdanie rodzina Jakuba Wędrowycza też żyje.
Uważałbym następnym razem. Wink

Fajnie to napisaleś Mallaidh, taki jakiś sielski, chyba właśnie bieszczadzki klimat Smile
Niezły szałas, troszkę podupadly ale z klimatem, nie chcieliście tam zabiwakować?
Mieciur - powiedz na uczelni ze Ty za bardzo to nie lubisz po tych górach i wsiach, czas tracisz i pieniądze na dojazdy i noclegi podczas badań i na końcu poproś o zwrot kosztów Big Grin bedziecie mieli sponsora Wink

ps. 4ta fotka, co Wy tam szukaliście
No i jak zwykle wszystko przez Mieciura Smile no ale ktoś musi zapewniać atrakcje reszcie ekipy Smile Relacja z I dnia super, nic dodać nic ując Smile
Maciek, pisz dalej Smile
Pablo, ta moja uczelnia to tzw. "firma uduś" więc nai grosa od nich nie wyciągne...miałem tylko ładne pisemko że pisze prace o Bieszczadach ale i tak sie nie przydało. Ale co tam fajnie jest Smile
Bieszczady, moje miespełnione marzenia. Sad Też bym tak chciał. Mnie jednak nikt nie wyśle na prowadzenie badań kwasny Pogodę mieliście wyśmienitą (wg subjektywnego posądzenia Magdy)
ehhhh fajnie byłoSmile
zaaaaawodowoWink
no, cóz dodać - z opinie o kremenarosie uważam za grubo przesadzone, spało się już w gorszych miejscach... aczkolwiek 25 zł za nocleg to stanowczo za dużo w takich warunkach (najbardziej nas wkurzył brak ogrzewania który sprawił że rano ciuchy były tak samo mokre jak wieczorem) kwasny
chodzenie środkiem drogi, jakieś skacowane lisy przebiegające przed samochodem, totalna dzicz i gonienie po krzakach w poszukiwaniu... sama nie wiem czego (jeszcze mi nie powiedzieli Wink )
a tą antylopę mogłeś sobie darować Toungue
O Szczęściarze! - Bieszczady czerwcową porą odwiedziliście. Pięknie!
POpatrzyłam na zdjęcia i mnie na sentymenty i wspominki wzięłoRolleyes
Dzięki Maciek za te fotki z Berehów - spałam tam kiedyś pod namiotem (lat temu...20 prawiew00t).

Ciekawa jestem jak tam sie miewa droga stara - poczciwa i dziurawa - z Ustrzyk(ów) Górnych do Wołosategouhm. Oby ręka boska broniła komukolwiek ten stary asfalt naprawiać.

Tak mnie ten Wasz wyjazd (i relacja, i zdjęcia) jakoś nastroiły, że może skłonię się ku jakims dwum dniom chociaż na odwiedzenie moich "pierwszych gór" - najlepiej jesienią.

Pozdrowienia!Smile

mar.an napisał(a):
Ciekawa jestem jak tam sie miewa droga stara - poczciwa i dziurawa - z Ustrzyk(ów) Górnych do Wołosategouhm. Oby ręka boska broniła komukolwiek ten stary asfalt naprawiać.


Oj ale byś się zdziwiła - nie ma już tej dziurawej drogi, jest tam teraz równiuteńki jak stół pas startowy dla samolotów - a serio - naprawdę odremontowali całą nawierzchnię od Ustrzyk do baru pod Tarnicą. Jednak nie martw się, dziur ci u nas w drogach dostatek Wink

Ok, uzbrojony w napój turysty zabieram się za skrobanie kolejnej części relacji.

magda.s.77

Trójca Święta, ze znawczynią fauny górskiej na czele, tradycyjnie nie zawodzi ok
Coraz ciekawsze są te Wasze pomysły na spędzanie wolnego czasu. Przyjemne z pożytecznym, w zgranym towarzystwie i przy wyśmienitej pogodzie (słusznie Stasiu rzeczesz Smile ).
I domyślam się, że poldolot nie zawiódł...
Czekam na rozwinięcie.
Mieciur, jeżeli to nie naukowa tajemnica, jaki jest temat pracy?
Dzień drugi.

Na nic zdały się moje wieczorne próby negocjacji godziny pobudki - straszenie pogodą, strajkiem ostrzegawczym - towarzystwo uparło się na 6.30 i wczesne wyjście na szlakkwasny. O ósmej (trochę nam zeszło) pomykaliśmy poldkiem po nowej, wycackanej że mucha nie siada nawierzchni drogi do Wołosatego. Nie mogłaby się nadziwić mar.an, nie mogła i Gosia z mieciurem - gdzie podziała ta słynna droga gdzie dziura na dziurze dziurę poganiała? - pytaliblink.

Nie wspomniałem o pogodzie? Po jakimś nieśmiałym porannym promyku słonka wszystko szybko wróciło do normy. Na śniadanie kapuśniaczkiem częstują nas chmury. Z budki przemiłego pana biletowego, z którym ucinamy krótką pogawędkę nawet nie widać połowy Tarnicy. I tak jednak wybieramy waria(n)t wyjścia szlakiem czerwonym przez Rozsypaniec i Halicz. Drogą wzdłuż potoku Wołosatego powoli i delikatnie nabieramy sobie nieco wysokości. Zieleń zmieszana z mgłą dookoła i tylko moje oczy błądzą ciekawskie po lesie wypatrując wyimaginowanych żubrów, niedźwiedzi i antylop.
[attachment=22772]
Na przełęczy robimy przerwę na śniadanie. [attachment=22773]

Gdy wchodzimy na połoniny zrywa się wiatr, im dalej tym potężniejszy. Mimo, że łaskawie nie pada szlak i tak jest rozbłocony do granic.
[attachment=22775]
Do tego ta widoczność na 10 metrów powala. Wizja bieszczadzkiej panoramy znowu została odłożona do plecaka, między kartki przewodnika ze zdjęciami. Tak sobie maszerujemy, jak to się w pewnych kręgach mówi, bez szału. Rozsypaniec poznajemy po większej ilości skał, Halicz po słupie i tabliczkach, o Krzemieniec ocieramy się tylko trawersem. Potem przełęcz Goprówców. Pusta i choć trochę mniej wietrzna więc chwila na popas.
[attachment=22774]

Jeszcze chwila i osiągamy przełęcz pod Tarnicą. Wcześniej spotkaliśmy tylko 3 osoby. Tu przewija się kilkanaście osobników gatunku cepra pospolitego w pięknym żółtawym ubarwieniu peleryn, kolejne stada słyszymy jeszcze zanim wychodzą zza chmurkwasny. Szybko uciekamy więc na Tarnicę. A tam na drutach wiatr daje koncert. Ale nie on jeden, oto pod krzyżem wycieczka jakiegoś chóru wyśpiewuje Panu Bogu w niebogłosy. Całkiem przyjemnie, gdyby nie fałszujący i troszkę zimny wiatr. Gdy śpiewacy odchodzą robimy pamiątkowe foty do KGP
[attachment=22776]
oraz cudownej panoramy z Tarnicy na TatryCool.
[attachment=22777]

Jeszcze na moment zatrzymujemy się na przełęczy (znów widać Tatryinnocent), gdy nagle zaczyna padać. Najpierw nieśmiało, potem coraz mocnej, w końcu normalna ulewa. Błotnisty i stromy szlak niebieskim do Wołosatego zamienia się w tor saneczkowy lub crossowy, na którym niczym alpejczycy urządzamy sobie slalom miedzy ślizgającymi się ludźmi. Tak powstaje nowa konkurencja olimpijska: ceprogigantblink. Do doliny schodzimy w tempie iście ekspresowym.
[attachment=22779]

Na mecie przy budce BPNu w Wołosatym wita nas ten sam uprzejmy jegomość mówiąc tak do pary turystów narzekających na pogodę: "bo tylko 1% ludzi wie, po co tu przyjechało, o patrzcie na tych, zmoczeni, ubłoceni, a jak się cieszą". Zgodziwszy się z tym stwierdzeniem poszliśmy do auta kląć na cholerną pogodę i jako tako otrzepać się z błota.Wink
[attachment=22778]

Drugą część dnia zajęło nam najpierw szukanie noclegu. Z braku miejsc w Wołosatym zjechaliśmy do Ustrzyk gdzie najpierw chciano z nas zedrzeć 77zł od osoby w hotelu PTTKkwasny, po czym przyjęto w całkiem schludnym Hoteliku Białym za godziwe złotych 27ok. Potem obiad przy akompaniamencie fałszujących w piłkę zawodników naszej reprezentacji, zakupy i mała zimna Perła pod parasolkami na ustrzyckim rynku - jak nazwaliśmy centralny parking w osadzie. Gwoździa przybiliśmy o dziesiątejShy. Tym razem obeszło się bez antylop...


cdn
Stron: 1 2 3
Przekierowanie