08-06-2009, 11:32 PM
Dzień pierwszy.
A wszystko przez mieciura. Se chłop temat pracy mgr wybrał taki
, że nic tylko zrywać się jak blues o czwartej nad ranem i ruszać przed siebie - w Bieszczady. Każdy z nas z jakimś własnym celem - Krzysiek po materiały do pracy
, Gosia -zacząć kolejne zaliczenie KGP od Tarnicy
, ja - powłóczyć się nieco po dziczy
.
Spakowani do poldolota niczym na wyprawę dookoła świata mkniemy piątkowym świtem na wschód - "tam musi być jakaś cywilizacja", a raczej była, o czym naocznie mieliśmy się przekonać. Przez bezdroża Beskidu Niskiego, Duklę, Jaśliska docieramy do Komańczy. Tu skręcamy w prawo i dalej na pierwsze miejsce spotkania z Bieszczadami -Solinkę.
Generalnie plan wyprawy jest taki, by dnia pierwszego pozyskać zdjęcia i obserwacje pozostałości po kilku bieszczadzkich wsiach: Solince, Berechach i Siankach. Drugi dzień był dla gór - czyli pętla w gnieździe Tarnicy, a trzeci, improwizacyjny, miał się zakończyć na zaporze w Myczkowcach.
Z drogi na Cisną skręcamy w prawo, przez tory kolejki wąskotorowej, bitą drogą w górą potoku Solinka. Zostawiamy samochód kilometr przed znakiem zakazu i pieszo udajemy się dalej. Dolinę porastają stare sady, drzewa owocowe mieszają się z brzozami, gdzieś przez drogę przemknął spory szarak. Docieramy do błotnistej drogi w centrum wsi, która składa się z czterech domostw. Posługując się mapą próbujemy odszukać ruiny cmentarza i cerkwiska. Na próżno, udaje nam się jedynie natrafić na zarośnięty lasem sad i możliwe stanowisko chałupy. Wracając, na polanie przy samochodzie zauważamy zarośnięte fundamenty budynków. Czujemy się choć trochę spełnieni archeologicznie. Mieciur poczynił obserwacje, my zdjęcia więc można ruszyć dalej.
W Solince:
[attachment=22720][attachment=22721][attachment=22722][attachment=22723][attachment=22724]
W Majdanie zwiedzamy stację kolejki bieszczadzkiej, podchodzi do nas mężczyzna o wyglądzie starego górskiego zakapiora, lecz nie wiemy, co mówi...
Przy kolejce:
[attachment=22725][attachment=22726]
Przez Cisną kierujemy się do Berechów Górnych. Pogoda jeszcze znośna, po lewej wznosi się Smerek, dalej Połonina Wetlińska, jednak gdy ją mijamy z ołowianych chmur zaczyna padać
. Caryńska zakryta, na Rawkach rozsiadło się chmurzysko, które nie zejdzie z nich aż do niedzieli. Unikając kropelek deszczu i czającego się w budce parkingowego podchodzimy kawałeczek na cmentarz w Berechach. Jest tu kilka mogił opisanych cyrylicą, jest tablica na miejscu spalonej cerkwi, jest klimat...
W Berechah:
[attachment=22727][attachment=22728][attachment=22729]
cdn...
A wszystko przez mieciura. Se chłop temat pracy mgr wybrał taki
, że nic tylko zrywać się jak blues o czwartej nad ranem i ruszać przed siebie - w Bieszczady. Każdy z nas z jakimś własnym celem - Krzysiek po materiały do pracy
, Gosia -zacząć kolejne zaliczenie KGP od Tarnicy
, ja - powłóczyć się nieco po dziczy
. Spakowani do poldolota niczym na wyprawę dookoła świata mkniemy piątkowym świtem na wschód - "tam musi być jakaś cywilizacja", a raczej była, o czym naocznie mieliśmy się przekonać. Przez bezdroża Beskidu Niskiego, Duklę, Jaśliska docieramy do Komańczy. Tu skręcamy w prawo i dalej na pierwsze miejsce spotkania z Bieszczadami -Solinkę.
Generalnie plan wyprawy jest taki, by dnia pierwszego pozyskać zdjęcia i obserwacje pozostałości po kilku bieszczadzkich wsiach: Solince, Berechach i Siankach. Drugi dzień był dla gór - czyli pętla w gnieździe Tarnicy, a trzeci, improwizacyjny, miał się zakończyć na zaporze w Myczkowcach.
Z drogi na Cisną skręcamy w prawo, przez tory kolejki wąskotorowej, bitą drogą w górą potoku Solinka. Zostawiamy samochód kilometr przed znakiem zakazu i pieszo udajemy się dalej. Dolinę porastają stare sady, drzewa owocowe mieszają się z brzozami, gdzieś przez drogę przemknął spory szarak. Docieramy do błotnistej drogi w centrum wsi, która składa się z czterech domostw. Posługując się mapą próbujemy odszukać ruiny cmentarza i cerkwiska. Na próżno, udaje nam się jedynie natrafić na zarośnięty lasem sad i możliwe stanowisko chałupy. Wracając, na polanie przy samochodzie zauważamy zarośnięte fundamenty budynków. Czujemy się choć trochę spełnieni archeologicznie. Mieciur poczynił obserwacje, my zdjęcia więc można ruszyć dalej.

W Solince:
[attachment=22720][attachment=22721][attachment=22722][attachment=22723][attachment=22724]
W Majdanie zwiedzamy stację kolejki bieszczadzkiej, podchodzi do nas mężczyzna o wyglądzie starego górskiego zakapiora, lecz nie wiemy, co mówi...

Przy kolejce:
[attachment=22725][attachment=22726]
Przez Cisną kierujemy się do Berechów Górnych. Pogoda jeszcze znośna, po lewej wznosi się Smerek, dalej Połonina Wetlińska, jednak gdy ją mijamy z ołowianych chmur zaczyna padać
. Caryńska zakryta, na Rawkach rozsiadło się chmurzysko, które nie zejdzie z nich aż do niedzieli. Unikając kropelek deszczu i czającego się w budce parkingowego podchodzimy kawałeczek na cmentarz w Berechach. Jest tu kilka mogił opisanych cyrylicą, jest tablica na miejscu spalonej cerkwi, jest klimat...W Berechah:
[attachment=22727][attachment=22728][attachment=22729]
cdn...
, jest ledwie po 11 gdy siedzimy w skromnej izbie schroniska Kremenaros. Oryginalny plan zakładał spanie pod namiotem, lecz nie rozpieszczająca bieszczadzka pogoda naniosła małe poprawki. Myślimy co robić dalej, do Sianek jeszcze kawałek samochodem, potem kilka kilometrów pieszo. Ponieważ w aurze nic się nie zmienia ruszamy dalej. Przez puste Ustrzyki jedziemy w dolinę górnego Sanu, legendarne miejsce dewizowych polowań, królestwo żubrów i niedźwiedzi
. Muczne dziwi nas przydrożnym oświetleniem rodem z beskidzkich uzdrowisk. W Tarnawie, przy ruinach gospodarstw Igloopolu uiszczamy opłatę wstępu do BPN-u i wkrótce docieramy nad San i granicę polsko-ukraińską. Ogromne tu połacie pustego terenu, trawy na byłych polach PGRów kołyszą się rytm historii. Po drugiej stronie Sanu biegną tory kolei do Użhorodu. Widać pozostałości budek strażniczych i zasiek. Wzdłuż drogi ciągną się otoczone ochroną torfowiska. 
. Cóż, do dziś trwamy w sporze i będziemy poszukiwać tego rzadkiego w Bieszczadach gatunku...
jednak siła wyższa zadecydowała inaczej 


Bardzo ciekawa historia

.
), gdy nagle zaczyna padać. Najpierw nieśmiało, potem coraz mocnej, w końcu normalna ulewa. Błotnisty i stromy szlak niebieskim do Wołosatego zamienia się w tor saneczkowy lub crossowy, na którym niczym alpejczycy urządzamy sobie slalom miedzy ślizgającymi się ludźmi. Tak powstaje nowa konkurencja olimpijska: ceprogigant
. Tym razem obeszło się bez antylop...