Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: W poszukiwaniu wiosny 2009
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
W poszukiwaniu wiosny - Rysianka, marzec 2009

Motto (dedykacja dla Mirka, który też szukał wiosny): "Mirku, szukanie wiosny w górach to nie to samo co zakładanie ręgów albo fedrowanie, ale to mozolna i uciążliwa praca."

Kończy się marzec i ja jeszcze nie spełniłem swego przyrzeczenia o co najmniej dwudniowej wyprawie w góry każdy miesiąc. Cały marzec padał w górach śnieg, lawiny spadają i trzeba wybrać coś mniej niebezpiecznego. Wybór padł na Halę Rysianka i to trasą najmniej uciążliwą.

Kilka danych technicznych:
DOBA : 28.3. ? 29.3.2009
PRZESTRZEŃ: Beskid Żywiecki, Hala Rysianka
OBJEKT (do spania): Schronisko na Rysiance
ODLEGŁOŚĆ: 2x11 km, w przewyższeniu 660 m
CZAS (wg mapy): tam 3 godz. 30 min, zpowrotem 3 godz. 10 min.
SUBJEKTY:
- Stasiu i wiatr Halny

Dzień pierwszy 28.3.

Rano normalka: wstaję wcześnie, ostatnie pakowanie, pożegnanie się z żoną i Forumowiczami GŚ (bo człowiek nigdy nie wie ...blink) i hura na autobus. Przesunięcie mojego ciała i duszy środkami lokomocji przebiega sprawnie i bezproblemowo. Ostatni mnie wypluwa w gminie Ujsoły o godz. 10:30. Teraz już jestem zdany na własne nogi i zawartość wora na plecach. Aż do Złatnej-Huty pójdę 6 km po asfaltowej drodze. Nie trzeba patrzeć pod nogi i dlatego mam dużo czasu na patrzenie po okolicy.
[attachment=20455]
Tutaj pod górami czuje się przedwiośnie. Śniegu jest już niewiele. Miejscowa flora jeszcze śpi. Co do fauny mam pewne spostrzeżenie. Pomijając różne gatunki zdomestyfikowanych zwierząt, można już i tutaj usłyszeć charakterystyczne śpiewy z gromady ptaków. W dzieciństwie chciałem być ornitologiem, ale nie byłem zbyt pilnym uczniem Shy i dlatego zostało tylko na amatorszczyźnie. Dopiero na stare lata doganiam zaległości w tej dziedzinie. Powoli za mną zostają Ujsoły i wita mnie Złatna. Tutaj dolina Bystrej zaczyna być coraz wąziejsza a w dali pokazują się pierwsze kopczyki.
[attachment=20456] - na zdjęciu w dali na horyzoncie Hala Redykalna.
Czas nawet na obejrzenie zabytków kultury. Stara leśniczówka z 1853 roku jest tego przykładem.
[attachment=20457]
Coś dla łagodnego oka górołaza-kulturofila. Idę dalej, kończy się Złatna i zaczyna się las. Po drodze mijam Ośrodek Leczniczo-Opiekuńczy "Nina". Bariery śniegowe o wysokości ponad 1,5 m na poboczu drogi zdradzają, że tegoroczna zima tutaj porządnie się panoszyła. Huh
[attachment=20458]
I jeszcze dalej panoszy. Na drodze pojawia się błoto pośniegowe, które mi zaczyna utrudniać poruszanie się do przodu. Przeciwko temu darze natury wyciągam stare dobre kijki. Pojawiają się zabudowania osady Złatna-Huta, gdzie kończy się asfalt. Jestem w drodze już dwie godziny i czas opuścić cywilizację.
[attachment=20459]
Fajnie powiedziane, ale wymogi cywilizacji i wynalazki techniki ułatwiły mi dalszy postęp w przód. Jak później zauważyłem, cały szlak-droga był przetarty ratrakiem i na domiar, jacyś dwaj chłoptasie poprawili drogę na śnieżnych skutrach. Nie, żeby mnie to cieszyło, ale to już faktycznie były ostatnie przejawy wymogów techniki. Teraz na dwie godziny miałem być sam na sam ze swoimi problemami i zmaganiami. Poruszanie się w takim terenie wszyscy znają. Dno doliny zaczyna się stopniowo dźwigać, nogi, dzięki ratrakowi, nie grzęzną po kolana (lepiej powiedziane), ale tylko po kostki. Jednak i tak szybko ubywa mi sił. Dzięki zimie straciłem kondycję i teraz dostaję w d... (tyłek) Shy. Na szczęście na szlaku zmagam się sam i nikt nie widzi jakie mam problemy. Po fizycznej stronie nie jest dobrze, ale dusza się we mnie śmieje. Czy nie jest lepiej ledwo popadać dech w podejściu na kopczyk niż w domu siedzieć wygodnie przed szklannym pudłem giggle. Dalszym pozytywem jest pogoda. Nareszcie jest ciepło i mało brakuje, żebym szedł tylko w koszulce. Ta moja zuchwałość miała być za chwilę ukarana. Doszedłem do dolnej części Hali Rysianka. Gdzieś na jej górnym końcu jest schronisko Na Rysiance. Jednak wiatr, który dotychczas słyszałem gdzieś w koronach drzew, teraz na otwartym terenie oparł się do mnie całą swoją siłą. Wiatrzysko jakby chciało mi zabronić dotarcia do schroniska i zdmuchnąć mnie zpowrotem do doliny. Nasze wzajemne zmaganie długo nie miało swojego zwycięzcę. Raz miał na wierchu wiatr, raz na wierchu miałem ja. Jednak w momencie, kiedy zobaczyłem budynek schroniska, wiedziałem, że jednak dotrę do celu mojej wędrówki.
[attachment=20460]
Jest godzina 14:30, ja uszczęśliwiony siedzę w schronisku i zaczynam wybierać pierwszy posiłek z oferty jadłospisu. Następne chwile to klasyka - upragniony posiłek, zakwaterowanie i higiena ciała. Co jednak z napoczętym popołudniem? Jestem sam, aczkolwiek wokół siedzi parę grupek jednakowo zaawnsowanych turystów. Czas szabko mija. Przed zachodem słońca jeszcze raz wychodzę przed schronisko. Wiatrzysko dmucha pełną siłą. Jednak coś zobaczyłem na pocieszenie ducha. Dotąd Pilsko było ukryte w chmurach. Teraz ukazało się w pełnej krasie.
[attachment=20461]
Wszystko co piękne musi się raz skończyć. Jeszcze chwilę siedzę przy piwku w jadalni i potem postanawiam iść spać. Chyba pierwszy raz mi nie szkodzi, że w nocy czas przesuwa sił o jedną godzinę. Mam nocy na zapas. Dobranoc.

Dzień drugi 29.3.

Rano wstaję wcześnie. Kuchnia otwiera o 8:00. Ja nie mogę tak długo czekać i rozkoszować się pysznym śniadaniem. Na głodno wyruszam w powrotną drogę. Muszę się śpieszyć, ponieważ obiecałem żonie szybko wrócić. Trzeba jeszcze uczcić jej urodziny. W takim wypadku nie wypada się spóźniać. Może komuś się nie podoba wracać tą samą drogą, ale mnie to nie przeszkadza. Powrotna droga jest widziana inaczej, jabym powiedział w odwrotnym gardzie. Nie ma jednak co opisywać. Najpierw Złatna, potem Ujsoły i na koniec autobusami przez Żywiec, Bielsko i Cieszyn do domu.

P.S. No i gdzie była wiosna? uhm Była, była, ale gdzieś się schowała. Może jest już w każdym z nas? Cool
Stasiu! Świetna relacja! Uwielbiam czytać te Twoje monologi i przemyślenia na szlaku! Do kilka kwiatków literackich tworzy brakujący klimat wiosny!ok

Pozdrawiam!

magda.s.77

Jak widać wiosna odnaleziona. Wszak sam Stasiu napisałeś, że dusza sie w Tobie śmiała pomimo trudności fizycznych Smile .
Bardzo ładnie i przyjemnie napisana relacja.
widzę, że naładowałeś się energetycznie, to dobrze, ale dlaczego kobiety nie zabrałeś ... samotniku

Sylwester napisał(a):
widzę, że naładowałeś się energetycznie, to dobrze, ale dlaczego kobiety nie zabrałeś ... samotniku


Moja żona nie chodzi zbytnio po górach, ona preferuje jazdę na rowerku i dlatego muszę chodzić sam. Mam jednak wyrozumałą żonę. Czas od czasu spuszcza mnie z łańcucha, żebym się przewietrzył Toungue

bardzo fajnie Stasiuok:
grunt to w domu nie siedziećSmile
ta powaga na fotce przedostatniej...Toungue
Stasiu, fajną sobie wyprawe zrobiłeś Smile Fotka Pilska super, bardzo lubię tą górę.
gratulacje wyprawy Smile
Stasiu ,dzięki za dedykację. Motto bardzo piękne,ok ale relacja jeszcze piękniejsza.Smile
Stasiu, masz specyficzny-czytaj- bardzo fajny styl pisaniaSmileok. Każdą relację czytam z przyjemnością i zaciekawieniem, co też tam wymyśliszWink.Wędrówka widać udana, chociaż dała Ci w kość, ważne że to pozytywne zmęczenieSmile Postanowienie comiesięcznego wypadu w kopczyki spełnione. Jednym słowem-pogratulowaćok-wyprawy:-)
Nie wiem co napisac uhm ... chyba tyle, że teraz po przeczytaniu jestem bardzo pozytywnie nastawiony na dzisiejszy dzień Rolleyes ... wiosna!

Stasiu napisał(a):
...Mam jednak wyrozumałą żonę. Czas od czasu spuszcza mnie z łańcucha, żebym się przewietrzył Toungue


Pokłon w kierunku Żony, za to że Cię spuszcza z łańcucha Stasiu! Chodź Chłopie więcej po tych kopczykach, bo uwielbiam czytać Twoje relacje!!!ok

Stasiu, widzę że skierowałeś swe kroki w "mój" Beskid Żywiecki Big Grin
Piękna fota Pilska Big Grin
No i wiosna się jeszcze ukrywa Wink a może to i dobrze Smile[/i]
Przekierowanie